- Nie spodziewałabym się, że ostatnim przystankiem będzie Tokyo - odparła Rose, robiąc zdjęcie słynnej Asakusie.
- Wszędzie inna kultura, kochanie. O to chodziło - oznajmiłem, patrząc na nią z ogromnym uśmiechem.
Złapałem ją za rękę, patrząc na zabytkową budowlę. Spędzaliśmy właśnie nasz ostatni dzień w Tokyo, bo z rana mieliśmy samolot. Zaplanowałem dużo atrakcji na ten dzień. I miałem nadzieję, że spodobają się Rosalie.
- Musimy iść dalej, skarbie - powiedziałem, a ona odwróciła się do mnie przodem.
Pokiwała głową, po czym ruszyliśmy w stronę auta. W Tokyo nasza ochrona była wręcz potrojona, ponieważ wszędzie chodzili za nami paparazzi i fani. Jednak najważniejsze było to, że Rose wreszcie wracała do normy. Była w pełni zdrowa, cieszyła się wszystkim. Ciągle powtarzała, jak bardzo mnie kocha.
Siedząc w samochodzie, Rosie zamieszczała i wysyłała zdjęcia, a ja sms'owałem z Harrym na temat zaręczyn z Margaret. Styles się denerwował, bo musiał ukraść jakiś pierścionek swojej dziewczyny, żeby dobrać odpowiedni rozmiar w sklepie. Przypomniał mi, jak miałem ten sam problem.
- Kochanie, wracamy do Indii przed weselem Nialla i May'i? - spytała nagle Rosalie, nie odrywając się od telefonu.
- Nie, lecimy prosto do Londynu - oznajmiłem, spoglądając na ulice przez szybę.
- Co ja mam ubrać na ślub? - pisnęła, odwracając głowę do mnie.
- Kupię ci coś - wymamrotałem, przewracając oczami.
Dojechaliśmy do hotelu, a ochrona otworzyła nam drzwi. Niemal od razu zostaliśmy zaatakowani przez piski i blask fleszy. Ruszyłem pierwszy, trzymając Rose za rękę. Po chwili zatrzymała się, by zrobić zdjęcia z kilkoma osobami. Już dawno przyzwyczaiła się, że jesteśmy nie tylko parą królewską, ale i medialną. Coś jak połączenie Williama i Kate z Beckhamami. To było miłe, że uważano nas za takie szychy.
Windą wjechaliśmy na nasze piętro, mieliśmy tylko dwie godziny na przyszykowanie. Miałem w planach dużo wrażeń.
Po spakowaniu plecaka udałem się do garderoby, aby zmienić ubrania. Zdecydowałem się na koszulę w kratę, luźne jeansy i kurtkę. Poszedłem do łazienki, gdzie zastałem Rosie, która kręciła włosy lokówką. Ja natomiast postanowiłem swoje spiąć w koczka.
- Powiesz mi, gdzie idziemy? - zapytała, zerkając na mnie.
- Nie, raczej nie - mruknąłem, a widząc jej poirytowaną minę, zaśmiałem się pod nosem.
Spryskałem ciało perfumami, po czym opuściłem pomieszczenie. Pognałem na taras. Mieliśmy cudowny widok na panoramę miasta, wręcz zapierał dech w piersi. Zacząłem rozmyślać na temat naszych, ostatnich przeżyć. Już prawie uporaliśmy się ze stratą dziecka. Byliśmy gotowi ruszyć dalej. A tym krokiem był ślub. Chciałem go, chciałem, by Rose stała się moją żoną.
- Kochanie, jestem gotowa - usłyszałem za sobą, więc odwróciłem się.
Rosalie stała w salonie i wyglądała przecudownie. Czarna sukienka opinała jej ciało, a wysokie buty dodawały wzrostu. Byłem pod wrażeniem.
- Wyglądasz cholernie seksownie - wymruczałem, podchodząc do narzeczonej.
Uśmiechnęła się, wystawiając do mnie rękę. Złapałem ją i po wzięciu kurtki Rose, ruszyliśmy do wyjścia. Windą wraz z ochroną zjechaliśmy na dół, niestety już wtedy pod hotelem roiło się od ludzi. Całe szczęście hotel ustawił bramki, aby nie mogli pchać się na nas uniemożliwiając przejście.
Wielki van stał już zaparkowany, więc od razu przedostaliśmy się do niego. Nie miałem ochoty na zdjęcia, czy autografy.
