Translate

sobota, 17 września 2016

~.30.~

Dzisiejszy dzień od samego rana był dosyć zabiegany. Zayn od razu po śniadaniu miał jakiś bankiet publiczny, potem spotkanie z urzędnikami, które trwało chyba z 4 godziny. Ja natomiast miałam lekcje hindi, trochę czasu spędziłam na malowaniu. I tak do obiadu mijaliśmy się, wszyscy pochłonięci swoimi zadaniami.
Dopiero na posiłku mogliśmy spotkać się całą rodziną i porozmawiać. Zajadaliśmy się pysznymi potrawami przyszykowanymi przez kucharzy.
- Mam zdecydowanie dosyć tego dnia - mruknęła Safaa, grzebiąc w talerzu. - Czeka mnie jeszcze jedna lekcja historii.
- A mnie dwa spotkania, więc nie narzekaj - burknął Zayn, patrząc na siostrę, która wystawiła mu język.
- Ja i mama wychodzimy dziś wieczorem do znajomych - oznajmił Yaser, zerkając dziwnie na swojego syna.
Malik spiął się, biorąc łyk wody. Nie mogłam nic wyczytać z jego spojrzenia, ale wiedziałam, że coś jest nie tak. Znam go zbyt dobrze, by nie zauważyć tego zachowania.
- Rose, co ty na to, żeby iść po obiedzie na plażę? - zaproponowała Wal z uśmiechem.
- Pewnie, to super pomysł - odparłam, pakując widelec do buzi.
Gdy cała rodzina skończyła posiłek, mogliśmy się rozejść. Ja i Wal umówiłyśmy się za 15 minut na dole. Chciałam wyjść na plażę, pokąpać się i pobawić. A siostra mojego chłopaka to wspaniałe towarzystwo, naprawdę świetnie się dogadujemy.
Wdrapałam się na górę, pisząc sms z Mayą. Zostało tylko 5 dni do jej urodzin, a więc 2 do naszego wylotu z Indii. Przyjaciółka miała już wszystko gotowe na imprezę, była podekscytowana i bardzo się cieszyła, że jednak przylecimy.
Weszłam do sypialni, rzucając się na łóżko. Chciałam odsapnąć trochę po obiedzie, więc ułożyłam się wygodnie, przeglądając wszelkie media społecznościowe. Nagle mój telefon zaczął dzwonić, jednak numer był mi nieznany.

- Halo.
- Witam, z tej strony Maria Donald*. Jestem główną producentką programu śniadaniowego Ellen DeGeneres. Czy mam przyjemność z Rosalie Bufford?
- Tak, to ja. 
- Mam zaszczyt zaprosić panią do programu Ellen w celu przeprowadzenia wywiadu. Nagrywki odbyłyby się 1 grudnia w naszym studio w Los Angeles. 
- Woah, muszę przyznać, że zaskoczyła mnie pani. 
- Oczywiście nie wymagam decyzji teraz. Zależałoby nam na wywiadzie na temat pani życia przed i po przeprowadzce do Indii.
- To wspaniała propozycja, jednak potrzebuję kilku dni.
- Prosiłabym o decyzję do 20 listopada. Cena to 45 tysięcy dolarów.
- Odezwę się do pani za parę dni, dobrze? Do usłyszenia.

