Przez kolejne dni czułam się, jak wrak człowieka. To wyniszczało mnie od środka, nie mogłam znieść, gdy ona go dotykała. Jadłam w innych godzinach, by nie widzieć tej zdziry. Prawie całe dnie spędzałam w pokoju lub ogrodzie. Wychodziłam tylko na lekcje hindi. Była końcówka października, a ślub Zayna i Arielle przewidziano na połowę listopada. Każdego dnia planowali go razem, a świat obiegły już zdjęcia zakochanych oraz wielki pierścionek dziewczyny.
Oczywiście do mnie rozdzwoniły się telefony, wszyscy pytali, jak to możliwe. Odebrałam tylko od rodziców, Luke'a i Annie. Resztę ignorowałam, nie miałam na nic sił. Płakałam kilka razy dziennie, było naprawdę źle.
Widziałam, jak Arielle całuje Zayna, jak go dotyka i mówi czułe słowa. A on nie miał negatywnej reakcji, po prostu przytulał ją, trzymał za rękę. To bolało bardziej, niż myślałam.
Malik nie zwracał na mnie zbytnio uwagi. Bywały dni, że kładłam się spać i budziłam bez niego. Cały mój blask zniknął.
Nie wiedziałam, czy to już był definitywny koniec. Zayn prawie ze mną nie rozmawiał. Dni wyglądały praktycznie tak samo, przestałam dbać o siebie. Nie obchodził mnie makijaż, czy ubiór. Nie jadałam zbyt wiele, za to zaczęłam chodzić częściej na siłownię w zamku, aby odreagować stres.
Doniya przestała nas odwiedzać, Safaa spędzała dużo czasu nad nauką, a Waliyha poleciała do Danii do Andreasa. Nie miałam nikogo, by się wygadać. Często przychodziłam na plażę, aby po prostu odpocząć, pomyśleć.
Tak też było teraz, siedziałam na ciepłym piasku, a wiatr otulał moje policzki, rozdmuchując włosy wypadające z niechlujnego koka przy szyi na wszystkie strony. Fale uderzały o brzeg, robiło się już szarawo ze względu na wieczorową porę.
Wpatrywałam się bezcelowo w horyzont, białe słuchawki tkwiły w moich uszach wydając z siebie rytmy moich ulubionych piosenek. Przyciągałam kolana do klatki piersiowej, oplatając je rękoma.
Oddychałam ciężko, rozmyślając. To właśnie wtedy zdecydowałam się na tymczasowy wyjazd. Musiałam oderwać się od tego bagna, odciąć od świata.
Od razu wróciłam do zamku, gdzie obsługa krzątała się po korytarzach. Lampy powoli rozświetlały się, a ptaki na drzewach przestawały ćwierkać. W tym samym czasie rodzina Malików i Khalinów siedziała na tarasie, spożywając posiłek. Widziałam ich wcześniej, zadowoleni urzędowali przy stole.
Arielle w idealnej beżowej sukience opinającej jej chude ciało, czerwona szminka i idealnie wyprostowane włosy. Nie zapominając o pierścionku z brylantem tkwiącym na palcu dziewczyny. Zayn w błękitnej koszuli ukazującej jego mięśnie, które oplatała Arielle. Włosy zaczesane do tyłu, a z nadgarstka zniknęła bransoletka, którą dałam mu pięć lat temu.
Podczas, gdy jego wciąż była na mojej ręce.
Weszłam do naszej sypialni, łóżko było idealnie pościelone. Ja i Zayn nie kochaliśmy się od dawna, już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz.
Usiadłam przy biurku, przełączając słuchawki z telefonu do komputera. Zalogowałam się na portale społecznościowe, ignorując napływ wiadomości o Zayna.
Szukałam kogoś, kto mógłby mnie przygarnąć na jakiś czas. Do głowy wpadła mi Denise z Rio, którą poznałam rok temu na wyjeździe wolontariuszy.
Z tego, co pamiętałam była samotniczką z duszą imprezowicza. Natychmiast napisałam do niej wiadomość. Czekałam na odpowiedź, sprawdzając najbliższe loty do Brazylii.
Nie chciałam brać samolotu z królestwa. Nikt miał nie wiedzieć, gdzie będę.