Razem z orszakiem policyjnym ruszyliśmy do Nippon Budokan, gdzie odbywał się koncert Eda Sheerana. Wiedziałem, że Rose lubi jego muzykę, bo często jej słucha. Załatwiłem nam nawet wejście na backstage, bo znałem Eda osobiście. Wszystko robiłem z myślą o Rosie.
- Ja pierdole, czy my jedziemy na koncert Eda Sheerana? - pisnęła, przyklejając się do szyby.
- Tak - odparłem z ogromnym uśmiechem, gdy samochody zatrzymały się pod wejściem dla vipów.
- Jezu, dziękuję, dziękuję, dziękuje - wrzasnęła, przytulając się do mnie z atakiem pocałunków.
Jej radość była, jak miód na moje serce.
Dotarliśmy na naszą lożę po 15 minutach od przyjazdu. Wiedziałem, że Rose woli miejsca na płycie areny, ale ze względu na bezpieczeństwo mieliśmy miejsca na trybunie w sekcji vipowskiej. Po drodze zatrzymaliśmy się w sklepiku, bo Rosalie kupiła sobie materiałową bransoletkę oraz grubą, czarną bluzę z kapturem z merchu Sheerana.
- Jak zaśpiewa Perfect lub Photograph, to możesz mnie zbierać z ziemi - powiedziała podekscytowana, włączając aparat w telefonie.
- No to się chyba przygotuję - zaśmiałem się, drapiąc po karku.
Gdy w końcu Ed wyszedł na scenę, Rosie piszczała, a w jej oczach pojawiły się łzy. Szkoda, że na mój widok tak nie reaguje, kurwa.
Prychnąłem, wkładając ręce do kieszeni. Lubiłem Eda i jego muzykę, ale denerwowała mnie reakcja Rose. Może byłem zazdrosny.
(Polecam włączyć piosenkę -KLIK )
Aż w końcu rudzielec zaczął śpiewać piosenkę Perfect, która była moją ulubioną. Postanowiłem objąć Rosalie od tyłu, by razem przeżyć ten moment. To miało być nasze. Utwór w pewnym sensie przedstawiał naszą historię, dlatego był dla mnie szczególnie ważny. Staliśmy tak przytuleni, bujając się w rytm muzyki. Rose złapała ze moje ręce oplecione wokół niej i podśpiewywała.
To zmotywowało mnie, bym sam zaczął śpiewać tekst, który znałem, aż za bardzo.
Cause we were just kids when we fell in love
Not knowing what it was, I will not give you up this time
But darling just kiss me slow, your heart is all I own
And in your eyes you're holding mine
Rosie zacisnęła jedną dłoń na mojej, a drugą objęła moją twarz. Śpiewałem jej ducha, myśląc o nas. Tak bardo ją kochałem. Nigdy nikogo nie obdarzyłem tak silnym uczuciem. Była warta wszystkiego.
Baby I'm dancing in the dark, with you between my arms
Barefoot on the grass, listening to our favourite song
I have faith in what I see
Now I know I have met an angel in person
And she looks perfect, I don't deserve this
You look perfect tonight
Moje oczy się lekko zaszkliły, ale próbowałem grać twardego.
- Wow, dziękuję kochani. Ta piosenka była dla moich znajomych, który są gdzieś tam - odparł Ed po skończeniu utworu, wskazując na trybuny, gdzie się znajdowaliśmy. - Oni wiedzą, o kim mówię. Król i królowa są tu z nami.
Zdziwiłem się, bo kamera, jak i jeden z reflektorów, zaczął błądzić po naszym sektorze, aż w końcu oświetlił naszą dwójkę, zwracając uwagę całej areny.
Rosie odsunęła się i chichotała, ocierając łzy. Sam byłem w szoku. Ludzie bili brawa, krzyczeli.
W tłumie myśli zdecydowałem się złapać Rose w talii i pocałować. Wiwat nie miał końca. Ed sam zaśmiał się, po czym a'capella zaśpiewał refren piosenki Perfect.
Zaraz potem Sheeran wrócił do gry, a my rozkoszowaliśmy się sobą, jak i nią.
Po koncercie ochrona eskortowała nas na backstage, by spotkać się z Edem. Rose była tak podekscytowana, ale i wzruszona. Trzymałem ją za rękę całą drogę, aż dotarliśmy do garderoby Sheerana. Mężczyzna wstał z kanapy, podchodząc do nas.
- Hej, miło was widzieć. Jesteś Rose, prawda? - odparł, spoglądając na moją narzeczoną.
- Tak, o mój Boże - pisnęła, wachlując się rękoma.
