Translate

czwartek, 12 lutego 2015

~.3.~

Po zajęciach udałam się do akademika, gdzie Molly siedziała ze swoimi przyjaciółkami i razem malowały paznokcie.
- Otwórz okno, bo śmierdzi tym lakierem - powiedziałam, wypakowując książki z torby.
- Sama je sobie otwórz, jeśli ci przeszkadza - warknęła, patrząc na mnie z wyższością.
Przewróciłam tylko oczami i wzięłam mniejszą torebkę, bo dziś jestem umówiona z przyjaciółkami, by pomóc Annie wybrać suknię oraz inne rzeczy związane ze ślubem.
Wyszłam z pokoju, mijając się z Rachel. Natomiast idąc w kierunku przystanku zauważyłam Luke'a z kolegami z zespołu.
- Hej, Rose! - zawołał, widząc mnie zmierzającą w jego kierunku.
- Cześć, chłopaki. Gdzie idziecie? - odparłam, przytulając się do Luke'a.
- Mamy dodatkowe zajęcia - odpowiedział Ashton.
- Dobra, ja lecę wybierać sukienki. Kocham cię - powiedziałam, po czym pocałowałam Luke'a.
- Czy tylko ja tu jestem singlem? - prychnął Michael, rozkładając ręce na co lekko się zaśmiałam.
Tak tylko Michael nie miał partnerki, Luke jest ze mną, Ashton od kilku tygodni spotyka się z Rachel, a Calum podobno umawia się z jakąś June z psychologii.
Wsiadłam do autobusu, który podwiózł mnie pod sam salon ślubny. Dziewczyny były już w środku razem z rodzicami i siostrą Annie. Przywitałam się ze wszystkimi, po czym zajęłam wygodne miejsce na kanapie obok Maggie.
- Gdzie Annie? - spytałam, wyciągając swój telefon z torebki.
- Przebiera się w jedną sukienkę - odpowiedziała jej siostra Allie.
Allie ma 17 lat i Annie jest dla niej wzorem, chce być taka jak ona. Uwielbia Louisa, więc bardzo pomaga siostrze w przygotowaniach do ślubu.
Po chwili Annie wyszła w ogromnej sukni ślubnej, mnie się ona nie podobała. Była zbyt przekombinowana.
- Nie - powiedziałam razem ze wszystkimi w tym samym czasie.
Przyjaciółka wróciłam do przymierzalni, a ja zalogowałam się na facebooka. Luke dodał nowe zdjęcie z próby, widziałam na nim Molly. Nie ukrywam, że się wkurzyłam, bo ona od dawna próbuje mi go odebrać i zrobi wszystko, by to osiągnąć. Jednak Luke wyraźnie nie jest nią zainteresowany.
- I jak? - spytała przyszła panna młoda, pokazując się w koronkowej sukni.
- Nie, wyglądasz jak firana - skomentowała Maya.
- Dzięki - burknęła Annie, idąc z konsultantką do przymierzalni.

*Luke*

Od 2 godzin jestem z chłopakami na próbie, ćwiczymy nową piosenkę na występ w klubie Rose. Kilka osób przyszło popatrzeć, między innymi Molly. Ta dziewczyna kręci się koło mnie od dawna, ale nie zwracam na nią uwagi.
- Luke, może teraz Try Hard? - usłyszałem głos Caluma za swoimi plecami.
- Potrzebuje przerwy - mruknąłem, odstawiając gitarę.
Podszedłem do stolika z wodą i usiadłem na podłodze po ścianą. Napiłem się, po czym odstawiłem butelkę. Przysiadł się do mnie Ashton.
- Coś się stało?
- Trochę się martwię o Rose, ona leci do niego na cały miesiąc.
- Skąd wiesz, że się spotkają?
- Przecież on się dowie, że Rose tam będzie i założę się, że zrobi wszystko, by ją zobaczyć - powiedziałem, zatapiając twarz w dłoniach. Łokcie oparłem o kolana.
- Ale nie masz się, co obawiać. Ona go już nie kocha - rzekł Ashton, klepiąc mnie po ramieniu.
- Jednak on zawsze będzie częścią jej życia - dodałem, przeczesując ręką swoje włosy.
- Nie myśl o tym, to ty ją masz. Księciulek stracił swoją szansę - odparł, wstając z jednoznacznym spojrzeniem.
Wróciłem na scenę z głową pełną myśli, graliśmy Try Hard, ale ja nie mogłem się skupić. Co, jeśli Rose i Zayn znowu się spotkają i ona do niego wróci? Nie mogłem przestać o tym myśleć, więc gdy piosenka dobiegła końca wybiegłem z sali prób. Musiałem się przewietrzyć.
- O czym tak myślisz? - wyszeptała Molly, która nagle znalazła się obok mnie.
- Nic ważnego - skłamałem, nie miałem ochoty się jej zwierzać.
- Martwisz się o Rose, że wyjedzie i już nie wróci. Zakocha się w nim ponownie - powiedziała odważniej, patrząc na mnie. - Jeśli to zrobi, to nie jest ciebie warta.
- A kto jest? - burknąłem, po raz pierwszy zerkając na dziewczynę.
Nic nie odpowiedziała, tylko uśmiechnęła się i przejechała dłonią po moim policzku.

*Rose*

- Annie, siedzimy tu 3 godziny. Zdecyduj się w końcu - wymamrotała zmęczona mama Annie.
- Dobrze, wybieram tą - powiedziała, okręcając się dookoła w pięknej sukni.
Wszyscy zaczęli klaskać i uśmiechać. Byliśmy strasznie zmęczeni, ale w końcu udało nam się wybrać suknię. Annie przymierzyła ich chyba z 50! 
Przyjaciółka poszła się przebrać, a ja z rodzicami Annie i przyjaciółkami wybieraliśmy zastawę na wesele. Każdy zdecydował się na jedną i tą samą, teraz decyzja należy do pary młodej.
Annie wróciła już w swoich ubraniach, więc mogliśmy wyjść z salonu. Zostały cztery dni do mojego wyjazdu, co oznacza, że już jutro zakończenie roku. Skończę studia! To wciąż szok dla mnie, ale cieszę się ogromnie. Na razie mam zamiar podczepić się do galerii sztuki, zobaczymy co z tego wyniknie.

Ubrałam czarną, ołówkową spódnicę, białą bokserkę i jeansową koszulę, którą związałam w pasie. Narzuciłam szlafrok, usiadłam przed lustrem. Zaczęłam robić makijaż. Delikatnie nakładałam cienie i maskarę. Włosy nakręciłam lokówką, byłam gotowa na mój ostatni dzień. Nałożyłam na nogi czarne szpilki, wzięłam torebkę i ruszyłam na dół. Tam spotkałam się z rodzicami oraz siostrą.
- Rose, jestem z ciebie taka dumna - powiedziała mama, przytulając mnie mocno.
- Rosie, moja siostrzyczko - Grace wtuliła się we mnie.
Udaliśmy się wszyscy na aulę, lecz ja musiałam iść do innego wejścia, gdzie spotkałam Rachel, która praktycznie pożerała Ashtona.
- Ej, zaraz nic z was nie zostanie - zaśmiałam się, opierając dłonie na biodrach.
Para oderwała się od siebie i głośno wybuchnęła śmiechem. Chwilę później wywołano nas na salę. Trwało to strasznie długo, ale w końcu odebrałam swój dyplom. Każdy z nas dostał dodatkowo kwiaty i mogliśmy wyjść. Byłam szczęśliwa, że udało mi się zdać studia. Obroniłam się, a do tego musiałam zakuwać dniami i nocami. Gdy znalazłam się na dworze cała rodzina: mama, tata, siostra, dziadek, ciocia i wujek; rzucili się na mnie z gratulacjami. Dostałam tyle kwiatów oraz prezentów.
- To co teraz robimy? - zapytała Grace, która widocznie się już nudziła.
- Mamy rezerwację w najlepszej restauracji w Londynie, pewnie wszyscy głodni - powiedział tato.
- Tak, weźcie proszę to do samochodu. Ja zaraz wrócę - mruknęłam, oddając prezenty wujkowi i tacie.
Ruszyłam w stronę Luke'a i jego rodziny.
- Dzień dobry - przywitałam się nieśmiało.
- Cześć, Rosie. Gratuluję - rzekła mama Luke'a, zamykając mnie w szczelnym uścisku.
- Wszyscy gratulujemy - dodał Jack, brat mojego chłopaka.
- Dziękuje - wyszeptałam, zakładając kosmyk włosów za ucho.
- Jakie masz teraz plany? - zapytał tata Luke'a.
- Jadę na obiad z rodziną - wyszeptałam, patrząc na mężczyznę.
- My też, idźcie do auta. Ja zaraz przyjdę - przerwał nerwowo blondyn.
Rodzina chłopaka ruszyła w stronę srebrnego vana, a ja spojrzałam na swojego chłopaka. On podszedł do mnie i mocno mnie pocałował.
- Gratuluję, kochanie - wyszeptał mi do ucha, podczas długiego przytulania.
- To ja ci gratuluję - powiedziałam, a on złapał mnie w tali i podniósł. Zaczęłam się śmiać.
- Luke, przestań - pisnęłam rozbawiona.
Chłopak odstawił mnie na ziemię, pocałował namiętnie.
- Zdzwonimy się, bo trzeba się na jakąś imprezę wybrać. Kocham cię, pa - odparł dając mi buziaka w policzek, aby następnie odejść.
Ja również wróciłam do samochodu, którym pojechaliśmy do restauracji.
- Fajny ten twój chłopak, Rose - stwierdziła Grace, gdy odjeżdżaliśmy.
- Tak, bo jest tylko mój - wystawiłam jej język, delikatnie pstrykając ją w nos.
Wyciągnęłam telefon, by zobaczyć wiadomości. Miałam ich, aż 23. Zaczęłam odczytywać, większość była z gratulacjami. Ja też napisałam do kilku znajomych.
Zaparkowaliśmy pod budynkiem i ruszyliśmy do środka. Cała rodzina zajęła największy stół. Zamówiliśmy potrawy, długo rozmawiając. Opowiadałam o swoich planach, aż nagle do stolika podszedł dostawca kwiatów z ogromnym, pięknym bukietem.
- Pani Rose Bufford? - zapytał, po czym podał mi podstawę z kartką. - Proszę o podpis.
- Ale od kogo to? - wymamrotałam zdziwiona, wypełniając oświadczenie, że otrzymałam kwiaty.
- Nadawca anonimowy - oznajmił, a następnie pożegnał się i wyszedł.
Zdezorientowana patrzyłam na przepiękny bukiet.
- Nie ma bileciku? - rzekła ciocia, szukając wzrokiem karteczki.
- Jest - wyszeptałam, otwierając karteczkę.
" Gratuluję ukończenia studiów, jestem dumny/a* ♥ "
- Od kogo? - zapytała moja mama.
- Nie wiem - podałam jej karteczkę, odstawiając kwiaty.

Po obiedzie wróciłam do akademika, by odstawić bukiet i chwilę odpocząć przed wielką imprezą, na którą wybieram się z przyjaciółmi. Spotkałam tam Molly, wyglądała jakby uciekła z burdelu.
- Co się tak patrzysz? - warknęła, malując usta czerwoną szminką.
- Wyglądasz wyzywająco - powiedziałam, kładąc się na łóżko.
- Moja sprawa, skąd masz te kwiaty? - rzekła, wskazując na te od anonima.
- Ktoś je dla mnie zamówił, nie wiem kto - oznajmiłam, biorąc łyka soku.
- Pewnie jakaś babcia - burknęła, poprawiając włosy.
Przewróciłam oczami i napisałam do Maggie, że będę punktualnie o 8 pm w klubie, w którym się umówiliśmy. Do tego czasu postanowiłam zrobić listę potrzebnych mi rzeczy, które zabiorę do Mumbai'u. Zaczęłam wszystko spisywać, aż w końcu wybiła 7:20 pm i musiałam pędzić na metro.
Gdy znalazłam się wśród przyjaciół, którzy wyglądali niesamowicie mogliśmy udać się do klubu. Byli tam wszyscy: Luke, Annie, Louis, Maggie, Harry, Niall i Maya.
- Gdzie zostawiliście Johna? - zapytałam przyjaciółkę, która szła tuż obok mnie.
- Z rodzicami Harrego, sami to zaproponowali - odpowiedziała radośnie.
Weszliśmy do środka, było tak jak zwykle w klubach - muzyka, światła, alkohol i tego właśnie nam było trzeba. Zajęliśmy stolik, a kelnerka chwilę później przyniosła nam 8 shotów.
- To za ukończenie studiów - Louis wzniósł toast, po czym każdym wypił zawartość kieliszka.
Czułam, jak alkohol rozlewa się po moim ciele. Wreszcie mogłam się wyluzować.

Po 3 godzinach zabawy w kilku różnych klubach byłam bardzo wstawiona, ale nie chciałam wracać do akademika. Świetnie mi było wśród przyjaciół, dlatego postanowiliśmy udać się do jeszcze jednej dyskoteki. Idąc ulicą i głośno się śmiejąc zauważyliśmy paparazzi, chyba ktoś sławny był w pobliżu. Niestety, ty kimś byłam ja, bo fotograf biegł w moją stronę robiąc mi zdjęcia. Chłopcy szybko do niego podeszli, kłócili się z nim. A dziewczyny próbowały mnie zasłaniać. To niewiarygodne, że po 5 latach od zerwania oni wciąż się mną interesują. Gdy wróciłam do Londynu przez około 6 miesięcy ciągle byłam osaczona przez natrętów, ale z czasem im się to znudziło. Natomiast teraz coś ich znowu we mnie zaciekawiło.
- Rose, uśmiechnij się - krzyknął fotograf, robiąc mi zdjęcia. W tym momencie Luke przywalił mu w twarz i rozbił aparat. Wyciągnął kartę, po czym ją złamał.
- Zapłacisz mi za to! - wrzasnął paparazzi, zbierając resztki aparatu.
Luke nic nie odpowiedział, wrócił do mnie i mocno przytulił.
- Ten chuj już cie nie będzie nękał - wymamrotał, głaszcząc mnie po włosach.
Weszliśmy do klubu, ale ja już nie potrafiłam bawić się, tak jak wcześniej. Myślałam o tym, że za dwa dni będę w Indiach. Tak blisko niego...
____________________________________________________________
Witam was po 3 rozdziale :) Rose skończyła studia!! Jestem z niej taka dumna ♥♥ Jak się pewnie domyślacie w następnym rozdziale poleci do Indii, chyba że coś jej przeszkodzi? ;) Błagam was komentujcie, to naprawdę motywuje ☺☺

5 komentarzy:

  1. Za to ja jestem dumna z cb świetnie piszesz :D Nie moge się doczekać następnego rozdziału ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow świetny rozdział czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny ♥ Czekam na kolejny! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. :______:
    Ty masz szybko pisać next,a nie!
    Liczę,że pojawi się niebawem bo jak nie to zobaczysz..
    Życzę weny!:*

    OdpowiedzUsuń
  5. ooooooo świetny :**

    OdpowiedzUsuń