- Rozmawiałaś ostatnio z dziewczynami? - spytałem, spoglądając na Rose.
Leżeliśmy na leżakach, opalając się i pijąc drinki. Słońce przypiekało nasze ciała, a lekki wiatr od wody je ochładzał. Było wspaniale.
- Tak, dziś jest baby shower Annie, a ślub May'i i Nialla już prawie gotowy - powiedziała, odkładając na chwilę książkę.
- Rozmawiałem ostatnio z Harrym, on chyba chce w końcu oświadczyć się Maggie - odparłem, a Rose zrobiła wielkie oczy.
- Harry? Taki przeciwnik małżeństw? Co mu się stało? - dopytywała, odwracając się na bok, by móc lepiej mnie widzieć i słyszeć.
- Mówił, że przez te wszystkie śluby i zaręczyny zrozumiał, jak wiele znaczy to dla Margaret i on sam w końcu chce takiej stabilizacji. John za niedługo będzie miał 3 lata, uważa, że to odpowiedni czas - oznajmiłem, przypominając sobie słowa przyjaciela.
- To wspaniale, czeka nas kolejny ślub - zaśmiała się, kładąc wierzch dłoni na ustach.
- Musimy się skupić na naszym, Rosie - wyszeptałem, patrząc prosto w jej oczy.
- Dubaj, o cholera - wymamrotała Rose, wychodząc z samolotu.
Rozglądała się po płycie lotniska, była pod wrażeniem. Sam również podziwiałem to miasto, chociaż odwiedzałem je wcześniej nie raz.
Razem zeszliśmy po schodach, gdzie od razu przejęła nas ochrona. Tutaj zawsze traktowano mnie, jakbym był ze szkła. Wszędzie otoczony, najlepsza opieka. Z jednej strony to bardzo miłe, ale i męczące.
Duży van stał tuż obok, a my weszliśmy do środka. Rosie była naprawdę zmęczona, bo różnica czasu i klimatu dawała w kość. To był jedyny minus naszej podróży.
Wiedziałem, że nie będzie miała ochoty na zwiedzanie, więc postanowiłem, że wieczór spędzimy w hotelu. Podczas drogi moja narzeczona nagrywała filmik na snapchata. Ostatnio zaczęła wstawiać różne zdjęcia i nagrania z naszej podróży. Oczywiście media z tego korzystały. Krytykowali ją, że zbyt szybko radzi sobie po stracie dziecka oraz zamiast opłakiwać je, bawi się po świecie.
Nie miałem sił nawet tego czytać. Stek bzdur.
Podjeżdżając pod hotel, zostaliśmy powitani przez całą obsługę. Sam właściciel przywitał nas, po czym oprowadził po budynku. Zaraz potem dostaliśmy klucz do najlepszego apartamentu. Mężczyzna w uniformie otworzył nam drzwi, wnosząc bagaże. Rosalie od razu zaczęła oglądać pokoje.
Wystrój był ekstrawagancki, bogaty. Każdy szczegół dopracowano do perfekcji. Czekałem na moment, aż zostaniemy sami, aby podbiec do Rose. Objąłem ją w pasie i uniosłem, okręcając się wokół własnej osi. Śmialiśmy się, całując. Ta podróż pomogła nam odnaleźć małą, zagubioną cząstkę miłości, która zniknęła na moment.
- Czy ty sobie ze mnie żarty kurwa robisz? - powiedziała zdenerwowana Rose, miażdżąc mnie wzrokiem.
- Ależ skąd - zaśmiałem się, patrząc na jej minę.
- W co ja niby mam się ubrać? To spotkanie z księciem Dubaju, a nie szkolna potańcówka - dramatyzowała, przeglądając garderobą z ubraniami.
- To normalny facet, nie musisz ubierać wielkich sukni, czy oficjalnych ciuszków - oznajmiłem, przejeżdżając kciukiem po wardze.
Rosie jeszcze z 5 razy obejrzała każdą rzecz na wieszaku, aż zdecydowała się na komplet w kwiatki kupiony w Barcelonie. Do tego beżowe, wiązane szpilki. Wyglądała przepięknie. Każdego dnia świeciła, urzekała mnie swoim blaskiem.
