Translate

poniedziałek, 12 września 2016

~.27.~

Przez 4 następne dni mój telefon był nieczynny, całkowicie wyłączony. Odcięłam się od świata, spędzałam dni żyjąc z Denise. Gdy ona wychodziła do pracy, ja zwiedzałam Rio lub wylegiwałam się na plaży. Tu było zupełnie inaczej, zero luksusu na miarę pałacu. Codziennie chodziłyśmy na ostre imprezy, a jedna z nich doprowadziła nawet do tego, że skończyłyśmy obie w łóżku z Brazylijczykiem o imieniu Domenico. Dziwnie się czułam po stosunku z dwoma osobami, z czego jedna była płci przeciwnej, ale sama przygoda była cholernie pociągająca i interesująca. Mimo, iż faktycznie spaliśmy ze sobą, to nie pozwoliłam Domenico na prawdziwy seks, a jedynie na pieszczoty palcem lub ustami.
Odstresowałam się, było się coraz lepiej. Co robił Zayn? Nie obchodziło mnie to, nie dzwoniłam do niego od tego pijackiego wybryku, za który miałam ochotę strzelić sobie w twarz.
Dziś umówiona byłam na tatuaż, który marzył mi się od dawna. Denise miała przyjaciela, który ma własne studio i zgodził się wcisnąć mnie w grafik. Byłam podekscytowana, od dawna chciałam zrobić nowy, a teraz miałam okazję.
Ubrana w szorty i różową koszulę oraz niebotycznie wysokie szpilki wyszłam z domu przyjaciółki.
Kamienna dróżka doprowadziła nas do przystanku, gdzie za chwilę miał podjechać autobus. Opalenizna pojawiła się już na moim ciele, a Denise użyła na mnie nowych odżywek i włosy również poprawiły swój koloryt.
Wsiadłyśmy do pojazdu, zajmując miejsca z tyłu. Denise jadła loda o smaku truskawkowym, a ja czekoladowym. Było okropnie gorąco, słońce paliło.
- A może ja też zrobię sobie tatuaż? W sumie zawsze chciałam jeden wzór, ale nie miałam odwagi, a teraz jest okazja - odparła nagle Denise, patrząc na mnie.
- No pewnie, ja to uwielbiam. Mam już kilka wzorów, jak już zdążyłaś zauważyć - rzekłam, pokazując jej rękę.
- Bardzo podobają mi się te ptaki na ręce, albo pistolet z boku - powiedziała, oglądając moje tatuaże.
Autobus zatrzymał się na przystanku, na którym wysiadłyśmy, idąc w stronę studia. Wiedziałam, że to oznacza brak alkoholu i opalania. Jednak tatuażysta nie miał innych wolnych terminów do końca miesiąca, a ja planowałam ruszyć dalej za kilka dni.
Weszłyśmy do środka, a ja przywitałam się z mężczyzną, który chyba podobał się Denise. To był jej przyjaciel, ale czułam, że chichotanie i kręcenie włosów na palcu oznacza coś więcej.
- Która pierwsza? - spytał, przygotowując się do tatuażu.
- Ja chcę - wyrwałam energicznie, uśmiechając się.
- Jakiś wzór i miejsce? - rzekł, gdy siadałam na krześle.
- Tak, ten wzór w tym miejscu - odparłam, pokazując mu rękę oraz zdjęcie w telefonie.
Włączyłam go na chwilę, ale nie odblokowałam karty, więc nikt nie mógł się ze mną skontaktować. Przez te kilka dni nikt nie wiedział, gdzie jestem i co robię. Wiedziałam, że zgarnę za to milion krzyków, pretensji. Jednak w końcu odnalazłam siebie, tutaj w Brazylii.
W końcu na tej samej ręce, na której był już ciąg jaskółek, pojawił się też kompas. Był taki, jaki chciałam. Choć bolało niesamowicie, to cieszyłam się niezmiernie.
Zeszłam z fotela, siadając na krześle obok. Denise zajęła moje miejsce, stresując się.
- Może pójdę do sklepu, za chwilę wracam - oznajmiłam, idąc do drzwi.
Wyszłam ze studia, przechodząc na drugą stronę ulicy, gdzie znajdował się malutki sklepik. Grubsza kasjerka żuła gumę, owijając ją na palcu, co było ohydne. W tle leciała muzyka, a kilkoro klientów szperało między półkami.
Podeszłam do wielkiej lodówki z zimnymi trunkami, wybierając dwa piwa jabłkowe. Choć niewskazane jest picie alkoholu po tatuażu, to mi nigdy nic się nie działo.
Chwyciłam też paczkę chipsów solonych i ruszyłam w stronę kasy. Przechodząc obok działu z gazetami, jedna przykuła moją uwagę. Wzięłam ją do ręki, widząc zdjęcie Zayna i Arielle oddzielone kreską, a tytuł wynosił "Królewski ślub odwołany?"
Przełknęłam ślinę, nie rozumiejąc nic. Na sam widok tej suki, miałam ochotę rzucić gazetą, ale powstrzymałam się, aby przeczytać artykuł.

