Translate

czwartek, 25 lutego 2016

~.22.~

Tydzień później moi rodzice opuścili Indie ze względu na pracę, a Grace na szkołę. Przez cały ich pobyt pokazywaliśmy im urok Bombaju. Starałam się spędzać z nimi, jak najwięcej czasu, bo teraz będę widzieć ich bardzo rzadko.
Właśnie dziś ma się odbyć jakieś przyjęcie w zamku. Od rana trwają przygotowania, to też szczególny dzień dla Wal, ponieważ Andreas przyjeżdża. Zayn jest teraz lekko zabiegany, a ja postanowiłam się nie wtrącać. Gdy zostałam sama, poświęcałam się rysunkom lub rozmowom z przyjaciółmi. Pomagałam nawet przyszłej pani Horan z wyborem kwiatów do kościoła.
Po szybkim prysznicu i umyciu głowy, zeszłam do swojej cudownej garderoby, gdzie założyłam białe szorty z wysokim stanem, koszulę bez rękawów i sandałki. Do tego dobrałam pierścionek ze znakiem nieskończoności, bransoletkę, zegarek oraz kolczyki. Wróciłam na górę, aby pomalować paznokcie na niebiesko, rozczesać włosy i zamówić śniadanie. Po 15 minutach w moim pokoju pojawiły się przepyszne pancakes z owocami oraz jakimś syropem robionym przez tutejsze kucharki. Zajadałam się, oglądając najnowszy odcinek Pretty Little Liars. Nagle bez żadnego pukania wpadła Karima.
- Rose, dziś odbędzie się bankiet, na którym masz się pojawić. O 5 pm masz przymiarki, a impreza o 6:30 pm. Z kolei jutro odbędzie się spotkanie odnośnie odbudowy rur wodociągowych w jednej z dzielnic. Za dwa dni lecimy do Korei na spotkanie z prezydentem, będziemy tam około 3-4 dni,  więc mamy pracowity tydzień przed sobą. Tu masz wszystko rozpisane - mówiła obojętnie, po czym podała mi teczkę do ręki. - Oh, Zayn jest teraz zajęty, więc lepiej mu nie przeszkadzaj.
- Jasne - mruknęłam, wracając do posiłku.
Karima chyba nigdy mnie nie polubi, zawsze gdy ze mną rozmawia jest taka wredna. Jej ton i wzrok są pełne zniewagi oraz nienawiści. Nie wiem, co jej zrobiłam, ale w sumie to nie obchodzi mnie to, bo wystarczy popatrzeć na jakim miejscu jestem ja, a na jakim ona.
Gdy skończyłam śniadanie, zabrałam się za rysowanie. Chciałam zrobić coś związanego z Indiami, więc wybrałam Ganeshę. Zajęło mi to godzinę, bo trzeba oczywiście dopracować wszelkie detale. Wtedy postanowiłam udać się na mały spacer, by oczyścić myśli. Wzięłam swojego Iphone'a, włożyłam słuchawki do uszu i wyszłam z pomieszczenia. Postanowiłam iść do ogrodu, przechodziłam też obok tej remontowanej części. Była cała zasłonięta, więc nie mogłam nic zobaczyć. To dziwne, ale nie moja sprawa.

Gdy wybiła godzina 5 pm, ja siedziałam już w swojej garderobie w samej bieliźnie, otulona aksamitnym szlafrokiem. Moja fryzjerka Darielle, pracowała na włosami, a kosmetyczka zajmowała się paznokciami stóp i rąk. Po 30 minutach z jednej strony moje kosmyki były zagarnięte lekko do tyłu.  Makijaż wykonałam sama, był dosyć mocny, ale idealnie pasował do białej, obcisłej spódniczki oraz szare koszuli bez rękawów.  Do tego dobrałam Louboutiny z motywem skóry wężowej oraz drobną, złotą bransoletkę i kopertówkę.
Ciało spryskałam perfumami, po czym wdrapałam się na górę, gdzie czekał już Zayn. Wyglądał tak idealnie w białej koszuli z podwiniętymi rękawami i czarnym spodniach garniturowych.
- Wyglądasz cudownie, ale naprawdę mam ochotę to z ciebie zdjąć - wymruczał, przyciągając mnie do siebie.
- I vice versa, kotku - szepnęłam, całując go w policzek.
Zachichotałam, widząc ślad mojej szminki, który szybko starłam.
- Twoje włosy są już takie długie* - wymamrotałam, wkładając palce w jego kosmyki.
- To źle? - spytał, patrząc mi w oczy.
- Nie, dla mnie cały jesteś idealny - powiedziałam, przytulając się do niego.
Chwilę później byliśmy już w drodze na bankiet, który jak się okazało, miał być moją imprezą zapoznawczą ze wszystkimi urzędnikami. Trwała z 4 godziny, jedliśmy po prostu kolację. Zamieniłam słowo chyba z każdym obecnym, oczywiście z suką Arielle również.
- To wspaniałe, że będziesz teraz nową królową - rzekła z taką sztucznością, że ledwo jej się ten uśmiech na twarzy trzymał.
- Dziękuję - odparłam najładniej, jak umiałam.
Odeszłam od niej, siadając obok Waliyhy, która wciąż czekała na Andreasa.
- Właśnie wylądował, było opóźnienie z powodu burzy w Danii - powiedziała, a ja posłałam jej lekki uśmiech.
- Ochrona go tu przywiezie? - spytałam, wkładając do buzi jakieś ciastko.
- Tak, za 15 minut powinien być - pisnęła naprawdę podekscytowana.
- To wspaniale! - rzekłam, przytulając brunetkę.
I faktycznie chwilę później Andreas zjawił się w pałacu z walizką i 5 bukietami kwiatów. Muszę przyznać, że jest naprawdę przystojny. Spędził z nami resztę wieczoru, każdy chyba zauważył, że jest naprawdę zakochany w Wal, a ona w nim.

Następnego dnia odbywało się spotkanie odnośnie wodociągów w jednej z gorszych dzielnic. Od rana stylistki pracowały nad moim wyglądem. Dobrały mi pudrową sukienkę z kwiecistymi elementami, czarny żakiet oraz szpilki w tym samym kolorze. Włosy wyprostowały idealnie, a lekki makijaż zrobiłam sama. Do czarnej, skórzanej kopertówki wrzuciłam telefon i najpotrzebniejsze rzeczy. Następnie razem z ochroną i Karimą udałam się do auta, gdzie czekał Zayn. Rozmawiał przez telefon, więc nie przeszkadzałam mu. Wyjęłam swojego iphone'a, odpisując na kilka wiadomości.
- Rose, po spotkaniu będę musiał pojechać w pewne miejsce. Kierowca zawiezie cię do pałacu - oznajmił Malik, wystukując coś w komórce.
Droga minęła w zupełnej ciszy między nami, bo on był ciągle zajęty. Rozumiałam to, bo w końcu jest głową państwa i ma swoje sprawy.
Ja natomiast umówiłam się na obiad z Liam'em i Arash, gdy wrócimy z Nepalu. Ostatnio widziałam się z nimi na imprezie urodzinowej Payne'a.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, czułam zdenerwowanie. Musiałam wypaść, jak najlepiej. Przy ziemi, gdzie mięli zacząć rozbudowę, było już pełno fotoreporterów, telewizja i tubylcy. Podeszliśmy do wszystkich, a ja widziałam te spojrzenia. Zdecydowanie nie byłam lubiana wśród Hindusów.
Zayn rozpoczął przemowę, a ja po prostu stałam z tyłu. Obok mnie jedynie Karima i mnóstwo ochroniarzy. Mój chłopak opowiadał o całej procedurze, odpowiadał na pytania. Wszystkie dotyczyły tych rur, aż do pewnego momentu. Coś, co powiedział jakiś mężczyzna wywołało naprawdę ogromną burzę. Widziałam, że Zayn był zdenerwowany. Z tego, co zapamiętałam z lekcji 5 lat temu to pożegnał się i ruszyliśmy do samochodu.
- Zayn, co tam się stało? - spytałam, kładąc dłoń na jego kolanie.
- Nic - warknął, opierając głowę na ręce opartej o okno.
- Przecież widziałam - odparłam, przygryzając wargę.
- Ten facet powiedział coś złego o tobie - kapitulował, wypuszczając powietrze z ust.
- Co?
- Że w mieście jest wiele rzeczy do naprawy, a ja pewnie tylko kupuję ci nowe sukienki - wyjaśnił, przewracając oczami. - Tyle, że użył dosyć obraźliwych słów.
- Wiem, że oni mnie nie lubią. I pewnie będą mówić takie rzeczy, ale staram się tym nie przejmować, bo nie ma sensu - wydukałam, chociaż było mi przykro.

Właśnie jesteśmy w drodze do Seoulu. Lot zniosłam dobrze, bo oglądałam filmy z Safaą, natomiast Zayn załatwiał jakieś swoje sprawy. Mieliśmy lecieć we dwójkę, ale siostra Malika nigdy nie była w Korei Południowej, więc zabraliśmy ją ze sobą. Przylecieliśmy wieczorem, więc od razu udaliśmy się do hotelu, który był po prostu niesamowity. Nie mogłam uwierzyć, w to jakie rzeczy tam były. Postanowiłam wziąć odprężającą kąpiel z pianą. Spięłam włosy w niechlujnego koka, zanurzając się.
Włączyłam playlistę nastrojowych piosenek, zamykając oczy. W końcu czułam się zrelaksowana. Co prawda długo nie siedziałam, ale i tak wystarczyło.
Wyszłam chwilę później wkładając krótkie, materiałowe spodenki piżamowe, luźny tshirt i bluzę rozpinaną.
W pokoju zastałam Zayna z laptopem na kolanach i Safeę jedzącą masło orzechowe.
- Hej, malutka. Co ty na to, aby pójść jutro pozwiedzać trochę? - zaproponowałam, siadając obok niej.
- Jestem za, Zayn i tak ma jutro jakieś spotkanie biznesowe - odparła podekscytowana z uśmiechem na twarzy.
Tak o to wybrałyśmy kilka miejsc, które możemy jutro zobaczyć. Zrobiłyśmy nawet listę, po czym oglądnęłyśmy razem nowy film z Zac'em Efronem. Potem wysłałam Safeę do łóżka, a sama umyłam zęby i położyłam się pod ciepłą pościelą. Zaraz po mnie przyszedł Malik.
- Przepraszam, skarbie. Mamy teraz mały kryzys, więc muszę tyle nad tym siedzieć - mruknął, całując mnie w policzek.
- Rozumiem - szepnęłam, układając się do snu.
- Ej, tęsknię za tobą - wymamrotał, całując mnie po szyi.
Położył dłoń na moim brzuchu, składając mokre pocałunki na moim ciele.
- Mam okres - warknęłam, odsuwając się.
- Dobrze, dobrze. Śpij, skarbie - odparł, przysuwając się do mnie.
Przytulił się do mojego ciała, dając mi ciepło. Czułam się dobrze, zapominając o bólu brzucha.

Ranek nastał szybko, Zayn musiał lecieć na spotkania, a ja i Safaa zostałyśmy w hotelu na śniadanie. Zjadłyśmy je dopiero o 1 pm, po czym postanowiłyśmy ruszyć do miasta. Ubrałam zwykły, biały tshirt, szorty jeansowe oraz sandałki. Dobrałam też bransoletkę od Zayna, tę sprzed 5 lat, białe okulary przeciwsłoneczne i naszyjnik z koniem. Do małej, skórzanej torebki wrzuciłam wszystkie potrzebne rzeczy, chwyciłam za sweter i razem z Safaą ruszyłyśmy na dół. Oczywiście musiała towarzyszyć nam ochrona. Jako pierwsze miejsce zwiedzania wybrałyśmy Gyeongbokgung palace. Byłam pod wrażeniem, wszystko tak dopracowane. Sama nigdy nie byłam w tym zakątku świata, więc chciałam zobaczyć, jak najwięcej.
Następnym przystankiem były po prostu ulice. Chciałyśmy przejść się trochę, wejść do jakiś sklepów. Nikt raczej nie zwracał na nas uwagi, więc spacerowałyśmy bez oporu. Robiłyśmy dużo zdjęć, plotkując o wszystkim.
- Tak się cieszę, że Zayn cię znalazł - powiedziała po chwili.
- Dziękuję, a dlaczego tak właściwie? - odrzekłam, patrząc na nią.
- Jesteś wspaniała, dla nas jak prawdziwa przyjaciółka, dla niego miłość życia...
- Miłość życia?
- Tak, on ciągle o tobie gada. Gdy wrócił, a ty zostałaś jeszcze w Londynie, aby dopilnować przeprowadzki on był taki szczęśliwy, że będziesz w końcu z nami. Widać, że cię kocha, chociaż jest zapracowany i nie ma zawsze czasu, to i tak się stara - tłumaczyła z uśmiechem na twarzy.
- Ja też go kocham. Nikogo tak nie kochałam, jak jego - szepnęłam, czując się tak inaczej.
- Poświęciłaś wszystko dla mojego brata - odparła, a ja spojrzała na nią pytająco. - Wymarzona praca, rodzina, znajomi.
- Owszem, zostawiłam to w Londynie, ale skoro ktoś z kim chcę spędzić resztę życia jest tu, to jak mogłabym żyć tam bez niego? - powiedziałam, a ona posłała mi takie dumne spojrzenie.
- Jeśli mój brat coś spierdoli, to go chyba zabiję własnymi rękami. Jesteś taka wspaniała - rzekła, a ja przytuliłam ją.
- Ty jesteś wspaniała, ale uważaj sobie na słownictwo panno - zaśmiałam się, głaszcząc dziewczynę po głowię.
- Oj, dobra tam. Lepiej chodźmy coś zjeść - zaproponowała, a ja przytaknęłam.
Po 15 minutach siedziałyśmy już w jednej z restauracji, w której niestety nas poznali, więc skakano koło stolika cały czas. Podpisałyśmy się na specjalnej ścianie "gwiazd", co było trochę żenadą, ale trudno. Potem postanowiłyśmy iść na małe zakupy. Spędziłyśmy 3 godziny na wybieraniu ubrań, butów i dodatków. Jednak było warto, bo wzbogaciłam się o nową torebkę i naszyjnik. Safaa natomiast o sukienkę, tshirt, kolczyki, buty, bransoletki i szalik. Do hotelu wróciłyśmy przed 8 pm, Zayn był już w pokoju i rozmawiał z Louis'em przez Skype, więc postanowiłam się wtrącić.
- Cześć, Lou.
- O hej, Rose.
- Jak tam u was?
- Wszystko dobrze, a nawet bardzo. Mieliśmy jeszcze nikomu nie mówić, ale pochwaliłem się Zayn'owi to tobie też mogę...
- Louis, ja jej chcę powiedzieć!
Nagle obok pojawiła się Annie z ciastkiem w ręce, a ja już wiedziałam, co się kroi.
- Będziemy mieli dziecko!
- Gratulacje, skarby moje! To świetnie, w końcu mały Tomlinson!
Byłam naprawdę szczęśliwa, bo wiedziałam, jak im na tym zależało. Byli po ślubie, mieli dom i dobre prace, więc zostało tylko dziecko.
- Annie jest dopiero w 5 tygodniu, więc jeszcze dużo przed nami.
- Czyli noc poślubna.
- Oj, ty już tu nie wyliczaj, Zayn. Lepiej postaraj się o własnego.
- No właśnie, Rose. Kiedy wy coś zmajstrujecie?
- Louis, opanuj się. Na razie nie zamierzam zaciążyć.
- No właśnie, w sumie to każdy już ruszył tylko nie wy. Maya z Niall'em biorą ślub, Harry i Maggie mają dziecko, my będziemy mieli. Teraz czas na was.
- Annie, ty już mi tutaj nie ustalaj, co mamy robić.
- Dobrze, dobrze, Zayn. Ja ci tylko coś sugeruję.
- Lepiej powiedzcie, jak nowy dom.
- Świetnie, sypialnia i łazienka skończone, czekamy jeszcze na parę rzeczy do kuchni i salonu.
- Dobra, mu już kończymy. Paa.
Zayn zakończył połączenie, a ja spojrzałam na niego pytająco.
- Nasi znajomi chyba chcą nam powiedzieć, że zostajemy w tyle - zachichotał, poprawiając mnie na swoich kolanach.
- Tak, ale powiedz szczerze, myślałeś już o ślubie, dzieciach i tym wszystkim? - spytałam, pakując do buzi maliny, które leżały na stole.
- Aż tak to chyba nie, sam nie wiem - zmieszał się dziwnie, poprawiając włosy.
- No bo, ile chciałbyś mieć dzieci? - powiedziałam, łącząc nasze dłonie.
- Może dwójkę - odparł po chwili namysłu.
- To dobrze, że się w tym zgadzamy, ale nie jestem pewna, czy chcę już dziecko. No wiesz, to ogromna odpowiedzialność. Cały czas przy maluchu, a chciałabym jeszcze trochę swobody. Inaczej ze ślubem...
- No nie wierzę - przerwała nagle Wal, wychodząc ze swojego pokoju. - Już jest pełno zdjęć w internecie, nawet wyceny naszych ubrań.
- Norma - wymamrotał Zayn, przewracając oczami.
- Nie myślałam, że tak szybko, zazwyczaj to jest jakoś następnego dnia - powiedziała, siadając na kanapie.
Zeszłam z kolan Zayna, nalewając sobie soku do szklanki. Zajęłam miejsce obok dziewczyny, włączając telewizję. I znowu czar prysł, bo przyszła Karima z kolejnymi zadaniami dla Zayna i tym razem dla mnie też.

Następnego dnia odbywało się spotkaniem z prezydentem Korei Południowej, na którym też miałam być. Z racji, iż nie planowaliśmy, że pójdę, nie miałam przygotowanych ubrań. Założyłam więc coś, co miałam po prostu ze sobą. Czarne rurki, biały tshirt we wzorki i czarną marynarkę. Dobrałam też pudrowe koturny i pierścionek. Fryzjerka Zayna upięła też lekko moje włosy, a makijaż zrobiłam sama. Jechaliśmy tam na obiad, który wcale nie wyglądał tak idealnie. Siedzieliśmy przy stole z ludźmi, którzy mnie nienawidzili, co chwilę latały w moja stronę komentarze. Czułam się paskudnie, jak jakaś obca. Zostałam zbesztana przez każdego, kto tam był.

Do końca wyjazdu Zayn pracował, a ja siedziałam w hotelu. My praktycznie nie rozmawialiśmy, on był ciągle zabiegany. Nawet w samolocie w drodze powrotnej nie odezwał się praktycznie słowem, bo zajmował się papierami. Safaa też to zauważyła, więc próbowała mnie czymś zająć, ale ja nie miałam humoru.
I kolejny dzień po powrocie do Indii zaczął się tak samo, obudziłam się bez niego obok. Więc gdy zjadłam śniadanie i się ubrałam, postanowiłam go poszukać. Od sprzątaczki dowiedziałam się, że robi coś w swoim biurze. Popędziłam tam, zapukałam do drzwi, a słysząc jego głos, otworzyłam je, wchodząc do środka. Malik siedział z nosem w papierach i komputerze, nawet na mnie nie spojrzał.
- Dzień dobry - powiedziałam trochę zbyt słodko.
- Cześć - mruknął obojętnie, pisząc coś na laptopie.
- Masz chwilkę? - spytałam niepewnie, przygryzając wargę.
- Nie bardzo - sapnął, nie odrywając się od sprzętu.
- Aha, super.
- Kurde, Rose. Naprawdę pracuję, nie mam czasu na jakieś pierdoły - warknął, a ja poczułam kłucie w sercu.
Zabolało, naprawdę zabolało. Wybiegłam stamtąd szybko, w moich oczach już gromadziły się łzy. Czułam się okropnie, byłam dla niego "pierdołą". Świetnie. Nie miałam sił na to, znowu zaczyna się to samo, co 5 lat temu.
Zamknęłam się w pokoju, zanosząc się płaczem. Nie chciałam tego, wiedziałam już, jak będzie. Ponowne olewanie, zostawianie mnie i wyzwiska.
Moje namysły przerwał dźwięk dzwonka telefonu. Nie miałam ochoty rozmawiać, ale ktoś był natrętny. Chwyciłam za urządzenie, widząc imię "Luke" na wyświetlaczu. To mnie dobiło.
- Halo?
- Rose, jesteś zajęta?
- Nie.
- Ej, co się dzieje?
- Nic.
- Przecież słyszę.
- Nic, Luke. Czemu dzwonisz?
- Rose, znam cię zbyt dobrze, by zignorować fakt, że płaczesz. Wiesz przecież, że mi możesz wszystko powiedzieć. Jestem przy tobie.
I tak o powiedziałam mu o wszystkim. Rozmawialiśmy szczerze, jak kiedyś. Wysłuchał mnie dokładnie, nie oceniał.
- Rosie, spokojnie. Wiesz przecież, że tymi idiotami się nie możesz przejmować, bo jesteś wyjątkowa i każdy inny o tym wie, bo cię zna. Zayn jest królem tego kraju, dlatego ma naprawdę dużo roboty. Niestety, ale tak jest i nikt tego nie zmieni. Jednak możesz zrobić coś, co pomoże wam obu.
- Co?
- Pomyśl nad współpracą, bo wiesz...Prawda jest taka, że dopóki nie jesteś żoną Zayna to nikt nie będzie cię traktował poważnie. Wszyscy myślą, że jest szansa na zerwanie i takie gówna. Natomiast ślubu sama nie weźmiesz, trzeba czekać na niego.
- No cóż, racja.
- Możesz za to się wykazać. Myślałaś nad zaprezentowaniem się ludziom?
- W sumie nie, ciągle tylko stoję za Zaynem.
- No właśnie. A spróbuj zająć się sprawami państwa, pomyśl co można zrobić, by cię poznali naprawdę. Nie załamuj się tym, Rose. Nie warto.
- Dziękuję, Luke.
- Nie ma za co, skarbie. A co do Zayna, to myślę, że musisz z nim szczerze porozmawiać na ten temat. Tylko to może pomóc.
- Luke...
- Tak?
- Trochę tęsknię za nami. To znaczy za nami, jako przyjaciele.
- Ja też, Rose. Teraz jestem w trasie i na nic nie mam czasu.
- Kiedy masz jakieś wolne?
- W październiku, 2 tygodnie jestem w Londynie z rodzicami i Kate.
- A potem może jakoś byśmy się spotkali?
- Na pewno, ale dogadamy się później. Lecę już, pa Rosie. I pamiętaj, co ci mówiłem. Masz się nie poddawać.
- Dziękuję, Luke.
Rozłączyłam się, wstając z podłogi. Usiadłam na łóżku, ocierając łzy. Rozmowa z Luke'em bardzo mi pomogła, nabrałam motywacji i planów. Wiedziałam już, co robić.



*Włosy Zayna na tym momencie opowiadania są takiej długości, jak w teledysku do Night Changes
_______________________________________________________________________
PRZEPRASZAM! Miesiąc nie było rozdziału, wiem. Zawaliłam przez szkołę i totalny brak weny. Chciałam coś naskrobać wcześniej, ale słowa się nie kleiły.
Za to wracam z nowym rozdziałem, może i trochę nudnym, ale to przejściówka do nowych akcji. Mam nadzieję, że się podoba i wciąż tu jesteście, skarby moje!
Proszę was komentujcie, bo to mega motywacja ♥

3 komentarze:

  1. Kocham <3
    Jejku, jak ja uwielbiam czytać to ff i za każdym razem jak dodajesz rozdział to bardzo się cieszę. Mogłabym czytać godzinami.
    Myślę, że Zayn trochę zaniedbuje Rose na potrzeby kraju... Rozumiem, że jest królem i takie tam, ale zaczyna się to co 5 lat temu. Moim zdaniem powinien poświęcać jej więcej czasu.
    Czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowne *.*
    kocham to opowiadanie i czekam na kolejne rozdzialy :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś cudowna, nie mogę się doczekać kolejnej części ❤❤

    OdpowiedzUsuń