Translate

czwartek, 31 grudnia 2015

~.20.~

- Mamo, przyniosłabyś mi te buty, które ostatnio pożyczałaś? - spytałam, pakując wszystkie obuwia do kartonu.
- Jasne - odparła, wychodząc z mojego pokoju.
Była sobota, mój ostatni dzień w Londynie. Byłam prawie spakowana, rodzice mi pomagali, bo mam zbyt dużo rzeczy. Samolot będzie o 11 pm, a o 8 pm zaczyna się moja impreza pożegnalna. Ciężko opuszczać przyjaciół, rodzinę. To tu się wychowałam, przeżyłam przygody, pierwsza szkoła. A zwłaszcza dom, w nim się wychowałam. Stawiałam pierwsze kroki, zapraszałam koleżanki. Przyprowadzałam chłopaków, kłóciłam się z siostrą. Wszystkie wspomnienia zaczęły się tutaj.
Gdy mama przyniosła mi buty, spakowałam je do kartonu, który tata zniósł na dół. Byłam już lekko zmęczona tą przeprowadzką. Było naprawdę dużo rzeczy, które musiałam pochować do pudeł. Przy okazji znalazłam pamiątki z dzieciństwa. Masa zdjęć, kilka z nich po kryjomu schowałam do walizki. Chcę, żeby w pałacu było ich, jak najwięcej.
Zbiegłam na dół, gdzie tata pakował ostatnie już kartony do ciężarówki, którą wynajął Zayn. Mama cały dzień panikowała, że musi dobrze wypaść przed rodziną Malików. Stwierdziła, że nie ma się w co ubrać, ale razem z tatą przekonaliśmy ją, że nie musi jechać na zakupy, bo ma odpowiednie ciuchy. Chciała nakupić im też prezenty, ale całe szczęście szybko wypadł jej ten pomysł z głowy. Postanowiłyśmy jednak razem, aby kupić coś dla dziewczyn. Przed moją imprezą musimy zajechać jeszcze do specjalnego sklepu po krem do jedzenia o smaku Reese's.
Zostały 2 godziny do imprezy, więc postanowiłam się przygotować. Wzięłam kąpiel, dokładnie umyłam włosy. Nakremowałam ciało balsamem z drobinkami złota, pomalowałam paznokcie u stóp, bo u rąk miałam już zrobione. Włosy rozczesałam, pozostawiając naturalne fale. Zabrałam się za makijaż, użyłam podkładu. Oczy podkreśliłam różowo-złotym cieniem, eyelinerem i tuszem. Następnie ubrałam jedwabny kombinezon do uda w kolorze fuksji, sandałki. Do tego dobrałam zestaw zegarka ze złotymi bransoletkami i naszyjnikiem z krzyżem.  Do czarnej torebki wrzuciłam wszystko, co potrzebne na imprezę oraz lot. Na dole stała Grace w czarnej, rozkloszowanej spódniczce oraz niebieskiej bluzce. Mama w sukience, tata koszuli.
Poprosiłam ich, aby poczekali, po czym ostatni raz przeszłam się po domu. Zapamiętywałam każdy szczegół, figurki na komodzie w salonie, kosmetyki w łazience, kwiaty w sypialni. Wwąchiwałam każdy zapach. To były moje ostatnie chwile w rodzinnym domu, już jutro mnie tu nie będzie.
- Możemy jechać - odparłam prawie płacząc.
Mama przytuliła mnie, wychodząc z domu. Zapakowaliśmy się do auta, a kierowca ruszył najpierw do sklepu. Ja zostałam w aucie, nie miałam ochoty i sił na krzyczących ludzi. Chwilę później byliśmy w drodze do restauracji taty Maggie.
- Kochanie, pamiętaj, żeby nie pić za dużo - ostrzegła mnie mama, gdy Karl otworzył drzwi.
- Jasne - bąknęłam, wysiadając z auta.
W restauracji oczywiście siedzieli goście, więc pewnie impreza będzie w jakimś kącie. Weszliśmy do środka, a tam od razu podeszła do nas mama Maggie.