Gdy ona wiązała swoje, długie włosy w wysoką kitkę, ja zakładałem najdroższego Rolexa. Miałem na niego specjalną walizeczkę do Louis Vuitton zaprojektowaną tylko dla mnie. Miałem na sobie perliście białą koszulę oraz czarne spodnie. Włosy ułożyła mi Rosalie, za co ją podziwiałem.
- Jesteś najpiękniejszą kobietą na tym świecie - wychrypiałem, patrząc w jej cudowne oczy.
- Oh, Zayn - szepnęła wzruszona, całując mnie namiętnie. Następnie przybliżyła się, abym tylko ja słyszał, co mówi. - A ty jesteś tak kurewsko seksowny, że mam ochotę pieprzyć się z tobą w tej windzie.
Wmurowało mnie przez sekundę, a moja męskość w spodniach lekko się spięła. Oczywiście, że mnie to nakręciło.
- Brakowało mi tej niegrzecznej Rose - wymruczałem, składając namiętny pocałunek na jej ustach.
W tym momencie winda zatrzymała się, a my opuściliśmy ją, trzymając się za ręce. Słyszeliśmy już krzyki dochodzące z dworu, gdzie roiło się od ludzi. Czekały tam też 4 samochody, z czego tylko jeden dla nas. Reszta to eskorta policyjna.
- Zayn, denerwuję się - usłyszałem nad uchem, gdy podjechaliśmy pod dom księcia Dubaju.
- Nie ma czym, kochanie. Bądź sobą - mruknąłem, całując ją w policzek.
- Już dziś rano Karima dała mi rady, jak nie być sobą - wymamrotała, przewracając oczami.
Zaśmiałem się, łącząc nasze dłonie dla otuchy.
- Będzie dobrze, jestem przy tobie - szepnąłem, gdy drzwi auta otworzyły się.
Wysiadłem, jako pierwszy zostając zaatakowany przez falę błysków aparatów oraz krzyki. Zebrało się tam naprawdę wiele ludzi, którzy odgrodzeni byli bramkami oraz masą ochrony. Schyliłem się, aby pomóc Rose. Widziałem po jej minie, że wciąż była zestresowana. Myślę, że to właściwie na niej skupiła się uwaga wszystkich. Po stracie dziecka stała się celem mediów.
Mieliśmy do pokonania schody, które prowadziły na patio, gdzie stał książę. Poznałem go już wcześniej, więc nie miałem powodu do obaw. W odróżnieniu od mojej narzeczonej.
Po oficjalnym przywitaniu udaliśmy się wszyscy do środka, gdzie odbywał się wspólny obiad. Z początku panowała oficjalna, spięta atmosfera, jednak po paru minutach rozluźniło się i razem z księciem żartowałem, czy wspominałem wspólne przygody.
- A co z tobą, Rosalie? Studiowałaś? - spytał książę, patrząc na moją narzeczoną.
- Tak, szkoła artystyczna w Londynie - oznajmiła z uśmiechem.
- Artystka? To świetnie, z chęcią zobaczę twoje dzieła - odparł, a ja zmrużyłem oczy.
- Nie mam teraz nic przy sobie, ta podróż była niespodzianką do Zayna - powiedziała, posyłając mi krótkie spojrzenie.
- Mam nadzieję, że jednak uda mi się je ujrzeć - wychrypiał, posyłając uśmiech do Rosalie.
Czy on ją kurwa podrywał?
W tym momencie się zagotowałem, przełknąłem nerwowo ślinę. Widziałem, jak na nią patrzył, od kiedy przyjechaliśmy. Jednak, te teksty. Moją dłoń zacisnęła się w piąstkę, ale starałem się panować nad sobą.
Po feralnym spotkaniu książę dostał parę minusów w moich oczach. Kokietował Rose bezwstydnie. Oprowadzając ją po pałacu, nawet kładł dłoń na jej talii. Byłem rozgoryczony.
- Oh, przesadzasz - wymamrotała Rose, ściągając swoje szpilki.
- Nieprawda, ewidentnie cię podrywał - odrzekłem pełen różnych emocji.
- Ktoś tu jest zazdrosny - zachichotała z wygranym uśmieszkiem.
- Dziwisz mi się? Jesteś najlepszą kobietą na tym świecie - powiedziałem, jakby to było oczywiste.