Królewski ślub odwołany?

Od tygodni trwa mieszanina informacji zza Oceanu o Królu Indii Zaynie Maliku i jego podbojach miłosnych. Najpierw ponownie związał się z Brytyjką Rosalie Bufford, z którą spotykał się 5 lat temu. Wprowadziła się ona do jego ogromnego pałacu w Bombaju, pojawiali się razem na czerwonych dywanach oraz konferencjach. Jednak po czasie coś znów zburzyło ich relacje, a Król zaczął pokazywać się z Arielle Khalin, córką prezydenta Bangaloure. Nie wydano żadnego oświadczenia o rozstaniu z Rosalie, ani o miejscu jej pobytu. Arielle i Zayn krótko potem ogłosili zaręczyny, przychodząc razem na imprezę urodzinową jej ojca. Zaczęły się nawet przygotowania do ślubu pary, po pałacu kręciły się agentki ślubne, jak i masa paparazzi. Z informacji podanych przez osoby z otoczenia Arielle i Zayna wynika, że do wesela nie dojdzie. Przyczyna jest nieznana, tak samo jak lokalizacja Rosalie Bufford.

Nie miałam pojęcia, co się dzieje. Stałam tam wryta w ziemię, nie wiedząc, co robić. Czy Zayn w końcu przejrzał na oczy i zostawił Arielle?
Z mętlikiem w głowie udałam się do kasy, płacąc za zakupy. Nie zważając zbytnio na kasjerkę, która próbowała zrobić mi zdjęcie z ukrycia. Myśli krążyły szalenie, a serce waliło, jak opętane.
Wróciłam do studia, gdzie Denise wciąż miała robiony tatuaż. Usiadłam obok bez słowa, otwierając paczkę solonej przekąski.
- Przyjdziesz dziś na ognisko? - spytała przyjaciółka, patrząc na tatuażystę.
- Tak, zamierzałem iść. Będziecie? - odparł, nie odrywając uwagi od jej ciała.
- Ja miałabym przepuścić imprezę? Proszę cię - prychnęła zabawnie, przygryzając wargę.
- Do kiedy zostajesz, Rose? - spytał mężczyzna, wybudzając mnie z transu.
- Sama nie wiem, ale niedługo będę się zbierać dalej - wymamrotałam rozkojarzona, błądząc wzrokiem po pomieszczeniu.
Przez resztę czasu odpowiadałam jedynie na ich pytania, nie włączając się zbytnio do rozmowy. Zastanawiałam się nad tym, co przeczytałam w gazecie, która leżała upchnięta w mojej torebce. Denise zauważyła, że jestem jakaś inna, ale widocznie nie chciała poruszać tematu przy koledze.
Gdy data urodzin jej zmarłej matki na karku była gotowa, obie zapłaciłyśmy należne sumy i z powrotem udałyśmy się na przystanek.
- Idziemy dzisiaj na ognisko na plaży? - rzekła po chwili krępującej ciszy.
- Chętnie - mruknęłam, patrząc na drogę.
- Będzie Branco i Domenico, więc możemy powtórzyć naszą przygodę - wyszeptała mi do ucha.
Posłałam jej słaby uśmiech, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Nie miałam ochoty na seks z tatuażystą i Domenico, Denise wręcz paliła się do przygody we czwórkę, ale to nie do końca były moje klimaty.
Bus zatrzymał się na naszej stacji, więc wysiadłyśmy ostrożnie, udając się do domu brunetki. Ja usiadłam na kanapie, a ona zajęła się przygotowaniem kolacji. Po kilku minutach bezsensownego siedzenia, wzięłam magazyn i zajęłam miejsce na krześle przy Denise.
Podałam jej czasopismo, które wzięła, czytając uważnie. Czekałam cierpliwie, aż skończy.
- Myślisz, że zrozumiał, jak spieprzył sprawę? - spytała, odkładając gazetę na blat.
- Nie wiem - mruknęłam, przygryzając wargę.
- Wydaję mi się, że to już czas, abyś włączyła telefon i zadzwoniła do niego, dała znak, że żyjesz - powiedziała po chwili zastanowienia.
- Boję się.
- Wiem, kochanie - szepnęła, przytulając mnie do siebie. - Ale musisz się przemóc, jeśli zrozumiał swój błąd, to powinnaś dać mu szansę. No i uspokoić tłumy, że żyjesz.
- Dobrze, pójdę przed dom - odparłam, idąc w kierunku wyjścia.
Wyjęłam telefon z torebki, wychodząc na zewnątrz. Usiadłam na ławeczce przed domkiem, włączając urządzenie. Momentalnie zostałam zasypana tysiącem sms'ów i nieodebranych połączeń. Wzięłam głęboki oddech, wybierając numer Zayna.

