Pognałam w stronę domku, gdzie znajdowały się niemowlaki. Ich matki przywitały mnie ciepło, po czym udały się na śniadanie. Wszyscy byli w specjalnym kontenerze, bo my dopiero budujemy dla nich domy.
Wzięłam maluszka na ręce i włożyłam mu buteleczkę do buzi. Te kruszynki są takie wygłodzone, a niedawno się urodziły! To straszne...
- Rose, musimy porozmawiać - usłyszałam za sobą głos Ally.
- Tak?
- Jest pewna sprawa - odparła, siadając na przeciwko mnie.
- Mów prosto z mostu - rzekłam szybko, niecierpliwiłam się.
- Postanowiłam, że pojedziesz z Johnem do miasta po dodatkowy zapas...emm...kanapek - mówiła, a moje serce zaczęło mocniej bić.
- Mamy wystarczająco kanapek - mruknęłam, wiedziałam że kłamie.
- Ale więcej nam się przyda.
- Ally, nie umiesz kłamać. Co się dzieje? - popatrzyłam jej w oczy.
- Za 20 minut będzie tu rodzina królewska, więc musisz gdzieś pojechać - wyszeptała, a ja czułam, jak miliony myśli krąży po mojej głowie.
Zayn tu będzie...Nie wierzę...Ale chcę go zobaczyć, przekonam się, że nic do niego nie czuję. Chyba.
Nakarmiłam kolejnych 5 niemowlaków, po czym poprosiłam Mikhailę, by zajęła się kolejnym. Pobiegłam do namiotu, poprawiłam włosy i pomalowałam usta błyszczykiem. Następnie spryskałam ciało perfumami. I wtedy usłyszałam wiwaty oraz warkot silników. Zamurowało mnie, nogi zrobiły się, jak z waty, a umysł wariował. Nie potrafiłam się ruszyć, stałam jak wbita w ziemię. Ludzie zaczęli klaskać, a Ally mówiła, jak to miło powitać rodzinę królewską. Opowiadała o pracach, jakie tu robimy. Przekazała mikrofon, a do moich uszu doszedł głos, którego nie słyszałam 5 lat. Głos należący do osoby, która zmieniła moje życie.
Szybko przebiegłam do namiotu z niemowlakami, na szczęście nikt mnie zauważył.
- Chciałbym was poznać, więc pozwolicie, że poprzyglądam się waszej pracy - usłyszałam nagle, przez co prawie upuściłam butelkę z pokarmem.
Wzięłam 5 miesięczną dziewczynkę na ręce i włożyłam jej do buzi buteleczkę. Po chwili do namiotu weszły dwie dziewczyny, ale mnie nie zauważyły.
- Ten król jest taki seksowny.
- Wiem, chętnie bym go schrupała.
- A te oczy, wyglądało, jakby kogoś szukały.
- Pewnie tej swojej laski, która go zostawiła kilka lat temu. Tej Rose.
- Głupia. Straciła takie ciacho i tyle kasy.
Prychnęłam pod nosem, po czym usłyszałam czyjeś kroki.
- Witam panie, czym się zajmujecie? - kurwa, kurwa, kurwa. To Zayn!
- Karmimy niemowlaki - odpowiedziała jedna z nich.
Zaczęłam się cofać, aby wyjść niezauważona. Słyszałam ich rozmowy, ale bardziej skupiłam się być zniknąć stamtąd. Pech chciał mojej klęski, bo przez przypadek uderzyłam w szafkę, na której stały metalowe rzeczy. Spadły natychmiast, ale ja przeklęłam w duszy.
- Kto tam jest? - zapytał Malik, zbliżając się do mnie.
Szybko pozbierałam wszystko, po czym zobaczyłam, jak Zayn odsuwa wózeczek i jestem na lini ognia.
Zaniemówiłam. On tak bardzo się zmienił...Jego włosy były o wiele dłuższe, zaczesane do tyłu. Miał na sobie szarą koszulę z krótkim rękawem i czarne spodnie, a na jego palcach zauważyłam pierścienie. W tym momencie wszystkie wspomnienia pojawiły się w mojej głowie. Każdy pocałunek, zbliżenie, śmiech. Moje ręce drżały, a nogi odmawiały posłuszeństwa.
Staliśmy tam, patrząc się na siebie dobre 5 minut, aż do środka weszła Ally z Safą. Była już taka duża, miała na sobie koszulę w kwiatki i krótkie spodenki. Do tego sandały oraz piękny makijaż. W końcu to już 14 latka.
Gdy mnie zobaczyła po prostu znieruchomiała. Spojrzałam na Ally, która przepraszała mnie wzrokiem za zaistniałą sytuację, ale ja nie miałam jej za złe.
I nagle Safaa podbiegła do mnie, przytuliła bardzo mocno.
- Rose, nie wierzę - wyszeptała, wciąż mając mnie w swoich objęciach.
- Dobra, zapraszam teraz dalej - odezwała się Ally, na co Safaa puściła mnie i pobiegła za rudowłosą.
Zayn zrobił to samo wciąż przyglądając mi się. Gdy zostałam sama odetchnęłam głęboko, po czym rozpłakałam się, jak małe dziecko. Siedziałam na ziemi zalana łzami, nie wierzę, że właśnie go widziałam.
Szybko pobiegłam do swojego namiotu, położyłam się na łóżku i szlochałam w poduszkę. Czułam się potwornie. Niestety, musiałam się ogarnąć, bo ktoś zwołał zebranie.
Wzięłam lusterko i otarłam łzy. Pomalowałam usta błyszczykiem, po czym wyszłam z namiotu. Udałam się na miejsce zbiórki, gdzie na środku stali opiekunowie wraz z Zaynem i Safą.
- W zamian za ciężką pracę chciałbym zaprosić was do mojego pałacu na kolację na godzinę 8 pm, mam nadzieję, że wszyscy się zjawicie - rzekł Zayn, ale patrzył tylko na mnie.
Cała grupa zaczęła się cieszyć, klaskać. Ja uciekłam do namiotu z dziećmi, które miałam karmić.
Wzięłam małego chłopczyka na ręce i podałam mu buteleczkę. Patrzyłam, jak pije. Był taki malutki, a ja wyobraziłam sobie, że jest mój. Tak bardzo chcę być mamą, może nie teraz, ale za rok lub dwa. Kiedyś liczyłam na Zayna, ale to niemożliwe.
Odłożyłam chłopczyka, który zasnął w moich rękach i wzięłam kolejnego. Potwornie płakał, próbowałam go uspokoić. Ucałowałam jego malutką rączkę, a po chwili przestał. Nakarmiłam jeszcze dwójkę dzieci i poszłam do "łazienki". Czekały na mnie 4 dziewczynki i 2 chłopców do mycia. Wzięłam mydła, ręczniki, ubrania oraz szampony, a następnie udałam się w stronę dzieci.
Pomagałam im się myć dobrą godzinę, dałam świeże, czyste ciuchy. Dziękowali mi kilkanaście minut.
Był czas na mały obiad, więc poszłam do malutkiej stołówki, gdzie dostałam makaron z sosem. Zajadałam się, bo byłam naprawdę głodna. Wtedy przysiadła się do mnie Ally.
- Nie musisz tam jechać, jeśli nie chcesz - powiedziała spokojnie.
- Chcę - mruknęłam, zajadając się.
- Jesteś pewna? - zapytała, patrząc na mnie.
- Tak.
Po nakarmieniu wielu dzieci, rozdaniu im ubrań oraz wspaniałych zabaw nadszedł czas, by szykować się na kolację. Ja zaprosiłam 2 czternastoletnie dziewczynki, by pomogły mi się ubrać. Uznałam, że może to być dla nich frajda. Wybrały dla mnie białą sukienkę bez ramiączek z paskiem, beżowe koturny, torebkę z kolcami w kolorze butów i biżuterię.- Wyglądasz przepięknie - odparła jedna z nich.
- Teraz trzeba cię umalować - postanowiła druga.
Wyjęłam swoje kosmetyki, zaczęłam od podkładu. Następnie kreski, cienie i tusz. Usta pomalowałam pomadką brzoskwiniową, a włosy rozpuściłam.
Do torebki wrzuciłam telefon, dokumenty, słuchawki, gumy, chusteczki, pomadkę i portfel.
Ally włożyła czarno-białą sukienkę, Mikhaila złote spodenki oraz czarną bluzkę, a Peny niebieską sukienkę.
Wszystkie udałyśmy się do busów, które miały nas zawieźć do pałacu. Każdy był podekscytowany, każdy oprócz mnie. Siedziałam sama, opierając głowę o dłoń. Patrzyłam przez okno, przypominając sobie czasy z Zaynem. I wtedy usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
Miałam 16 sms'ów i 7 połączeń. Najpierw napisałam do Luke'a, że wszystko dobrze i mam kłopoty z zasięgiem. To samo wysłałam Niallowi, Maggie, Annie i mamie. Schowałam urządzenie z powrotem do torebki, po czym włożyłam gumę do buzi.
Nie mogłam sobie tego wyobrazić, ale coś mnie tam ciągnęło. Jakby w pałacu miało wydarzyć się coś szczególnego.
Gdy byliśmy na miejscu grupa robiła sobie zdjęcia przed zamkiem, lecz ja jako jedyna trzymałam się na uboczu. To było ciężkie widzieć miejsce, w którym straciłam miłość.
Prowadzili nas dobrze mi znanymi korytarzami, tuż do sali bankietowej. Była ona przystrojona kwiatami i innymi ozdobami. Na środku wielki stół z jedzeniem. Zmieści się tu chyba z 50 osób. Każdy ma swoje miejsce, ja szukałam mojego. Znalazłam je, więc usiadłam. Obok mnie jedna z tych dwóch dziewczyn, które rozmawiały o mnie tuż przed moim spotkaniem z Zaynem dziś rano.
Nagle zobaczyłam Ratisha, który oznajmił, że trzeba wstać, bo król idzie. Kurwa. I gdy spojrzał na mnie prawie mu oczy wystrzeliły ze zdziwienia. Otworzył drzwi, a ja ujrzałam Zayna w czarnych spodniach i białek koszuli. Jak zwykle 3 pierwsze guziki były odpięte, a włosy idealnie wyżelowane
Wszedł do sali witając się z nami, po czym zajął miejsce cholernie blisko mojego. Siedziałam po jego prawej, a obok mnie były tylko 4 osoby. Mówił do nas, jak to cudownie, że przyjechaliśmy pomóc, ale ciągle zerkał tylko na mnie. A ja na niego. Czułam to pożądanie między nami, ale nie mogłam dać po sobie tego poznać.
Zajadałam się pysznych kurczakiem Curry, piłam indyjską herbatę. Wszystko mi smakowało.
- Teraz zapraszam was na zwiedzanie pałacu z Karimą - rzekł Malik, pokazując na najbardziej znienawidzoną przeze mnie kobietę. Nic się nie zmieniła. Suka.
Ja nie miałam zamiaru zwiedzać, więc udałam się do toalety. Szłam sama korytarzem, a doskonale pamiętałam, gdzie jest łazienka. Weszłam do środka i zostałam brutalnie pociągnięta za ręką, przyciśnięta do ściany. A czyjeś usta przywarły do moich. Zayn. Był taki idealny, kochałam jego pocałunki, dlatego i ten oddałam. To silniejsze ode mnie. Nie wierzyłam, że właśnie całowaliśmy się w kiblu w jego pałacu, gdzie ktoś może wejść.
_____________________________________________________________
Witam was po 5 rozdziale :) No i mamy spotkanie Rayn'a lub Zose, jak tam wolicie. Nawet buziaki :* Co o tym myślicie? Akcja dopiero się rozkręca.
A właśnie, nie zapominajcie, że powstało konto Royal na tt i tam możecie znaleźć masę spojlerów ;)
I teraz najważniejsze! Czy chcecie sceny +18? Czy wolicie, jak je omijam? To bardzo ważne, więc proszę o odpowiedź w komentarzach ♥
Tak chcemy te 18.xD
OdpowiedzUsuńOczywiście :) <3
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :) Kiedy następny? :D A i oczywiście że chcemy sceny +18... :D
OdpowiedzUsuńHaha oczywiście że chcemy xD a wgl to świetny rozdział już nie mogę się doczekać kolejnego ;*
OdpowiedzUsuńZawsze chcemy! ♥ haha świetny ♥
OdpowiedzUsuń