Byłam w szoku, ja miałabym wystąpić u Ellen Degeneres? Zawsze oglądałam jej Talk Show, ale nigdy nie pomyślałabym, że dostanę propozycję udzielenia wywiadu. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Na pewno muszę porozmawiać z Zaynem zanim podejmę jakąkolwiek decyzję.
Zwlokłam się z łóżka, schodząc na dół do garderoby. Uwielbiałam to, że mogłam do niej zejść, nie opuszczając nawet sypialni.
Podeszłam do szafki ze wszystkimi strojami, szukając odpowiedniego. W końcu przystało na limonkowy, który kupiłam w Nowym Jorku. Przebrałam się, narzucając na siebie białą tunikę na grubych ramiączkach do połowy uda. Wsunęłam klapki na nogi, po czym spakowałam torbę na plażę.
Wyszłam z pokoju, udając się na sam dół, gdzie czekała na mnie Waliyha. Razem z dwójką ochroniarzy udałyśmy się na dwór.
- Wiesz, mam pomysł. Pokażę ci miejsce, do którego ja i Zayn uwielbialiśmy przychodzić, gdy byliśmy mali. To niedaleko - zaproponowała, łapiąc mnie za nadgarstek.
- No pewnie.
Spacerkiem udałyśmy się w stronę tajemniczego miejsca Wal i Zayna. Byłam ciekawa, gdzie mój chłopak spędzał swoje dzieciństwo. Gdy wkroczyłyśmy do lasu, zaczęłam podejrzewać jakiś szałas. Jednak okazało się, że było to cicha plaża nad rzeczką. Do drzewa były przeczepione liny, dzięki którym rodzeństwo wskakiwało do wody.
- Gdy mieliśmy dosyć tego całego przepychu, uwielbiałyśmy tu przychodzić - wyszeptała Wal, rozkładając koc na ziemi. - Nigdy nikomu nie mówiliśmy, gdzie to jest. Nawet Safaa i Doniya tu nie były.
- Więc jestem pierwszą osobą, która weszła do waszego małego świata? - spytałam retorycznie, zrzucając z siebie sukienkę.
- Dokładnie - potwierdziła, ściągając krótkie spodenki.
Spojrzałam na Wal, zanosząc się śmiechem. Całkiem nieświadomie ubrałyśmy się w stroje identycznego koloru.
- Matko, faktycznie jesteśmy rodziną - zachichotała szatynka, idąc w stronę opony przywieszonej do drzewa.
- Możesz zrobić nam zdjęcie? - spytałam jednego z ochroniarzy, podając mu swój telefon.
Podeszłam do wolnej liny, bałam się skoku. Jednak chciałam to zrobić dla zabawy, bo wiedziałam, że mi się spodoba. Odliczyłyśmy z Wal do 3, po czym zeskoczyłyśmy, tracąc grunt pod nogami.
Wiatr rozwiewał moje włosy, ale czułam adrenalinę. Będąc nad wodą, puściłam się liny i spadłam prosto do ciepłej substancji. Wyłoniłam się na powierzchnię, widząc Wal.
- To było świetne! - krzyknęłam, podpływając do dziewczyny.
- Mówiłam!
- Dawaj jeszcze raz - powiedziałam, płynąc w stronę brzegu.

Bawiłam się naprawdę świetnie z Wal, spędziłyśmy większość czasu w wodzie, lecz miałyśmy też chwilę, aby porozmawiać. Dowiedziałam się, że podczas pobytu u Andreasa między nimi coś zaszło, robią coraz większe kroki w swoim związku. Dziewczyna powiedziała mi też, że Zayn miewał różne partnerki, ale to ja jestem tą, za którą oddałby życie.
Wróciłyśmy do pałacu, gdy zaczęło się ściemniać. Od razu pobiegłam do sypialni, lecz zaniepokoiło mnie to, że wszędzie było dziwnie cicho. Jakby nagle wszyscy wyparowali, łącznie z Zaynem, którego oczywiście w pokoju nie zastałam.
Rzuciłam torbę na kanapę, idąc do łazienki. Zdjęłam z siebie mokry strój, piorąc go szybko w umywalce i wywieszając na balkonie. Weszłam pod prysznic, aby opłukać się z jeziornej wody oraz wyszorować dokładnie włosy.
Wychodząc, owinęłam się ręcznikiem i posmarowałam ciało balsamem. Ku mojego zdziwieniu na łóżku leżały ubrania, których nie wyjęłam. Podeszłam bliżej, widząc małą karteczkę z napisem "Załóż mnie".
Śliczna, biała sukienka oraz para szpilek w kolorze ciemnej oliwki ze złotymi zdobieniami.
Spojrzałam na rzeczy zaskoczona i zdezorientowana, jednak wzięłam je, schodząc do garderoby. Nie wiedziałam, o co chodziło. Największe przypuszczenie padało na jakieś spotkanie biznesowe lub prywatne.
Mimo to, wybrałam odpowiednią bieliznę, po czym ubrałam się. Na to narzuciłam aksamitny szlafrok, aby nie pobrudzić ubrań podczas robienia makijażu. Skupiłam się na tym, aby podkreślić oczy.
Następnie ułożyłam ładnie włosy, aby opadały falami po moich plecach. Całe szczęście wczoraj malowałam paznokcie, więc nie musiałam tego znów robić. Spryskałam tylko ciało perfumami, wzięłam telefon do ręki i ruszyłam do drzwi.
Chwyciłam za klamkę, otwierając drewnianą powłokę. Ku mojemu zdziwieniu zastałam tam ścieżką stworzoną z płatków róż.
Co tu się do cholery działo?
Zaczęłam podążać szlakiem, czując się skrępowana. W pałacu słychać było tylko stukot moich obcasów, dosłownie jakby każdy nagle się rozpłynął. Płatki zaprowadziły mnie na dwór, tam jednak pojawiła się kolejna ścieżka. Tym razem z małych świeczek.
Nie chcę wiedzieć, ile Zayn wydał na te wszystkie poszlaki.
Świeczki prowadziły, aż do nowego ogrodu. Z tym, że nie był on zakryty płachtami i rusztowaniami. Tym razem można była do niego wejść. Już przy samej bramie zauważyłam coś pięknego, mała fontanna zrobiona z piania.
Byłam pod wrażeniem, bo ten ogród był chyba najpiękniejszy ze wszystkich. Pełno kwiatów, drzew i dekoracji. Małe lampki wbudowane w ziemię tuż przy chodniku rozświetlały mi drogę. Chciałam, jak najszybciej dowiedzieć się, po co to wszystko.
I widząc Zayna już z oddali, poczułam szczęście, że to jego sprawka.
Malik prezentował się idealnie w czarnych, obcisłych spodniach i białej koszuli. Włosy zaczesane na prawo oraz jego ulubiony Rolex dodawały temu pazura. Wyglądał cholernie seksownie.
Stał obok altany zrobionej z metalowych rusztowań w pełni otoczonych kwiatami koloru delikatnego różu. W niej znajdował się stolik oraz dwa krzesła. A więc kolacja?
Podeszłam bliżej z uśmiechem na twarzy, Zayn złapał mnie za nadgarstek, całując w policzek.
- To naprawdę piękne, Zayn - wyszeptałam, patrząc mu w oczy.
- Jest cały twój - odparł, rozglądając się.
- Żartujesz? - zapytałam z niedowierzania.
 - Nie, ten ogród powstał specjalnie dla ciebie Rosalie. Później cię oprowadzę, ale teraz zjedzmy, bo będzie zimne - powiedział, odsuwając mi krzesło.
Podziękowałam uprzejmie, zajmując miejsce. Na talerzu zobaczyłam łososia z makronem, sosem śmietanowym i cukinią. Wyglądało przepysznie, od razu zabrałam się za jedzenie. Faktycznie, smak był wyborny.
- Zayn, to wspaniałe. Dziękuję - rzekłam radośnie, patrząc na mojego mężczyznę.
- Chciałem zrobić ci niespodziankę już dawno, ale ciągle albo wyjeżdżałaś albo nie było czasu i tak teraz dopiero mogę pokazać ci ten ogród - mówił, grzebiąc w talerzu.
- Odnośnie wyjazdów, myślałeś już, co robimy na święta? - spytałam, pakując widelec do buzi.
- No cóż, moja rodzina tego nie świętuje, skarbie. Za to 24 listopada jest Diwali**, na którym muszę być - powiedział, przygryzając wargę.
- Ja wiem, Zayn. Jednak obchodzę Boże Narodzenie i chcę je świętować także w tym roku.
- W takim razie ty spędzisz ze mną Diwali tutaj, a ja polecę z tobą do Londynu na Boże Narodzenie - zarządził z uśmiechem, patrząc mi  oczy.
- Zgoda.
- To będą nasze pierwsze święta razem, wcześniej mi uciekałaś i nie dotrwaliśmy do nich - upomniał nieco szorstko, a jego wzrok skupiony był na jedzeniu.
- Cóż, nigdzie się już nie wybieram, więc będziesz musiał je spędzać ze mną do końca życia - zachichotałam, aby rozluźnić nieco atmosferę.
- Oh, akurat to jest moje największe marzenie - wyszeptał poważnym tonem, po czym spojrzał nieśmiało na mnie.
Zapadła cisza, jednak nie była ona krępująca. Oboje zajęliśmy się jedzeniem, co jakiś czas popijając lampką białego wina. Byłam naprawdę szczęśliwa, bo wszystko układało się tak dobrze.
Zauważyłam, że między drzewami latały kolorowe papugi i inne ptaki, a na ziemi panoszyły się jaszczurki. Ogród był cudownie zaprojektowany.
- Wiesz, Zayn dostałam dziś telefon od Ellen DeGeneres. Chcą zrobić ze mną wywiad o życiu przed i po poznaniu ciebie - zaczęłam niepewnie, unikając kontaktu wzrokowego.
- I chcesz tam iść? - spytał ochrypłym głosem, po czym odchrząknął.
- To zależy od tego, co ty o tym sądzisz - powiedziałam nieśmiało, biorąc łyk alkoholu.
- Jeśli to jest tym, czego chcesz to ja nie mam nic przeciwko, ale musisz wiedzieć, że Karima nieźle się przetrenuje o rzeczach, których nie możesz tam mówić - mówił, a na koniec zaśmiał się krótko.
- W takim razie dziękuję, zadzwonię jutro do tej producentki i potwierdzę udział, nagrywki są 1 grudnia - odparłam, biorąc ostatni łyk wina.
- Dobrze, polecimy. A może teraz masz ochotę na spacer? Oprowadzę cię po ogrodzie - zaproponował, wstając z miejsca.
- Pewnie - posłałam mu promienny uśmiech, wyprzedzając go i również opuszczając swoje miejsce.
Malik złapał mnie za rękę, idąc dróżką przed siebie. Mijaliśmy krzewy wszelakich gatunków, a małe lampki w ziemi rozświetlały nam drogę. Było naprawdę pięknie.
- To zaprojektowałem sam - odrzekł, pokazując na prawo.
Coś na kształt kwadratowej wanny wbudowanej w ziemię, w której znajdowała się fontanna. Otoczona była kwiatami koloru jasnego fioletu. Wyglądało to prześlicznie.
- Kocham cię - szepnęłam, całując go w policzek.
- Ja ciebie też, moja księżniczko - odpowiedział mi do ucha, zagarniając moje włosy.
Idąc dalej, mijaliśmy przeróżne rzeźby z kwiatów, jak i marmuru. Jednak zatrzymaliśmy się dopiero, gdy zobaczyłam coś cudownego. Jeziorko, do której spływa wodospad otoczony różami. A w tym że zbiorniku chlapały się flamingi.
- O mój boże! - pisnęłam, przykładając dłonie do ust z zaskoczenia. - Jakie one cudowne.
- 25 flamingów i 100 ryb - powiedział, obejmując mnie w talii od tyłu.
Przechodziliśmy pod tunelem zrobionym z roślin, po drewnianych stopniach umiejscowionych w rzece jako pomost. Aż dotarliśmy do dosyć długich schodów.
- Co tam jest? Jestem zbyt leniwa, żeby wchodzić - wyjęczałam, robiąc smutną minę do Zayna.
- Coś bardzo ważnego, najważniejszego - odparł, łapiąc mnie za rękę i ciągnąc po tych schodach.
- Nie chce mi się tam iść, Zayn. Nie możemy tego zobaczyć jutro? - wymamrotałam, niechętnie wdrapując się po stopniach.
- Nie, nie możemy - rzekł stanowczo, zacieśniając uchwyt naszych rąk.
Prychnęłam pod nosem, ociągając się. Nie miałam sił, a wysokie szpilki wcale mi tego nie ułatwiały. Jednak widziałam, jak Zaynowi zależy na pokazaniu mi całego ogrodu i jeśli w grę wchodzi zobaczenie tej radości na jego twarzy, to byłam w stanie wdrapać się na to wzgórze.
Wczłapując się na górę, zapomniałam o całym wysiłku. Widok przerósł moje oczekiwania.
Na wprost rozciągał się duży, oświetlony basen tuż na krawędzi, po prawej stało jacuzzi pod baldachimem, wokół którego stało mnóstwo świeczek. Z drugiej strony były leżaki, kilka stolików i hamaki.
Jednak najważniejszy był widok na Mumbai. Widziałam całą panoramę miasta, które teraz niemal błyszczało światłem budynków, szyldów, czy też lamp samochodów.
Było tak idealnie.
Czułam się, jak zaczarowana. Moje serce biło, jak oszalałe. A oczy nie mogły pojąć tylu wspaniałych rzeczy.
- Rose - zaczął Zayn, łapiąc mnie za ręce. - Posłuchaj mnie teraz, proszę.
Wziął głęboki oddech, a ja w końcu spojrzałam mu w oczy.
- Chcę, abyś wiedziała, ile dla mnie znaczysz od naszego pierwszego spotkania przed szkołą, gdy na siebie wpadliśmy. Wyzwałaś mnie wtedy, ale i tak widziałem w tobie coś, co kazało mi brnąć w to dalej. Wszystkie te nasze wspólne momenty pamiętam, jakby to było wczoraj. Ten taniec na urodzinach Annie, pamiętasz? Podczas niego zrozumiałem, że to coś więcej niż przyjaźń. A nasza pierwsza randka w kinie, gdy to pocałowałem cię i wiedziałem już, że to są usta, które chcę całować do końca moich dni, Rose.
W jego, jak i w moich oczach pojawiły się łzy. Serce praktycznie wylatywało mi z piersi, słowa Zayna były tak cudowne.
- Paryż zbliżył nas do siebie jeszcze bardziej, bo oddałaś mi się, a to dało mi dużo do myślenia. Chciałem ci powiedzieć kim jestem, ale bałem się, że mnie zostawisz. To było cholernie głupie i zniszczyło nas. Nawet nie wiesz, jak źle czuję się z tym, iż okłamywałem cię tak długi czas. Nie masz pojęcia, jak szczęśliwy byłem, gdy zobaczyłem cię na tym placu. I jak zwykle musiałem spieprzyć, pozwalając mojej matce na obrażanie cię. Te pięć lat bez ciebie były najgorszymi w moim życiu. Nie masz pojęcia, jak bardzo cierpiałem każdego dnia. Nie mogłem się z tym pogodzić. Zapijałem się i robiłem wiele złych rzeczy. To tak, jakbyś zabrała moje serce. Jednak dałem ci odejść, ale wróciłaś do mnie. Gdy tylko usłyszałem o grupie wolontariuszy z Londynu, wiedziałem, że tam będziesz. Tego dnia, widząc moją małą Rose schowaną za metalowym regałem, czułem, jak odżywam na nowo.
- To było akurat żenujące - zachichotałam, ocierając łzy.
- Nieprawda, wyglądałaś uroczo taka zmieszana - zaśmiał się, oblizując usta. - W każdym razie, nie mogłem dać ci znów odejść. Zaczęło się od seksu, ale ja widziałem w tym szansę na nowy początek. Ślub Annie i Louisa uświadomił mnie, że to czas, abym i ja zaczął myśleć o ślubie. Naszym ślubie. I niestety, znowu zawaliłem, dając ci wyjechać do tej Brazylii.
Jego głos drżał, był zdenerwowany. Przełknął ślinę, a ja wciąż ocierałam słony płyn z moich policzków. Nie mogłam się opanować, jego słowa były cudowne.
- I teraz jesteś tutaj ze mną, Rose. Kocham cię całym swoim sercem. Jesteś dla mnie wszystkim. Twój uśmiech sprawia, że i ja się uśmiecham. Twoje oczy hipnotyzują mnie każdego ranka, twój śmiech to dźwięk, który chcę słyszeć codziennie do końca swoich dni. To ciebie chcę widzieć od razu po przebudzeniu oraz zasypiać, mając cię w ramionach.
I nagle Zayn sięgnął do prawej kieszeni swoich spodni, klękając powoli na jedno kolano.

Kurwa

Kurwa

Kurwa

- Dlatego Rosalie Ann Bufford, uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - spytał, patrząc mi prosto w oczy.
Uczucia, jakie mną wtedy targały były nie do opisania. Byłam w kompletnym szoku, łzy leciały strumieniami po mojej twarzy. Zrobiło mi się cholernie gorąco, a serce waliło, jak nigdy. Zayn właśnie mi się oświadczał do cholery jasnej.
Malik otworzył małe pudełeczko, które trzymał w dłoni, ukazując diamentowy pierścionek. Był prześliczny, mienił się. Sam Zayn patrzył na mnie wzrokiem pełnym nadziei, zauważyłam, że stresował się całym wydarzeniem, jak i moją decyzją.
Stałam tam z dłońmi przyciśniętymi do twarzy, nie byłam w stanie jakkolwiek zareagować. Teraz rozumiałam, po co to wszystko. Ta sukienka, płatki róż, ogród, kolacja i wspinanie po schodach.
- Boże, Zayn... - sapnęłam, próbując unormować oddech. - Oczywiście, że tak.
Uśmiech na twarzy mężczyzny pojawił się od razu, odetchnął z ulgą. Wyjął pierścionek z pudełka, które schował ponownie do kieszeni, po czym założył go na palec serdeczny mojej prawej ręki. Wstał, a ja natychmiast rzuciłam się w jego ramiona.
- Kocham cię najbardziej na tym pieprzonym świecie - wyszeptałam, ściskając go coraz mocniej.
- A ja ciebie, Rose. Nie masz pojęcia, jak szczęśliwy teraz jestem - powiedział w moje włosy.
I tak staliśmy wtuleni w siebie, ciesząc się tym, co mieliśmy. Bo mieliśmy siebie.


* - Nie wiem, jak nazywa się producent Ellen, więc wymyśliłam to nazwisko.

** - święto świateł, trwające kilka dni. Wiąże się je z bogami Ramą i Kryszną i boginią Lakszmi. Podczas Diwali zapala się lampki i zazwyczaj wymienia prezentami.

5 komentarzy:

  1. Z każdą kolejną częścią uwielbiam to opowiadanie coraz bardziej❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. TAK!!! Wreszcie się jej oświadczył ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawer nie masz pojęcia jak się cieszę, że już wszystko się ułożyło i się zaręczyli ����❤

    OdpowiedzUsuń