Rosie wykrzywiła usta w podkowę, mówiąc o tym, jak urocze było wypowiedziane przeze mnie zdanie. Ja zdjąłem buty i zaczynałem rozpinać koszulę, gdy ona po prostu popchnęła mnie na kanapę, co lekko mnie zadziwiło.
- Nie tak zakończymy tę rozmowę - szepnęła, przygryzając wargę.
Podciągnęła lekko spódnicę i usiadła na mnie okrakiem, po czym zsunęła z siebie kwiecistą kurtkę. Spojrzałem na nią lekko zaskoczony, ale też zaintrygowany. Oczywiście, że miałem ochotę na zabawę.
- Co proponujesz? - spytałem, kładąc dłonie na jej biodrach.
Uśmiechnęła się, po czym wpiła w moje wargi. Całowaliśmy się namiętnie, romantycznie. Pełni pożądania. Rose wplotła palce w moje włosy, pociągając za końce. Zaczęła też ocierać się o mnie, co podziałało w tempie natychmiastowym. Zacząłem czuć, jak twardnieję.
- Rose, kurwa - zakląłem, gdy pogłębiała ruchy.
- No to teraz sprawdzimy twoją wytrzymałość - powiedziała, ściągając z siebie top.
Ujrzałem piękne, krągłe piersi w koronkowym staniku. Już chciałem zacząć je pieścić, ale Rose złapała mnie za nadgarstki i odsunęła je. Oh, cholera.
- Co ty masz zamia...
Nie zdążyłem dokończyć, bo złożyła krótki pocałunek na moich ustach. Zaraz potem wstała, pokazując mi, abym został. Nie miałem pojęcia, co ma zamiar zrobić, ale zajebiście mnie to nakręciło.
Rosie podeszła do lodówki, z której wyjęła szampana. Chwyciła też za kieliszki, do których wrzuciła kostki lodu. Oblizałem wargę, czując coraz większą ochotę na swoją narzeczoną.
Rosie ponownie usiadła na mnie okrakiem, chwyciła za kołnierzyk mojej koszuli, przyciągając mnie za niego do siebie. Przymknąłem oczy, oddając się chwili. Nasze perfumy mieszały się ze sobą, a oddechy otulały skórę.
Czułem, jak wszystko zbiera się we mnie i buzuje. Doprowadzało mnie do istnego szaleństwa. Moja narzeczona rozpięła guziki, po czym zdjęła ze mnie koszulę, którą rzuciła gdzieś w kąt.
Błądziła dłońmi po torsie, a ja oddychałem ciężko.
Aż nagle wstała, by podać mi butelkę, którą miałeś otworzyć, gdy ona ściągnęła spódniczkę. Oczywiście zrobiła to powoli i seksownie, co postawiło moją męskość. Miała na sobie koronkowe stringi, które podkreślały jej pośladki.
Zachichotała, chwytając za kieliszek, do którego nalałem szampana. Wzięła łyka, po czym złapała moją szczękę, wpijając swoje paznokcie w moją skórę. Wlała trochę do mojej buzi, po czym odstawiła naczynie na stolik.
- Widzę, że dziś ty dominujesz - odparłem, skanując wzrokiem jej ciało.
- Oh, tak. Kochanie, dziś moja kolej - wymruczała, schodząc ze mnie.
Klęknęła na przeciwko, aby rozpiąć pasek moich spodni. Pomogłem jej, sprawiając, że zostałem w samych bokserkach. Zassała powietrze, wyciągając do mnie rękę. Kazała mi położyć się na dywanie, tak też zrobiłem. Byłem cholernie podniecony, ale nie wiedziałem, czego się spodziewać.
Rosie wyjęła jedną kostkę lodu z kieliszka i włożyła ją do buzi. Usiadła na mnie okrakiem, pochylając się. Zaczęła jeździć zimną, zmrożoną wodą po moim ciele. Zaczęła od ust, kości policzkowych, przez szyję oraz tors. Mój oddech znacznie przyśpieszył.
Chciałem zacisnąć dłonie na biodrach blondynki, ale nie pozwoliła mi na to.
- O mój Boże - warknąłem, gdy zbliżyła się do mojego krocza.
Zachichotała, wyciągając z buzi kostkę, natomiast wzięła kieliszek. Upiła kolejny łyk, machając zalotnie szklanym naczyniem. Zaczęła robić ścieżkę z kropelek, które wylewała na moim torsie. Najwięcej było w pępku, ale ciągnęło się do samej gumki bokserek.
