Strony
Translate
poniedziałek, 12 września 2016
~.28.~
Czy ja jestem szczęśliwa?
To pytanie męczyło mnie cały lot do Bombaju. Uczucie euforii przepełniało mnie, gdy byłam z Zaynem. Jednak przez ostatnie dni za nim uciekłam do Rio, to uczucie wyparowało. Chciałam żyć z Malikiem, ale nie kosztem swojego zdrowia, radości, czy stanu psychicznego.
Wszyscy zauważyli, że to mnie wyniszczało. Wszyscy, oprócz Zayna. Schudłam, bo nie miałam ochoty jeść. Zrobiłam się blada, bo nie chciałam wychodzić z pokoju. Byłam przygnębiona, bo mój blask znikał.
Zayn był miłością mojego życia, od samego początku wiedziałam, że to nie jest zwykły związek. Poświęciłam wszystko dla niego. Zostawiłam rodzinę i przyjaciół, zrezygnowałam ze wspaniałej pracy, wyjechałam do obcego kraju.
Chciałam tylko, aby Zayn sprawił, żebym tego nie żałowała.
- ...Dziękujemy za udany lot i życzymy miłego pobytu w Bombaju.
W końcu głos stewardessy wybudził mnie z rozmyślań, sygnalizując, że jestem na miejscu. Westchnęłam, podnosząc się z miejsca. Wzięłam torebkę z półki nad siedzeniem, kierując się do wyjścia z samolotu. Starałam się ignorować spojrzenia pasażerów, schodząc ze schodów do autobusu. Włączyłam telefon, pisząc do mamy, że jestem na miejscu.
Ratish miał mnie odebrać w tajemnicy przed Zaynem. Denise pożegnała mnie w Rio, dając parę rad. Byłam jej wdzięczna za gościnę i obiecałam rekompensatę.
Po przejściu wszystkich kontroli, udałam się po odbiór bagażu. Oczywiście moja walizka wyjechała, jako jedna z ostatnich, więc czekałam dosyć długo. Gdy w końcu ją miałam, udałam się do wyjścia, gdzie czekał na mnie Ratish.
Przywitałam go, wziął walizkę, a ja otworzyłam drzwi od samochodu, widząc w nim Wal.
- Cześć, Rose - powiedziała, lecz stałam tam osłupiała.
Przełknęłam ślinę, wsiadając do auta. Byłam lekko zdenerwowana, ale cieszyłam się, że to akurat ta z sióstr przyjechała.
- Jak było w Rio? - zapytała głosem przesiąkniętym złością.
- Dobrze, zrozumiałam parę spraw - wyszeptałam, bawiąc się palcami.
Starałam się unikać kontaktu wzrokowego, bo wywnioskowałam już na początku, że Waliyha była rozgoryczona i rozmowa może mieć jedynie negatywny ton.
- Cóż, cieszę się, że bawiłaś się w najlepsze, gdy mój brat cierpiał - wysyczała, przewracając oczami.
- To wcale nie tak...
- Zostawiłaś go! - wrzasnęła, gestykulując i patrząc na mnie z wyrzutem. - Nie masz pojęcia, jak cierpiał.
- A ja nie cierpiałam, gdy przygotowywał się do ślubu z inną? - wychlipałam, gdy z moich oczu zaczęły wypływać łzy.
- Okej, nie pochwalam go za to, ale trzeba było z nim porozmawiać. A nie uciekać na drugi koniec świata, nic nie mówiąc do kurwy nędzy - atakowała mnie z wściekłością w oczach.
- Myślisz, że nie próbowałam? Milion razy mu mówiłam, wszyscy zauważyli, że się zmieniłam. Byłam na skraju załamania, nie jadłam, nie wychodziłam. To mnie wyniszczało, ten ślub, Arielle. My nawet nie spaliśmy razem. Wyjechałam do Brazylii poczuć, że jeszcze żyję. Bo w pałacu czułam, jakbym umarła.
Nie hamowałam już emocji, byłam roztrzęsiona. Słona ciecz spływała po mojej twarzy.
- Ty czułaś się tak wtedy, on czuje się tak teraz. Nigdy go takiego nie widziałam. Oboje nie zniesiecie więcej rozłąk. Tylko nie umiecie zrozumieć, kiedy ranicie siebie nawzajem - mówiła spokojniejsza, łapiąc mnie za rękę. - Przepraszam, trochę mnie poniosło.