- Halo.
- Cześć, Zayn.
- Rose...

Jego głos spowodował napływ łez do oczu, brakowało mi tego. Za bardzo go kochałam, aby zapomnieć. Ręka trzęsła mi się, ale próbowałam zachować spokój.

- Jestem w Brazylii u koleżanki.
- Rose, kurwa. Ja...

Czy on płakał? Ciężki szloch wydobył się ze słuchawki, a jego głos drżał. Był przygnębiony tak, jak i ja. Moje serce rozrywało się na milion kawałków, to był zbyt trudne.

- Wróć do mnie.

Zassałam powietrze, nie wiedząc, co powiedzieć. Czy byłam gotowa, aby wrócić?

- Proszę.
- Zayn, to nie jest łatwe.
- Co nie jest kurwa łatwe? Jestem chujem, wiem. Zjebałem to wszystko, kolejny raz cię straciłem przez swoją głupotę. Myślisz, że co czułem, widząc jak wyniszczam nas oboje?
- Bierzesz ślub...
- Nie biorę, zerwałem to.

W tym momencie nie mogłam się już powstrzymać, łzy spływały po moich policzkach strumieniami. A serce biło cholernie mocno. Tak, to tego Zayna kocham.

- Postawiłem się matce, ślub jest odwołany.
- Zayn...
- Nie, posłuchaj mnie. Przepraszam, przepraszam, że znowu cię zawiodłem. Zachowałem się, jak idiota. Brnąłem w to, nie biorąc pod uwagę twoich uczuć. Myślałem, że z czasem samo się ułoży. I gdy wszedłem do naszej sypialni, a twoich rzeczy nie było...Coś się we mnie złamało. Zrozumiałem to dopiero, gdy cię straciłem. Nikogo tak nie kocham, Rose. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i choć nie powinienem, to proszę cię wróć do mnie.
- Dobranoc, Zayn.
- Wrócisz?
- Nie wiem, pa Zayn.

I tak kończąc połączenie, wybuchłam niepohamowanym płaczem. Nie mogłam znieść tej rozłąki, on znaczył dla mnie zbyt wiele, ale po prostu moje serce nie wytrzyma więcej takich akcji. Byłam gorzej, niż rozbita.
Podejrzewałam, że mój płacz można było słyszeć nawet na drugim końcu kraju. Wszystkie nasze wspólne chwile przeleciały mi przez myśl, od pierwszego spotkania, gdy to wpadliśmy na siebie przed szkołą, przez taniec na urodzinach Annie, pierwszy pocałunek i seks, dowiedzenie się prawy, wyjazd do Indii, powrót, spotkanie po 5 latach, przeprowadzka i kolejny wyjazd.
Nie miałam sił na te wzloty i upadki, potrzebowałam stabilizacji.
Nagle poczułam wibracje, a dzwonek telefonu dotarł do moich uszu. Spojrzałam na ekran, widząc "mama". Szybko otarłam łzy, próbując się uspokoić.