Odłożyła kieliszek, schylając się, aby zlizywać ze mnie szampana. Było mi tak kurewsko dobrze. Tęskniłem za seksem z nią. Gdy przyjechała do Indii po naszym, pierwszym rozstaniu zbliżenia było ostre. Teraz również do takiego dochodziło.
Jeździła językiem po moim podbrzuszu, co sprawiało, że nie mogłem już wytrzymać. Złapałem za materiał bokserek, ale ona klepnęła mnie w dłonie, bym je zabrał.
- Oh, błagam cię - jęknąłem, obrzucając ją poirytowanym spojrzeniem.
Zachichotała uroczo, wplatając palce w moje włosy. Bawiła się nimi, ocierając kroczem o moje.
- Rose, ja pierdole - wysyczałem, zaciskając dłonie w piąstki.
- Cicho - warknęła, uderzając mnie delikatnie po policzku.
Posłałem jej piorunujące spojrzenie. Naprawdę ledwo wytrzymywałem, a ona postanowiła przeciągać. Świetnie.
Pieściła palcami każdą część mojej twarzy oraz torsu, gładziła je, jakby nigdy wcześniej tego nie robiła. Aż w końcu złapała za gumkę od moich bokserek i uwolniła moją, nabrzmiałą męskość, która błagała o wypuszczenie.
Zaśmiała się, rozlewając po moim ciele dużą część butelki z szampanem. Zlizywała wszystko, dziękowałem w duchu, że ochlapała też mojego penisa. Oblizała główkę, a ja syknąłem, spinając się.
Zacisnąłem oczy, gdy włożyła go do buzi. Poruszała głową w górę i w dół, ssała go. O kurwa, tak.
Ledwo wytrzymywałem nadmiar przyjemności, sapałem i dyszałem, zaciskając powieki.
- Oh, Rose - parsknąłem, gdy zaczęła pieścić moje jądra.
Czułem, że jestem blisko. Dałem jej znać, co chyba było moim błędem, bo odsunęła się w ostatniej chwili.
- No co? - warknąłem, patrząc na nią ze złością.
Rosie sięgnęła znów po szampana, upijając dużego łyka, po czym podała mi kieliszek.
- Co jeszcze masz w planach? - wymruczałem, opierając się na łokciach.
- Zaraz się przekonasz - szepnęła, wystawiając palec, którym pchnęła mnie, abym znów był w pozycji leżącej.
Wstała i przeszła wokół mnie, uniosłem ręce, by złapać ją za nogi, ale kopnęła w nie i pokiwali głową.
Stopą rozłożyła moje nogi, by stanąć między nimi. Kręciła pupą, powoli ściągając majtki. Wyglądała zajebiście seksownie.
Biały materiał zsunął się do jej kostek, więc zrzuciła go. Jednak, nie miała zamiaru na mnie usiąść.
Zajęła miejsce na ziemi, między moimi nogami. Zgięła je w kolanach, co dało mi wspaniały widok na jej kobiecość.
Natychmiast zmieniłem pozycję, ale blondynka nie pozwoliła mi siebie nawet dotknąć. Mogłem tylko patrzeć.
Po zabawie z Rose wzięliśmy razem prysznic. Byłem zaskoczony postawą narzeczonej, nie spodziewałem się, że znów wrócimy do tych dzikich zbliżeń. Jednak, cieszyło mnie to niezmiernie.
Leżeliśmy razem w łóżku w szlafrokach, oglądając telewizję. Jej mokre włosy ochładzały mój, rozgrzany tors, na którym leżała. Było tak błogo.
- Mam ochotę się dziś napić - powiedziała Rose, a ja spojrzałem na nią pytająco. - Tak dawno nie wychodziliśmy nigdzie.
- Wiesz, nie do końca mi wolno - mruknąłem, gładząc ją kciukiem po przedramieniu.
- Nawet książę robi dziś imprezę - odparła, zmieniając pozycję, tak, by patrzeć mi w oczy.
- Oh, książę - sarknąłem, robiąc poirytowaną minę.
- Daj spokój, Zayn. Chcę się pobawić - wymamrotała, łącząc nasze dłonie.
