Translate

poniedziałek, 2 maja 2016

~.25.~

Mój pobyt w Londynie trwał tydzień, spędziłam go przede wszystkim z rodziną i przyjaciółmi. Uwielbiałam takie dni, w których nie miałam obowiązków. Gdy moi rodzice oraz siostra byli w pracy, w szkole, ja siedziałam z dziadkiem. Nauczył mnie, jak przygotować wiele dobrych potraw mojej prababci.
Wychodziłam też z przyjaciółmi, pomogłam May'i ze ślubem. Udało się wybrać suknię, zastawę, zespół i fryzjerkę. Cieszyłam się, że mogłam tyle czasu spędzić z dziewczynami. Brakowało mi ich zdecydowanie.
Oczywiście nie zabrakło też spotkania z Lukiem, który znacznie mi pomógł. Doradził, aby porozmawiała szczerze z Zaynem i postawiła mu kilka warunków. A także spróbowała ingerować w sprawy państwa, jeśli kiedykolwiek zostanę panią Malik.
Pożegnałam się ze wszystkimi w domu, po czym ochroniarze zawieźli mnie na lotnisko. Przez ostatnie dni rzadko kontaktowałam się z Zayn'em, potrzebowaliśmy odpoczynku i dobrze nam to zrobiło.
W samolocie postanowiłam się zdrzemnąć. Lot minął w miarę szybko, większość przespałam. Resztę spędziłam na rysowaniu. Moja praca przedstawiała samotną syrenę na kamieniu. Nie wiedziałam, skąd wzięła się u mnie taka inspiracja. Od kilku dni miałam ją w głowie.
W Londynie spotkałam się też z moją kuzynką, która dobrze pamiętała Zayna. Wspominałyśmy, jak przyszłam z nim na jej 18 urodziny. A teraz była już dorosłą, zamężną kobietą. Jej wybranek pochodzi z Danii i naprawdę ją kocha. Nawet Anabelle zrobiła już krok do przodu, a ja wciąż tkwię w miejscu.
Przyleciałam około godziny 17 czasu w Bombaju. Z samolotu zostałam od razu przewieziona do pałacu. Po drodze napisałam do wszystkich sms'a, że jestem na miejscu cała i zdrowa. Chciałam, jak najszybciej zobaczyć Zayna i porozmawiać z nim, aby naprawić wszystko to, co się zepsuło podczas ostatnich tygodni.
Wysiadłam z auta, a obsługa wzięła moje walizki. Było mi cholernie gorąco, więc najpierw chciałam się przebrać. W Anglii padał deszcz, gdy wylatywałam, więc obowiązkowe były jeansy i jakaś grubsza bluza. Tutaj natomiast upały to norma i musiałam zmienić ubrania na coś cieńszego.
Wybrałam krótkie spodenki z ćwiekami, luźny biały tshirt ze złotym napisem i balerinki. Do tego okulary aviatorki i metalowa bransoleta.
Zaraz potem wyszłam z naszej sypialni, ruszając na sam dół, aby zapytać przy "recepcji", gdzie jest mój chłopak. Kobieta powiedziała, że wszyscy znajdują się na tarasie jadalnym.
Natychmiast się tam udałam, jednak zdziwiło mnie to, że nie przyszedł się ze mną przywitać. Wiedział, o której wrócę.
Po pokonaniu tysiąca schodów i 3 razy tyle korytarzy zaczęłam czuć zdenerwowanie, że ten pałac jest taki wielki. Przedostanie się z jednego końca na drugi było naprawdę ciężkie.
Jednak, gdy w końcu weszłam na ostatnie piętro, czyli taras jadalny zastało mnie tylko rozgoryczenie i szok.
Rodzina Malików i Khalinów siedziała razem przy stole śmiejąc się, rozmawiając i jedząc. Yaser był jakiś zgaszony, a Wal i Safaa nie odzywały się w ogóle, lecz to nie to było dla mnie największym ciosem. A Arielle wtulona w mojego Zayna z błyszczącym pierścionkiem na palcu.
- Trzeba jak najszybciej zacząć przygotowania do ślubu naszych dzieci - odparła Trish do matki Arielle, która w tym czasie ucałowała policzek Zayna.
Momentalnie moje serce praktycznie stanęło, a w oczach zebrały się łzy. To nie mogła być prawda. Nie było mnie tydzień, a tu tak wiele się zmieniło. Czułam zdruzgotana, zmieszana. Chciałam wyjaśnień, ale zastygłam, jak kamień. Nie mogłam się ruszyć, szok opanował moje ciało.
Zayn w błękitnej koszuli, która opinała się na jego mięśniach. Włosy, jak zwykle zaczesane do tyłu, a Arielle otulająca jego przedramię z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Nigdy nie zapomnę tego widoku, tak samo jak i cycatej prostytutki przyklejonej do Dylana 5 lat temu.
Zeszłam na ziemię dopiero, gdy roześmiana Safaa rzuciła się w moje ramiona, zwracając na nas uwagę wszystkich. Posłałam jej lekki uśmiech, dając buziaka w policzek.
- Jak dobrze, że już jesteś - powiedziała, łapiąc mnie za rękę i prowadząc do stołu. - Usiądź z nami.
- Nie, Safaa - jęknęłam, ledwo powstrzymując się od płaczu.  - Nie będę wam przeszkadzać.
Szybkim krokiem ruszyłam, jak najdalej od nich. Nie wiedziałam, co się dzieje. Byłam roztrzęsiona, łzy powoli spływały po moich policzkach. Weszłam do pałacu, a nagle poczułam szarpnięcie za nadgarstek, zderzając się z klatką piersiową Malika.
- Rose, to nie tak...
- Co nie tak? Ślub? A dzieci też planujecie? - warknęłam oschle, wyrywając się.
- To dobre dla państwa, dostaniemy zysk. Moja matka to wymyśliła...
- Czy ty siebie kurwa słyszysz? - krzyknęłam, przerywając mu. -  Nie wierzę, że jesteś, aż tak głupi.
- Aha, czyli teraz jestem głupi? Rose, ona nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Ten cały ślub to ustawka, chodzi o wizerunek i pieniądze państwa - próbował tłumaczyć, gdy ja założyłam ręce pod biustem.
- Nie mogę uwierzyć w to, co słyszę. Naprawdę jesteś gotowy się z nią ożenić dla kasy? - sarknęłam, robiąc wielkie.
- To nie chodzi o to, znaczy to też. Moja matka dała taki pomysł, nie mogę się z tego odciąć - zmieszał się, przeczesując włosy.
- I będziesz się jej słuchał, jak jakiś piesek? Zayn, masz 25 lat. Ogarnij się, bo to nie jest zdrowe. Nie umiesz się jej postawić, a masz takie prawo - tłumaczyłam, czując zażenowanie.
- Ale nie mogę, w Indiach praktycznie wszystkie małżeństwa są angażowane przez rodziców. Tak już, nie zmienię tego - oznajmił ze stoickim spokojem, a ja myślałam, że zemdleję.
- Nie było mnie tu pierdolony tydzień, a ty już znalazłeś żonę? Zayn, mam tego dosyć. Do ciebie nic nie dociera, jak ty to sobie wyobrażasz? W ogóle nie wziąłeś mnie pod uwagę. Myślałam, że tworzymy związek...
- Bo tworzymy - przerwał, patrząc mi w oczy.
- Kurwa, nie tworzymy - wrzasnęłam, rzucając wazonem, który stał na parapecie obok.
Szklane naczynie roztrzaskało się o ścianę w drobny mak. Opanowała mnie taka złość, że nie obchodziło mnie, co pomyślą inni, czy ktoś nas widzi.
- Wiem, że jesteś wściekła - zaczął po wzięciu głębokiego oddechu.
- Wściekła? Ja jestem wkurwiona, Zayn. Co się z tobą dzieje? - ryknęłam, machając rękoma.
- Po czasie się z nią rozwiodę - zapewnił, a ja parsknęłam pod nosem.
- I to ma mnie zadowolić? - prychnęłam, mierząc go wzrokiem.
Nie odpowiedział nic, spuszczając głowę w dół. Nie mogłam uwierzyć, że to się działo. Chciałam, żeby to był tylko sen, z którego się obudzę.
- Proszę - szepnął, łapiąc mnie za rękę.
- Daj mi spokój - mruknęłam, wyrywając się.
Odwróciłam się na pięcie, idąc w kierunku schodów, ale on zdążył złapać mnie ponownie i zmierzyć smutnymi oczami.
- Nie, ja naprawdę potrzebuję być teraz sama - wymamrotałam, czując falę napływających łez.
Puścił mnie, a ja natychmiast ruszyłam w kierunku schodów na dół. Czy Zayn naprawdę jest gotowy ożenić się z nią dla pieniędzy pod nadzorem matki? Nie wiedziałam, co teraz będzie. Czy to już koniec?
Czułam się poniżona, zdradzona, nieważna. Zayn nie walczył o nas, a poddał się tak po prostu.
Weszłam do naszej sypialni, wybuchając płaczem. Usiadłam na łóżku, szlochając ciężko. Nie chciałam takiego życia. Owszem, wiedziałam, że małżeństwa w Indiach są angażowane, ale przecież Zayn jest królem i nie powinien podlegać temu.
Otarłam łzy, podchodząc do biurka. Poczułam kłucie w sercu, gdy zobaczyłam na nim moje zdjęcie z Zaynem. Zacisnęłam usta, biorąc jedynie swój szkicownik, piórnik, telefon i słuchawki.
Wyszłam z pokoju, aby udać się na sam dół. Obsługa patrzyła na mnie z politowaniem, ale ignorowałam to. Włożyłam słuchawki do uszu, włączając playlistę Lany Del Rey.
Spacerowałam wokół królestwa, aby znaleźć jakieś zaciszne miejsce. Chciałam udać się do tego nowego ogrodu, ale wciąż był w remoncie i całkowicie zasłonięty płachtami. Nie mogłam go nawet zobaczyć.
Poszłam, więc bliżej pałacu, gdzie znalazłam ciche miejsce na ganku. Wygodna kanapa oraz stolik.
Usiadłam, podkulając nogi, na które położyłam zeszyt. W głowie miałam już pomysł na rysunek, który zaczęłam tworzyć. Był dla mnie bardzo ważny, chciałam odetchnąć trochę po tej kłótni z Zaynem, dlatego skupiłam się na pracy.
Naprawdę nie wiedziałam już, co robić. Nie było mnie tydzień, oczekiwałam, że gdy wrócę wszystko zmieni się na lepsze, a tym czasem jest gorzej, niż to możliwe. Jeśli on się z nią ożeni, to nie będzie szans na nas.
Łzy spływały monotonnie po moich policzkach, lecz ja i tak byłam skupiona na rysunku. Chciałam włożyć w niego, jak najwięcej emocji, siły. Spędziłam dobre 4 godziny nad nim, zrobiło się bardzo późno, ale nie byłam senna. Mój organizm wciąż funkcjonował strefą Londynu, gdzie dopiero zaczynał się wieczór.
Gdy skończyłam, postanowiłam przejść się po ogrodach. Odłożyłam szkicownik na stół, wstając i rozprostowując kości.
Podążałam ścieżką prowadzącą do ogrodów, znajdowały się tutaj 3. Ogród zwykły, gdzie jeszcze nie byłam. Ten w remoncie i ogród jadalny, gdzie odbywa się większość uroczystości.
Włożyłam ręce do kieszeni spodenek, rozkoszując się wspaniałym, czystym powietrzem. Dokładnie słyszałam szum morza, ptaki natomiast już spały. Otaczał mnie multum roślin, kwiatów, drzew. Co jakiś czas mijałam zakątki z atrakcjami typu rzeźby, czy fotele bujane lub inne tego typu rzeczy.
Czułam się taka bezdenna i rozbita, wszystko się posypało. Tyle poświęciłam dla Zayna, którego kocham nad życie. A on ma zamiar wziąć ślub z jakąś przylepą.
Wkroczyłam do zwykłego ogrodu, który po prostu był pełen kwiatów i różnych ścieżek. Wybrałam jedną, która wydawała się najdłuższa. Dotarłam nią do miejsca cudownego, idealnego. Oświetlona fontanna na środku zwykłego pola. Był to kraniec królestwa, za którym znajdowały się domki obsługi.
Trawa idealnie przystrzyżona, oświetlenie miejscowe. Jednak to fontanna robiła największe wrażenie, niby zwykła, ale coś w niej było. Podeszłam bliżej, mocząc lewą dłoń. Woda była ciepła.
Usiadłam na rogu, który był suchy. Wzięłam głęboki oddech, przykładając ręce do buzi.
Było mi cholernie ciężko, nie mogłam przestać myśleć o sytuacji z Zaynem. Ta Arielle była dla niego lepsza. Dzięki niej dostanie pieniądze, pozycję. I fakt, jest ładna.
Nie wiedziałam, jak mam się zachować. Tak po prostu wrócić do pokoju i spać z nim w jednym łóżku?
Po wyciszeniu się, musiałam wrócić do pałacu. Wszyscy już spali, jedynie ochrona oraz obsługa kręciła się po pomieszczeniach. Po wdrapaniu się na górę coś się we mnie złamało, gdy po cichu otworzyłam drzwi i zobaczyłam Zayna śpiącego w naszym łóżku. Leżał na swojej połowie na plecach, miał tylko bokserki, a jego włosy były w nieładzie. Oddychał lekko, pochrapując przy tym.
Ten widok mnie rozczulił, przypomniał mi, że to w tym facecie się zakochałam.
Podreptałam do swojej garderoby, aby wyjąć czystą piżamę z szafki. Byłam wdzięczna kobietom, które rozpakowały moją walizkę i nie musiałam teraz przewracać sterty rzeczy, by znaleźć kosmetyczkę.
Udałam się do łazienki, gdzie szybko zmyłam makijaż i wyszorowałam zęby. Wzięłam odświeżający prysznic, wytarłam ręcznikiem, po czym narzuciłam na siebie aksamitną koszulkę nocną.
Wróciłam do sypialni, przygryzając wargę. Byłam lekko zmieszana, ale powoli ułożyłam się na łóżku. Odwróciłam się do Zayna plecami, żeby nie czuć skrępowania. Zamknęłam oczy, próbując zasnąć.
I nagle Malik przybliżył się do mnie, obejmując w tali. Ucałował moją głowę, zarzucając swoją nogę na moje. Czułam jego oddech na karku i ciepło ciała.
Tęskniłam za tym.
Tęskniłam za moim Zaynem i świadomość, że go tracę była dla mnie koszmarem.


  *Zayn*

Czy chciałem ślubu? Oczywiście, że nie.
Arielle to ładna i mądra kobieta, ale ja kocham Rose. Nie chciałem by cierpiała przeze mnie, a to było dokładnie to, co robiłem.
Jednak wiedziałem, że nie mam wyboru. Moja matka nie odpuściłaby mi tego. Zwłaszcza, że bez żony nie jestem prawowitym władcą. To tak właściwie była tylko umowa.
Dla nas pieniądze i moja nienaganna pozycja oraz nieograniczona władza.
Dla Arielle życie u boku króla, pieniądze i władza.
Te całe sztuczne oświadczyny, przygotowania do ślubu były dla mnie katorgą. Ciągłe słuchanie mojej matki i Arielle o dekoracjach, strojach. To nie było to, czego chciałem.
To znaczy było, ale niewłaściwa osoba była w to wmieszana. Pragnąłem założyć rodzinę z Rose, moje plany i pomysły, co do niej miały się powieść, gdyby nie jej wyjazd, który tylko posłużył wszystkim, by zeswatać mnie z Arielle.
Po rozmowie z Rose byłem załamany, zdruzgotany. Odeszła ze łzami w oczach, które pojawiły się też w moich. Z całej siły uderzyłem pięścią o ścianę, co spowodowało niezmierny ból. Potrząsłem dłonią, sycząc.
Byłam zagubiony, co miałem robić? Nie mogłem się wycofać z tego ślubu.
Chwilę później napotkałem moją mamę, która w euforii zaciągnęła mnie na taras, aby wybrał razem z Arielle zastawę stołową. Niechętnie oglądałem te zestawy, potakując tylko na każde słowo mojej przyszłej żony.
- To może my damy młodym trochę prywatności? - zasugerował pan Khalin, wstając od stołu.
- Oh, tak. Dobry pomysł - zawtórowała moja mama z uśmiechem na twarzy.
Zniknęli, zostawiając mnie samego z tą kobietą.
- Kochanie, a co powiesz na tę? - spytała, pokazując mi folder.
- Ta, jest fajna - mruknąłem obojętnie nawet nie patrząc na zdjęcie.
- Ej, Zayn. Skup się, to nasze wesele. Ja tu jestem - powiedziała, łapiąc mnie za policzki, abym spojrzał w jej oczy. - Teraz liczę się ja, a nie ona.
Po wypowiedzeniu tych słów, złączyła nasze usta w pocałunku, którego nie odwzajemniłem. Byłem zbyt wciekły. Dla mnie liczyła się Rose, a nie Arielle.
Po męczących przygotowań do ślubu, pożegnałem narzeczoną i udałem się na taras widokowy, gdzie usiadłem wygodnie, próbując odpocząć. Było już ciemno, ale z pałacu miałem widok na rozświetlone miasto. Chciałbym żyć, jak inni. Z dala od tego przepychu, zasad.
- Ciężki dzień, huh? - usłyszałem z ust swojej siostry, która usiadła tuż obok mnie. - Czy może ciężka osoba?
Prychnąłem pod nosem, przewracając oczami. Wal doskonale wiedziała, że to nie jest droga, którą chce iść, nie z Arielle.
- Czemu po prostu się nie postawisz? - zaczęła, patrząc na mnie.
- Matka mi na to nie pozwoli - oznajmiłem, przeczesując włosy.
- Zayn, nie pozwól Rose odejść. Straciłeś już ją dwa razy, nie możesz doprowadzić do trzeciego. Ona cię kocha, a ty ją - mówiła, łapiąc mnie za rękę.
- Mam tego świadomość, przecież wiesz, co chciałem zrobić, gdyby nie wyjechała. Wszystko było zaplanowane, ale się posypało.
- No wiem, naprawdę wam kibicuję. Uważam, że musisz się postawić, bracie. To jest miłość twojego życia, nie pozwól nikomu tego zniszczyć. Ona jest warta nawet zrzeknięcia się tronu. Zawalcz o to, nie poddawaj się tak łatwo - szeptała, patrząc mi prosto w oczy.
- Jesteś taka mądra, wspaniała. Ten Andreas ma szczęście. Kocham cię, siostra - odparłem, obejmując ją ramieniem.
Po rozmowie z Waliyhą postanowiłem się przejść, pomyśleć nad dalszymi krokami działania. Stanąłem na ganku, wyjmując z kieszeni paczkę papierosów. Wziąłem jednego w usta, podpalając go zapalniczką. Potrzebowałem odstresowania.
Zaciągnąłem się, patrząc na horyzont. Było już dosyć późno, ale nie chciałem iść spać. Ciężko mi zasypiać bez niej, ostatni tydzień był ciężki.
Wypuszczając dym z ust, zauważyłem zeszyt na stoliku. Wziąłem go do ręki, otwierając.
Należał do Rose, poznałem to po rysunkach. Była ich masa, zaczynając od przyrody, przez portrety i inne wymysły mojej ukochanej. Byłem tam nawet ja.
Były idealne, Rosalie miała ogromny talent. Wiedziałem to, od kiedy pokazała mi pierwsze rysunki.
Szczególnie zaintrygował mnie ostatni, spodobał mi się niezmiernie. Wyciągnąłem swojego iphone'a, aby go sfotografować. Od wpadł mi do głowy pewien pomysł, co z nim zrobić.
Wziąłem zeszyt, wracając do zamku. Byłem zmotywowany, jednak zmęczony. Postanowiłem odłożyć plany na następny dzień, bo i tak był już środek nocy.
Wykąpałem się w wannie, rozmyślając nad swoimi planami. Rose nie wracała, ale wiedziałem, że jest bezpieczna i potrzebuje spokoju.
Położyłem się sam, ale długo nie mogłem zasnąć. Gdy jej nie było obok, czułem pustkę. Zawsze zasypialiśmy razem, wtuleni w siebie. Przez ostatni tydzień było to samo.
Nagle usłyszałem stuknięcie, a drzwi otworzyły się. Byłem już w półśnie, ale wiedziałem, że to Rose. Stała chwilę, patrząc się na mnie, po czym udała się gdzieś. Czekałem, aż wróci.
Poszła do łazienki, gdzie spędziła z 15 minut. Wyszła, przynosząc ze sobą cudowny zapach, który uwielbiałem.
Położyła się obok, lecz plecami do mnie. Długo biłem się z myślami, lecz w końcu odwróciłem się do niej przodem i zbliżyłem się, przytulając się do niej. Ucałowałem włosy Rosalie, zarzucając swoją nogę na jej. Wzdrygnęła się, ale nie odsunęła.
Byłem cholernie szczęśliwy, mając ją przy sobie. Jednak musiałem zrobić coś, by ją tu zatrzymać.

________________________________________________

Witajcie kochani :D

Przepraszam, że znowu zawaliłam, ale miałam ostatnio trudny okres dotyczący wattpada. Dopadł mnie totalny brak weny, nie byłam w stanie nic naskrobać na prawie każde ff. Po prostu nie mogłam skleić nawet jednego zdania. Myślałam nawet, by zakończyć to wszystko.

Jednak nagły napływ weny zmotywował mnie do pisania i o to mamy 25 rozdział.

Trochę się narobiło, co?

Oj nie będzie łatwo.

Proszę komentujcie, bo chcę wiedzieć, czy ktoś tu jeszcze ze mną jest!

PS Ogarnijcie bohaterów :)

3 komentarze:

  1. Cudoo... ale się porobiło. Mam nadzieję, że Zayn wyjdzie wreszcie z pod pantofla swojej matki i wyjdzie z inicjatywą odnosnie Rose. Czekam na next ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko. Co to się dzieje. Nie spodziewałam się tego

    OdpowiedzUsuń
  3. Co za suka z tej adoanxkanakxaisns 😡

    czekam na next, i to szybko

    OdpowiedzUsuń