- Halo.
- Rose, dziecko. Co się z tobą dzieje? Od kilku dni nikt nie wie, gdzie jesteś.
- Jestem w Brazylii, mamo.
- Co ty tam robisz?
- Przyleciałam do koleżanki, potrzebowałam odpoczynku.
- Wszystko dobrze?
- Tak, niedługo będę wracać.
- Kochanie, martwiłam się o ciebie.
- Wiem, mamo. Przepraszam, musiałam się odciąć trochę od tego wszystkiego.
- Rozumiem, córcia. Wiesz już dokąd wracasz? Do nas czy do...
- Czy do Zayna? Nie, nie wiem.
- Odpoczywaj, kochanie. Tylko dzwoń do nas, pa.
- Pa.
Schowałam komórkę do kieszeni, zatapiając twarz w dłoniach. Co miałam robić? Wrócić do Zayna, wybaczyć mu i próbować dalej, czy polecieć do Londynu i zacząć wszystko od nowa?
Wróciłam do środka, gdzie Denise czekała z kolacją. Usiadłam obok, zabierając się za jedzenie. Widziałam jej spojrzenie, więc streściłam brunetce rozmowę z Malikiem.
- Uważam, że powinnaś dać mu szansę, ale ostatnią. Jeśli to zepsuje, wtedy odejdź. On cię kocha, Rose - powiedziała po chwili, patrząc na mnie.
- Pomyślę nad tym - wyszeptałam, grzebiąc widelcem w talerzu.
Po posiłku przyszedł czas przygotować się do imprezy, przebrałam się w kwieciste spodenki i czarną koszulkę na ramiączkach. Do tego dobrałam beżowe koturny oraz klasyczne Raybany.
Włosy pozostawiłam rozpuszczone, spryskując ciało perfumami. Przeciągnęłam usta błyszczykiem, po czym razem z Denise ruszyłyśmy w stronę plaży. Co chwilę dostawałam powiadomienia na telefon, podczas drogi napisałam tylko do Annie, że wszystko jest dobrze i nie musi się martwić.
Doszłyśmy do azylu w lesie przy plaży, gdzie w kamiennym podłożu zbudowano miejsce na ognisko, które teraz paliło się, a obok niego stali ludzie z drinkami. Głośna muzyka rozbawiała wszystkich, ale ja nie miałam ochoty na tańce.
Przycupnęłam na kamieniu, otwierając piwo. Wzięłam łyka, a alkohol rozlał się po moim przełyku. Denise zaczęła witać się ze wszystkimi, lecz ja nie miałam ochoty na nowe znajomości.
Wzięłam telefon, sprawdzając zaległe wiadomości. Najpierw od mamy, przyjaciół, a na końcu odważyłam się wejść w folder Zayna.

"Rose, gdzie jesteś?"

"Skarbie, martwię się nie ma cię już 4 godziny. Coś się stało?"

"Odbierz telefon"

"Okey, to już za długo. Gdzie jesteś?"

"Kurwa, martwię się"

"Nie wytrzymam już tego, co się dzieje?"

"Rosdy gfie jests?"

"Kfam cie"

Wywnioskowałam, że dwie ostatnie wiadomości musiał pisać, będąc pijanym. Prawdopodobnie nadużył alkoholu z mojego powodu. To cholernie bolało, gdy wiedziałam, że działy się z nim takie rzeczy. Jednak wciąż nie byłam pewna, czy jestem gotowa wrócić i wybaczyć.
- Hej, Rose - usłyszałam nagle, a Domenico przysiadł się, kładąc dłoń na moim kolanie.
- Cześć.
- Jak się czujesz? - spytał, oblizując wargę.
- Dobrze, a jak mam się czuć? - burknęłam, zerkając na niego.
- Może zatańczymy? - odparł, wystawiając rękę.
- No okey - mruknęłam, odstawiając puszkę na ziemię.
Udaliśmy się w stronę bujającego się tłumu, nie miałam ochoty na zabawę, ale nie chciałam też wyjść na sztywniaczkę, więc chwilę później tańczyłam w rytm muzyki przy Domenico. Owszem, był przystojny i dobrze zbudowany, ale nie był Zaynem, którego bądź co bądź kochałam nad życie.
- Może powtórzymy ostatnią noc? - wyszeptał mi do ucha, kładąc ręce na moich biodrach.
- Domenico, jesteś fajnym facetem i lubię cię, ale trochę nas poniosło. Nie zrozum mnie źle, ale ja po prostu nie szukam przygody - wytłumaczyłam, stając na przeciwko niego.
- Oczywiście, przepraszam. Baw się dobrze, Rose - powiedział, całując mnie w policzek i odszedł w tłumie.
Momentalnie poczułam, jak ktoś łapie mnie za rękę. Była do Denise.
- Chodź, będziemy grać w butelkę przy ognisku - poinformowała, ciągając mnie w stronę towarzystwa.
Usiadłyśmy w kręgu, a butelka wódki wylądowała na środku. Najpierw kręcili ludzie, których nie znam, ale gdy w końcu wypadło na Denise zainteresowałam się grą.
- Wyzwanie - odparła od razu brunetka.
- Pocałuj Rose - poleciła blondynka, patrząc na mnie.
Przysunęłam się do niej, a ona złączyła nasze usta w zwykłym pocałunku. Był bez jakiegokolwiek uczucia, po prostu wykonanie zadanie. Robiłam to już kilka razy.
Denise zakręciła butelką, a wypadło na Branco.
Wtedy wyłączyłam się z gry, moje myśli ciągle krążyły w jednym kierunku.
I nagle butelka zakręciła się i wypadło prosto na mnie, spięłam się, patrząc na blondynkę, która kazała mi się wcześniej całować z Denise.
- Pytanie - wybrałam, czując, że to lepsza decyzja.
- W takim razie opowiedz nam, czy ten książę jest dobry w łóżku - zachichotała, zakręcając kosmyk włosów na palcu.
Poczułam zdenerwowanie, miałam nadzieję, że chociaż oni mnie nie kojarzą i biorą za normalną dziewczynę. Cała atmosfera zepsuła się, choć kilka osób patrzyło na mnie pytająco, bo nie wiedzieli, o czym mówi wścibska blondynka.
Nie miałam ochoty zwierzać im się teraz o moim życiu prywatnym, a szczególnie Zaynie. Jednak to było nieuniknione.
- Daj spokój, Dariah. Każdy wie, że jestem najlepszy - odezwał się Domenico, ratując mnie od setki pytań.
Spojrzałam na niego wdzięcznie, oddychając ciężko. Dariah przewróciła oczami, podając mi butelkę. Zakręciłam nią i wypadło na Branco, chciałam zrobić Denise przysługę, dając mu wyzwanie, aby pocałował przyjaciółkę.
Czułam się wtedy trochę, jak w liceum. Było tak dziecinnie, ale zabawnie.
Nagle usłyszałam dzwonek telefonu, wyciągnęłam go i zobaczyłam, że to Niall.
Odeszłam od tłumu, spacerując wzdłuż morza.