Zaraz potem postanowiliśmy udać się na przyjęcie, które wyprawiał książę. Zaprosił nas na nie podczas obiadu, a doskonale wiedziałem, że dostać zaproszenie na jego imprezę, to jak wygrana na loterii.
Ja zacząłem od wybrania ubrań, czyli czarnych spodni z dziurami oraz tshirtu o tym samym kolorze. Z racji, iż myłem włosy były świeże i wyglądało dobrze, więc zdecydowałem się nic więcej z nimi nie robić.
Założyłem też bransoletkę do Rose sprzed 5 lat. A następnie postanowiłem zadzwonić do rodziny i przyjaciół. Pierwsza była mama.
- Cześć, syneczku. Jak tam podróż?*
- Bardzo dobrze, odpoczywamy. Nabieramy sił.*
- Oh, nie możemy się już was doczekać. Niestety, czeka cię dużo pracy.*
- Wiem, staram się pracować tutaj, ale nie jest to wystarczające.*
- Nie przemęczaj się, teraz masz skupić się na sobie i Rosalie. Jak ona się czuje?*
- Coraz lepiej.*
- Gazety ją tak strasznie atakują.*
- Jest ponad to. Uwierz mi.*
- Dobrze, syneczku.*
- Jak tata?*
- Jakoś daje radę...*
- A dziewczyny?*
- Są teraz u Doniy'i i pomagają z wyborem ubranek dla dziecka.*
- Kiedy ona rodzi? *
- Oh, Zayn. Termin ma na przyszły tydzień.*
- Zadzwonię do niej pózniej, mamo. Muszę kończyć, pa.*
Rozłączyłem się, postanawiając, że kupię coś dla maleństwa mojej siostry. W końcu będę wujkiem.
Zacząłem pisać SMS z Niallem, gdy usłyszałem stukot szpilek. Spojrzałem w kierunku garderoby, gdzie stała moja, przepiękna Rosalie.
Moje oczy niemal wystrzeliły do orbit. Wyglądała kurewsko seksownie.
- O Boże - sapnąłem, nie mogąc oderwać od niej wzorku.
Zachichotała, wystawiając do mnie rękę. Złapałem ją i razem opuściliśmy pokój. Ochrona zaprowadziła nas na sam dół, gdzie czekały już wozy. Oczywiście nie obyło się bez paparazzi i fanów czekających pod hotelem.
Impreza księcia odbywała się w kupionym przez niego klubie na ostatnim piętrze jednego z najwyższych drapaczy chmur w całym Dubaju.
Pod wejściem roiło się od reporterów, gdzie też przyjeżdżały ważne osobistości. Drzwi od auta otworzył nam mężczyzna w specjalnym uniformie.
Wysiadłem jako pierwszy, aby pomóc Rosalie. Udaliśmy się prosto do windy ścieżką wyznaczoną czerwonym dywanem. Bardzo szybko znaleźliśmy się na ostatnim piętrze. Głośna, klubowa muzyka obiła się o nasze uszy. Było dosyć dużo ludzi. Wystrój można zaliczyć do wielce luksusowych. Widziałem mnóstwo drogich dekoracji, a szampan i inne trunki wręcz rozlewały się. Widzieliśmy też wyjście na dach, gdzie rownież odbywała się impreza.
- Wow - szepnęła Rose, rozglądając się po pomieszczeniu.
Zaraz potem podszedł do nas książę. Powitał oraz pokazał swoją lożę, gdzie rownież mogliśmy usiąść. Oczywiście wpatrywał się w dekolt Rosalie, ale cały czas trzymałem ją za rękę i obejmowałem, by pokazać, że jest moja.
Po 3 godzinach ostrej zabawy byliśmy pijani i zmęczeni. Nie odstępowałem narzeczonej nawet na krok, tańczyliśmy wiele razy. Pamiętałem nawet, że ktoś zrobił razem nam cholernie seksowne zdjęcie. Mimo zazdrości o Rose, bawiłem się świetnie. Rose rownież, sądząc po jej roześmianej twarzy. Byliśmy naprawdę wstawieni, więc ochrona odprowadziła nas do auta i zawiozła do hotelu, gdzie poszliśmy spać. Zanim jednak zasnąłem, rozmyślałem dużo o tym, jak szczęśliwy jestem, mając Rose.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz