Translate

niedziela, 1 listopada 2015

~.18.~

Ranek był dosyć chaotyczny, ponieważ musieliśmy się pakować. Wstałam około 9 am, zjadłam śniadanie z Zaynem i zaczęłam układać rzeczy do walizki. Przez zakupy, które zrobiłam z Wal, musiałam trochę upychać, więc ledwo zapięłam zamek. Dziś był mój ostatni, jak na razie, dzień z Zaynem. On wraca do Indii, ja do Anglii, Muszę uporządkować wszystkie sprawy, a dopiero potem do niej polecę. Aczkolwiek było mi trudno się z nim rozstawać.
Chwilę później przyszła fryzjerka, która zajęła się włosami Trish. Kobieta dalej była do mnie wrogo nastawiona, ale przynajmniej nie wchodziłyśmy sobie w drogę. Dziewczyny namawiały, żebym poleciała teraz z nimi, ale ja wiedziałam swoje. Nie było innej opcji.
Gdy fryzjerka mocno wyprostowała moje włosy, a makijażystka wykonała swoją robotę, również z paznokciami, przyszedł czas na ubranie się. Zostawiłam sobie wcześniej białe spodnie, miętową bluzkę i wysokie biało - czarne kropki. Do tego dobrałam czarną, skórzaną torebkę oraz zegarek tego samego koloru,
- Rose, wychodzimy - usłyszałam głos Malika, po czym wstałam, udając się do wyjścia.
Ochrona wzięła moje walizki, jak i również bagaże rodziny królewskiej. Udaliśmy się do windy, Zayn złapał mnie za rękę, a ja obdarowałam go pocałunkiem w policzek.
- Będę za tobą cholernie tęsknił - wyszeptał mi do ucha.
- Ja za tobą też, Zayn - odparłam, kładąc głowę na ramieniu mężczyzny.
- Obiecałaś, że przyjedziesz - przypomniał mi, patrząc na mnie, lecz ja nie odwróciłam głowy.
- I przyjadę - mruknęłam, lustrując drzwi windy.
- Kiedy? - zapytał, gdy stanęliśmy, a ochrona wyszła z jeżdżącego pomieszczenia.
Nie odpowiedziałam nic, tylko ruszyłam za dziewczynami. Mieliśmy zaczekać w hollu, aż spakują nasze walizki do auta. Wyjęłam telefon z torebki i przeraziła mnie ilość powiadomień. Weszłam tylko w sms, a pokazała mi się liczba 76 nieodebranych. Otworzyłam jedynie sms od mama.

Mommy <3
14.08.2019 11:32 pm
>Wyglądałaś ślicznie, skarbie :) Oglądaliśmy wszyscy galę, jesteśmy dumni! Pozdrów Zayna<

Rose
15.08.2019 10:19 am
>Dziękuję :) Właśnie jedziemy na lotnisko, kocham was<
]
Schowałam ponownie urządzenie do torebki, po czym łapiąc Zayna za rękę ruszyłam do samochodu. Momentalnie oślepił mnie blask fleszy, a krzyki były nie do zniesienia. Myślałam, że oszaleję, więc jak najszybciej wbiegłam do samochodu. Odetchnęłam, gdy drzwi zamknęły się, a cala rodzina siedziała w środku.
- Rose, masz samolot o 11 am. Nasza ochrona zaprowadzi cię oraz odbierze z lotniska i zawiezie do rodziców. Będą też stali przed twoim domem, aby paparazzi nie zakłócali waszego spokoju - mówił Yaser z uśmiechem.
- Teraz musisz pamiętać, że każdy twój ruch jest śledzony. Jak przylecisz do Indii zostaniesz dokładnie przeszkolona - dodała Karima, mrożąc mnie wzrokiem.
- Wiesz już kiedy przylecisz? - spytała Safaa z nadzieją w oczach.
- Muszę najpierw uporządkować wszystkie sprawy, od poniedziałku powinnam wrócić do pracy w barze, miałam kupić mieszkanie - oznajmiłam, przygryzając wargę.
- Wrócisz do pracy? - mruknął Malik, patrząc na mnie zawiedziony.
- Muszę trochę zarobić, bo jestem praktycznie spłukana - wyjaśniłam zgodnie z prawdą.
- Wiesz, że pieniądze to nie problem - przypomniał z nadzieją.
- Nie chcę, żebyś mnie utrzymywał - bąknęłam, gdy samochód zatrzymał się.
Byliśmy na płycie lotniska, tuż przed samolotem. Bagażnik otworzył się, a ochrona zaczęła wyciągać walizki Malików. Wszyscy wysiedliśmy, aby się pożegnać. Najpierw podbiegła do mnie Wal.
- Dziękuję, że mi pomagasz. Po powrocie powiem mamie o Andreasie. Obyś, jak najszybciej do nas wróciła. Pa, Rosie - przytuliła mnie, po czym ruszyła do samolotu.
Następnie rzuciła się na mnie Safaa, która prawie płakała żegnając się. Mama Zayna podała mi jedynie rękę, a tata mocno przytulił.
- Jesteś najlepszą osobą w życiu mojego syna, proszę nie zostawiaj go - przy tych słowach myślałam, że moje serce wybuchnie.
To było wspaniałe uczucie, byłam taka szczęśliwa. Rozpierało mnie od środka. Chwilę później wróciłam na ziemię i spojrzałam na Zayna. W jego oczach była smutek, rozczarowanie. Nie lubił pożegnań. Pewnie myślał, że do niego nie wrócę. Bał się tego.
Podeszłam do swojego chłopaka, który natychmiast mocno mnie przytulił.
- Nie chcę się żegnać - wychlipał, obejmując mnie szczelnie.
- My się nie żegnamy, Zayn. My tylko udajemy, że pomyliliśmy samoloty, aby potem spotkać się znowu, jakbyśmy nie widzieli się te 5 lat, wpaść sobie w ramiona, mówiąc "Już nigdy więcej takich pokręconych lotów" - powiedziałam do jego ucha, wypuszczając łzy.
- Kocham cię - odparł rozżalony, wplatając dłoń w moje włosy.
- Ja ciebie też, obiecuję, że niedługo znajdę dobry samolot. Teraz muszę się zgubić - wyszeptałam, złączając nasze usta w delikatnym pocałunku, po czym odsunęłam się, trzymając go jedynie za rękę.
Zacisnęłam usta w wąską linię, czując słone łzy na policzkach. Nie chciałam go znowu zostawiać, ale nie mogłam po prostu wyjechać. Mam za dużo spraw w Londynie.
I tak o to puściłam jego dłoń, zanosząc się płaczem. Szybko wbiegłam do auta, aby nikt nie widział moich chwil słabości. Zayn w tym czasie wszedł na pokład.

