- Zaraz startujemy, kochanie - odparł Malik, zajmując miejsce na przeciwko mnie.
- Ciekawe, jak wszyscy zareagują, jak zobaczą pierścionek - powiedziałam, przyglądając się cudownemu diamentowi na moim palcu.
- Twój tata i Louis wiedzą - oznajmił mężczyzna, opierając się o stolik między nami.
- Jak to? - spytałam zdziwiona, patrząc na niego.
- Kilka dni przed oświadczynami zadzwoniłem do twojego ojca, aby go spytać o pozwolenie. A Louisowi powiedziałem, bo to mój przyjaciel i musiałem się komuś wygadać - odrzekł, zwilżając wargę.
- Jak mój tata zareagował?
- Był w szoku, ale potem dał mi długą przemowę i się zgodził - poinformował spokojnie, złączając dłonie.
- Kochanie, jakoś źle się czuję, pójdę się położyć - mruknęłam, wstając powoli z miejsca.
- Co się dzieje? - spytał zatroskany Malik, podchodząc do mnie.
- Bolą mnie mięśnie i trochę mi niedobrze - wymamrotałam, idąc w kierunku samolotowej sypialni.
Naprawdę nie za dobrze się czułam, więc chciałam poleżeć, może pospać. Wzięłam tylko telefon i z pomocą Zayna zajęłam wygodne miejsce w łóżku. Dziękowałam sobie samej, że nie malowałam się przed wyjściem, więc nie musiałam iść do łazienki pozbyć się kosmetyków z twarzy.
- Może poprosić o herbatę? - odezwał się zaniepokojony mężczyzna, a ja przytaknęłam.
Zostałam sama, postanowiłam napisać do mamy, że już wylecieliśmy i sprawdzić media społecznościowe. Zayn wrócił po kilku minutach z kubkiem gorącego napoju, po czym położył się obok mnie.
- Wiesz, myślałem tak ostatnio o tym, że jestem największym szczęściarzem na świecie - zaczął spokojnie Malik, gdy ułożyłam głowę na jego torsie.
- Dlaczego?
- Bo mam przy sobie najwspanialszą kobietę, która jest cholernie piękna, mądra, dobra, seksowna i wiem, że mnie kocha - wyszeptał, głaszcząc mnie po głowie.
- Oh, Zayn - jęknęłam, podnosząc się, aby go pocałować.
- Zdrzemnij się, skarbie - mruknął, całując mnie w czoło.
- Rosalie, kochanie - usłyszałam nad głową, otwierając oczy. - Zaraz lądujemy.
Zayn stał obok łóżka, patrząc na mnie. Zauważyłam, że zdążył się przebrać i umyć. Przeciągnęłam się, wstałam z łóżka i przytuliłam się do Malika.
Byłam zdziwiona, że przespałam cały lot, czułam się fatalnie i chyba to sprawiło, że potrzebowałam więcej snu.
Wyjęłam z walizki ubrania na zmianę oraz kosmetyczkę i udałam się do samolotowej łazienki. Zmyłam rozmazany makijaż, wyszorowałam zęby. Odświeżyłam ciało za pomocą mokrych chusteczek i założyłam na siebie szare dresy ze ściągaczami, buty emu oraz bluzę z kapturem koloru bladego różu.
Wyszłam z łazienki, schowałam rzeczy do torebki i zajęłam miejsce na przeciwko Zayna. Samolot przygotowywał się do lądowania, a ja wyciągnęłam telefon, aby sprawdzić wiadomości na różnych portalach.
- Jak się czujesz? - zapytał Malik, zwracając na siebie moją uwagę.
- Znacznie lepiej - posłałam mu szczery uśmiech.
Faktycznie mój stan się poprawił, sen dużo mi dał. Może i nie miałam mdłości, ale wciąż byłam leciutko obalała.
Samolot kołował, a my zaczęliśmy zbierać się do wyjścia. Pożegnaliśmy się z ochroną, wychodząc na dwór. Zimne, londyńskie powietrze owiało moje policzki. Zadrżałam, pocierając dłońmi o ramiona. Było szarawo i ponuro, więc wtuliłam się w Zayna, który ucałował wierzch mojej głowy.
Razem udaliśmy się do czarnego vana, do którego ochrona pakowała nasze walizki. Oparłam głowę na ramieniu Zayna, pisząc do mamy, że wylądowaliśmy. Chciałam, jak najszybciej znaleźć się w rodzinnym domu.
Droga zajęła nam około 20 minut, spędziliśmy je w ciszy, oglądając uliczki mojego miasta. Jutro odbędzie się impreza urodzinowa May'i. Cieszyłam się na spotkanie z przyjaciółmi, tak dawno ich nie widziałam.
Zatrzymaliśmy się pod moim domem, gdzie czekał już tata opatulony kurtką. Wysiadłam z pojazdu, podbiegając do niego. Przytulił mnie mocno, całując w policzek.
- Moja mała, biegnij do domu - powiedział, a ja przytaknęłam.
Otworzyłam drzwi, wchodząc do środka, uprzednio wycierając buty. Tam zaatakowała mnie mama z uściskami.
- Rosalie, tak za tobą tęskniłam - wychlipała, ściskając mnie coraz mocniej.
- Oh, Christine daj mi się przywitać wreszcie z wnuczką - usłyszałam dziadka, który poklepał moją mamę po ramieniu.
Dziadek objął mnie, gładząc dłonią moje plecy. Bardzo się za nim stęskniłam, jak za całą rodziną z resztą.
Po przywitaniu ze wszystkimi, zdjęłam buty i zaglądnęłam przez okno. Zayn rozmawiał zawzięcie z moim tatą, byłam ciekawa, jaki temat podjęli. Pewnie zaręczyn.
- Rosie, obiad za niedługo na stole. Wołaj chłopaków - głos siostry oderwał mnie od wpatrywania w okno.
Zapukałam w szybę, a spojrzenia mojego narzeczonego i taty skierowały się w moją stronę. Pokazałam im ręką, aby przyszli do domu, a oni pokiwali głową.
- Mamo, pójdę szybko się odświeżyć, dobrze? - odparłam, krzyżując ręce na piersi.
Rodzicielka pokiwała głową, a ja wbiegłam na górę. Weszłam do swojego pokoju, który zmienił się nieco. Wciąż stało tu moje łóżko oraz biurko z krzesłem, ale poznikały plakaty i młodzieżowe ozdoby. Westchnęłam, przypominając sobie, jak wiele tu przeżyłam.
Otworzyłam swoją walizkę od Louis Vuittona, wyciągając z niej kosmetyczkę,aksamitny szlafrok i świeżą bieliznę. Udałam się do łazienki, gdzie szybko wyszorowałam zęby. Opłukałam ciało pod prysznicem, zakładając na siebie stanik oraz majtki. Owinęłam się szlafrokiem, wracając do swojego pokoju, gdzie zastałam Zayna siedzącego na łóżku.
- Twoja mama kazała mi cię pośpieszyć - mruknął, skanując moje ciało.
Zsunęłam z siebie odzienie, schylając do walizki. Wtedy poczułam ręce Malika na swoich biodrach oraz oddech mężczyzny na karku. Zadrżałam, podnosząc się.
- Jesteś taka seksowna - wymruczał, składając mokre pocałunki na mojej szyi.
- Zayn, rodzice są na dole - szepnęłam, ale odepchnęłam go.
- Tęsknię za twoim ciałem - rzekł, a jego dłoń przejechała po mojej kobiecości.
Wciąż miałam na sobie majtki, lecz on masował mój wzgórek przez nie. Syknęłam, zamykając oczy. Jego ciężki oddech otulał moją szyję, a druga ręka spoczywała na brzuchu. Czułam rosnące we mnie podniecenie, gdy jego dotyk się pogłębiał.
- Tak bardzo cię kocham - wychrypiał, wsuwając palce pod koronkowy materiał.
Zacisnęłam zęby, a on zachichotał pod nosem. Odwrócił mnie do siebie, całując namiętnie w usta. Jego palce pieściły moją kobiecość.
- Rosalie, Zayn obiad na stole - usłyszeliśmy głos mojej rodzicielki, więc odsunęłam się od niego.
Chwyciłam szary tshirt z kieszonką na piersi oraz czarne leginsy, założyłam je na siebie, cały czas czując wzrok mojego narzeczonego na sobie.
- Chodźmy - odparł Malik, łapiąc mnie za rękę.
Razem zbiegliśmy na dół, gdzie przy stole siedziała już cała moja rodzina. Cudowny zapach potraw unosił się w powietrzu, więc szybko zasiedliśmy do posiłku. Wybrałam spaghetti, a Zayn indyka. Wszyscy zajadali się, opowiadając historie, jakie przytrafiły im się ostatnio, aż nagle...
- Jasna cholera! - wrzasnęła Grace, rzucając sztućcami o talerz. - Ty masz pierścionek!
Zaśmiałam się, a moje policzki oblały się różem. Mimowolnie spojrzałam na diament na moim palcu, uśmiechając się.
- Rose, mój boże - wymamrotała zszokowana mama, kładąc dłoń na klatce piersiowej.
- Zayn oświadczył mi się tydzień temu - oznajmiłam, pokazując kobiecie dłoń z pierścionkiem.
- Gratulacje! - pisnęła, wstając i obejmując mnie szczelnie.
Siostra i mama ściskały mnie, wyrażały swoją euforię, aż za bardzo. Dziadek natomiast wziął Zayna na słowo. Byłam cholernie ciekawa, o czym rozmawiają. Faceci muszą mieć te swoje sekreciki.
- No to witamy w rodzinie, Zayn - odparł dziadek, podając dłoń Malikowi.
Złączyli je w męskim uścisku, a straszy z nich poklepał młodszego po ramieniu. Wróciliśmy do stołu, kończąc swoje dania. Opowiadaliśmy o Indiach, projektach Zayna i najbliższych planach. Było naprawdę cudownie, tęskniłam za takim rodzinnych czasem.
Po posprzątaniu po posiłku zasiedliśmy razem na kanapie, aby pooglądać stare zdjęcia na telewizorze. Byłam okropnie zawstydzona, gdy Zayn oglądał mnie jako 5 latkę ubrudzoną dżemem lub całkowicie nagą w wannie.
- Jezu, wyłączcie to błagam, bo jeszcze zięcia stracicie - wyjęczałam, chowając twarz w klatkę piersiową mojego narzeczonego.
- O to nie musicie się martwić - wychrypiał Zayn, całując mnie w wierzch głowy.
Po oglądaniu zdjęć przyszedł czas na spanie. Razem z Zaynem udaliśmy się na górę do sypialni. Wyjęłam z walizki piżamę, czekając na narzeczonego. Złapałam go za rękę, idąc w stronę łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz, podchodząc do umywalki.
- Twoja rodzina jest świetna - powiedział, podchodząc do mnie.
Czułam jego oddech na karku, palce chłopaka musnęły moje ramię. Zaczął składać na nim delikatne, mokre pocałunki. Rozpalał każdą cząsteczkę mojego ciała, drżałam mając na niego coraz większą ochotę.
- Chce się pani zabawić, pani Malik? - wymruczał, wsuwając dłonie pod koszulkę, którą miałam na sobie.
Sunął nimi w górę, zatrzymując się na piersiach. Sapnęłam, odkładając mleczko do demakijażu na szafkę. Moje uda stawały się wilgotne pod wpływem jego dotyku. Serce wybijało coraz szybszy rytm.
Malik ściskał piersi, ocierając się lekko o moją pupę, co dało mi poczuć jego wybrzuszenie przedzierające się przez spodnie. Działał na mnie, jak narkotyk. Pragnęłam go bardziej i bardziej, uzależniał mnie od siebie z każdym dotykiem, pocałunkiem, zbliżeniem.
- Pozwól mi je zobaczyć - warknął, łapiąc za krańce tshirtu, unosząc go do góry.
Rzucił materiał na ziemię, odwracając mnie do siebie. Lustrował moje ciało, zwilżając wargi. Podobałam mu się taka naga. Oczy Zayna błyszczały, a klatka piersiowa unosiła się szybciej, niż zwykle.
- Moja kolej - mruknęłam, patrząc na niego kokieteryjnie.
Kucnęłam, zabierając się za pasek od spodni mężczyzny. Słyszałam, jak dyszał. Odpięłam klamrę, patrząc na niego. Głowa Zayna była odchylona do tyłu, a oczy zamknięte. Przybiłam sobie mentalną piątkę za to, jak na niego działam.
Dziś to ja chciałam zrobić mu przyjemność, bawić się nim. Doprowadzić do granic, aby pragnął mnie całym sobą. Błagał o nawet najmniejszy dotyk.
Rozpięłam spodnie Zayna, zsuwając je do kostek. Jego męskość przedzierała się przez materiał czarnych bokserek Calvina Kleina. Zwilżyłam wargi, kładąc dłoń na uwypukleniu. Malik syknął, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Zaczęłam ugniatać go lekko, masować. Jeździłam po nim palcem.
- Kurwa - wychrypiał, zsuwając swoje bokserki.
Zachichotałam pod nosem, a jego penis wyskoczył. Stał na baczność, był twardy. Oh, tak.
Chwyciłam go na samym końcu, muskając główkę językiem. Wiedziałam, że teraz to ja go kontroluję. Czułam ogromną satysfakcję. Zayn wplótł dłoń w moje włosy, pociągał za nie. Zaczęłam poruszać głową w przód i w tył, z początku w umiarkowanym tempie.
- Rose, ja pierdole - sapnął, szarpiąc za moje włosy, abym przyśpieszyła. - Pieprz go ustami, kochanie. Rób to.
Jego głos był drżący, ledwo wypowiadał każde słowo. Podobało mi się to. Prawą ręką chwyciłam jedno jądro Malika, ściskałam je i delikatnie wbijałam paznokcie. Przyśpieszyłam tempo poruszania głową, a on wręcz umierał z podniecenia. Oh tak, kochanie.
Było mu dobrze, pragnął tego.
Próbowałam wziąć go całego do buzi, pomagałam sobie ręką. Zayn ledwo wytrzymywał, było dokładnie tak, jak chciałam. On wręcz błagał, abym nie przerywała. O nie, mój królu, nie przerwę.
- Rose, zaraz...
Zanim dokończył, odsunęłam się, aby biała ciecz wystrzeliła na moje piersi. Zayn jęknął, puszczając moje włosy. Dyszał, próbując unormować oddech. Był spełniony, a ja razem z nim. Podniosłam się, a Zayn wpił się w moje usta, kładąc dłonie na biodrach.
- Jesteś zajebista - wychrypiał, gładząc mnie po głowie.
- Wiem - zaśmiałam się, mrugając do niego.
Rozebrałam się do naga, po czym weszłam pod prysznic, a Zayn zaraz po mnie. Opłukałam się wodą, chwyciłam szampon i wsmarowałam go we włosy. Piana spływała po moim ciele, co chyba pobudziło Malika, który klepnął mnie w pośladek. Pisnęłam, miażdżąc go wzrokiem.
- Uwielbiam ten seksowny tyłeczek, kochanie - wyszeptał, przygryzając wargę.
Stał przede mną kompletnie nagi, mokry i mówił sprośne rzeczy. Kurwa.
Miałam ochotę wskoczyć na niego, pieprzyć się całą noc. Działał na mnie, jak pierdolony narkotyk. Pragnęłam go przy sobie. Jednak wiedziałam, że cała rodzina jest w domu, wszystko słyszy.
Podeszłam do niego, obejmując w pasie. Spojrzałam na Malika z góry, a następnie również uderzyłam go w pośladek. Spojrzał na mnie zszokowany, chwilę się zastanawiał, co zrobić. Aż w końcu popchnął mnie na ścianę, złączając nasze ręce i podnosząc je do góry.
- Jesteś seksowna, gdy dominujesz - warknął, przywierając do mnie ustami. - Ale to moja rola.
Toczyliśmy walkę naszych języków, a Zayn napierał na mnie, przez co czułam jego męskość, ocierając się o moją skórę. Dziwne mrowienie przeszło w moim podbrzuszu. Chrząknęłam, kładąc dłonie na torsie Malika.
Odsunął się, patrząc na mnie pytająco.
- Nie chcę - sapnęłam, wychodząc z prysznica.
Owinęłam ciało ręcznikiem, mając kompletny mętlik w głowie. Dlaczego tak nagle spanikowałam?
- Rose, pośpiesz się - nawoływał Zayn, gdy kończyłam malować usta.
Śpieszyliśmy się na imprezę urodzinową May'i. Malik zdążył zapakować prezent do samochodu, a ja wciąż poprawiałam makijaż. Byłam ubrana w białą koszulkę na ramiączkach ze zdobieniem na piersiach, czarne spodnie oraz kurtkę zakupioną w Indiach. Do tego dobrałam zamszowe szpilki i małą torebkę.
Końcówki włosów zakręciłam lokówką, spryskałam ciało ulubionymi perfumami. Zayn ubrany był w czarne jeansy, koszulkę tego samego koloru i długą kurtkę. Dobrze go było zobaczyć w czymś eleganckim, ale nie formalnym.
Schowałam szminkę do torebki, żegnając się z rodziną. Wybiegłam na dwór do auta, gdzie czekał już Zayn. Ochrona ruszyła w kierunku domu Nialla i May'i. Droga na Biggin Hil zajęła nam nieco ponad 40 minut. W tym czasie zdążyliśmy przedeskutować temat planów na kolejne dni w Londynie.
Podjeżdżając pod dom naszych przyjaciół, wiedzieliśmy już, że się spóźniliśmy. Zayn pomógł mi wysiąść z auta, po czym razem udaliśmy się do drzwi. Zapukałam kilkukrotnie, czekając, aż drzwi otworzy nam Maya.
Wyglądała obłędnie, jej włosy były idealnie wyprostowane, a obcisła, biała sukienka dodawała seksapilu.
- O mój boże, Rose i Zayn - pisnęła, biorąc mnie w objęcia.
Zaśmiałam się, gładząc ja po plecach.
- Stęskniłam się za wami - powiedziałam, gdy odsunęła się ode mnie. - Wszystkiego najlepszego!
Podałam jej zapakowane pudełko, które wzięła niepewnie i natychmiast odpakowała. Były to błyszczące Louboutiny z szpicowatym czubkiem. Takie właśnie wymarzyła sobie na swój ślub.- O nie, nie wierzę - powiedziała, wyciągając jednego buta. - Dziękuję.
Objęła mnie i Zayna, po czym zaprowadziła nas do jadalni. Przy zastawionym już stole siedziała cała nasza paczka. Wszyscy od razu rzucili się na nas z uściskami. Poczułam się znów, jak w domu. Z najbliższymi.
Zasiedliśmy razem na naszych miejscach, Maya zrobiła spaghetti i ciasto. Zaczęliśmy posiłek, wymieniając się swoimi historiami. Brzuch Annie był już widoczny pod materiałem obcisłej sukienki. Tak bardzo cieszyłam się, że w końcu będą mieli dziecko. Moja przyjaciółka tak bardzo o tym marzyła.
Harry i Margaret zostawili Johna u dziadków, oboje wyglądali wspaniale. Opowiadali o nowej pracy dziewczyny w biurze podróży.
Gdy przyszedł czas na mnie i Zayna, po prostu pokazałam dłoń z pierścionkiem. Dziewczyny piszczały, składając na gratulacje. Bardzo cieszyły się, że w końcu oboje znaleźliśmy nasze szczęście.
- No to kiedy ślub? - spytał Harry, obejmując Maggie ramieniem.
- Nie myśleliśmy jeszcze nic na ten temat - odparł Zayn, biorąc łyka swojego drinka.
- Na ile zostajecie? - wtrącił Louis, patrząc na mojego narzeczonego.
- Do 22.
Resztę wieczoru spędziliśmy na rozmowach, wspominkach. Mieliśmy tyle tematów, że każdy coś mówił. Dotykałam brzuszka Annie, oglądałam dom Horanów. Tęskniłam za takimi wieczorkami. Mimo wszystko, w Indiach brakuje mi prawdziwych przyjaciół.
Cudowne
OdpowiedzUsuńHaha ale jej rodzina późno się zorientowała o tym pierścionku, no w sumie nie wszyscy
OdpowiedzUsuńCiekawe czemu Rose tak źle się czuła...
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie, czekam na next ❤
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz ��
OdpowiedzUsuńKiedy next??
OdpowiedzUsuń