- Cześć.
- Rose, wiem już, że jesteś w Rio i pewnie zgarnęłaś już opierdziel za to, więc odpuszczę sobie.
- A więc?
- Jak się czujesz?
- Lepiej, odetchnęłam w końcu.
- Przed wyjazdem byłaś okropnie blada i chuda.
- Tak, teraz złapało mnie słońce. Z jedzeniem trochę gorzej, ale jem więcej, niż wcześniej.
- To dobrze, Rose...
- Tak?
- Wiem, że to sprawy między tobą, a Zaynem i zawsze zrobisz to, co dla ciebie najlepsze. Jednak ja już nie wiem, co robić, gdy mój przyjaciel dzwoni w środku nocy z płaczem, że go zostawiłaś.
- Wiesz, jak jest.
- Rose, on jest załamany. Gdy zniknęłaś dzwonił po wszystkich, panikował, szukał cię wszędzie. Rozmawialiśmy z godzinę, a tematem byłaś ty i jego miłość do ciebie. On cię kurwa kocha.
- Zajebiście to pokazał zaręczając się z Arielle.
- Wiesz, że to był układ. I zrozumiał swój błąd, ona zniknęła z jego życia.
- Mam tam teraz wrócić i udawać, że nic się nie stało?
- Nie, ale chociaż daj mu szansę na rozmowę.
- To nie tak proste, Niall.
- Rosalie, kogo ty chcesz oszukać do kurwy? Kochasz go, a on ciebie. Wasze uczucia przetrwały 5 lat, żebyście mogli do siebie wrócić. 
- Pomyślę nad tym, pa Niall.
Zakończyłam rozmowę, chowając telefon do kieszeni. Usiadłam na piasku, oddychając ciężko.
Czy Niall miał rację? Czy faktycznie powinnam wrócić do Zayna? Serce mówiło mi, że to jedyna możliwa opcja, jednak rozum podpowiadał, że przecież mnie zranił.
Patrzyłam na zachodzące słońce, przypominając sobie, jak to przesiadywałam tak z Zaynem na plaży przy pałacu. Brakowało mi go, zdecydowanie.

4 komentarze:

  1. Niech da mu jeszcze jedną szansę ������

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak się cieszę, że jest już kilejna część, kocham to opowiadanie ❤/Kiciaa

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo, cudo u jeszcze raz cudo ��

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że jesteś z powrotem. Codziennie wchodziłam na bloga, aby sprawdzić, czy są nexty ❤

    OdpowiedzUsuń