Po przylocie do Londynu zostałam wręcz przetransportowana do domu w towarzystwie ochrony, tam rodzice i siostra wyściskali mnie i kazali wszystko dokładnie opowiadać. Następnego dnia musiałam w końcu wrócić do pracy, bo kończył mi się urlop.
Wstałam przed 10 am, ponieważ przed pracą spotykam się z dziewczynami. Całe szczęście, że klub otwierają o 8 pm, dzięki czemu mam cały dzień dla siebie.
Wzięłam prysznic, umyłam i rozczesałam też włosy. Zeszłam na dół, gdzie nikogo nie było. Rodzice w pracy, Grace jeszcze spała. Postanowiłam zrobić tosty, więc przygotowałam chleb, ser oraz szynkę i zaczęłam przygotowywać śniadanie. Włączyłam telewizor w kuchni, nastawiając wodę na herbatę.

"Szum w mediach wywołała niejaka Rose Bufford z Wielkiej Brytanii, która wraz z królem Indii, Zaynem Malikiem, pojawiła się na tegorocznej gali Unicefu. Rose błyszczała na czerwonym dywanie, rozpisują się o tym niemal wszystkie gazety. Po 5 letniej przerwie w związku, Zayn i Rose wrócili do siebie. W internecie już pojawiła się fala komentarzy na ten temat. 
Rose ma 25 lat, skończyła studia artystyczne, mieszka w Londynie wraz z rodzicami i siostrą. Czy wyprowadzi się do Indii? Czas pokaże"

Poranne wiadomości zwaliły mnie z nóg, już wszyscy rozpowiadali o mnie tysiące informacji, skąd oni w ogóle je mają? Prychnęłam pod nosem, przełączając trzy kanały, na których widziałam reportaże o sobie, aż w końcu natknęłam się na najnowszy odcinek The Fosters. Wyjęłam z szafki kubek, zalewając wrzątkiem herbatę owocową. Chwilę później wyciągnęłam tosta, kładąc go na talerz. Zajadałam się śniadaniem, wyjmując telefon z kieszeni szlafroka. Zapomniałam wyłączyć "tryb samolotowy", więc po chwili zostałam zasypana tysiącami wiadomości.
Tyle osób ze studiów pisało, a ja kojarzyłam większość jedynie z widzenia. Odczytywałam je, ale nie odpisywałam. Kilka sms'ów było o jakieś wywiady, ale te również postanowiłam zignorować.
Napisałam do May'i, że widzimy się o 2 pm i nagle zadzwonił jakiś nieznany numer.
- Witam, z tej strony Karen Waldgorn z magazynu duńskiego T3. Dzwonię w sprawie wywiadu dla naszej gazety. Czy byłaby pani zainteresowana?
- Przykro mi, ale nie. Na pewno nie teraz.
Odłożyłam Iphone'a, po czym wróciłam do jedzenia. W tym czasie zeszła Gracie, a ja przypomniałam sobie o nagraniu z Justinem. Za nim je pokazałam, zrobiłam tosty dla siostry, która usiadła na przeciwko mnie.
- Grace, wiem, że cię bardzo korci i pewnie chcesz wiedzieć, czy był Justin...
- Błagam, powiedz, że był - przerwała mi z nadzieją w oczach.
- Sama zobacz - uśmiechnęłam się, włączając filmik.
Moja siostra popłakała się, ledwo oddychając. Krzyczała ze szczęścia, rzucając się w moje ramiona. To było takie kochane.
- Kocham cię, Rose - szepnęłam, wtulając się we mnie.
- Ja ciebie też, skarbie - zachichotałam, głaszcząc ją po plecach.
Po posiłku udałam się na górę, gdzie wykonałam makijaż oraz fryzurę. Ubrałam białe spodnie, turkusową bluzkę oraz białe sandałki. Do tego niebieski komin na szyję i delikatną biżuterię. Do czarnej, skórzanej torebki wrzuciłam wszystkie potrzebne rzeczy. Zbiegłam na dół, moja siostra leżała na kanapie, jedząc ciastka i oglądając telewizję.
- Wychodzę pozałatwiać kilka rzeczy, jak będziesz chciała gdzieś iść to dzwoń do mnie - odparłam, zakładając okulary gladiatorki.
Otworzyłam drzwi, a kilku fotografów natychmiast poderwało się z miejsc i zaczęło robić mi zdjęcia. Zasłaniałam się ręką, ale to i tak nic nie dawało. Okrążyli mnie, błyskając lampami po oczach. Aż w końcu ochrona ich odciągnęła, a Karl złapał mnie za przed ramię. Pomógł mi wejść do wielkiego, czarnego samochodu.
- Pan Malik kazał ubezpieczać panią - oznajmił, gdy samochód ruszył.
Oczywiście Zayn nie posłuchał mnie, gdy mówiłam, że nie chcę ochrony, ale dobrze zrobił, bo oni przedarli się nawet przez bramę. Co prawda, aby ją otworzyć wystarczy pilot, bo dzielnica nie jest strzeżona. Oni się pewnie wdrapali po drzewach.
- Gdzie jechać? - zapytał kierowca, którego imienia nie znałam.
- Najpierw do jakiegoś marketu po torebki na prezenty - odrzekłam, opierając głowę o szybę.
Miałam dla przyjaciółek prezenty z Nowego Jorku, ale nie zdążyłam kupić jakiś opakowań na nie. Tęskniłam za dziewczynami, brakowało mi tej możliwości wygadania się, przytulenia, śmiania razem. Teraz miałyśmy spotkać się wszystkie w domu Maggie.
- Ja wyjdę kupić te torebki, jakiej wielkości mają być? - zapytał Karl, gdy podjechaliśmy pod sklep.
- Bez przesady - burknęłam, otwierając drzwi.
Wysiadłam z auta, udając się w stronę wejścia do marketu. Miałam dosyć tego przepychu. Mogę normalnie coś kupić, a nie wysyłać posłańców. Chcę mieć jakiekolwiek życie.
Oczywiście Karl szedł tuż za mną, co trochę mnie krępowało, ale normalnie udałam się na stoisko z akcesoriami, gdzie znalazłam odpowiednie torebki prezentowe. W tym czasie zadzwonił mój telefon. Był to Zayn.
- Cześć, skarbie. Co robisz?
- Jestem w sklepie, a ty?
- Wróciłem ze spotkania, siedzę sobie na tarasie. Chciałbym, abyś tu była.
- Niedługo będę, obiecuję.
Podeszłam do kasy, gdzie zauważyłam 3 magazyny ze zdjęciami z gali. Nasze zdjęcia z podpisem "Brytyjka oczarowała króla". Przewróciłam oczami, kładąc zakupy na taśmę.
- Co dziś robisz?
- Spotykam się z dziewczynami, idę do pracy.
- Pozdrów je ode mnie.
- Dobrze, a jak tam u twoich sióstr?
- Tęsknią za tobą.
- Ja za nimi też.
- Kocham cię, Rosie. Baw się dobrze, pa.
- Pa.
Schowałam telefon do kieszeni spodni, płacąc za artykuły. Kasjerka najwidoczniej mnie rozpoznała, ale chyba bała się odezwać. Wzięłam swoje zakupy, udając się z powrotem do auta, które ruszyło w stronę domu mojej przyjaciółki. Ja w tym czasie przepakowałam prezenty.
Zatrzymaliśmy się w końcu, a ja wybiegłam z samochodu, pukając do drzwi. Otworzyła mi Maggie, ściskając mnie z całych sił.
- Jak ja się stęskniłam - wyszeptała, wpuszczając mnie do środka.
- Ja też, masakra - powiedziałam, idąc z nią do salonu.
- A ta obstawa to już widzę na poważnie - odparła, a ja przewróciłam oczami.
- No cóż, inaczej paparazzi nie pozwolą mi wyjść z domu, atakując fleszami - burknęłam, poprawiając włosy.
Wtedy weszłyśmy do salonu, gdzie siedziała Maya oraz Annie bawiąca się z Johnem. Przywitałam się z nimi, po czym usiadłam na kanapie.
- Opowiadaj! - nakazała Annie, patrząc na mnie jednoznacznie.
- No cóż, świetnie się bawiłam w Nowym Jorku - wymamrotałam niepewnie.
Najpierw mówiłam ogółami, że poszłam z Wal na zakupy, zwiedzałam miasto. Potem dopiero się otworzyłam, poczułam w nich zaufanie.
- Wszystko się zaczyna, ten chory świat. Królestwo, zakazy, paparazzi, brak prywatności, zobowiązania. Nie mam pojęcia, co robić - wychlipałam, bawiąc się paznokciami ze spuszczoną głową.
Poczułam, jak siedząca obok Maggie obejmuje mnie ręką na pocieszenie.
- Chcesz wrócić do Indii? - zapytała poważnie Maya.
- Obiecałam to Zaynowi, ale boję się. To życie mnie przeraża, do tego mam tu was - odważyłam się na nie spojrzeć.
- Myślę, że teraz jest najlepszy czas na to. Ciężko będzie nam się rozstać, ale musisz myśleć o przyszłości. Zayn to mężczyzna twojego życia, a teraz łatwiej ci będzie wszystko ułożyć. Jesteś starsza, dojrzalsza. Dasz radę, będzie ciężko, ale poradzisz sobie - mówiła Annie z uśmiechem.
- Dokładnie, jedź do niego. Uporządkuj wszystko, ale jedź. Tylko nie masz prawa zrywać z nami kontaktu - dodała Maggie, przytulając mnie.
- Kocham was, dziewczyny - szepnęłam, czując ulgę.
Wtedy przypomniało mi się o prezentach, które szybko wyjęłam z torebki.
- Mam coś dla was z Nowego Jorku, proszę Maya - odrzekłam, podając przyjaciółce pakunek.
Dla niej miałam breloczek, koszulkę "I <3 NY" oraz coś droższego, a mianowicie torebkę w biało-granatowe paski Michaela Korsa. Ucieszyła się, dając mi buziaka w policzek. Następny był dla Annie. Kubek i koszulka z Nowego Jorku oraz kolczyki. A dla Maggie ta sama koszulka, magnes i jeansy Armaniego. Dziewczyny były zadowolone, dziękując mi z całego serca, ale ja nie mogłam zapomnieć o Johnathanie, który dostał ubranka.
Miał już 15 miesięcy, a pamiętam, jak się urodził.
- Kontaktowałaś się z Luki'em ostatnio? - spytała Maya dosyć niepewnie.
- Nie, ale chcę się z nim pożegnać - mruknęłam, biorąc łyk kawy, którą przyniosła Maggie.
- Podobno pod koniec wakacji wraca z trasy po Irlandii - dodała Annie.
Dzień minął mi naprawdę wspaniale, rozmawiałam z dziewczynami o dosłownie wszystkim. Jak za dawnych czasów. Dowiedziałam się, że Annie i Louis po powrocie z podróży poślubnej zaczęli ostre poszukiwania domu. Maggie zamierza iść do pracy, gdy da Johnathana do przedszkola, a Maya dostała pracę, jako kosmetyczka. Niall jest informatykiem w firmie, Louis wciąż na pozycji wspaniałego prawnika, a Harry, z którym się widziałam, bo wrócił z pracy, czyli z biurowca, w którym dostał posadę księgowego. Na razie wszyscy po woli zaczynają budować przyszłość. Cieszyłam się z tego. Każdy układa życie, jak najlepiej. Kiedyś banda dzieciaków, dziś mądrzy, dorośli ludzie. Czas tak szybko leci, że ciężko nadążyć.

_______________________________________________________________________
Witajcie skarby! Przepraszam, że tyle musicie czekać na rozdziały, ale ledwo wyrabiam. Mam tyle na głowie, że nie wchodzę na komputer. Czasem naskrobię coś na telefonie, lecz szkoła robi swoje. Przykro mi, ale tak teraz będzie. Jednak proszę nie odchodźcie, bo może wydawać się, że już nic ciekawego tu nie będzie, a wręcz przeciwnie. Dużo przed wami!
Proszę komentujcie, bo słabo ostatnio, a nie chcę ustanawiać limitów ;c



4 komentarze: