Translate

poniedziałek, 25 stycznia 2016

~.21.~

Samolot wystartował, moi rodzice i siostra byli w szoku, widząc jego wyposażenie. Pierwszy raz lecieli prywatną linią. Jednak ze względu na późną porę, Grace zasnęła dosyć szybko. Ja zajęłam wygodne miejsce, dzwoniąc do Zayna na skype. Nie odebrał, a ja spojrzałam na zegarek. U niego był wczesny ranek, więc po prostu odłożyłam tablet. Mój tata oglądał jakiś mecz na laptopie, a mama wymyślała stroje na każdy dzień ich pobytu.
- Mamo, po co ty to robisz? - spytałam, wypuszczając powietrze ze świstem.
- To jest rodzina królewska, muszę pokazać się z, jak najlepszej strony - oznajmiła, jakby to było oczywiste.
Prychnęłam pod nosem, idąc w stronę łóżka, gdzie spała już moja siostra. Okryłam ją mocniej kołdrą, ściągnęłam buty i biżuterię, kładąc się obok. Byłam już zmęczona, chciałam tylko znaleźć się, jak najbliżej Zayna.

Poczułam, jak ktoś szturcha mnie w ramię. Otworzyłam oczy, widząc tatę.
- Skarbie, za 40 minut lądujemy. Wstawaj - odparł z uśmiechem, a ja przeciągnęłam się.
Przetarłam oczy, wstając z łóżka. Mama z tatą siedzieli wygodnie, jedząc swoje śniadanie, a Grace prawdopodobnie była w łazience. Podeszłam do jednej walizki, w której mieściły się moje ubrania na dziś. Chwyciłam za kosmetyczkę, wchodząc do toalety. Zmyłam resztki rozmazanego makijażu, rozczesałam włosy, pozostawiając je, aby opadały falami. Umyłam się szybko, ciało osuszyłam ręcznikiem. Narzuciłam na siebie luźny, beżowy tshirt, kwieciste spodenki oraz sandałki.  Założyłam biżuterię, a ciało spryskałam perfumami. Zrobiłam delikatny makijaż, składający się z podkładu, pudru oraz tuszu. Podręczną kosmetyczkę wrzuciłam do białej, skórzanej torebki. Gdy wróciłam z łazienki, czekało na mnie śniadanie, które zjadłam naprawdę szybko. Chwilę później samolot zaczął lądować, a moja mama była coraz bardziej podekscytowana.
- Skarbie, cieszę się, że w końcu znalazłaś swoje miejsce na ziemi - usłyszałam z ust taty.
Posłałam mu wdzięczne spojrzenie, wrzucając gumę do buzi. Moja siostra wariowała, widząc wspaniałe krajobrazy za oknem, a mama po prostu siedziała, czekając. Ja chciałam już tylko znaleźć się w ramionach Zayna. Tęskniłam za nim.

Gdy samolot znalazł się na płycie lotniska, ja już widziałam czających się przy płocie paparazzi. Już pstrykali milion zdjęć, które będą w jutrzejszej gazecie. To jest ten minus bycia z królem.
Wstałam z fotela, udając się do wyjścia. Pożegnałam obsługę, idąc po schodach w towarzystwie ochrony. Już słyszałam i widziałam błysk fleszy. Poleciłam rodzicom, aby ubrali okulary, po czym razem weszliśmy do czarnego auta podstawionego przez Zayna.
Napisałam sms do Maggie, że dolecieliśmy, Grace kręciła kolejne tysiąc filmików na snapchata, mama poprawiała makijaż, a tata robił coś na telefonie.
- Tak bardzo chcę go już zobaczyć - szepnęłam w sumie do siebie, ale i tak każdy to słyszał.
- Za chwilkę będziemy, panno Bufford - odezwał się kierowca, a ja zobaczyłam jego uśmiech w lusterku.
Odwzajemniłam go, oglądając widoki. Nic się nie zmieniło, cały czas był niemiłosierny upał. Gdy przekroczyliśmy bramę wjazdową pałacu, moja rodzina zaczęła się denerwować. Widziałam po nich, że trochę się bali.
- Spokojnie, będzie dobrze - powiedziałam, aby dodać im otuchy.
Zatrzymaliśmy się na ganku, a obsługa otworzyła drzwi. Wysiadłam jako pierwsza, każdy przywitał mnie miłym "Dzień dobry", tak samo i moją rodzinę, która była pod ogromnym wrażeniem. Widziałam, jak wyciągano nasze walizki, a ciężarówka z moimi rzeczami właśnie przyjechała. Zaraz przy wejściu do pałacu pojawił się Ratish, którego obdarowałam przytuleniem. Poznał moich rodziców oraz siostrę, której kazałam schować iphone'a.
- Akurat odbywa się jakieś spotkanie w ogrodzie wiosennym, zaprowadzę państwa tam - oznajmił, posyłając mi dziwne spojrzenie.
Skrzywiłam się, nie wiedząc o co chodzi. Przeszliśmy do ogrodu, a moja mama nie mogła przestać komentować tego, jak jest tu pięknie. Ale miała rację, wszystko było takie idealne. Jednak kawałek dalej zobaczyłam, że jedna część pozakrywana jest płachtami.
- Ratish?
- Tak, panienko?
- Co się tam dzieje?
- Oh, tam trwa remont.
O nic więcej nie pytałam, po prostu podążałam za Ratishem. Dotarliśmy do punktu spotkań w ogrodzie, gdzie przy stole zobaczyłam już całą rodzinę Zayna. Jednak nie byli sami. Obok mojego chłopaka siedziała jakaś ciemnowłosa wywłoka razem ze swoją rodziną, jak zgaduje. Myślałam, że mnie coś rozsadzi, widząc jak na niego patrzy. Matka Zayna rozmawiała z jej rodzicami, jego siostry pochłonięte były rozmową między sobą.
Gdy tylko byliśmy w zasięgu ich wzroku, czułam jak eksploduje. Co to do cholery było? Kim jest ta mała suka?
Było mi tak cholernie wstyd przed moimi rodzicami, którzy pewnie byli bardziej zakłopotani ode mnie. Przyjechali poznać rodzinę chłopaka ich córki, a zastają ich z jakąś inną dziewczyną.
- Jaśnie panie, panna Bufford z siostrą i rodzicami - powiedział Ratish, a wzrok wszystkich spadł na nas.
Czułam się, jak wieśniaczka. Każdy ubrany był elegancko, w tradycyjne stroje indyjskie. Ja natomiast miałam na sobie tshirt i krótkie spodenki.
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, albo w ogóle tu nie przylatywać.
- Rose - mruknął Malik, podrywając się z miejsca.
Podszedł do mnie, po czym złączył nasze usta w gwałtownym pocałunku. Wciąż byłam zła, więc nie odwzajemniłam go. Po prostu stałam, czekając aż się ode mnie odczepi.
- Tak tęskniłem - szepnął, w moje usta, obejmując twarz dłońmi.
Nie odpowiedziałam nic, a on odsunął się, napinając mięśnie. Podszedł do moich rodziców i Gracie.
- Witam państwa w końcu u siebie, jak minął lot? - przywitał się z nimi uściskiem dłoni.
- Bardzo dobrze, dziękujemy - odpowiedział tata, a ja widziałam, że też nie podobała mu się sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy.
- Cześć, młoda - rzekł, przybijając piątkę Grace.
- Nie taka młoda - prychnęła moja siostra, a na mojej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
Rodzina Malików wstała, a Safaa natychmiast podbiegła do mnie. Przytuliła się, po czym obdarowała soczystym buziakiem w policzek. Wal postawiła na zwykłe objęcie, dziękując, że przyjechałam. Doniy'i nie było z nimi, a pewnie ze swoim mężem w ich pałacu.
- Witaj, Rose - tata Zayna, podał mi rękę oraz posłał szczery uśmiech.
Następnie udał się do moich rodziców, którzy kończyli poznawanie z siostrami Zayna. No i została matka Zayna.
- Dzień dobry - zaczęła pierwsza, podchodząc do niej.
- Witaj - burknęła, mierząc mnie wzrokiem.
Ta kobieta chyba nigdy się nie zmieni, ona nienawidzi mnie i vice versa. To przez nią 5 lat zostawiłam miłość mojego życia. Ciekawa byłam, co teraz wymyśli, żeby się mnie pozbyć.
- Poznajcie proszę rodzinę Khalin, prezydent Bangalore Tamir z żoną Dehlią i córką Arielle - przedstawiła ich Patricia.
A więc suka ma na imię Arielle.
- A to moja partnerka Rose Bufford z ojcem George'm, mamą Christine i siostrą Grace - dodał Zayn, obejmując mnie w pasie.
Usiedliśmy na wolnych miejscach, oczywiście z dala od Zayna. Atmosfera była bardziej sztywna, niż naleśniki Grace.
Malikowie i Khalinowie rozmawiali w swoim języku, a my po prostu siedzieliśmy tam, pijąc lemoniadę. Byłam totalnie zawstydzona, wściekła i zmęczona. Chciałam po prostu wziąć kąpiel, posiedzieć na tarasie. Widziałam, jak ta wstrętna Arielle kleiła się do mojego Zayna. Co chwila go zaczepiała, trącała obrzydliwymi pazurami i zarzucała włosy, za które miałam ochotę ją wyszarpać.
- Pozwolicie, że zaprowadzę Rose do pałacu, na pewno wszyscy są zmęczeni - odparł nagle Zayn, a ja spojrzałam na niego z pogardą.
Oho, lepiej późno, niż wcale.
Razem z rodziną udaliśmy się za moim chłopakiem w stronę zamku. Szłam z nim ramię w ramię, ale nie miałam ochoty rozmawiać. Byłam rozgoryczona. A Malik to zauważył i drogę przebyliśmy w ciszy.
- Zaprowadzę państwa do pokoju, gdzie są już bagaże - oznajmił, gdy weszliśmy do środka.
Pokonaliśmy schody na 3 piętro, po czym Zayn pokazał moim rodzicom i Grace ich sypialnię. Byli naprawdę zdziwieni jej wyposażaniem. Grace niemal szalała.
Podziękowali, mówiąc, że muszą się zdrzemnąć.
Ja i Zayn ruszyliśmy piętro wyżej, poczułam, jak łapie mnie za rękę. Nawet nią nie ruszyłam, sam zaplótł swoje palce z moimi.
- Co się dzieje? - spytał po chwili, zerkając na mnie.
- Nic - warknęłam, wzruszając ramionami.
- Przecież widzę, Rose - odparł, zatrzymując się, lecz byłam sprytniejsza.
Wyswobodziłam się, idąc dalej. Niestety, złapał mnie za przedramię, przyciągając do siebie.
- Kim ona jest? - zapytałam cała w nerwach.
- Moja matka zaczęła się z nimi spotykać, planują jakieś interesy - wyjaśnił, ale ja wiedziałam, że na tym się nie skończy.
- Ona się do ciebie klei, jak niewyżyta nastolatka - prychnęłam, przewracając oczami.
- Daj spokój, przecież to nie ma sensu, kochanie - wyszeptał, przyciągając mnie do siebie. - Naprawdę za tobą tęskniłem.