- Miło cię poznać - szepnął, przytulając blondynkę, która wyglądała, jakby miała zejść na zawał. - Haha, spokojnie.
- Nawet na mnie tak nie reaguje - zaśmiałem się, kręcąc głową.
- Oh, Malik. Dawno się nie widzieliśmy - powiedział Ed, witając się ze mną męskim uściskiem. - Podobał wam się koncert?
- Oczywiście. Byłam na twoim praktycznie każdym koncercie w Londynie, zawsze robisz takie show, że tylko chcieć więcej - rzekła Rose, uśmiechając się do rudzielca.
Podczas spotkania z Edem rozmawialiśmy naprawdę dużo. Zachwalaliśmy show, opowiadaliśmy o naszej podróży, a Ed o swojej trasie, jak i muzyce. Oczywiście zrobiliśmy też kilka zdjęć, a do jednego Rosie ubrała nawet bluzę z merchu Sheerana.
- Perfect było tak piękne, że nawet Zayn śpiewał. Brakowało mi tylko Photograph - zachichotała Rose, łapiąc mnie za rękę.
- Wiecie co? Mam pewien pomysł - żachnął Ed, sięgając po gitarę. - Śpiewaj ze mną, Zayn.
I w tym momencie zaczął grać Photograph, a ja skamieniałem. Bałem się śpiewać przed nimi. Zwłaszcza, że była tu jeszcze ochrona i menadżerowie Eda.
Loving can hurt
Loving can hurts sometimes
But it's the only thing
That I know
Ed zaczął sam, ale potem pokazał mi, abym się włączył. Przełknąłem ślinę, zaczynając swoje wycie.
When it gets hard
You know it can gets hard sometimes
It is the only thing that makes us feel alive
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
So you can keep me
Inside the pocket
Of your ripped jeans
Holding me closer
Till our eyes meet
You won't ever be alone
Wait for me to come home
Wszyscy dookoła bili nam brawo, a ja odetchnąłem z ulgą. Menadżerowie Eda nagrywali nas tak samo, jak Rose, której oczy zaszkliły się już na początku.
- Nie wiedziałem, że tak dobrze śpiewasz - odparł Sheeran, odkładając gitarę.
- Ja też nie - wymamrotała Rosie, ocierając łzy.
Posłałem jej słaby uśmiech, klepiąc w uda.
- Dobra, dziękujemy za spotkanie, Ed. Na pewno jesteś zmęczony, więc nie będziemy cię zatrzymywać. Miło było cię znów zobaczyć i posłuchać.
Było już po północy, a my jechaliśmy ulicą Tokyo kompletnie się do siebie nie odzywając, aż od wyjścia z areny. Bałem się, że Rose jest zła, ale nie miałem odwagi zacząć rozmowę.
- Zayn, nie odzywam się, bo jestem w szoku - usłyszałem nagle zachrypnięty głos narzeczonej. - Twój głos jest niesamowity, poznałam Eda, jest nam tak dobrze...
- Oh, kochanie - sapnąłem, opierając głowę o jej ramię.
- Gdzie teraz jedziemy? - spytała, bawiąc się moimi palcami.
- Do centrum.
- Możemy sobie po prostu pochodzić po ulicach Tokyo? Nie mam siły na kluby - wyszeptała, łącząc nasze dłonie.
- Będzie ciężko, ale dobrze.
Do 3 w nocy chodziliśmy po centrum Tokyo. Jedliśmy jakieś dziwne potrawy w ciekawej knajpie, graliśmy na automatach, jak małe dzieci i po prostu bawiliśmy się w najlepsze. Całe szczęście nie byliśmy tu bardzo rozpoznawani, więc mogliśmy cieszyć się swobodą. A wszystko zakończyło się ostrym zbliżeniem w łóżku. Niestety, przez to zasnęliśmy prawie o 5 rano, a już o 10 mieliśmy samolot do Londynu. Co oznaczało pobudkę dwie godziny wcześniej.
Z racji tego, po prostu ubrałem szare spodnie dresowe i czarny tshirt Adidasa, a na to kurtkę. Rose miała na sobie zdecydowanie za dużą bluzę Eda Sheerana i identyczne spodnie. Była tak niewyspana, że nawet się nie malowała, a od razu zeszliśmy na dół, skąd van dowiózł nas na lotnisko.
Praktycznie caluteńki lot przespaliśmy. Przez małą ilość snu z nocy i kompletny jet lag nasze organizmy były nie do życia. Z tego powodu obudziliśmy się dopiero, gdy samolot wleciał do Anglii.