Denise odpisała po 10 minutach, zapraszając mnie do siebie. Bez wahania zabukowałam jutrzejszy lot. To było spontaniczne i nie do końca przemyślane, ale czułam, że robię dobrze.
Zaczęłam przeglądać różne strony internetowe, wszystkie media huczały o ślubie Arielle i Zayna oraz zrobionej w konia Brytyjce.
Miałam już dosyć, wyłączyłam urządzenie, wychodząc z pokoju. Włożyłam dłonie do kieszeni bluzy, spacerując po pałacu. Byłam jakaś rozbita, nie czułam się dobrze. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić.
Nagle na drugim piętrze, przechodząc obok jednego z pokojów usłyszałam głosy. Byłam niemal pewna, że należą do Zayna i Arielle. Niestety, był to hindi, więc nie rozumiałam wszystkiego.
- Jutro mam przymiarki sukni, a potem przyjeżdża agentka, bo nie wybraliśmy jeszcze siodełek dla słoni.
- Dobrze, Ari.
- Zayn, kiedy wreszcie będą mogła się wprowadzić? Zostaniemy małżeństwem, a musimy mieć miejsce, by zrobić potomka.
- Nie wiem, Arielle. Wiesz, jak jest.
- Kiedy ta wieśniaczka się wyniesie? Ona nie rozumie, że nikt jej tu nie chce.
Nagle nastała cisza, lecz ja nie mogłam czekać tam w nieskończoność na jego odpowiedz. Wzięłam głęboki oddech oddech, udając się na sam dół.
Gdy zostały 3 godziny do mojego samolotu, pakowałam ostatnie rzeczy. Może i nie brałam wszystkiego, ale i tak czułam się, jakbym odchodziła na zawsze. Upchałam praktycznie całą szafę do walizek, wiedziałam, że udaję się na dłuższą podróż, więc muszę spakować, jak najwięcej ubrań.
O wyjeździe powiadomiłam tylko Ratisha, zaplanowałam wyjazd na godzinę, o której Zayn i Arielle będą zajęci agentką od słoni, więc na pewno na nich nie wpadnę.
Gdy wszystko było gotowe, obsługa zabrała moje walizki na dół. Ostatni raz spojrzałam na naszą sypialnię. Każde wspomnienie pojawiło się w mojej głowie. Rysunki sprzed lat wisiały na dwóch ścianach, a na biurko stało zdjęcie Zayna i mnie. Podeszłam do niego, kładąc je przed do blatu.
Miałam dosyć, wzięłam głęboki oddech, wychodząc z pokoju. Odważnym krokiem zeszłam na ganek. Czy robiłam źle? Sama nie wiedziałam, ja już nie miałam pojęcia kim jestem i do czego dążę.
Żal mi było opuszczać Indie, ale potrzebowałam tego odpoczynku. W drodze na lotnisko napisałam do Denise, która ma mnie odebrać za 27 godzin w Rio. Z racji, iż w Bombaju było około 30 stopni, miałam na sobie krótkie spodenki i tshirt, ale w torebce schowałam luźne, dłuższe spodnie w razie czego.
- Panienko, ja naprawdę nie wiem, czy to dobry pomysł. Pan Malik nic nie wie o wyjeździe. Dokąd pani leci? - odparł Ratish, gdy zatrzymaliśmy się przed wejściem.
- Dobry pomysł, lecę do znajomych. Do widzenia, Ratish i dziękuję - rzekłam, kładąc dłoń na jego ramieniu.
Wysiadłam z samochodu, udając się środka. Na dworze powoli się ściemniało, a na lotnisku, jak zwykle tłumy zabieganych ludzi z walizkami. Wzięłam wydruk ze strony i skierowałam się odebrać mój bilet.
Po 27 godzinnym locie, który był ogromnie wykańczający, wylądowałam w Rio De Janeiro. Była noc, a Denise miała czekać na mnie od 10 minut. Od razu rozpoznałam ją dzięki czarnym, bujnym lokom.
- Hej, Rose - pisnęła, przytulając mnie mocno
- Cześć.
- Tęskniłam za tobą - odparła, gładząc moje plecy.
