- Wszystkiego najlepszego, kochanie - zbudził mnie głos Rosalie.
Moja narzeczona siedziała na mnie okrakiem, muskając delikatnie moje wargi. Przetarłem oczy, uśmiechając się do niej. Umiejscowiłem dłonie na biodrach blondynki, która swoje oparła na mojej, nagiej klatce piersiowej.
- Masz już 26 lat, więc zanim się obudziłeś dałam ci 26 buziaków - powiedziała, rysując linie na tatuażach.
- Aż taki stary jestem? - spytałem retorycznie, chowając kosmyk włosów Rose za ucho..
- Nie jesteś stary, seksowny...owszem - zaświergotała, złączając nasze usta w krótkim pocałunku.
- Seksowny, hmm? - wymamrotałem, skanując jej ciało w białej halce.
Rosalie zachichotała, złączając ponownie nasze usta. Tym razem nie był to delikatny pocałunek, a namiętny, pełen pożądania. Przygryzałem jej wargi, ssałem. A moje palce wbijały się w biodra Rose, ona swoje umiejscowiła na moich policzkach. Wiedziałem, że nie mogłem zacząć nic więcej, musiałem czekać, czy ona to zrobi.
Powoli czułem, jak twardnieję. Atmosfera robiła się coraz gorętsza, ale przerwał ją dźwięk mojego telefonu. Naprawdę przeklinałem go w myślach nawet zbyt ostro, Rose przewróciła oczami i zeszła ze mnie, bym mógł odebrać.
Rose zniknęła w łazience, a ja musiałem odbyć rozmowę z Karimą na temat państwa. Zaraz potem wstałem, przeciągając się. Poszedłem do łazienki, by umyć zęby. Przeczesałem włosy, udając się do kuchni, gdzie zastałem moją narzeczoną. Zrobiłam nam śniadanie, które składało się z pancakes, bekonu, herbaty i truskawek. Widziałem, że była z siebie taka dumna.
- Kochanie, dziękuję - odparłem, całując ją w czoło.
Usiedliśmy przy stole, zajadając się przysmakami, które zrobiła. Cieszyłem się, że mogłem widzieć jej uśmiech, wszystko wydawało się takie rodzinne, luźne, a nie jak w pałacu. Takie życie chciałbym z nią prowadzić.
- Przez...to wszystko - zaczęła trochę niepewnie. - Nie miałam, jak kupić prezentu. Za to zrobiłam to.
Zmarczyłem brwi, patrząc jak idzie do garderoby. Zaraz potem wróciła z kartką w ręku. Podała mi ją, zaniemówiłem. Namalowała mnie. Obraz był cudowny. Widać, że włożyła w niego dużo pracy. Wzruszyłem się, patrząc na dzieło Rose, która czekała na moją rękację.
- Rosie, skarbie - wydukałem, nie odrywając wzorku od portretu. - To najpiękniejsze, co mogłaś mi dać.
Przygryzła wargę, nieśmiało patrząc na mnie. Zaraz potem wróciliśmy do jedzenia.
- Wyglądasz przepięknie, Rose - mówiłem po raz setny, gdy ona przeglądała się w lustrze.
- Na pewno? - spytała, otrzepując bluzkę.
Rosalie wyglądała cudownie, miała na sobie jeansowe spodenki, czarną bluzkę i kozaki z wiązaniami. A włosy zakręciła. Ja natomiast swoje spiąłem w "samuraja", założyłem czarne rurki oraz bluzkę z blondynką.
Nie miała pojęcia, gdzie idziemy. Natomiast ja chciałem zrobić coś bardziej w moim stylu, więc wykupiłem nam bilety na meczy FC Barcelony, nie vipowskie. Zwykle. Moja ochrona bardzo się martwiła, już i tak zadbano o eskortę policji przy każdym wyjściu. Jednak tym razem chciałem spędzić dzień z dala od królewskiego szału.
Rosalie ostatni raz musnęła usta szminką, po czym chwyciła za torebkę i razem udaliśmy się w kierunku windy. Trzymałem ją za rękę cały czas.
- Dlaczego zawsze to ja na ciebie czekam? - zapytałem, mrużąc oczy.
- Bo jesteś taki gorący, że muszę spędzać godziny przed lustrem, by co dorównać - powiedziałam z ogromnym uśmiechem.
- To było dobre - przyznałem, całując ją w policzek.
Zachichotała uroczo, gdy drzwi rozsunęły się, a my wraz z ochroną udaliśmy się do wyjścia. Ze względu na potrzebę utajnienia naszych osobowości zamówiliśmy taksówkę, by nie wzbudzać podejrzeń.
- Idziemy na mecz Barcelony, prawda? - spytała po chwili, patrząc na mnie.
- Skąd wiesz?
- Oh, Zayn. Nie jestem głupia, nie żyję w średniowieczu i wiem, że dziś jest mecz - wymamrotała, przewracając oczami. - Poza tym jeden ochroniarz ma szalik klubu.
- To źle? - zmartwiłem się, drapiąc po karku.
- Nie, dziś jest twój dzień - wyszeptała, wtulając się w moje ramię.
Gra rozpoczęła się, a ja byłem pod ogromnym wrażeniem. Stadion zadziwiał swoim ogromem, krzyk ludzi ogłaszał. Nikt nie zorientował się, kim jesteśmy, więc mogliśmy cieszyć się swobodą. Oczywiście ochrona nie odstępowała nas na krok, strzegło nas 6 mężczyzn.
Rosalie trzymała w ręce kubek z napojem i popcorn, a ja wiwatowałem podekscytowany grą. Oczywiście Barcelona wygrała, więc całą swoją euforię wykrzyczałem oraz wymachałem szalikiem. Rose również się cieszyła. Zaraz potem złapałem ją za rękę i razem udaliśmy się w stronę wyjścia. Ze względu na bezpieczeństwo, ochrona torowała nam drogę, co wywołało zamieszanie, a ludzie wpychali nam telefony przed twarze. Całe szczęście zostaliśmy uratowani przez vana, który zabrał nas stamtąd.
Po wejściu do pokoju, Rose od razu pobiegła do łazienki. Ja zająłem miejsce na sofie, aby odpisać na życzenia urodzinowe. Rozmawiałem też Louisem, który ekscytowałem się przyjściem na świat swoich, pierwszych dzieci. Pocieszał mnie też ze względu na stratę mojego.
Mieliśmy z Rose wyjść na kolację, ale pod budynkiem roiło się od fotoreporterów i fanów, więc odpuściliśmy tym razem.
Zaraz po skończeniu rozmowy, usłyszałem, jak drzwi łazienki otwierają się, dlatego spojrzałem w tamtą stronę. Moja narzeczona stała oparta o framugę, przygryzała paznokieć kciuka i patrzyła na mnie nieśmiało.
- Zayn - szepnęła, przełykając głośno ślinę.
Rosie ubrana była tylko w czarną sukienkę z koronką. Wyglądała cholernie pociągająco, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Zatkało mnie.
Przełknąłem ślinę, wstając. Czułem pragnienie jej ciała, chciałem ją pocałować i dotykać.
Nie wiedziałem, co mam zrobić. Obawiałem się, że nie jest gotowa, że to za szybko, ale tak bardzo potrzebowałem zbliżenia.
- Oh, no chodź tu - wymamrotała, wyprostowując sylwetkę.
Bez wahania podszedłem do niej szybkim krokiem. Zwilżyłem wargę, ujmując jej twarz dłońmi, aby złączyć nasze usta w namiętnym pocałunku. Czułem, jak podniecenie wzrastało. Zarzuciła ręce na moją szyję, gdy toczyłem walkę naszych języków, ssąc i przygryzając jej usta.
Oh tak, brakowało mi tego.
Westchnęła, gdy postanowiłem przenieść się niżej. Składałem mokre pocałunki od policzka do obojczyka. Miałem na nią taką ochotę, cały wrzałem. Rosie wplotła palce w moje włosy, pociągając za nie lekko. Moje dłonie znajdowały się na jej talii.
Przymknąłem oczy, oddając się chwili. Nasze perfumy mieszały się ze sobą, a oddechy otulały skórę. Czułem, jak wszystko zbiera się we mnie i buzuje. Doprowadzało mnie do istnego szaleństwa. Pragnąłem Rose. Złapałem ją za pośladki, wracając do całowania ust. Zaciskałem dłonie, aż w końcu zjechałem nieco w dół i zatrzymałem się na zgięciu kolan. Podsadziłem ją, aby objęła mnie nogami w pasie, a rękoma za szyję.
Nie zaprzestając pocałunkom, powoli ruszyłem w stronę sypialni. Mój oddech znacznie przyśpieszył. Czułem, jak twardnieję. Dotarliśmy do łóżka, na które położyłem Rose. Zawisłem nad nią, lustrując ciało kobiety.
Rose skorzystała z okazji, że moje ręce nie były na niej i złapała za krańce mojej koszulki, by ją zdjąć oraz rzucić gdzieś za mnie. Zachichotałem, łapiąc ją za nadgarstki, żeby unieść je nad głowę. Ponownie całowałem jej rozgrzane wargi, gdy ona zwinnie poradziła sobie z odpięciem paska od moich spodni.
- Jesteś tego pewna? - spytałem, patrząc prosto w oczy Rosalie.
- T-tak, Zayn - zaczęła, zajękując się na początku. - Chcę tego.
Przytaknąłem, składając delikatny pocałunek na jej czole. Stanąłem na ziemi, by ściągnąć spodnie oraz skarpetki, gdy ona wsunęła się na poduszkę. Ponownie zawisłem nad nią na rękach, by złożyć kilka pocałunków na ustach narzeczonej.
Następnie usiadłem między jej nogami, które ówcześnie rozszerzyłem. Zassałem powietrze, mając wrażenie, że eksploduję, widząc, iż nie miała na sobie majtek.
- Przygotowałaś się - mruknąłem, patrząc na nią.
Przygryzła wargę, przewracając oczami. Moje ręce wsunęły się pod sukienkę. Przejeżdżałem palcami po mokrych udach blondynki, uśmiechając się mimowolnie.
- Taka mokra, kochanie - mruknąłem, kreśląc kółka na skórze.
Przeniosłem się wyżej, pieściłem jej wzgórek, doprowadzając Rose do szału. Pisnęła, wyginając się lekko. Spodobało mi się to, a nawet nakręciło jeszcze bardziej. Podciągnąłem materiał sukienki wyżej, by mieć lepszy dostęp do kobiecości, którą ucałowałem. Powtórzyłem to kilka razy, co sprawiło, że moja narzeczona sapała.
Aż w końcu złapałem za gumkę od bokserek i zdjąłem je, uwalniając mojego nabrzmiałego, pulsującego penisa. Byłem cholernie podniecony, gotowy. Dawno nie uprawialiśmy seksu, a teraz właśnie do tego miało dojść.
Dla pewności podsunąłem się do Rose, aby pocałować ją i schować kosmyk włosów za ucho. W jej oczach dostrzegłem zgodę na dalsze działanie.
Dlatego właśnie chwyciłem swoją męskość i przybliżyłem się do wejścia Rose, pocierając główką o wzgórek.
Ustawiłem się, po czym wszedłem w nią delikatnie. Mimo to, jęknęła przeciągle. Nie chciałem, żeby nasz pierwszy raz po dziecku był bolesny i ostry. Ten miał być pełen pasji.
Poruszałem się w niej powoli, zmieniłem pozycję, by wisieć nad Rose i patrzeć na nią. Zaciskała powieki, ale otwierała je, co jakiś czas. Blondynka położyła dłonie na moich plecach, wbijała w nie swoje paznokcie.
- Zayn, uhhh - zaskomlała, gdy nieco przyspieszyłem.
Zacząłem poruszać się w umiarkowanym tempie, przyzwyczaiłem ją do swojej obecności. Dyszałem, ledwo łapiąc oddech. Walczyliśmy o każdą dawkę powietrza. Złapała za krańce prześcieradła, zaciskając dłonie. Dźwięk naszych ciał obijających się o siebie z każdym pchnięciem roznosił echo po pokoju. Oboje sapaliśmy, zasysaliśmy powietrze, napawając się sobą. Byliśmy jednostką.
- Kocham cię - wysapała, zamykając oczy.
Czując, że jestem blisko, przyśpieszyłem. Doszliśmy w prawie tym samym czasie, a ja opadłem na poduszkę obok niej. Próbowaliśmy unormować oddech, leżąc i patrząc się w sufit. Do momentu, gdy Rose odwróciła się na bok oraz podparła głowę ręką, aby na mnie patrzeć. Zrobiłem to samo, podziwiając jej zmęczoną, ale piękną twarz.
- Wszystko dobrze? - spytałem, głaszcząc ją po policzku.
- Tak, kochanie - przytaknęła, uśmiechając się lekko. - Wiesz, tak naprawdę nie rozmawialiśmy o tym.
- A chcesz o tym rozmawiać? - mruknąłem, odgarniając kosmyki włosów Rose z jej ramienia.
- Myślę, że trzeba - szepnęła, przygryzając wargę. - Straciliśmy go.
Westchnąłem, a nasze spojrzenia się spotkały. Po raz pierwszy Rose powiedziała coś na temat dziecka.
- Trochę zrzuciłam wszystko na ciebie, musiałeś być silny za nas oboje - zaczęła, tym razem to ona głaskała mnie po policzku i bawiła się moim zarostem. - Dałeś radę, za co cię podziwiam. Jestem największą szczęściarą na świecie, że cię mam, Zayn. Nie masz pojęcia, jak bardzo cię kocham. Gdyby nie ty, nie podniosłabym się po stracie maleństwa. To był cios, ale dzięki tobie wracamy do normalnego trybu życia.
- Rosie - wyszeptałem, gdy moje oczy się zaszkliły.
- Wiem, że jeszcze kiedyś przyjdzie na nas kolej i będziemy mieli piękne, zdrowe dziecko.
- Oczywiście, że będziemy mieli - mruknąłem, całując ją w czoło.
- Najważniejsze jest, iż to nas nie rozdzieliło, a wręcz zbliżyło jeszcze bardziej.
- Kocham cię nad życie, Rose. Nigdy nikogo nie kochałem tak mocno - wymamrotałem, gdy pojedyncza łza spłynęła po mojej twarzy i kapnęła na poduszkę.
Mieliśmy siebie, czyli mieliśmy wszystko.
- Witamy w Santorini - odparł kelner, podchodząc do naszego stolika. - Co mogę państwu podać?
Następnym celem po Barcelonie była Grecja. Przylecieliśmy rano, a wieczorem udaliśmy się do restauracji na kolację. Całe szczęście paparazzi jeszcze nas nie znaleźli, w przeciwieństwie do pobytu w Hiszpanii, gdzie praktycznie każdy nasz krok był śledzony, a na drugi dzień znajdował się na stronach gazet.
Rose postanowiła wydać oświadczenie odnośnie dziecka. Dodała na Instagram nasze zdjęcie z Kuby, które zrobił fotograf i napisała pod nim o całej sytuacji. Oczywiście świat zwariował, wszędzie pojawiał się screen.
Znajdowaliśmy się w restauracji Kapari Wine w Santorini, gdzie zatrzymaliśmy się na kolejne kilka dni. Ja miałem na sobie biały tank top z nadrukiem, a Rose różowy kombinezon i beżowe szpilki.
- Byłaś tu kiedyś? - zapytałem, patrząc na wspaniały widok na morze.
- Nie, nigdy. Jedynie na Krecie z rodzicami - odpowiedziała, robiąc zdjęcie. - A ty?
- Nie, ale wiem, że tu wrócimy - odparłem, uśmiechając się do niej.
Parę minut później kelner podał nasze dania, które zaczęliśmy konsumować. Cieszyłem się, że między nami było tak, jak dawniej, a nawet lepiej. Wiedziałem, że ta podróż nam w tym pomoże i choć to jeszcze nie był koniec, to świetnie bawiliśmy się ze sobą i oboje regenerowaliśmy.
- Myślałeś już o ślubie? - spytała nagle, a mnie wmurowało.
- Dużo o tym myślałem, skarbie - powiedziałem, biorąc łyk wina.
- To masa roboty - stwierdziła, wzdychając. - Matko, nie wierzę, że naprawdę weźmiemy ślub. Pamiętam, jak byłam mała i marzyłam o białej sukni, weselu oraz wspaniałym mężu. I popatrz, mam to wszystko.
- A pomyśleć, że zaczęło się od mojej ucieczki - prychnąłem, łącząc nasze dłonie na stole.
- Oh tak, pamiętam, jak wpadłeś na mnie, pamiętam urodziny Annie i nasz taniec...
- Ten taniec przejdzie do historii - zaśmiałem się, oblizując wargę. - A wyjazd do Paryża?
- I mój pierwszy raz na starym materacu w obskurnym hotelu na wycieczce szkolnej - wspomniała, przewracając zabawnie oczami.
- Mój też był pierwszy - przyznałem, a ona spojrzała na mnie zaskoczona.
- Co? Byłam twoją...
- Tak, nie uprawiałem seksu z nikim przed tobą - przytaknąłem, gładząc kciukiem wierzch dłoni Rose.
- I byłeś taki spokojny? Ja myślałam, że się posikam ze stresu - powiedziała, a ja zachichotałem.
- Chciałem, żeby tobie było dobrze.
- O jej, skarbie mój - wyszeptała wzruszona, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- A pamiętasz, jak robiliśmy razem tatuaże?
- Oh oczywiście, ale szczególnie w pamięci utkwiła mi ucieczka z centrum handlowego, gdy gonili nas paparazzi - odparła z udawaną złością w głosie.
- Dowiedziałaś się, kim jestem...
- Książę Indii, to był dla mnie ogromny szok.
- A teraz ty jesteś księżniczką, już niedługo królową...
Podniosłem lampkę wina do góry i zderzyłem się z Rose kieliszkami. Wznieśliśmy toast za nas, za naszą podróż, życie, przyszłość. Wiedzieliśmy, że czeka nas długa i wyboista droga, ale póki mieliśmy siebie, nic więcej nam nie trzeba.
_________________________
Hejka!
Starałam się napisać go szybciej, ale strasznie opornie mi szło. Miałam dużo na głowie, więc brakowało czasu na pisanie. Mam nadzieję, że bardzo was nie zawiodłam. Niestety, jest on krótki, bo tylko 2300 słów, ale uznałam, że nic więcej tu nie potrzeba.
Postaram się pisać częściej, jednak z końcem roku szkolnego przychodzi masa obowiązków. Mam też inne opowiadania, z którymi zalegam.
Mimo to, proszę was o komentarz. Tak kocham je czytać!
Wspaniały rozdział, jak zawsze ❤
OdpowiedzUsuńNie przejmuj się, w zupełności Ciebie rozumiem, ja też chodzę do szkoły i wiem jak to jest, cieszę się, że udało Ci się napisać i dodać wcześniej rozdział ��
OdpowiedzUsuńKocham to opowiadanie ❤
OdpowiedzUsuńCieszę się, że już wszystko jest w porządku między Rose i Zaynem ❤
OdpowiedzUsuńKiedy next?
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie będzie kontynuowane?
OdpowiedzUsuń