Posłałam jej lekki uśmiech, opierając głowę na ramieniu dziewczyny.
- On nikogo nie kochał tak, jak ciebie - dodała po chwili, całując mnie w wierzch głowy.
- A ja nie kochałam nikogo tak, jak jego.
Przyjechałyśmy do pałacu i dopiero wtedy przejął mnie strach przed rozmową z Zaynem. Mój brzuch się skręcał, bałam się, jak cholera. Tak naprawdę to on powinien się teraz trudzić.
Gdy samochód zatrzymał się przed wejściem, już zauważyłam Malika. Moje serce biło kurewsko mocno. Denerwowałam się. Wyglądał tak inaczej, jego włosy były w nieładzie. Do tego wydawało mi się, że coś z nimi zrobił. Miał na sobie jeden z indyjskich strojów. Był przygnębiony.
- Powodzenia, Rose - usłyszałam od Wal, która posłała mi również pomocny uśmiech.
Odwzajemniłam go, gdy już wychodziła. Zrobiłam to samo, czując skrępowanie. Waliyha podeszła do Zayna, aby mu coś powiedzieć, po czym zniknęła na schodach w pałacu. Ratish wyciągał moją walizkę, a ja obeszłam samochód, aby Zayn w końcu mógł mnie zobaczyć.
Jego oczy zeskanowały mnie, błyszcząc. Stał osłupiały, rozchylając lekko usta. Dopiero wtedy zauważyłam, że wyglądał mizernie. Podkrążone ślepia, spierzchnięte wargi. To nie był mój Zayn.
Wzięłam głęboki oddech, moje serce wariowało. Tęskniłam za nim. Postanowiłam wykonać pierwszy krok, podchodząc do mężczyzny bez słowa.
I wtedy po prostu wystawił ręce, przyciągając mnie do siebie. Zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku, cicho łkając w moje włosy.
- Tak bardzo cię kocham - wyszeptał, a ja zadrżałam.
- Musimy naprawdę porozmawiać, Zayn - powiedziałam po chwili łamiącym się głosem.
- Przejdźmy się na plażę - zaproponował, puszczając mnie.
Bez słowa zeszliśmy po schodach, nikt nie miał odwagi zacząć rozmowy. Dopiero, gdy nasze nogi dotknęły ciepłego piasku, zdecydowaliśmy się usiąść i wszcząć temat.
- Wiem, jak bardzo cię skrzywdziłem. Jak bardzo cierpiałaś i się zmieniłaś. Zachowałem się, jak najgorszy skurwysyn, myśląc tylko o pieniądzach. Nigdy nie kochałem Arielle, to była jedynie sprawa polityczna. Gdy wyjechałaś, byłem rozbity. Nie umiałem się z tym pogodzić. Zrozumiałem, że popełniłem największy błąd swojego życia. Moje serce należy tylko do ciebie - jego głos był taki chwiejny przez płacz. - I przepraszam cię, choć wiem, iż to za mało. Właściwie powinnaś już dawno ode mnie odejść, bo tylko cię krzywdzę. Tyle, że nie umiem dać ci odejść.
Był taki zapłakany, roztrzęsiony i załamany. Naprawdę to przeżywał, widziałam, że wstrząsnęło nim moje odejście. Żałował. Jednak mimo, iż moje serce było w kawałkach to chciałam dać mu ostatnią szansę, aby je pozbierał.
- A ja nie chcę odejść - szepnęłam, a on wręcz podskoczył i spojrzał na mnie z nadzieją oraz zdziwieniem. - Chcę zmiany.
- Wiesz, że się zmieniłem. Arielle już nie ma, nigdy nie będzie. Postawiłem się w końcu rodzicom. Powiedziałem, że mam dosyć kreowania mojego życia - mówił dosyć szybko, gdy patrzyliśmy sobie w oczy.
- Wiem, ale ja chcę zobaczyć tę zmianę, Zayn - wyjaśniłam, opierając ręce na kolanach.
- Zobaczysz, Rose. Obiecuję ci to - wymamrotał, chwytając moją dłoń.
Złączył nasze palce, po czym ucałował wierzch mojej skóry i przyłożył ją do swojego policzka. To mnie rozczuliło. Cholernie mi go brakowało.
- Nigdy więcej nie pozwolę sobie ciebie stracić - odparł niemal niesłyszalnie, a ja położyłam głowę na jego ramieniu.
Westchnęłam, zamykając oczy. Było tak błogo, idealnie. Sami na plaży, robiło się już szarawo. Fale uderzały o brzeg, co było jedynym dźwiękiem, nie licząc bicia naszych złamanych serc, które będąc blisko siebie ponownie się łączyły w jedność.
- Zayn - żachnęłam, unosząc głowę, aby na niego spojrzeć.
- Tak? - spytał, patrząc mi w oczy, gdy położył dłoń na policzku mężczyzny.
Przyciągnęłam go do siebie, spajając nasze wargi. Delikatny pocałunek był perfekcyjny. Oboje zatracaliśmy się w nim coraz bardziej, bo tego nam było potrzeba. Po chwili Zayn objął mnie w talii, pogłębiając buziaki. Podciągnął mnie do góry, abym usiadła na nim okrakiem.
Wplotłam ręce we włosy Zayna, a on trzymał swoje na moich biodrach. Całowaliśmy się zachłanniej, ale wciąż romantycznie. Dotyk jego ust powodował we mnie dziwne drgania, ale też przyjemność. To było to, co sprawiało, że byłam szczęśliwa.
Postanowiliśmy wrócić do pałacu chwilę później. Od razu udaliśmy się do pokoju, aby odpocząć trochę razem. Po wejściu do naszej sypialni, zauważyłam, że zmieniło się nieco. Na ścianach zawisło więcej naszych zdjęć. Było jedno z Paryża, z gali Unicefu oraz zwykłe, jak całowaliśmy się na plaży.
- Chciałem, aby było tu więcej nas - wyjaśnił po chwili, podchodząc do mnie od tyłu.
Jego ręka znalazła się na moim ramieniu, wywołując uczucie gorąca również i w ciele. Odwróciłam się, obejmując dłońmi twarz Zayna, który zaczął całować mnie drapieżnie, wzbudzając podniecenie. Może i nie powinnam mu się od razu oddawać, ale to było silniejsze ode mnie.
Pocałunki Malika zjeżdżały w dół po mojej szyi. A moje dłonie zabrały się za jego spodnie. Rozpięłam zamek i zsunęłam je z nóg chłopaka, które zrzucił klapki oraz materiał, zostając w samych bokserkach. Nie przestając pochłaniać moich warg, palce Zayna wślizgnęły się pod koszulkę. Ściągnął ją ze mnie, aby zacząć pieścić piersi. Czułam się tak dobrze, sapałam ciężko. Moje myśli wariowały.
Chciałam zbliżenia, ale bałam się, że to może być za szybko.
Mimo to, popchnęłam Zayna na łóżko, siadając na nim okrakiem. Za nim zdążył przyssać się do mojej twarzy, ściągnęłam z niego koszulę. Złapałam ją i okręciłam kilka razy, przygryzając wargę. Malik zaśmiał się, kładąc dłonie na moich udach. Rzuciłam bluzkę za siebie, opierając się o nagi tors chłopaka.
Zaatakowałam jego usta, byłam rozpalona. Pragnęłam go coraz bardziej i bardziej. Czułam napięcie między nami. Zayn zaczął rozpinać moje, krótkie spodenki, gdy ja błądziłam dłońmi, aż dojechałam do gumki od majtek mężczyzny. Bawiłam się nią, do momentu, kiedy poczułam, jak Zayn chce zsunąć ze mnie jeansy.
Położyłam się na jego klatce piersiowej, unosząc lekko pupę, aby mógł je ze mnie ściągnąć. Po chwili zostałam w samej bieliźnie tak samo, jak on.
- Jesteś taka seksowna - wymruczał, skanując moje ciało.
Uśmiechnęłam się, ocierając się lekko o jego męskość. Syknął, wbijając palce w moje uda. Zmrużył oczy, czułam, że jest już podniecony.
Zaczęłam kręcić biodrami, by go prowokować. Jednocześnie rozpinałam stanik.
- Kurwa - zaklął, podnosząc się gwałtownie.
Złapał za krańce moich, koronkowych majtek i szybko się ich pozbył. Był cholernie napalony, zaczął zachowywać się troszkę brutalnie, ale rozumiałam to. Również chciałam, jak najszybciej poczuć go w sobie.
Gdy byłam już całkowicie naga, zostało mi jedynie pozbyć się jego bokserek, które uwolniły pulsującą męskość Zayna.
- Chcę cię pieprzyć całą noc - wysapał, a ja ustawiłam się wygodnie.
Położyłam dłonie na ramionach Mulata, on swoje na moich biodrach. Nastawiłam się, a penis Zayna wszedł we mnie gwałtownie. Jęknęłam, wyginając się. Czułam przyjemność.
Nachyliłam się do Zayna, aby móc całować jego usta. Zaczęłam również unosić się w górę i dół. Paznokcie wbijałam w ramiona mężczyzny, było nam tak dobrze.
Poruszałam się coraz szybciej, a jedna dłoń Malika znalazła się na mojej łechtaczce. Pieścił ją dodatkowo, co już doprowadzało mnie do szaleństwa. Jęczałam, krzyczałam jego imię, a on sapał moje.
- Tęskniłam za tym - wymruczałam, między pocałunkami.
- Ja też - mruknął, przenosząc jedną rękę na moją, lewą pierś.
Ściskał ją, drażnił kciukiem sutek. Wiłam się, nie wytrzymując nadmiaru przyjemności.
- Odwróć się - nakazał Zayn, łapiąc mnie za przedramię.
Podniosłam się, krzycząc. Zmieniłam stronę, ponownie siadając na nim okrakiem. Zaczęłam wykonywać te same ruchy tyle, że tym razem byłam do niego tyłem. Moja pupa ocierała się o podbrzusze chłopaka, gdy ruszałam nią w przód i tył.
Moje ręce zatrzymały się na udach Zayna, jego lewa na moim brzuchu, prawa natomiast na piersi. Ponownie bawił się nią, co jakiś czas klepiąc mój pośladek.
Było idealnie.
Nie przejmowaliśmy się niczym, oprócz siebie. Jakby cały świat zniknął. I szczytowaliśmy prawie w tym samym czasie. W tym momencie opadłam na niego plecami, czując wyczerpanie.
Objął mnie rękoma, układając się wygodnie. Leżałam na klatce piersiowej Zayna, słysząc bicie jego serca. Postanowiłam przytulić się do niego bokiem i położyć dłoń na nim, aby również czuć rytm.
- Bije tylko dla ciebie - wyszeptał, całując mnie w wierzch głowy.
I dopiero wtedy zauważyłam, że na prawej ręce po wewnętrznej stronie miał nowy tatuaż. Była to róża zrobiona czarnym tuszem.
- Czemu wygoliłeś część włosów? - spytałam, bawiąc się nimi.
- Były za długie, potrzebowałem zmiany - oznajmił spokojnie. - Nie podoba ci się?
- Nie, jest fajnie.
- Oh, zrobiłem ją z myślą o tobie, Rose - odparł, gdy chwyciłam jego rękę, aby oglądnąć dziarę.
Moje serce zabiło mocniej, a na twarzy pojawił się uśmiech. Zrobił sobie tatuaż związany ze mną, zostanie z nim na zawsze. To było bardziej, niż kochane.
- Jak się bawiłaś w Brazylii? - spytał, łącząc nasze dłonie.
I wtedy cała ta euforia unosząca się w powietrzu zniknęła, jak przebita bańka mydlana. Z pytaniem o Rio, przypomniał mi o Domenico. Czy powinnam mu powiedzieć, że między nami do czegoś doszło? Milion za i przeciw pojawiło się w mojej głowie.
- Zayn - odparłam, przełykając głośno ślinę. - Muszę ci o czymś powiedzieć.
Byłam zdenerwowana i przerażona. Chciałam być z nim szczera, ale mogło mnie to sporo kosztować. Zacisnęłam ręce w piąstki, biorąc głęboki oddech.
- Będąc w Rio doszło do czegoś między mną, Denise i pewnym chłopakiem. To były tylko pocałunki oraz dotykanie. Nie chcę tego ukrywać, bo tajemnice nie są dobre w związku - powiedziałam drżącym głosem, bojąc się jego reakcji.
Czułam, jak oddech w piersi Zayna na chwilę zaparł. Nie byłam w stanie na niego spojrzeć. Denerwowałam się.
- Nie powiesz nic? - spytałam w końcu, nie wytrzymując tej ciszy.
- Nie wiem, co mam powiedzieć. Nie cieszy mnie to, wręcz przeciwnie. Jestem wściekły i najchętniej rozkurwiłbym mu twarz, ale z drugiej strony zasłużyłem na to - odezwał się w końcu, a ja spojrzałam na niego. - Też całowałem Arielle, wyrządziłem ci tyle przykrości.
- W takim razie nie myślmy o tym, cieszmy się sobą - wyszeptałam, po czym obdarowałam go delikatnym pocałunkiem.
- Mógłbym leżeć tak z tobą wieczność - powiedział, obejmując mnie szczelnie.
I tak o to zasnęliśmy nadzy, wtuleni w siebie. Od nowa pracując nad naszym związkiem. Byłam szczęśliwa, dokładnie tak. Będąc z nim byłam najszczęśliwsza.
Minął tydzień odkąd wróciłam do Indii. Naprawdę dużo się zmieniło. Zayn pielęgnował naszą relacją, codziennie budziliśmy się razem, jak i zasypialiśmy. Oczywiście rozumiałam, że w ciągu dnia mógł mieć jakieś spotkania. Jednak poświęcał mi znacznie więcej czasu. Chodziliśmy na plażę, na siłownię, wybraliśmy się nawet na targ w mieście i do galerii sztuki. Było cudownie.
Dziś odbywały się urodziny babci Zayna od strony taty. Mieszkała w swoim pałacu oddalonym od naszego o jakieś 12 kilometrów. Mieliśmy jechać tam na godzinę 14. Stresowałam się trochę, bo to miało być moje pierwsze spotkanie z babcią. Bałam się, że mnie nie polubi.
Wybrałam dla siebie beżową, obcisłą sukienkę z elementami brązu z dużym dekoltem. Do tego dobrałam sandały na koturnie i czarną, koronkową torebkę. Nałożyłam też komplet biżuterii.
Fryzjerka idealnie wyprostowała mi włosy, a mocny makijaż wykonałam sama. Spryskałam ciało perfumami i byłam gotowa do wyjścia. Spojrzałam na Zayna, jego włosy były zaczesane na prawą stronę. Ubrany był w beżowy Achkan, czyli długi, męski płaszcz, sięgający za kolana. Zapinany na guziki oraz spodnie ciemniejszego koloru.
- Wyglądasz cudownie - zaśmiałam się, podchodząc do niego.
- A ty seksownie - wymruczał w moje usta, gdy obejmowałam go za szyję.
Złączyłam nasze usta w krótkim pocałunku, po czym posłałam mu uśmiech.
- Myślisz, że twoja rodzina mnie polubi? - spytałam, patrząc mu w oczy.
- Na pewno, ciebie się nie da nie lubić - powiedział, kładąc ręce na mojej pupie.
- Problem w tym, że jednak się da - odparłam, a Zayn zrozumiał, że chodzi mi o jego matkę.
Chwilę później musieliśmy już schodzić na dół, aby jechać na przyjęcie. Po drodze spotkaliśmy Wal i Safę, obie wyglądały ślicznie. Młodsza z sióstr opowiadała mi o swoim wyjściu z koleżanką do kina, starsza prowadziła rozmowę z moim chłopakiem.
Na ganku stały dwa duże, czarne Lange Rovery królewskie.
- My weźmiemy Safę, a Waliyha pojedzie z wami - powiedziała oschle matka Zayna, wsiadając do swojego pojazdu.
Przewróciłam oczami, zajmując miejsce obok Zayna w aucie. Siedziałam na środku, między rodzeństwem. Kierowca ruszył, a ja zapięłam pas.
- Mam jej dosyć - odparła po chwili Wal, opierając głowę o szybę.
- Ja też - sapnęliśmy równocześnie z Zaynem, po czym zachichotaliśmy pod nosem.
- Matko, wy naprawdę do siebie pasujecie - rzekła Wal, udając przerażoną. - Ja nie umiem znaleźć szczęścia.
- Nieprawda, a co z Andreasem? - mruknęłam, zerkając na nią, gdy Zayn objął mnie ręką.
- To świetny chłopak, ale on się tu będzie marnował - wyjaśniła zrezygnowana, wypuszczając powietrze z ust.
- Nie chce się przeprowadzić? - spytałam, a Malik musnął ustami moje ramię.
- On chce, ale nie chcę, żeby zostawiał wszystko dla mnie. To samolubne, sama nie wiem.
- Waliyha, ja też wyjechałam. Zostawiłam wszystko dla tego durnia i jestem najszczęśliwsza na świecie - mówiłam, chichocząc pod nosem.
- Ja tego wcale nie słucham - wtrącił się Zayn, a ja cmoknęłam go w nos.
- Może pracować tutaj, mieszkać z tobą - proponowałam z uśmiechem na twarzy.
- Niby tak, ale co z matką?
- Czemu wy się jej tak podporządkowujecie? Macie własne życia - wymamrotałam poirytowana, patrząc to na Zayna, to na Waliyhę.
- Ja się jej postawiłem, trochę pokrzyczała, ale w końcu co może zrobić? Nie zmusi mnie do zerwania z Rose - dodał Malik, łapiąc mnie za rękę.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy, dopiero przy wjeździe do zamku babci Malik, poczułam prawdziwy strach. To tu miałam poznać resztę rodziny Zayna. Cholernie się stresowałam.
Wyszliśmy z auta, a Zayn złapał mnie za rękę dla otuchy. Pierwsi szli jego rodzice, później my, a na końcu dziewczyny. Wdrapaliśmy się po schodach, a dwóch lokajów otworzyło nam drzwi. Zauważyłam, że na piętro nie można było wejść. Zaprowadzono nas do ogrodu, gdzie było od groma ludzi. Po prawej stronie znajdowały się ładnie udekorowane stoliki oraz jeden duży stół szwedzki.
Na środku grał jakiś zespół, a po lewej stronie tańczyli goście. Czułam na sobie ten cholerny wzrok, co sprawiało, że miałam ochotę się rozpłakać.
- Spokojnie, kochanie. Jestem przy tobie - usłyszałam nagle szept Zayna, który objął mnie ręką w talii, przysuwając bliżej siebie.
I wtedy zobaczyłam starszą kobietę, jej włosy upięte były w elegancki kok. Miała na sobie granatową, ołówkową spódniczkę i bluzkę tego samego koloru. Obdarzona błyszczącą biżuterią, rozprzestrzeniła ręce, zmierzając w naszym kierunku z uśmiechem na twarzy.
A o to i babcia Malik.
Z radością podeszła do Zayna, mówiąc coś, że miło go widzieć z tego, co zrozumiałam. Byłam taka skrępowana i modliłam się, aby dobrze powiedzieć wszystko w hindi.
- A ty musisz być Rose, prawda? Witam, babcia Zayna - powiedziała przyjaźnie, po czym obdarowała mnie przytuleniem.
- Tak, miło panią poznać - wymamrotałam speszona w hindi.
- Nie bój się mnie, dziecko. Ja nie gryzę - zaśmiała się, posyłając mi pocieszające spojrzenie.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, dużo zdrowia, szczęścia - mówiłam według tego, co zapamiętałam z lekcji hindi.
- Dziękuję, bardzo ładnie mówisz, Rosalie - odrzekła, zerkając na Zayna. - No wnusiu, powiem ci, że ty to jednak masz dobry gust. Nie daj jej odejść.
Zagroziła Zaynowi, po czym zachichotała pod nosem. Przeprosiła nas i podeszła do swoich wnuczek. Odetchnęłam z ulgą, opierając czoło o ramię Malika.
- Widzisz? Przeżyłaś, brawo - powiedział, przytulając mnie.
- Muszę się czegoś napić - stwierdziłam bez emocji, obejmując Zayna w pasie.
- Przed tobą jeszcze cała rodzina, więc na razie nie dostaniesz alkoholu - zaśmiał się, a ja uderzyłam go ręką w plecy. - Auć, za co?
- Dobrze wiesz, a teraz poznaj mnie z resztą za nim ucieknę z krzykiem - odparłam, udając wkurzoną.
Przyjęcie mijało bardzo dobrze. Moje obawy zniknęły, bo rodzina Zayna przyjęła mnie serdecznie. Niektóre kobiety nie wykazały radości, ale nie przejęłam się nimi. Siedzieliśmy przy stoliku z kuzynem Jawaadem i kuzynką Aaroosą oraz naturalnie siostrami Malika wraz z mężem Doniy'i. Były tradycyjne tańce, potrawy. I właśnie podczas wygibasów na parkiecie z Zaynem i całą jego rodziną zdałam sobie sprawę, że jestem szczęśliwa.
Nowa fryzura Zayna:
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Cuuuudo ❤
OdpowiedzUsuńŚwietny, na szczęście jego babcia to życzliwa kobieta, a nie jak matka, wredna jędza �� świetne
OdpowiedzUsuńKocham to opowiadanie ❤❤❤
OdpowiedzUsuń