- Ja też, dziękuję, że mogę się u ciebie zatrzymać - powiedziałam, gdy zmierzałyśmy do wyjścia.
- Nie ma za co, to żaden problem - mruknęła, kładąc dłoń na moim ramieniu.
Denise zmieniła się trochę od naszego ostatniego spotkania, miała na sobie biały top na ramiączkach i czarne, skórzane spodenki, a wysokie buty zdobiły jej stopy. Na włosach dziewczyny pojawiły się niebieskie pasemka, a biżuteria rozświetlała stylizację.
- Nie mam auta, więc musimy złapać busa - oznajmiła spokojnie, gdy dochodziłyśmy do przystanku.
Mając te ogromne walizy, było mi trochę ciężko. Jednak Denise chwyciła jedną i poradziliśmy sobie z zapakowaniem do autobusu.
Było tu dosyć gorąco tak, jak w Indiach. Po ulicach chodzili rozbawieni klubowicze, światła rozjaśniały miasto. Było cudownie.
Denise mieszkała w domu niedaleko plaży. Była to dzielnica drewnianych domków, zbudowanych tuż przy sobie.
Jej miał kolor brzoskwiniowy, wyjęła kluczyk z torebki i otworzyła drzwi.
Przywitał mnie barwny przedpokój, gdzie zostawiłam walizki.
Salon połączony z kuchnią nie był duży, ale przytulny. Sofa ze stolikiem, telewizor, kilka szafek.
- Pałac to to nie jest, ale mam nadzieję, że damy radę - powiedziała, rzucając torebkę na blat w kuchni.
- To jest to, czego mi trzeba - szepnęłam, rozglądając się po pomieszczeniu.
Potrzebowałam takiego minimalizmu, bez przepychu. Wiedziałam, że tutaj odetchnę. Zaznam spokoju, zasmakuje normalnego życia.
- Ja jutro nie pracuję, więc możemy pójść coś zwiedzić, jeśli chcesz - oznajmiła przyjaźnie, zapalając światło.
- Chętnie, nigdy nie byłam w Rio - przytaknęłam, przeczesując włosy palcami.
- Mam tylko jedną sypialnię, więc możesz spać ze mną lub na kanapie. Jak wolisz? - rzekła, wpuszczając mnie do swojego pokoju.
Malutka, biała sypialnia z dużym łóżkiem i szafą. Kilka ubrań porozrzucanych ma podłodze, okno z kwiatkami oraz dużo zdjęć na ścianach.
- Jeśli to nie problem, to wolałabym z tobą - posłałam jej ciepły uśmiech.
- Jasne, chodź pokażę ci łazienkę - mruknęła pełna entuzjazmu, biorąc mnie za rękę.
Już 10 minut później brałam prysznic, zimna woda schłodziła mnie dokładnie. Wtedy doszło do mnie, że bardzo dobrze zrobiłam.
Może i nikomu nie powiedziałam, zrobiłam to spontanicznie, ale w końcu zrobiłam coś dla siebie w ramach regeneracji. Nie zniosłabym więcej widoku Arielle i Zayna.
Osuszyłam ciało ręcznikiem, zakładając materiale szorty i luźny tshirt, jako piżamę. Mokre włosy rozczesałam, idąc do salonu, gdzie zastałam Denise z miską chipsów.
- Siadaj, właśnie lecą Kardashianki - oznajmiła, klepiąc miejsce na sofie obok siebie.
Zajęłam je wygodnie, biorąc przekąskę od koleżanki. Czułam się dobrze, choć pewnie po włączeniu telefonu, urządzenie zepsuje się od nadmiaru połączeń i wiadomości.
- Czemu nie przyleciałaś w tym roku do Indii na wolontariat? - spytałam po chwili, zerkając na nią.
- Musiałam pracować, nie miałam czasu - odparła ciszej, przegryzając wargę.
- Opowiadaj, co tam się u ciebie zmieniło - poleciałam, przesuwając się w jej stronę.
- No cóż, pracuję jako barmanka w klubie na plaży. Nie spotykam się z nikim, dużo imprezuję. Jakoś żyję - zaśmiała się pod koniec.
- Zazdroszczę ci tego Rio, zawsze mi się tu podobało.
- To miasto nie śpi, ciągle się coś dzieje. Jest ciepło, więc plaże są oblegane przez mieszkańców i turystów. Tu jest tak swojsko, bez większego przepychu - opowiadała zahipnotyzowana.
- To świetnie.
- Rose, ja nie chcę cię wyrzucać, wręcz przeciwnie. Chcę tylko zapytać, do kiedy zostajesz? - powiedziała poważnie, patrząc na mnie.
- Właściwie to nie wiem, do kiedy mi pozwolisz - zachichotałam, przygryzając wargę.
- U mnie możesz siedzieć, jak długo chcesz. To nawet lepiej mieć towarzystwo, a zwłaszcza ciebie. Pamiętam, jak dobrze się dogadywałyśmy rok temu - wspomniała, kładąc dłoń na moim kolanie.
- Dokładnie, wciąż pamiętam, jak prawie kupiłaś grzybki halucynki u tego handlarza - odparłam rozbawiona, opierając rękę o zagłówek.
- Ten facet perfidnie mi je wciskał, skąd miałam wiedzieć, że to nie te? - chichotała, ukazując rząd perlistych zębów.
Powiedziałam z Denise jeszcze z 20 minut, po czym udałyśmy się spać. Byłam zmęczona podróżą, więc wygodne łóżko było zbawieniem.
Choć za nim faktycznie zasnęłam, myśli zżerały mnie od środka. Co teraz robi Zayn? Czy jest z nią?
Czy jeśli mnie nie ma, to przestaną się już hamować? Czy on o mnie zapomni?
Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, więc postanowiłam skupić się na zasypianiu.
Rano obudziłam się pierwsza, Denise smacznie spała, więc postanowiłam jej nie budzić. Po prostu powędrowałam do łazienki, umyłam zęby i rozczesałam włosy.
W podzięce za gościnę, postanowiłam zrobić śniadanie. Zrobiłam nam placki z płatków owsianych, sera, jajka i szynki. Uwielbiałam je, kucharki w pałacu nauczyły mnie przygotować te pyszne placuszki.
Usłyszałam trzask, a chwilę później Denise zjawiła się w kuchni. Była zaspana, lecz na mój widok zrobiła wielkie oczy.
- O Boże, kocham cię - sapnęła, oblizując usta.
Zaśmiałam się, podając jej talerz ze śniadaniem. Denise zabrała się za jedzenie, a ja chwilę po niej.
Po posiłku postanowiłyśmy najpierw udać się na plażę. Spakowałam torbę, ubierając strój.
Wyszłyśmy z jej domu tuż po godzinie 13. Droga nie zajęła więcej niż 10 minut. Plaża była ogromna, kamienne dróżki prowadziły do niej, a knajpy obok tętniły życiem. Były wręcz oblegane przez ludzi, tak samo, jak gorący piasek, na którym się wylegiwano.
Byłam gotowa, aby zabawić się już dziś. Denise rozłożyła nasze ręczniki na leżakach, po czym ściągnęła zwiewną, białą sukienkę, odsłaniając tym idealne ciało.
- Rozbieraj się, Rosie. Jesteś blada, jak cień - poleciła, wyjmując z torebki olejek.
Przytaknęłam, przeciągając przez głowę granatowo-białą tunikę w paski. Czułam się lekko skrępowana, bikini, które kiedyś uwydatniało moje krągłości, teraz raczej wisiało na moim chudym ciele.
- Matko, wyglądasz, jak kościotrup. Ty coś jesz? - przeraziła się dziewczyna, mierząc mnie wzrokiem.
Zarumieniłam się, zakrywając rękoma. Przygryzłam wargę, patrząc na cudowne, lazurowe wybrzeże pełne pływających.
- Rose, ja cię nie pytam, bo wiem, że jak będziesz chciała, to sama mi powiesz. Jednak widzę, że jest naprawdę źle z tobą - odparła po chwili zmartwiona Denise, gdy obie leżałyśmy już na swoich leżakach. - Jesteś okropnie blada i chuda, twoje włosy są w nieładzie i straciły ten zdrowy kolor. Nie jesteś taka, jak zwykle. Nie malujesz się, ubierasz obojętnie. Co się dzieje? Wiem, że twój przyjazd jest z jakiegoś powodu.
- Co ja mam ci powiedzieć, Denise? Jest źle, jest bardzo źle. Ja i Zayn to już chyba koniec - wyszeptałam, czując narastające we mnie łzy.
I tak o to, powiedziałam jej wszystko. Opowiadałam o tym, jak wróciliśmy do siebie, przeprowadzki, a potem coraz gorsze scenariusze. Byłam roztrzęsiona, pierwszy raz się komuś zwierzyłam o tej sprawie. Łzy spływały po moich policzkach, lecz czułam ulgę.
- Kochanie - wymamrotała, przytulając mnie do siebie. - Uważam, że z jednej strony dobrze zrobiłaś. Wyglądasz mizernie, a odpoczynek i zabawa dobrze ci zrobią, nabierzesz kolorów, zadbam o to. Powinnaś zadbać o siebie. Z kolei wyjeżdżając, dałaś im wolną rękę. Nie ma ciebie, nie ma przeszkody. Ta Arielle może ci go już całkowicie zabrać.
- O to się boję, ale nie mogłam już na to patrzeć, znosić ich miłosne sceny. Cały ten ślub pożerał mnie od środka, to było, jak tortura - wyjaśniałam, ocierając słony płyn.
- Wiem, skarbie. Rozumiem cię, pewnie też bym tak zrobiła. A ja teraz pomogę ci zabawić się do końca, uwierz, że jestem specjalistką - gładziła mnie plecach, próbując pocieszyć. - A teraz do wody.
Pobiegłyśmy w stronę oceanu, woda schłodziła nasze rozgrzane ciała. Zaczęłyśmy się chlapać i śmiać, na chwilę zapomniałam o wszystkich innym. Na tych wakacjach musiałam skupić się na sobie, tylko i wyłącznie.
Po 3 godzinach opalania się i kąpania, Denise przyniosła nam po kawałku pizzy, lecz nie miałam na nią ochoty. Jedzenie mi totalnie zbrzydło, próbowałam się przemóc i zjeść posiłek, ale miałam odruchy wymiotne.
- Zawsze tak masz przed jedzeniem? - zapytała brunetka, biorąc gryza.
- Często - odrzekłam, ciężko oddychając.
- Myślałaś o ciąży? - spytała, a ja poczułam, jak moje ciało przechodzi paraliż.
Momentalnie, jakby świat się zatrzymał. Tysiąc myśli na sekundę błąkało się po mojej głowie. Nie mogłam być w ciąży, to ostatnie czego mi teraz trzeba. Wszystko by się skomplikowało.
- Mam nadzieję, że nie. Choć okres mi się spóźnia, ale my się nie kochaliśmy od dawna - wyjąkałam, mimowolnie gładząc się po brzuchu.
- No właśnie, całkowite objawy. Możemy zrobić test, jak wrócimy - powiedziała, zerkając na mnie.
- Nie, spóźniam się przez latanie i zmiany klimatu. Jednak wolę mieć pewność - sapnęłam, zakładając okulary przeciwsłoneczne.
Nie mogłam się skupić, co jeśli faktycznie byłam w ciąży? Do końca dnia umierałam wręcz nad odpowiedzią do tego pytania.
Gdy zbliżał się wieczór, postanowiłyśmy wrócić już do domu. Starałam się trochę opalić, bo Den ciągle powtarzała, że przypominam nieboszczyka.
Podczas drogi do jej domu, wstąpiłyśmy do apteki, gdzie zakupiłam test ciążowy. Cholernie się stresowałam, gdyby wyszedł pozytywny chyba zapadłabym się pod ziemię.
Po wejściu do mieszkania, rozpakowałyśmy rzeczy, a Denise siłą wepchnęła mnie do łazienki. Ręce mi się trzęsły, ale wykonałam test, odkładając patyczek na szafkę. Bałam się wyniku, czekałam z niecierpliwością.
W końcu odważyłam się sięgnąć po test, spojrzałam na wykładnik, widząc minus.
Nie jestem w ciąży.
Kamień spadł mi z serca, czułam ulgę. Wyszłam z ubikacji, widząc zestresowaną Denise. Pokazałam jej patyczek, a ona również odetchnęła.
- No to możemy dzisiaj pić, kolega napisał o imprezie na plaży. Szykuj się - odparła, wymijając mnie, aby wejść do łazienki.
Byłam szczęśliwa i postanowiłam dziś zaszaleć, dosyć ograniczania się.
Podeszłam do walizki, przetrzepując ją w poszukiwaniu czegoś na wieczór. W końcu stanęło na jeansowych szortach, brązowej bluzce z nadrukiem i sandałkach. Do tego dobrałam kolczyki pióra, okulary, bransoletki i torebkę na pasku.
Chwyciłam kosmetyczkę, a chwilę później Denise opuściła łazienkę. Miała na sobie czarny top na ramiączkach oraz białą, rozkloszowaną spódniczkę. Jej włosy były idealnie ułożone, a złota biżuteria dodawała akcentu.
Weszłam do toalety, gdzie wzięłam krótki prysznic, myjąc włosy. Nakremowałam dokładnie ciało, ubierając się i spryskując perfumami. Wykonałam makijaż, a kosmyki zakręciłam lokówką.
Już 20 minut później byłyśmy w drodze na plażę, gdzie tętniło noce życie. Knajpki przepełnione po brzegi, rozlewane piwo i głośna muzyka. Denise wprowadziła nas do jednej z nich, przywitała mnie z kolegą o imieniu Breno. Wokół rozgrzani Brazylijczycy tańczyli, ocierając się o siebie ciałami.
Pełno migających świateł, drinków. Dawno nie byłam na imprezie, brakowało mi tego.
- Poprosimy dwie Rio de Sancho - zamówiła Denise, wypinając się do barmana.
- Co to jest? - spytałam, siadając na stołku.
- Coś bardzo mocnego - mrugnęła, uśmiechając się.
Po trzech szklankach Rio de Sancho byłam naprawdę wstawiona, to cholerstwo było mocne. Bawiłyśmy się w najlepsze, byłam podrywana przez kilku facetów tak, jak Denise. Tańczyłyśmy do moich ulubionych kawałków, impreza trwała w najlepsze.
Po czasie pojawiły się też silniejsze towary, dym unosił się nad wijącym się tłumem, w którym byłyśmy. Mój tyłek był tyle razy obmacany, że już tego nie liczyłam. Alkohol przemawiał przez moje ciało, a usta napotkały kilka innych, a nawet i Denise.
- Pójdę odpocząć - zakomunikowałam pijackim bełkotem, oddalając się od koleżanki.
Nieudolnie wyjęłam komórkę z torebki, włączając ją pierwszy raz od wyjazdu z Indii. Byłam kompletnie pijana i nie wiedziałam, co robię. Widok mi się zamazywał, ale mimo to odblokował telefon, który praktycznie ześwirował z nadmiaru wiadomości.
Jednak mi chodziło o jedno.
Numer Zayna, który po chwili udało mi się wybrać.
Odczekałam kilka sygnałów, aż w końcu odebrał.
- Halo, Rose?
- Tak.
- Do cholery jasnej, co się z tobą dzieje? Gdzie ty jesteś? Rose, kurwa...
- Ja jestem w Nibylandii.
- Nie żartuj sobie, jesteś pijana?
- Może troszkę.
- Gdzie ty jesteś?
- Gdzieś, gdzie ty nie dotrzesz.
- Rose, do cholery martwię się o ciebie. Zniknęłaś...
- Martwisz? Ty lepiej idź ruchać pizdę Arielle.
- Rose...
- Pa.
Zakończyłam połączenie, wyłączając ponownie telefon. Wtedy nie miałam pojęcia, dlaczego to zrobiłam. Nie myślałam racjonalnie, alkohol przemówił przeze mnie.
Jejku, ale się porobiło...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wszystko się ułoży i Zayn zerwie z tą Arielle
OdpowiedzUsuńCudoo, już sienie mogę doczekać kolejnej części... mam nadzieję, że wszystko się ułoży
OdpowiedzUsuńZayn i Rose team, niech on wreszcie się postawi matce i zostawi Arielle
OdpowiedzUsuń