Malik zaczął składać pocałunki na mojej szyi, kierując się powoli do swojego pokoju. Zaczął ściskać dłońmi moje pośladki, przywarł do mnie ustami, natarczywie prosząc językiem o wejście. Uległam mu, wplatając dłonie we włosy mężczyzny. Znaleźliśmy się w sypialni Malika, zamykając drzwi na klucz. Wskoczyłam na bruneta, obejmując nogami jego biodra. Podczas gdy on wsadził ręce pod moją koszulkę. Posadził mnie na swoim biurku, ściągając buty. Ja w tym czasie zdjęłam bluzkę, przyciągając go do siebie. Całowaliśmy się namiętnie, z pasją. Miałam ogromną ochotę na zbliżenie. Fala w moim podbrzuszu rosła z każdym jego dotykiem. Myślałam, że gdy eksploduję, gdy dobrał się do spodenek. Zsunął je ze mnie, rzucając w kąt. Nie byłam mu dłużna, pozbywając się jego koszuli. Oparłam ręce o parapet przy biurku, a on zaczął lizać mój biust. Bawiłam się jego na żelowanymi włosami, oddychając ciężko.

To było naprawdę gorące, gdy zębami ściągnąć ostatnią część mojej bielizny. Musnął językiem moją kobiecość, co sprawiło, że jęknęłam jego imię. Oparł ręce na udach, obcałowując mnie. Czułam się tak dobrze. Zaciskałam oczy, wbijając paznokcie w blat.

- Brakowało mi tego - usłyszałam z jego ust, które potem zatopił w mojej przyjaciółce.

Pieścił językiem każdą część, doprowadzając mnie do szaleństwa. Dyszałam, spinając place u stóp.

Oh, ja też za tym tęskniłam.

Szczytowałam kilka potem, a Zayn oblizał się, wstając.

- I ty niby jesteś królem? - zakpiłam, próbując unormować oddech.

- Królem minetek, skarbie - odparł zbyt pewny siebie, całując mnie w policzek.

Wybuchłam niepohamowanym śmiechem, nie mogłam uwierzyć, że to powiedział. Śmiałam się dobre kilka minut, podczas gdy on po prostu siedział oparty o stół.

- Oh, nie gniewaj się, mój ty królu minetek - chichotałam, siadając na nim okrakiem.

- Kocham cię, Rose - szepnął, zakładając kosmyk moich włosów za ucho.

- Ja ciebie też, Zayn - mruknęłam, całując go delikatnie w usta.

Złapał mnie za uda, idąc w stronę łóżka, na którym ułożył nas wygodnie. Zdjął spodnie, zostając w samych bokserkach. Dopiero wtedy poczułam zmęczenie po podróży, położyłam głowę na nagiej, wytatuowanej piersi mężczyzny, łącząc nasze dłonie razem.

Zayn obejmował mnie, całując w wierzch głowy. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

Obudziłam się naga i sama. Na dworze się już ściemniało, ale i tak było cholernie gorąco. Wstałam, przeciągając się ospale. Sięgnęłam po swoją koszulkę, zakładając ją na siebie. Naciągnęłam też majtki i spodenki na tyłek, idąc w stronę garderoby Zayna. Tam zobaczyłam kolejne drzwi, które były otwarte, a z nim słychać było odgłosy.
Zeszłam schodami na dół, gdzie zobaczyłam ogromną garderobę z moimi ubraniami. Podłoga zrobiona z białego kamienia z mały elementami szarości. Pełno półek tego samego koloru, w których już była część moich rzeczy. Rozpakowywała je służba, a Zayn dyktował, co gdzie kłaść. Byłam w ogromnym szoku, to ma być moje?
- Oh, widzę, że wstałaś. Jak ci się podoba? - spytał, przytulając mnie.
- To jest idealne, Zayn - powiedziałam, będąc pod ogromnym wrażeniem.
- Jest cała twoja, oczywiście możesz wszystko pozmieniać...
- Nie chcę, jest pięknie - przerwałam mu, rzucając się na szyję chłopaka.
- W takim razie chodźmy się umyć, bo za godzinę kolacja z twoimi rodzicami - oznajmił, gdy ruszyliśmy po schodach na górę.
Wzięliśmy prysznic razem, ale do niczego nie doszło. Po prostu myliśmy się przy sobie.
Osuszyłam ciało ręcznikiem, zawijając go w okół siebie. Mokre włosy rozczesałam, schodząc powoli na dół. Wszystkie moje ubrania były już rozpakowane. To wyglądało tak idealnie. Białe półki w moim torebkach, butach.
Chwyciłam parę beżowych koturn oraz białą, koronkową sukienkę bez ramiączek. Dobrałam do niej pasek, który umieściłam pod biustem. Nałożyłam też bransoletkę z muszelek i kolczyki. Wróciłam na górę, gdzie stał już perfekcyjnie wyglądający Zayn. Miał na sobie białe spodnie oraz tradycyjną hinduską koszulę koloru czerwonego ze złotymi dodatkami. Włosy zaczesane do tyłu. Podeszłam do niego, łącząc nasze usta w romantycznym pocałunku.
- Jesteś taka śliczna - mruknął, łapiąc mnie za ręce.
- Mój - szepnęłam, przykładając swoje czoło do jego.
Oderwaliśmy się od siebie, a ja weszłam do łazienki, gdzie wykonałam delikatny makijaż i spięłam włosy w wysoką kitkę. Spryskałam ciało perfumami, po czym wróciłam do Malika.
- Idziemy? - spytał, łapiąc mnie za rękę.
Kiwnęłam głową, podążając za nim. Zeszliśmy na dół, spotykając moich rodziców. Mama szła z tatą pod rękę, a Grace obok nich.
- Zayn, to jest jakaś bajka - powiedziała moja siostra, a Malik zaśmiał się cicho.
- A twoja siostra jest księżniczką w tej bajce - wyszeptał do mnie, całując mój policzek.
- Boże, jesteście tacy uroczy. A ja pamiętam, jak ci śniadanie robiłam, gdy spałeś u nas. To było tak dawno, a wydaje się, że wczoraj - rozczuliła się, a ja widziałam, że robi zdjęcie.
Przeszliśmy razem na balkon, gdzie zastawiony stał ogromny stół. A przy nim rodzina Malik, nawet Doniya z mężem. Przywitaliśmy się, siadając wygodnie.
Zaczęliśmy posiłek w ciszy, moi rodzice byli lekko skrępowani.
- Jak się państwu u nas podoba? - spytał w końcu tata Zayna.
- To magiczne miejsce - odparła moja matka z uśmiechem.
- Cieszę się, a co państwo myślą o spacerze po pałacu po kolacji? - zaproponował, a wszyscy przytaknęli.
Zauważyłam, że Safaa i Grace złapały kontakt. Rozmawiały oczywiście o Justinie Bieberze. Natomiast Doniya była wrogo nastawiona, nie odzywała się. Ona i jej matka od zawsze za mną nie przepadały, ale cóż.
- Cieszymy się bardzo, że nasze dzieci się połączyły. Najstarsza córka już zamężna, teraz czas na syna - powiedział Yaser, klepiąc Zayna po ramieniu.
Momentalnie zrobiłam się czerwona, nie myślałam poważnie o ślubie z Zaynem. Nie wiem, jak by to było. Małżeństwo, dzieci, rodzina. Nie miałam pojęcia, co o tym sądzić.
- Skoro już mowa o tych tematach, to chcielibyśmy ogłosić, że razem z Doniyą spodziewamy się dziecka - wtrącił nagle mąż siostry Malika.
- Zostaniemy dziadkami! - krzyknęła Trish, rzucając się na córkę i Tajdzina z gratulacjami.
Po serii rozmów o nadchodzącym dziecku, każdy skończył posiłek, więc mogliśmy udać się na spacer po pałacu. Na początku szli nasi rodzice, rozmawiając na jakieś tematy. Za nimi Safaa i Grace, potem Doniya z Tajdzinem, a na końcu ja, Zayn i Waliyha.
- Matka będzie teraz szaleć przez ciążę Don, więc macie czas dla siebie w końcu - mruknęła brunetka, posyłając nam lekki uśmiech.
- To znaczy? - spytałam, łącząc swoją dłoń z Zayna.
- Będzie latać do niej, pomagać i no wiecie, jak to, gdy kobieta pierwszy raz zostanie matką. Da wam spokój i przestanie dokuczać Rose - wyjaśniła, nie zatrzymując się.
- To chyba dobrze - wymamrotał Malik, całując mnie w policzek.
- Lepiej powiedz, jak z Andreasem - zmieniłam temat, patrząc na zawstydzoną dziewczynę.
- Cały czas rozmawiamy, ale boję się powiedzieć matce. Ona się zdenerwuje, że Andreas nie jest w królewskiej rodzinie i zakaże nam kontaktu - wyszeptała lekko zasmucona.
- Wal, musisz się jej postawić. Nie chcę was skłócać, ale masz prawo do miłości - powiedziałam, gdy wchodziliśmy do prywatnej siłowni w zamku.
To całe zwiedzanie zajęło nam z godzinę, byliśmy w pomieszczeniach, o których nawet ja nie miałam pojęcia. Basen, siłownia, kuchnia, jadalnia, milion tarasów, sypialni i łazienek, kino, biblioteka, garderoby, spa.
Wróciliśmy naprawdę zmęczeni, chciałam tylko iść spać. Wzięłam szybką kąpiel, ubrałam piżamę i położyłam się do łóżka, Zayn przyszedł chwilę później, przytulając mnie od tyłu.
- Cieszę się, że w końcu jesteśmy oficjalnie razem - wyszeptał, a ja czułam ciepłe powietrze na karku. - Już mi nie uciekniesz.
- Nie zamierzam - mruknęłam, gdy jeździł dłonią wzdłuż całego mojego ciała.
- Tylko moja - odparł, składając mokry pocałunek na mojej szyi.
- Dobranoc, Zayn - rzekłam ostatnie, a on odpowiedział tym samym.
Tak o to zasnęłam wtulona w mężczyznę moich marzeń, już nikt nie miał prawa nam przeszkodzić.

_______________________________________________________________

Witam was skarby :) Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu jest. O to i 21, które jest nudne, ale teraz są same przejściówki do akcji, które będą niedługo. Co sądzicie?

Zapraszam was na moje konto na wattpad - SheeranMalik, gdzie znajdziecie inne ff :)

I proszę o komentarze, bo zastanawiam się nad usunięciem tego...





2 komentarze:

  1. Nie usuwaj blog na prawde świetny zawsze wyczekuje tylko na rozdziały i czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej cudowny rozdział <3
    Rose w końcu już jest już w Indiach <3
    Czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń