Translate

wtorek, 27 stycznia 2015

~.2.~

Jak ja kocham soboty! Mogę się wyspać i poleniuchować z Luke'iem. Tak, jak to dziś chciałam zrobić.
Wstałam z łóżka, zakładając kapcie. Udałam się do łazienki, gdzie umyłam zęby oraz rozczesałam dokładnie włosy. Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu, więc pobiegłam po niego. Dostałam sms od Ally - mojej dobrej koleżanki, prosiła o spotkanie za godzinę w Starbucksie na placu.
Zgodziłam się, po czym podeszłam do szafy, by wybrać ubrania.
- Cholera jasna! - usłyszałam wrzask Molly. - Nie możesz ciszej?!
- Nie, idź spać - mruknęłam, przewracając oczami.
Słyszałam jeszcze ciche gadanie, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Wzięłam ubrania, po czym weszłam z powrotem do łazienki. Założyłam na siebie bieliznę, czarne jeansy z wysokim stanem i koszulę w niebieską kratkę, którą upchnęłam w spodnie. Do tego czarne vansy, srebrne kolczyki oraz kilka bransoletek. Do dużej, skórzanej torebki wrzuciłam wszystkie potrzebne mi rzeczy. Następnie wyszłam z pokoju, aby udać się na dół do wyjścia. Pobiegłam na stację metra, jechałam około 15 minut.
Weszłam do kawiarni, gdzie cudowny zapach kawy przeszywał całe pomieszczenie. Zielonej ściany i wygodne fotelu, uwielbiam takie klimaty.
Przy oknie siedziała Ally, niska rudowłosa dziewczyna o dużych, niebieskich oczach i brzoskwiniowych ustach. Ubrana w białą koszulkę w granatowe paski, szary kardigan oraz niebieskie jeansy.
- Cześć, Rosie - uśmiechnęła się, widząc jak idę w jej kierunku.
- Hej, miło cię widzieć - powiedziałam, przytulając przyjaciółkę.
Usiadłyśmy wygodnie w fotelach, Ally miała już swoją kawę, a ja wyjęłam z torebki portfel i poszłam zamówić. Cappuccino z bitą śmietaną.
Wzięłam swój kubeczek i wróciłam do przyjaciółki. Upiłam łyk, po czym przygotowałam się mentalnie na rozmowę.
- Więc co tam u ciebie? - spytałam, opierając się na podłokietnikach.
- Zbieram ekipę na kolejny wyjazd - rzekła, wyciągając z torebki plik dokumentów.
Ally co roku organizuje wyjazdy do biednych państw, by budować domy i inne instytucje. Ja zaczęłam jeździć od moich pierwszych wakacji na studiach. To wspaniała sprawa widzieć uśmiechy na twarzach malutkich dzieci, które nie mają nawet porządnych ubrań.
- Ja jestem chętna, a gdzie tym razem? - odparłam wesoło.
- Do Mumbai'u - odpowiedziała, dając mi teczkę.
O nie...Dlaczego akurat tam? Tyle lat starałam się unikać Indii, robiłam wszystko, by nie słyszeć nic na ten temat.
- Rose, ja wiem. To nie ode mnie zależy, organizacja wybiera miejsce - zaczęła rozżalona Ally.
- Nie, spokojnie. Pojadę, zapiszę się nawet teraz - wymamrotałam, powstrzymując łzy.
Wzięłam długopis,  by wypisać kartę zgłoszeniową.
- A co tam u Luke'a? - powiedziała nerwowo, biorąc łyk kawy.
- Dobrze, dostał propozycje grania z zespołem w moim klubie co piątek - rzekłam, dokładnie wypisując każdy punkt zgłoszenia.
- To wspaniale, cieszę się, że wam się układa - odparła nieco raźniej.
- Dzięki, planujemy przenieść się do jakiegoś mieszkania, by być bliżej siebie - uśmiechnęłam się.


- Oh, kochanie! Cieszę się, że przyjechałaś - powiedziała mama, widząc mnie w progu ich mieszkania.
- Mam wolne to wpadłam, chciałam was odwiedzić - rzekłam, idąc do salonu.
Grace siedziała na kanapie zapatrzona w telefon, więc nawet nie zauważyła, że przyszłam. Dopiero entuzjastyczne przywitanie mojego taty przykuło jej uwagę.
- Moja córeczka!! Kochanie, jak dobrze, że jesteś - mówił, tuląc mnie i całując w policzki.
- Cześć Rose - uśmiechnęła się Grace, przytulając mnie.
Usiedliśmy wszyscy na kanapie, a ja wyłożyłam na stół pizzę, którą kupiłam po drodze.
- Co tam u was? - spytałam, biorąc kawałek.
- Tata był niedawno w delegacji na Litwie. Ma zdjęcie z premierem - rzekła mama.
- Pokaż.
Mój ojciec wstał z kanapy i ruszył do swojego gabinetu po album, gdzie trzyma zdjęcia ze wszystkimi ważnymi osobistościami. Otworzyłam go, oglądałam fotografię mojego taty z biznesmenami, aż dotrwałam do premiera litewskiego. Nagle kartki się przesunęły, ukazując rodzinę królewską z Indii. Czułam, jak w moim żołądku rośnie wielka gula. Tyle lat walczyłam, by o tym zapomnieć, a dziś (jak na złość) wszystko wraca. Głowa mnie rozbolała, miałam ochotę zwymiotować. Człowiek, który zmienił moje życie wciąż się w nim kręci...
- Daj to - rzekła mama wyrywając mi album z rąk.
- Ja już chyba pojadę do Luke'a - wymamrotałam, kierując się do wyjścia.
- Ale poczekaj, napijesz się herbaty.
- Nie, muszę jechać. To dla ciebie, Grace - odparłam, dając siostrze kolczyki, które kupiłam nieco wcześniej.
Wybiegłam z domu rodziców i udałam się na stację metra. Łzy płynęły po moich policzkach. Byłam rozbita, może ten wyjazd nie jest dobrym pomysłem?
Siedziałam zapłakana w metrze, zwracając na siebie uwagę innych pasażerów. Jakaś kobieta dała mi chusteczkę, ale nikt nie miał odwagi zapytać, co się stało. W końcu jednak popędziłam w stronę akademików. Weszłam do jednego z nich i gdy znalazłam się przed pokojem mojego chłopaka, po prostu otworzyłam energicznie drzwi. Luke leżał na swoim łóżku czytając jakiś komiks.
- Rose, co się stało? - powiedział z przerażeniem w oczach, odkładając gazetkę.
Nie odpowiedziałam nic, tylko podeszłam do niego i pocałowałam mocno. Opadliśmy na łóżko chłopaka, całując się coraz zachłanniej. Czułam, jak rozpina moją koszulę, więc ja ściągałam jego tshirt.

Leżeliśmy pod kołdrą nadzy, wtuleni w siebie i nic nie mogło nam teraz przeszkodzić. Było idealnie, wiedziałam, że Luke może mnie choć trochę pocieszyć. Dzięki niemu odprężyłam się, ochłonęłam.
- Powiesz mi wreszcie, co się stało? - zapytał blondyn, pocierając kciukiem o moje przedramię.
- Wtedy będziesz mnie musiał jeszcze raz pocieszyć - mruknęłam, przygryzając wargę.
- Dobrze - ucałował delikatnie moje czoło, podciągając się lekko do góry.
- Spotkałam się dziś z Ally, tą od wyjazdów charytatywnych. Zaproponowała mi kolejną wycieczkę - wyszeptałam, przełykając ślinę, która nazbierała się nadmiernie w moim gardle.
- To chyba dobrze, gdzie jedziecie?
- Do Mumbai'u - rzekłam ledwo słyszalnie, a łzy zebrały się w moich smutnych oczach.
- Cholera, zgodziłaś się? - Luke spojrzał na mnie z przerażeniem wymalowanym na twarzy.
- Tak, jadę tam by pomóc biednym, bo mój były nie jest w stanie o to zadbać - wysyczałam pod koniec, zaciskając ręce w piąstki.
- Kochanie, wiesz że nigdy nie byłem taki, jak inni w tej sprawie. Nie wypytywałem o niego, ale chyba czas porozmawiać o tym wszystkim - powiedział spokojnym głosem, co chwile całując mnie w czoło.
- Chcesz wiedzieć, jak było? - uśmiechnęłam się przez płacz.
- Chcę, żebyś mi powiedziała o swoich uczuciach związanych z tym.
- On był dla mnie wszystkim, chyba wiesz już z mediów - odparłam, odwracając wzrok.
- Wolę usłyszeć to od ciebie - wychrypiał mi do ucha, jednocześnie składając delikatny pocałunek na mojej szyi.
- Po rozstaniu z Dylanem, poznałam go. Przyszedł do mojej szkoły, jako nowy uczeń. Wszyscy się nim zainteresowali, nawet go polubiłam, mimo iż z początku nie darzyliśmy się sympatią - mówiłam drgającym od płaczu głosem, wszystkie wspomnienia były trudne.
- Misiek, wiem, że się męczysz, ale przeszedł ten czas - Luke próbował mnie uspokoić.
- Potem nasza znajomość się rozkręcała, aż zostaliśmy parą. Było tak wspaniale, wakacje...my bawiący się wszędzie, ale potem w galerii...ze 100 paparazzi sfotografowało mnie w samym staniku, a już następnego dnia byłam na okładce wszystkich gazet, jako "nowa dziewczyna Księcia" to był nawet częściej wyszukiwany temat w internecie, niż samo to, że Zayn uciekł. On wyjechał, a ja się załamałam. Schudłam, byłam blada i zmęczona. Lecz pewnego dnia Harry przyniósł mi list, który dał mu Zayn. Było w nim wyznanie miłości, to one przekonało mnie do wyjazdu. Poleciałam do Indii tego samego dnia, później zobaczył mnie na tym placu. Zamieszkałam w pałacu, a wtedy zaczęła się męka...
Opowiadałam mu wszystko, co do najmniejszego szczegółu. Czułam się okropnie, łzy lały się po moich policzkach strumieniami. A on uważnie słuchał, analizował moje słowa. Gdy skończyłam, powiedział "Jestem z ciebie dumny, skarbie. Teraz jestem ja, nie on."

Poniedziałek
- Do końca roku została połowa miesiąca, jestem dumna z moich uczniów. Zrobiliście tyle wspaniałych projektów, obrazów. I jako nagroda do końca roku będziecie pracować nad indywidualnym dziełem, dowolną techniką, który zawiśnie w galerii naszej uczelni - mówiła pani Delincouse, chodząc po sali.
Spojrzałam na moją koleżankę Rachel, która już zabierała się do pracy. Ona jest szalona na punkcie kwiatów i zakładam, że to je namaluje. Ja w poszukiwaniu natchnienia zaczęłam patrzeć na swoje tatuaże, których przybyło nawet sporo. Tuż po powrocie wytatuowałam sobie malutki pistolet obok piersi, co prawda wzorowałam się Rihanną, ale i tak jest dla mnie wyjątkowy. Kilka lat temu na moim ciele pojawił się też diamencik między kciukiem, a palcem wskazującym lewej ręki. I ten, który w końcu dał mi pomysł na pracę - jaskółki na ręce.


Tydzień później
Został tylko tydzień do zakończenia roku, a przygotowania idą pełną parą. Powoli kończę swój obraz, a niedługo dostanę dyplom!
Właśnie idę na spotkanie z przyjaciółkami, nie mogę się doczekać. Tak dawno ich nie widziałam. I kiedy idąc w kierunki restauracji zobaczyłam wszystkie od razu przyśpieszyłam i już chwilę potem wpadłyśmy sobie w ramiona.
- Cześć, tak dawno się nie widziałyśmy - wyszeptałam ściskając Mayę.
- No, opowiadajcie co tam u was! - rzekła radośnie Maggie, klaskając w dłonie.
- Ja zacznę, jeśli pozwolicie - odparła Annie. - Stwierdziliśmy z Louisem, że się pobierzemy już w sierpniu.
- Co?!
- Tak! - pisnęła, a ja nie mogłam uwierzyć, że Tomlinson się zgodził. - Louis powiedział, że nasi rodzice chcą nam sprezentować dom i , jeśli go chcemy to musimy się pobrać, więc musicie mi pomóc, bo to wszystko mnie teraz zeżre.
- Oczywiście, że pomożemy! Nawet teraz - odezwała się Maya, która również była pozytywnie zaskoczona.
- Przede wszystkim musimy wybrać kościół i lokal, mam tu kilka propozycji, ale najpierw wy opowiecie, co nowego - mówiła Annie wykładając na stolik kilka segregatorów.
- Udało mi się jakoś w końcu wyrwać z domu, Harry został z John'em. Mam serdecznie dosyć, a i tak nasze mamy dużo pomagają. Jednak może uda nam się odpocząć, bo chcemy polecieć do mojej cioci do Francji - opowiadała Maggie, która naprawdę wiele przeszła w związku z ciążą.
- Ja i Niall jedziemy do Grecji na wakacje! Już nie mogę się doczekać - dodała Maya, która wyglądała dziś zjawiskowo.
- U mnie nic nowego, pokazuj te kościoły - powiedziałam szybko, biorąc jeden segregator Annie.
- Nie, dopóki nie powiesz nie pokażę ci tego - przyjaciółka wyrwała mi teczkę z ręki i próbowała zmrozić wzrokiem.
- Lecę do Indii, jako wolontariuszka - mruknęłam obojętnie, biorąc łyk kawy.
Widziałam, jak moje przyjaciółki popatrzyły na siebie jednoznacznie, ale nie interesowało mnie to.
- Żartujesz chyba? - krzyknęła Annie, którą Maggie uderzyła lekko w ramię.
- Nie, 1 lipca jest wylot do Bombaju - oznajmiłam, poprawiając włosy.
- Luke wie?
- Wie, może i nie jest do tego przekonany, ale nawet on mnie nie zatrzyma. Jadę pomóc biednym rodzinom, o których mój eks i jego zajebista mamusia nie potrafią zadbać - mój ton głos w tym zdaniu, co chwila się zmieniał. Najpierw wyższość, potem niepewność, następnie wściekłość i kpina.
Żadna z nich się nie odezwała, natomiast wszystkie wzięły po segregatorze i przeglądały kościoły dla Annie i Louisa.

Po około dwóch godzinach zaciekłych dyskusji i milionowego wydzwaniania do Louisa wybrałyśmy kościół Temple, który urzekł nas niesamowicie. Annie już wcześniej w nim była i jedyny wolny termin w sierpniu to 30, sobota. Jeszcze dziś moja przyjaciółka i jej narzeczony wybiorą się tam, by potwierdzić rezerwację na ten dzień. A, jeśli chodzi o lokal to Annie wciąż waha się między dwoma, ale musi to jeszcze obgadać z Louisem.
- Pomożecie mi jutro zrobić listę gości? - spytała szatynka, pakując do torby wszystkie teczki.
- Jasne, tylko zadzwoń wcześniej. Dobra zbieramy się już, pa - powiedziała Maya, żegnając się z nami.
Maggie i Maya już zdążyły się oddalić, ale Annie chciała porozmawiać tylko ze mną, więc zostałam chwilę dłużej.
- Rose, muszę ci zadać to pytanie. Wiesz, że Louis wciąż utrzymuje z nim kontakt. I gdy zdecydowaliśmy się na ślub, pytał się czy może go zaprosić. Bardzo mu zależy, ale w końcu ty jesteś ważniejsza - wyszeptała przyjaciółka, cały czas trzymając mnie za rękę i patrząc mi w oczy, aby wyczytać z nich moją reakcję.
- Annie, to jest wasz ślub. Ja nie mam nic do tego, ale teraz muszę pędzić. Pa - wymamrotałam zmęczona tym tematem.
Szybko pobiegłam w stronę autobusu, odbiłam kartę i wdrapałam się na górne piętro. Nagle zaczęła się straszna ulewa, a ja oglądałam ja krople deszczu uderzają o szybę. W tym momencie z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Naprawdę mam dosyć, przez właściwie 3 lata żyłam w spokoju, aż nagle wszyscy zaczynają rozmawiać o moim byłym...Kiedy to się skończy?!

4 komentarze:

  1. Boski:) Już myślałam że się nie doczekam:) Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  2. <3
    Mam ochotę zajebac lukowi -,-
    W sumie nic nie zrobił ale jego obecność mnie wkurza..... CZEMU ON JEJ DOTKNĄŁ?!! ZABIJE GNOJA, NO ZABIJE!!!!
    Ymm...ekhem... 1..2...3...4...5..6...7...8...9...10
    Ok juz mi lepiej sorka, wiesz mam słabe nerwy....
    Xd
    Zaynie wracaj <3
    Super czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
    Zapraszam do siebie na prolog
    http://dicey-jb.blogspot.com/2015/02/prolog.html?m=1

    OdpowiedzUsuń