- Oh, witajcie kochani - przytuliła każdego z nas. - Chodźcie za mną.
Ku mojemu zdziwieniu przeszliśmy nieznanymi mi dotąd drzwiami, jak się okazało na ogródek. Byłam w szoku, wokół wielu roślin stał ogromny stół, a na nim pełno jedzenia. Wszystko było ozdobione milionami lampek i świec, co przy ściemniającej się porze wyglądało niesamowicie. Między drzewami wisiał plakat "We will miss you", a moi przyjaciele i rodzina siedzieli na swoich miejscach.
- O mój boże - pisnęłam, zakrywając dłonią usta.
Byli tu wszyscy, Annie, Louis, Niall, Maya, Harry, Maggie, mały Johnathan, Luke z Kate, Rachel, zespół Luke'a, Ally, Penny, Mikhaila, moje ciotki, babcie, wujkowie i w końcu dziadek. Mój ukochany dziadek z Glasgow. Niemal natychmiast rzuciłam się w jego objęcia.
- Myślałaś, że nie przyjadę pożegnać się ze swoją kochaną wnuczką? - spytał retorycznie, przytulając mnie.
- Dziadku, nie wierzę - chlipnęłam, gdy głaskał mnie po włosach.
- Kocham cię, skarbie. Cieszę się, że znalazłaś szczęście u boku tego chłopaka. Tylko jeszcze muszę go poznać - wyszeptał mi do ucha, a na koniec zaśmiał się lekko.
Przywitałam się ze wszystkimi, dziękując za przybycie. Byłam taka szczęśliwa. Luke tak mocno mnie przytulił, jakieś uczucie do niego wciąż tkwiło w moim sercu, ale to już nie była miłość. Oznajmili mi z Kate, że przeprowadzają się do Los Angeles, bo Hemmings podpisał kontrakt z tamtejszą wytwórnią.
Usiedliśmy do stołu, ja zajęłam miejsce obok dziadka i Annie. Zajadałam się włoskimi przysmakami, piłam wino rozmawiając praktycznie z każdym. Dowiedziałam się, że Louis i Annie odkładają na dom, zostało im 78 tysięcy, co faktycznie jest niemałą kwotą.
Maya dostała pracę kosmetyczki na pełny etat, a Niall stara się o pracę informatyka w firmie.
- Chcielibyśmy coś ogłosić - wstali, a Horan przyciągnął swoją narzeczoną, owijając ją w okół talii. - Zaproszeń jeszcze nie mamy, ale wiemy już, że nasz ślub odbędzie się tu w Londynie w styczniu.
Wszyscy zaczęli klaskać, a para pocałowała się, siadając z powrotem na miejsca. Niezmiernie się cieszyłam, że w końcu staną się małżeństwem. Wiem, jak Maya czeka na ten dzień. Ciągle opowiadała o tym, jak bardzo chce spędzić z Niallem resztę życia.
45 minut minęło na jedzeniu oraz rozmowach, każdy powiedział mi, jak bardzo będzie tęsknił. Robiłam dużo zdjęć z każdym, aby mieć pamiątkę. I wtedy temat zszedł na Zayna.
- A więc mamy księżniczkę w rodzinie - zaśmiała się ciocia, popijając wino.
- No właśnie, nigdy nam nie opowiedziałaś, jak to jest - wtrąciła Peny.
- Bo nie wiedziałam, co mam mówić - speszyłam się, przygryzając wargę.
- A Zayn? Nigdy go nawet nie poznałam - odrzekła Rachel, patrząc na mnie.
- Ugh, no to czekajcie - mruknęłam, wyciągając tablet z torebki.
Weszłam w opcję Face Time'a, dzwoniąc do Zayna. Miałam nadzieję, że nie śpi, mimo, iż w Indiach jest już noc.
Całe szczęście Malik odebrał połączenie, był lekko zaspany, ale uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył.
- Cześć, kochanie. Właśnie kładłem się spać, samolot będzie punktualnie.
Zauważył, że był bez koszulki, a jego włosy ułożone były do tyłu. Wyglądał cholernie seksownie. Gdyby nie towarzystwo pewnie zrobiłoby się trochę niegrzecznie.
- Jest taka sprawa, jestem na mojej imprezie pożegnalnej i tak jakoś wyszło, że dużo osób chciałoby cię poznać.
Odwróciłam tablet, tak aby pokazać Zaynowi siedzących na przeciwko mnie ciocię i wujka.
- Dzień dobry.
Ciocia i wujek patrzyli na niego zaskoczeni, Malik zaśmiał się, a ja odwróciłam tablet do siebie.
- To normalne.
- Wiem.
- Zayn, chciałabym, abyś poznał kogoś ważnego dla mnie.
Przybliżyłam się do dziadka, który spojrzał na ekran. Zayn spiął się, co oznacza, że wiedział, iż musi zrobić dobre wrażenie.
- Dzień dobry, Zayn Malik...
- Wiem kim jesteś.
Nastała cisza, wszyscy słuchali rozmowy Zayna i dziadka. Zgryzłam wnętrze policzka, bojąc się reakcji dziadka. Maggie siedząca obok mojej cioci, kołysała Johnathana posyłając mi uśmiech.
- No co żeś tak zamilkł, panie książę? Nie bój się mnie.
Dziadek zaśmiał się, a kamień spadł z mojego serca. Odetchnęłam, pijąc wino. Tak bardzo się stresowałam.
- Dbaj tam o moją wnuczkę.
- Oczywiście, będzie pod najlepszą opieką.
- No, mam nadzieję.
Zabrałam tablet, podając go Louisowi. Chłopcy rozmawiali na jakiś temat, a ja postanowiłam wziąć małego Johna od Maggie, aby mogła potańczyć trochę z Harrym. Wzięłam go na ręce, idąc w kierunku punktu widokowego.
- Cześć Johnny, będę za tobą tęsknić, wiesz? I za twoją mamusią i tatusiem - mówiłam do niego.
Dziecko nie odpowiedziało, a ja patrzyłam na nie z miłością. Następnie mój wzrok padł na gwieździste niebo i światła miasta. Wszystko się zmienia. To już nie to samo. Zostawiam Londyn, ale wspomnienia będą na zawsze.
- Będziesz wspaniałą matką - usłyszałam za sobą, gdy bawiłam się z Johnem.
Niall stał w kieliszkiem w ręce, drugą miał schowaną w kieszeni spodni. Posłałam mu lekki uśmiech.
- Odwiedzę cię tam kiedyś, jak będzie mnie stać na podróż - zaśmiał się, siadając obok mnie na ławce.
- Wiesz przecież, że nie musisz płaci...
- Rose, nie chcę rozmawiać na ten temat. Po prostu ślub będzie nas dużo kosztował, na pierścionek zbierałem od dawna, a na wesele nic nie mamy. Póki co udało nam się zapłacić jedynie za kościół. Rodzice nam pomogą, ale wiesz, że to nie wystarczy - powiedział lekko zdenerwowany.
- Niall, czekaj chwilę - mruknęłam, idąc do stolika.
Wzięłam swoją torebkę i wróciłam do przyjaciela. Usiadłam na ławce, kładąc Johna na kolanach. Wyjęłam pierścionek, który kupiłam kiedyś na złość rodzicom. Jest brzydki, ale drogi.
- Trzymaj, sprzedaj go i kup żonie suknię ślubną - szepnęłam, kładąc pierścionek na jego dłoń.
- Nie, Rose. To jest dr...
- Weź i tak go nie noszę. Tylko nie mów Mai, bo będzie kazała ci oddać - przerwałam mu.
- Kocham cię - przytulił mnie mocno, chowając pierścionek do kieszeni.
John zaczął gaworzyć, a ja zabawiałam go maskotką. Niall siedział obok, rozmawialiśmy o tym, jak dużo zmieni się po moim wyjeździe.
- Już nie będę przychodził do ciebie do klubu, nie dasz mi drinka na koszt firmy - odparł, a ja uderzyłam go w ramię.
- A ja chciałam zabrać cię do pałacu - prychnęłam, śmiejąc się.
- Rose, poważnie. Będę za tobą naprawdę tęsknił, nasza przyjaźń ma przezwyciężyć wszystko - wyszeptał, łapiąc mnie za rękę.
- I przezwycięży. Nie pozwolę, by odległość zniszczyła to wszystko - rzekłam, opierając głowę na jego ramieniu.
Chwilę później wróciliśmy do stołu, John był zmęczony, więc Maggie położyła go do wózka. Wszyscy usiedli ponownie do stołu, a Annie wstała.
- Rose, przygotowaliśmy coś dla ciebie, abyś nas pamiętała, bo my na pewno będziemy pamiętać ciebie - odparła, a na wielki rzutniku wyświetlił się film.
Zdezorientowana spojrzałam na ekran, nagle zaczęły wyświetlać się moje zdjęcia z młodości. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Fotografie z przyjaciółmi i rodziną, z dzieciństwa, śmieszne filmiki, wspólne chwile. To było zawarte w całość. Przy każdym etapie mojego życia był jakiś tekst.

15.03.1995 na świat przyszła kochana Rosie
Pokonywała świat z coraz to nowymi przygodami
Poznała cudownych przyjaciół
Spełniała marzenia
Wprowadziła zamęt w życiu każdego kogo znała
Ale z nią wszystko jest lepsze
Aż w końcu poznała miłość swojego życia

Po ostatnim zdaniu pojawiło się zdjęcie moje i Zayna, jak się całujemy. Płakałam, jak bóbr. Makijaż zmył się z mojej twarzy, a ja tylko ocierałam łzy. To było wspaniałe. Dali tu zdjęcia z dosłownie wszystkiego, dzieciństwo, pierwszy dni szkół, urodziny, studia, malarstwo, ślub Annie i Louisa, bale.
To najpiękniejsze, co mogli dla mnie zrobić.
- Nie płacz, skarbie - przytulała mnie Annie.
Gdy film dobiegł końca, każdy klaskał, a ja próbowałam powstrzymać łzy.
- Dziękuję, to naprawdę piękne. Tak ciężko mi was opuszczać, ale niestety. Czeka mnie życie u boku faceta, z którym chcę spędzić je do końca. Żegnamy się, jakbym miała już was więcej nie zobaczyć. A zobaczę, bo będę tu wracać. Do was. Spędziłam tu najlepsze chwile i na pewno będę przyjeżdżać z Zaynem. Jestem wdzięczna za tę imprezę, jesteście naprawdę kochani.
Po mojej przemowie impreza dobiegała końca, musiałam żegnać się z częścią gości. Jako pierwsza wyszła Peny, bo następnego dnia miała pracę.
- Rose, życzę ci, abyś po prostu była szczęśliwa. Do zobaczenia - powiedziała, przytulając mnie, po czym wyszła.
Następnie żegnałam się z ciotkami i wujkami oraz kuzynką. Chłopaki z zespołu Luke'a i Rachel również gratulowali mi, po czym życzyli jak najlepiej. Chwilę później pożegnałam się z rodzicami Maggie, a wszyscy pakowali się do samochodów na lotnisko. Byłam już naprawdę zmęczona, więc pewnie prześpię cały lot.
Nas wysadzono przy wejściu na lotnisko, natomiast bagaże pojechały na płytę. Wysiadłam starając się nie zwracać uwagi. Weszliśmy do środka i wtedy przyszedł czas na pożegnanie. Nie byłam na to gotowa, nie chciałam.
Pierwsi podeszli Harry i Maggie z racji, iż mieli Johnathana, z którym musieli wracać do domu.
- Rose, po prostu ciesz się życiem. Wpadaj do nas. Będziemy naprawdę tęsknić - powiedział Styles, przytulając mnie mocno.
- Dziękuję, uważaj na swoją rodziną. Chroń ją, Styles - odparłam lekko groźnym tonem.
Maggie dała chłopakowi ich syna, po czym wpadła w moje ramiona. Tak ciężko było mi ją żegnać. Łzy spływały po moich policzkach.
- Skarbie, kocham cię najmocniej na świecie. Tyle razem przeżyłyśmy, teraz czas się rozdzielić. Wiem, że ułożysz sobie życie z Zaynem i będziesz najszczęśliwsza. Wracaj do nas, bo nasza przyjaźń musi przetrwać. Szerokiej drogi, Rose - szeptała, gdy obie zanosiłyśmy się płaczem.
Odsunęłam się od niej, ocierając łzy. Pożegnałam się z Johnem, po czym we trójkę opuścili lotnisko. Wtedy przyszedł czas na Mayę i Nialla.
- Króluj tam, jak najlepiej. Nie poddawaj się, bo nie wolno. Po prostu stwórz życie, o jakim zawsze marzyłaś. Pozdrów Zayna - mówiła Maya, przytulając mnie.
- Dziękuję, a ty planuj ślub, bo nie wyobrażam sobie nie przyjechać na niego. Jak coś doradzić to wiesz, że jest skype i face time. Kocham cię, malutka - rzekłam, patrząc na nią.
Maya odsunęła się, a Niall przyciągnął mnie do siebie jedną ręką.
- Słuchaj mnie uważnie. Masz być szczęśliwa, bo to sobie obiecywaliśmy. Kochaj go, bo on kocha ciebie. Stwórz sobie to, co tylko chcesz. Kocham cię, Rosie. Wierzę, że będziesz spełniała marzenia. Teraz czekamy na twój ślub - zaśmiał się pod koniec.
- Oh, to do Zayna nie mnie. Kocham cię, Niall - mruknęłam, po czym oboje udali się do wyjścia.
Z Kate pożegnałam się krótko, życząc jej szczęścia z Luke'em. Natomiast, gdy przyszedł czas na Hemmingsa rozkleiłam się.
- Tyle razem przeżyliśmy, byliśmy razem najlepsi. Ile pocałunków i kłótni. Zakochałem się w tobie Rose Bufford, ale teraz przyszedł czas by się rozdzielić. Jestem dumny, że w końcu znalazłaś swoje miejsce na ziemi. Ja również je znalazłem. Cieszę się, że mogliśmy spędzić choć kawałek życia razem - mówił tylko do mojego ucha.
- Dziękuję ci Luke za wszystko - wymamrotałam, gdy odsuwał się ode mnie.
Pożegnanie z Louisem i Annie było bardzo ciężkie. Cały czas miałam ich w objęciach, przy Annie najbardziej się popłakałam. To ona była moją pierwszą przyjaciółką. Z nią się najbardziej zżyłam, dlatego wiem, że ta przyjść nigdy się nie rozpadnie.
- No wnuczeczko, kolej na mnie. Ja życzę ci, abyś spełniała marzeń i dążyła do celu. Abyś wiedziała, że masz mnie, a ja zawsze będę tu dla ciebie. I to dosłownie, ponieważ wprowadzam się do twojego domu. Kocham cię, malutka. Jedź i bądź szczęśliwa, a dziadkowi spraw wnuki - dziadek sam płakał, a ja nie mogłam wydusić z siebie słowa.
Przytulałam go najmocniej, jak potrafiłam.
Chwilę później siedziałam już w samolocie, płacząc w ramię mamy. Okryta kocem, ściągnęłam buty.
- Kochanie, odpocznij sobie. Czeka nas długi lot - szepnęła, a ja pokiwałam głową.
Ułożyłam się na rozkładanej kanapie i przykryłam kocem. Moja siostra już dawno spała, a tata zasypiał na siedzeniu. Byłam zmęczona emocjami, więc sen na pewno dobrze mi zrobi. A jak się obudzę, będę już w Indiach z mężczyzną mojego życia.
_____________________________________________________________
Przepraszam! Zawaliłam, wiem. Miesiąc nie było rozdziału, ale złapał mnie totalny brak weny. Słowa nie kleiły się, przez co ten też nie jest idealny. Mam nadzieję, że nie jest tak źle ;c
Dopiero zacznie się akcja! Mam dla was dużo niespodzianek ;)

A z okazji Nowego Roku życzę wam, aby lepszy od poprzedniego!

Proszę was komentujcie, bo nie wiem, czy pisać to dalej ;c

3 komentarze: