Ważna informacja pod rozdziałem!
Przeszłam przez odprawę i udałam się do poczekalni. Zostało 45 minut do mojego lotu. Pożegnałam się już z rodziną oraz przyjaciółmi, czeka mnie miesiąc w Indiach. Będę skupiać się tylko na pomocy biednym, to właśnie jest moim głównym celem.
Wyjęłam telefon i zrobiłam sobie zdjęcie, które wysłałam do mamy. Za każdym razem, gdy lecę gdzieś na akcje ona strasznie to przeżywa. Na przykład rok temu, Sudan - myślałam, że zawału dostanie. Cała się trzęsła oraz dzwoniła do mnie, co kilka minut przez pierwsze dwa tygodnie.
Właśnie wsiadamy do samolotu, mam miejsce mnie więcej w środku. Tuż obok Ally, rozsiadłam się wygodnie. Włożyłam gumę do buzi, a słuchawki do uszu. Puściłam piosenkę Nirvany, po czym zamknęłam oczy. Próbowałam zasnąć.
Minęła dopiero połowa lotu, a ja byłam wyspana, więc postanowiłam sprawdzić telefon. Odpisałam Niallowi i Luke'owi, że wciąż jestem w samolocie. Strasznie się nudziłam, wierciłam na fotelu. Było około 3 w nocy naszego czasu, większość osób spało. Postanowiłam napisać coś w pamiętniku, który ostatnio zaniedbałam. Przez studia nie miałam czasu na pisanie, a ostatni mój wpis był dwa tygodnie temu.
Dlatego właśnie opisałam swoje uczucia odnoście wyjazdu, gdy skończyłam zaczęłam przeglądać poprzednie wpisy. Mój pierwszy był dokładnie 1 stycznia 2013 roku.
Czytałam każdą notkę, nawet te, gdy w moim życiu pojawił się Zayn. Łzy spływały po mojej twarzy, jak oszalałe. Wszystkie wspomnienia wróciły, tyle lat z tym walczyłam...
Z nadmiaru emocji zasnęłam.
Obudziłam się, gdy byliśmy kilka kilometrów od lotniska. Przetarłam oczy, wyjęłam z torebki małe lusterko i poprawiłam włosy oraz makijaż. Włożyłam gumę do buzi, włączyłam telefon. Była godzina 12 am czasu indyjskiego. Samolot podchodził do lądowania, a ja patrzyłam przez okno. Tylko kilka minut dzieli mnie od powrotu. Prawie 5 lat temu przyleciałam na to lotnisko, aby odzyskać miłość, a już miesiąc później wróciłam do domu. Dziś znów mam tu być, aż przez miesiąc. Przypominać sobie, jak na placu Zayn i ja całowaliśmy się na oczach milionów. Jak zamieszkałam u niego, a jego mama weszła do pokoju, gdy uprawialiśmy seks. A potem zaczął się koszmar.
- Rose, wychodzimy - usłyszałam głos Ally, która właśnie wyjmowała swoją torebkę podręczną.
Wstałam z siedzenia, wyciągnęłam rzeczy z górnej półki i udałam się do wyjścia z samolotu.
Szliśmy "rękawem" a ja coraz bardziej nerwowo oddychałam.
Stanęliśmy w kolejce po wizę, moja była jeszcze ważna. Więc czekałam z boku, wyjęłam telefon i zadzwoniłam do mamy.
" Hej kochanie, już na miejscu? "
" Tak, zaraz jedziemy do wioski "
" To super, a jak minęła podróż? "
" Dobrze, trochę spałam "
" Kochanie, boję się o ciebie "
" Spokojnie, nic mi się nie stanie. Miałam szczepienia "
" Ahh no ja nie wiem "
" Nie martw się, tylko zadzwoń proszę do Luke'a i Annie, że doleciałam. Muszę już kończyć, pa "
Schowałam urządzenie do torebki, po czym razem z grupą pognałam w stronę odbioru walizek. Gdy miałam już swoje ruszyłam w stronę wyjścia, a wszyscy ze mną. Drzwi rozsunęły się, a blask fleszy mnie oślepił. Nie...
Tłumy hinduskich paparazzi robiło mi zdjęcia, to chyba sen...Po pięciu latach?!
- Rose, przyleciałaś do Króla?
- Rose kim są ci ludzie?
- Spójrz na prawo.
Boże, nie...
Szybko próbowałam przedostać się do busa, którym mieliśmy jechać. Chłopcy z grupy odpychali natrętów. Gdy w końcu zajęłam miejsce w autobusie z przyciemnianymi szybami mogłam choć chwilę odetchnąć. Droga była dosyć długa, ale w końcu udało nam się dojechać na miejsce. Kilkadziesiąt dzieci wybiegło nam na powitanie, wysiadłam ostrożnie z autobusu. A kilka dziewczynek od razu rzuciło się na mnie. To było naprawdę piękne.
- Dobra kochani, namioty są już rozstawione. Tam jest lista, kto z kim jest. Macie 15 minut na rozpakowanie i zaczynamy - poinformowała Ally z jakąś teczką w ręce.
Podeszłam do słupa elektrycznego, na którym wisiała kartka z nazwiskami. Ja miałam namiot z trzema dziewczynami, między innymi Ally.
Udałam się do swojego przydziału, gdzie zobaczyłam 4 łóżka campingowe, dwie dosyć duże szafy i kilka mniejszych. Do tego małe lusterko. Zajęłam kącik najdalej wejścia, rozpakowałam się szybko, a następnie uczesałam w kitkę. Wyszłam na dwór, gdzie zbierała się już grupa.
Opiekunowie przywitali się oficjalnie i przedstawili nas. Ludzie byli zachwyceni, dzieci biegały wokół wszystkich.
Nasz zespół jest naprawdę świetny, mamy około 20 lekarzy różnych specjalizacji. Kilkadziesiąt pomocników, czuję że to będzie cudowne.
Na początek zaplanowane miałam karmienie niemowlaków, a następnie szczotkowanie zębów dzieciakom. Ja będę pracować raczej z tą młodszą częścią wioski.
Jack zaprowadził mnie do pokoju, gdzie przygotowano już niemowlaki, które naprawdę potrzebowały pokarmu. Wzięłam jedną kruszynkę na ręce, a Ally podała mi butelkę. Razem ze mną była tu też Mikhaila, z którą mieszkam, lecz nie odezwałyśmy się do siebie jeszcze.
- Takie malutkie, a prawie w ogólnie nic nie jadły - rzekła nagle, patrząc to na mnie to na dziecko.
- Tak, aż nie da się patrzeć - wyszeptałam, przejeżdżając delikatnie palcem po policzku małej dziewczynki, którą karmiłam.
- Rose, prawda? Jestem Mikhaila - przedstawiła się radośnie.
- Miło cię poznać.
- Ciebie również, trochę już o tobie słyszałam...
- Jak wszyscy tutaj - wymamrotałam pod nosem, wiedząc do czego zmierza rozmowa.
- Wbrew pozorom nie chcę prosić cię, żebyś mnie z nim poznała. Chciałabym, abyś wiedziała, iż nie będę o nic pytać. Myślę, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić - powiedziała, a ja sama nie miałam pomysłu, co odpowiedzieć.
To zapewne będzie trudny miesiąc, ale motywacją jest uśmiech na twarzach wielu ludzi.
*Zayn*
Szedłem korytarzem swojego pałacu, a za mną ciągnął się tłum ludzi mówiących mi mój plan na najbliższe dwa tygodnie. Poprawiłem rękaw marynarki, a następnie kołnierzyk koszuli odchrząkując wyraźnie. Byłem zmęczony, lecz mój dzień się jeszcze nie skończył.
- Panie, jutro jest spotkanie z gubernatorem Francji na 12:00 - poinformowała mnie Karima.
- Dobrze - wyszeptałem wycieńczonym tonem.
Moi rodzice mówili, że będzie ciężko i objęcie tonu to masa roboty oraz odpowiedzialności. Na szczęście tata wciąż dużo mi pomaga, ale mimo to czuję się zmęczony tym wszystkim.
- Zayn - usłyszałem głos siostry Waliyhi. - Zayn jest sprawa.
- Co takiego? - wyjęczałem, łapiąc się za głowę.
- Dziś rano przyleciała grupa charytatywna z Wielkiej Brytanii - poinformowała przejęta ściszając głos.
- Świetnie, i co? - zapytałem już trochę ironicznie.
- Wśród nich jest Rose - szepnęła, a moje serce prawie stanęło.
Rose...Od razu zrobiło mi się gorąco, a po głowie latało tysiąc myśli. Nogi zrobiły się, jak z waty.
Muszę ją zobaczyć.
___________________________________________
Witam was po długiej przerwie :) Przepraszam, że tyle musieliście czekać.
Rose jest w Indiach!! I w końcu mamy Zayna *.* Mój fangirl eksploduje hahah Mam nadzieję, że was nie zawiodłam ♥♥ Proszę was komentujcie, bo to daje mi ogromną motywację :)
Mam kilka pytań:
Czy chcecie, abym informowała was o nowych rozdziałach?
Interesuje was założenie konta Royal na tt oraz hashtagu? Tam dodawałabym kilka spojlerów, zdjęć oraz informowała was o rozdziałach. Wy również moglibyście wypowiadać się na temat bloga :)
Cudo!
OdpowiedzUsuńMyślę, że to genialny pomysł ;) Cudowny ♥
OdpowiedzUsuńJuż nie mogę się doczekaci ch spotkania <3
OdpowiedzUsuńKocham twojego bloga i czytam go od założenia, nie mogę się doczekać NEXTA!!!!!! <<33333333333333333333
OdpowiedzUsuńFUCK YEEEAH!!!! NARESZCIE!!! ŻE TEŻ JA IDIOTKA WCZEŚNIEJ TEGO NE ZAUWAŻYŁAM!! o.o ale CUUUUDO!!! xx
OdpowiedzUsuńTak !!! Czekałam na to !!! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału !!!
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuńZaloz konto na tt 💕i pisz dalej 💕💕💕
OdpowiedzUsuń