- Nie mam na nic siły - jęknęła Rosie, odblokowując telefon.
- Ja też - sapnąłem, wiercąc się na fotelu.
- Mama napisała, że czekają na nas z obiadem - oznajmiła, odpisując na wiadomość.
- Która jest godzina w Londynie?
- Dochodzi 17.
Dolecieliśmy na miejsce nieco później, bo przez okropne wichury nie mogliśmy wylądować. Całe szczęście podstawiono samochody pod sam samolot. Zaraz potem ruszyły w stronę domu Rosalie, która nie czuła się najlepiej przez miesiączkę.
- Ślub już jutro, a ja mam wrażenie, jakby ktoś zabrał mi duszę - sapnęła, patrząc przez okno.
- Zjesz coś, wyśpisz się i będzie lepiej, mała - powiedziałem, obejmując ją ramieniem i całując w czoło.
- Masz w ogóle garnitur? Matko, jak ja o ciebie dbam. Nawet nie wiem, czy...
- Spokojnie, Rosie. Karima wysłała go do twoich rodziców - przerwałem, widząc jej zakłopotanie.
Dojechaliśmy na miejsce, gdzie czekała już rodzina Buffordów. Od razu po przekroczeniu progu ich domu zostaliśmy ciepło powitani. Siostra, dziadek i rodzice.
- Musicie nam wszystko opowiedzieć, ale to przy obiedzie. Siadajcie - mówiła mama Rosalie, ściskając mnie i narzeczoną.
Weszliśmy do jadalni, gdzie stół stał już zastawiony. Zapachy roznosiły się po pokoju, a ku naszemu zdziwieniu koło sofy w kojcu spał pies. Widząc nas, od razu podbiegł i zaczął merdać ogonem.
- Mamo? - spytała Rose, głaszcząc pupila.
- Znaleźliśmy go tydzień temu. Był uwiązany do drzewa w lesie - oznajmiła kobieta, siadając.
Podrapałem psa po głowie, po czym zająłem miejsce. Wszyscy zaczęli nakładać sobie jedzenie, a Rosie opowiadała o Kubie. Było tak rodzinnie, przyjemnie. Uwielbiałem Buffordów, bo zawsze czułem się tak bezpiecznie i swojsko. W pałacu nigdy nie panowała taka atmosfera. Wszystko było takie oficjalne, służbowe.
- Na którą jest ten ślub? - spytała Gracie, nakładając fasolkę na talerz.
- Wydaję mi się, że 13 - odpowiedziałem, zerkając na nią.
- Macie prezenty? - wtrącił tata Rose, zwracając na siebie naszą uwagę.
- Zestaw pościeli z Indii i masa pamiątek z krajów, w których teraz byliśmy - odparłem, drapiąc się po karku.
- Dla was też coś mamy - dodała Rosalie, uśmiechając się.
Ah ten jej uśmiech.
Po obiedzie Rosalie pomogła mamie sprzątać, a potem przyniosła podarki dla swojej rodziny i rozdawała je po kolei. Ja siedziałem z boku, podziwiając. Była zdrowa, poradziła sobie.
- Pójdę zadzwonić do taty - oznajmiłem, wstając z sofy.
Udałem się do przedpokoju, wybierając numer ojca, gdy usłyszałem kroki za sobą. Zdziwiłem się, widząc tatę Rose. Przełknąłem ślinę.
- Zayn, możemy porozmawiać? - spytał, a ja miałem wrażenie, jakby miał mnie zaraz zabić.
- Oczywiście - przytaknąłem, chowając urządzenie do kieszeni.
- Chcę ci podziękować, bo dzięki tobie Rosie...otrząsnęła się po wszystkim. Widzę, że wszystko wróciło do normy. Cieszę się, że macie siebie nawzajem. Za pewne tobie też było ciężko - odparł, a mi wręcz kamień spadł z serca.
- Będę przy niej zawsze, proszę pana. Kocham ją - powiedziałem dumnie, ale i z powagą.
- Mów mi tato, w końcu niedługo będziemy rodziną. W sumie już jesteśmy - rzekł, klepiąc mnie po ramieniu.
- Dobrze - szepnąłem, zdobywając się na uśmiech.
Rodzina.
_______________________
Hejka!
Wiem, że znowu długo nie było, ale chcę wam dać porządne rozdziały, a nie takie napisane byle jak.
Zgodnie z tematyką. Z kim się widzę na koncercie Eda Sheerana w Polsce i Berlinie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz