Translate

poniedziałek, 19 lutego 2018

~.42.~

Od godziny trwały przygotowania do ślubu May'i z Niallem. Postanowiłyśmy spotkać się wszystkie w jej domu i tam pomalować się, czy zrobić fryzury. Poprosiłam zaprzyjaźnioną ekipę, która kiedyś stylizowała mnie na wyjścia z Zaynem, aby zajęli się nami.

Nasza czwórka oraz mama, babcia i ciocia panny młodej.

Ja siedziałam wygodnie na krześle, gdy fryzjer kończył moje włosy. Zażyczyłam sobie fale. Moje paznokcie i makijaż były już zrobione, więc mogłam sączyć lampkę wina. Oczywiście tylko jedną.

- Panna młoda idzie się ubrać, więc wam też radzę, laseczki - powiedział Dereck, który zajmował się fryzurą May'i.


Posłał nam buziaka, po czym wraz z Mayą i jedną ze stylistek udał się do łazienki, gdzie dziewczyna miała włożyć suknię ślubną. Jej babcia, ciocia i mama były już ubrane, a makijażyści robili im ostatnie poprawki. Ja natomiast musiałam w końcu włożyć swój zestaw na dzisiejszy dzień, który kupiłam w Dubaju.



Biała, obcisła sukienka z rozcięciami złączonymi paseczkami, kremowe futerko i szpilki z czubkami. Wszystko prezentowało się cudownie. A ja czułam się piękna.

- Oh, Rosie - wychlipały moje przyjaciółki, podziwiając kreację.

- Cii, dziś jest dzień May'i - skarciłam je wzrokiem, przykładając palec do ust.

Annie z dużym już brzuchem ciążowym wyglądała uroczo. Miała na sobie zwiewną, granatową sukienkę z koronkowymi rękawami do łokci. Natomiast Margaret ubrała bordową sukienkę z odkrytymi plecami. Wszystkie wyglądałyśmy fenomenalnie, ale to Maya była królową dnia.

Wyszła do nas w zjawiskowej sukni obszytej koronką. Dekolt miała dosyć duży, ale nie było to wulgarne. Idealnie pasowało do niej. Dobrała klasyczne, białe szpilki. A na jej głowie fryzjer zaplótł warkoczyka dookoła, a resztę zostawił rozpuszczone.
 A na jej głowie fryzjer zaplótł warkoczyka dookoła, a resztę zostawił rozpuszczone
- O mój Boże - pisnęli wszyscy obecni, patrząc na nią.

- Moja córeczka - wychlipała mama May'i, podchodząc do niej.

Kobiety z rodziny Mitchel wpadły sobie w ramiona, a nasza trójka posyłała sobie dumne spojrzenia. Już druga dziewczyna z naszej paczki wychodziła za mąż. Wszystkie zaczęłyśmy zakładać rodziny, Maggie miała dziecko, a Annie lada moment rodziła. Nie mogło być lepiej.

A pamiętam, jak w liceum wyobrażałyśmy sobie nasze śluby, czy mężów. Teraz to wszystko działo się naprawdę.

- Chodź tu do nas - powiedziała w końcu Anne, ocierając łzy.

Przyszedł czas na nasze przytulenie. Ściskałyśmy się, mówiąc, jak cieszymy się, że Maya znalazła Nialla i jest szczęśliwa. Radości nie było końca.

- Dziewczyny, muszę wam coś powiedzieć - odrzekła nagle bardzo poważnym tonem, więc odsunęłyśmy się, by móc na nią patrzeć.

- Parę miesięcy temu badaliśmy się z Niallem, ponieważ nie mogłam zajść w ciążę. Do tego planowaliśmy ten ślub i chcieliśmy mieć pewność - zaczęła spokojnie, a po chwili jej głos zadrżał. - Nie możemy mieć dzieci.

- O matko, skarbie - szepnęła Maggie, kładąc dłoń na ramieniu blondynki w geście dodania otuchy.

- Cóż, właściwie to ja nie mogę ich mieć. Jestem bezpłodna - mówiła dalej, skupiając wzrok na swoich palcach. - Ale jest i dobra wiadomość.

Wszystkie spojrzałyśmy na nią z niecierpliwością, chciałyśmy wiedzieć, jak najszybciej, bo przybiła nas poprzednia.

- Adoptujemy chłopczyka o imieniu Nathaniel - oznajmiła, a my krzyknęłyśmy, przytulając ją ponownie.

- To świetnie, gratuluję - odparłam, łapiąc Mayę za dłoń, by pogładzić kciukiem jej wierzch.

- Tobie też się uda, Rose. Jestem tego pewna - wyszeptała Maggie, obdarowując mnie smutnym spojrzeniem.

- Zobacz, ile pięknego cię spotkało. Na dziecko przyjdzie czas - dodała Annie, uśmiechając się lekko.

- Wiem, wiem - wychlipałam, ocierając pojedynczą łzę, która wypłynęła z mojego oka.

- Koniec smutasów, to mój ślub. Cieszymy się - zmieniła temat blondynka, a my roześmiałyśmy się.

Nadszedł czas, by jechać do kościoła. Dokonałyśmy finalnych poprawek w wyglądzie i mogłyśmy ruszyć. Na tę okazję młodzi wynajęli limuzynę w białym kolorze i całe szczęście nie wyglądała tak tandetnie, jak te z programu Moje wielkie cygańskie wesele.

Zajęłyśmy swoje miejsca, a ja jako druhna wyjęła z koszyka małe bukieciki dla każdej z nas. Byłam podekscytowana oraz zestresowana. I choć nie był to ten sam stres, co na ślubie Annie. W końcu Zayn tym razem był ze mną, jednak dziwne uczucie w żołądku było spowodowane tym, iż działo się dokładnie to, co kiedyś było tylko marzeniem. Nigdy nie zapomnę, jak cztery licealistki siedziały w moim pokoju i dokładnie opisywały swoje wyśnione śluby.

- Zaraz zwymiotuję - wyrywał mnie z rozmyśleń głos May'i, której mina przedstawiała przerażenie.

- Spokojnie, skarbie. Będzie dobrze, mówię z doświadczenia - uspakajała ją Annie, ale to nie poskutkowało.

- A co jak się potknę? Albo zapomnę czegoś? - dopytywała, oddychając zbyt szybko.

- Malutka moja, dziecinko myśl tylko o tym, że czeka na ciebie miłość twojego życia i za chwilę będziecie małżeństwem - odparła babcia May'i, a wszystkie wydałyśmy z siebie dźwięk wzruszenia.

Limuzyna zatrzymała się już pod kościołem, więc wysiadłyśmy z niej, by poprawić welon May'i oraz przygotować się na wejście do środka.

- Jesteśmy szczęśliwe razem z tobą i cieszymy się, że wreszcie nadszedł wasz czas - powiedziałam, ściskając pannę młodą.

Maya otarła łzy, po czym złapała swojego tatę pod rękę. Pogoda wręcz zaskakiwała, bo mimi stycznia nie padało, a właściwie to świeciło słońce. Oczywiście nie było za ciepło, ale nie narzekaliśmy.

I wtedy ja po raz pierwszy spojrzałam na Zayna. Miał na sobie garnitur w kolorze marynarskiego granatu oraz białą koszulę i wstawkę w kieszonce tego samego odcienia. Dobrał również białe old schoole, co dodawało mu ekstrawagancji. Wyglądał zajebiście gorąco.

Podeszłam do niego z uśmiechem na twarzy.

- Nie myśl, że długo pobędziesz w tej kiecce, bo zamierzam ją z ciebie ściągnąć, jak najszybciej - powiedział, nachylając się nade mną.

Całe moje ciało przeszedł dreszcz. Wyobraziłam sobie, jak Malik zdziera ze mnie sukienkę i natychmiast skarciłam się w myślach. Staliśmy przed cholernym kościołem.

- Chodźmy, bo zaraz dojdziesz od samego, mojego głosu - wychrypiał mi do ucha, a ja przewróciłam oczami.

- Palant - burknęłam, uderzając go w ramię.

Malik zaśmiał się, gdy złapałam go pod rękę i razem ustawiliśmy się, by wejść do budynku. Byliśmy pierwszą parą, a tuż za nami szła Annie z Louisem, potem Margaret z Harrym, kuzynka May'i z bratem Nialla i na końcu blondynka z tatą.

Muzyka rozpoczęła się, a my ruszyliśmy. Wzrok wszystkich obecnych skupiał się kolejno na nas, a później pozostałych parach. Niall stał już przy ołtarzu w szarych garniturze z trudem hamując płacz. To było piękne, że nawet on się wzruszył.

Oboje stanęliśmy po dwóch różnych stronach. Ja tam, gdzie za chwilę miała być Maya, on tuż za Niallem. I tak po kolei każda z druhen i drużb. Tata panny młodej odsłonił jej welon, całując córkę w czoło, po czym uścisnął dłoń z Niallem oraz wypowiedział parę słów do niego, oddając blondynkę.

Stanął obok swojej żony, ocierając łzy. I wtedy ceremonia się zaczęła.

Wszystko przebiegało zgodnie z planem bez żadnej wpadki. Dopiero podczas przysięgi poczułam coś dziwnego. Wzrok wszystkich skupił się na młodej parze. Wszystkich oprócz mnie i Zayna. My patrzyliśmy na siebie.

- Ja Niall biorę ciebie Maya za żonę ... - zaczął Niall, a ja widziałam, że Zayn wypowiedział te słowa bezgłośnie zmieniając imiona na nasze.

Ja Zayn biorę ciebie Rosalie za żonę...

Moje serce zadrżało. To tak, jakbyśmy to my brali ślub. Jakbyśmy to my ślubowali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuścimy się aż do śmierci.

- Ja Maya biorę ciebie Niall'u za męża... - wypowiedziała Maya, ale ja miałam swoją przysięgę.

Patrząc Zaynowi w oczy wypowiedziałam bezgłośnie to samo zdanie.

Ja Rosalie biorę ciebie Zaynie za męża...

I wiedziałam, że kiedyś wypowiem to na głos przed nim, przed naszą rodziną i znajomymi, tylko musi nadejść na to czas.



Ceremonia zakończyła się pomyślnie. Maya i Niall Horan zostali oficjalnie małżeństwem. Na nasze nieszczęście pod kościołem zebrało się kilku paparazzi, którzy bezwstydnie robili nam zdjęcia. Widziałam niezadowolenie kilku gości, a od jednej z nastoletnich kuzynek May'i słyszałam, że wielce mi celebryci się znaleźli.

Naprawdę nie chciałam, by psuli ten dzień, ale to było silniejsze od nas. Zayn nawet poprosił o zmniejszenie liczby ochrony, ale wszystko zapewniało nam bezpieczeństwo. W końcu Malik był głową Indii, wielu ludzi mogłoby chcieć go zabić, czy zranić.

Dlatego też orszak policyjny dowiózł nas do sali weselnej.

Znajdowała się niedaleko centrum, pomagałam w wyborze dekoracji do niej, więc wiedziałam, jak wygląda. Już przy wejściu czekała obsługa z powitalnym kieliszkiem szampana. Niall pomógł May'i wysiąść i razem udali się do środka, a my tuż za nimi.

Nasz stół był przy ścianie na środku, a reszta gości usytuowana została w rogach. Ja byłam odpowiedzialna za ustawienie kwiatów na ich miejsca na specjalnym stole, gdzie obsługa przygotowała wazony oraz pomocy w znalezieniu swojego krzesła. Annie ze względu na swój stan po prostu siedziała, a Maggie kierowała wszystkich do szatni, gdzie mogli zostawić kurtki.



Po godzinie większość gości zjadła już posiłek, więc zaczęły się tańce. Ja z początku nie miałam na to ochoty, więc siedziałam przy stole, rozmawiając z przyjaciółmi. Zdążyło do nas podejść kilka osób z grona znajomych, czy rodziny młodych, aby zrobić zdjęcie.

Taniec młodej pary miał odbyć się lada moment, więc stanęliśmy wokół parkietu. Maya i Niall zostali sami, a zebrani nagrywali telefonami. Ja również. Cieszyłam się szczęściem tej dwójki. Mieli piękny dom, samochód, dobre prace, teraz ślub, a za chwilę dziecko. Ułożyli sobie życie spokojnie.

To moje było zwariowane. Od dnia, w którym poznałam Zayna stało się powalone do reszty, ale nie miałam zamiaru niczego zmieniać.

Zaraz potem Maya zatańczyła ze swoim tatą, a Niall z mamą. Przyglądałam się temu, będąc w objęciach Zayna.

- Skarbie, nasz dzień też nadejdzie - wyszeptał, całując mnie w policzek.

- Wiem, kochanie - mruknęłam, głaszcząc go po głowie.

Wzruszająca atmosfera przeminęła, bo nadszedł czas rzucania bukietu. Maya ustawiła się na środku, a praktycznie wszystkie kobiety otoczyły ją. Nie pchałam się tam, bez tego wiedziałam, że ja i Zayn weźmiemy ślub.

Stałam w pierwszej linii, ale z boku. Maya uniosła ręce do góry, już miała zamachnąć się, ale zamiast tego odwróciła się przodem i podeszła do zaskoczonej Maggie. Zrozumiałam, co miało się wydarzyć, gdy zobaczyłam Harrego przebijającego się przez tłum.

O cholera.

Margaret przytuliła Mayę, która złapała ją za ramiona i zakręciła, by stanęłam przodem do Harrego. Jej mina wykazywała wzruszenie oraz zdziwienie.

Styles uśmiechnął się i wypowiedział do niej parę słów, by następnie klęknąć i wyciągnąwszy pudełeczko z pierścionkiem, oświadczyć się swojej dziewczynie. Maggie nie hamowała łez, bez wahania zgodziła się, więc każdy klaskał.

Mnie również udało się uronić łezkę.

Tak mijał ten wieczór. Wszyscy radowali się ślubem oraz zaręczynami. Siedząc przy naszym stoliku rozwijały się przeróżne tematy. Aż w końcu zeszły na nas, zaczęliśmy od opowieści o naszej podróży, co trwało bardzo długo.

- Jakie macie teraz plany? - spytała Maya, gdy Niall objął ją ramieniem.

- Z rana wracamy do Indii. Mnie czeka od cholery pracy, więc pewnie w niej utonę - odparł Zayn, wzdychając.

- To kiedy wasz ślub? - wtrącił Louis, a to widocznie zaciekawiło każdego przy stole.

- Cóż, nie mamy jeszcze daty. Pomyślimy o tym po powrocie - odpowiedziałam, zerkając na Malika, który przytaknął.

- Zastanawia mnie jedna rzecz - zaczął Niall, drapiąc się po brodzie. - Nie chcę nikogo urazić, ale jak będzie z waszym ślubem, jeśli jesteście innej wiary?

I w tym momencie sama zaczęłam się nad tym zastanawiać. Nigdy nie poruszaliśmy tej kwestii, a jednak była bardzo ważna. Mieliśmy inne religie, w których panowały różne zasady. Przygryzłam wnętrze policzka, krzyżując ręce pod biustem i mając nadzieję, że to Zayn odpowie.

- Em...generalnie jest rozwiązanie, ale wątpię, że tak się wydarzy - wybełkotał Malik, drapiąc się po karku.

Był wyraźnie skrępowany, a ja obawiałam się, co miał na myśli.

- Jakie? - spytała Annie, mrużąc oczy.

Zayn westchnął, a ja zauważyłam, że zainteresowanie wszystkich wzrosło. Sądząc po minach, domyślali się, co to, ale ja sama nie byłam w stanie tego zakodować.

- Rose musiałaby zmienić wiarę na hinduizm - oznajmił, a ja wypuściłam powietrze ze świstem.

Nie miałam zamiaru tego robić.

Przyjaciele najpierw zrobili wielkie oczy, po czym odwrócili je w inną stronę, rozumiejąc, jak niezręczna była ta rozmowa. Jej temat zmienił Louis, za co dziękowałam mu w duchu.

Do końca wieczora było mi ciężko choć na chwilę zapomnieć o słowach Malika. Nie wyobrażałam sobie tak wielkiej zmiany w życiu. Wiedziałam, co się z tym wiąże.


Po weselu wróciliśmy do domu. Zabawa była udana, a młoda para z samego rana leciała na Zanzibar. Wraz z nimi udaliśmy się na lotnisko. Ciężko było mi pożegnać dziadka, rodziców i siostrę, bo nie wiedziałam, kiedy ich teraz zobaczę.

Całą drogę byłam przygaszona, dopiero gdy spotkaliśmy się z Mayą i Niallem przed wejściem, moje szczęście powróciło. Państwo Horan wyglądali tak cudownie, widać, że ślub im służył. Maya podziękowała też za prezent specjalnie wykonany przeze mnie. Pożyczyliśmy im udanej podróży i wypoczynku, po czym ochrona przeprowadziła nas do naszego samolotu.

Wracaliśmy do rzeczywistości. Do pałacu, gdzie czekały nas obowiązki. Ja musiałam szkolić swój hindi. Potrafiłam się już porozumieć, ale mieszkając w Indiach konieczne było opanowanie języka do perfekcji. Do tego Karima wciąż robiła mi wykłady o zachowaniu, czy wysławianiu na różnych spotkaniach. Siedząc w samolocie, zaczęłam rozmyślać o tym. I odczułam przygnębienie.

Dopiero powiadomienie z Instagrama poprawiło mi humor. Maya wstawiła zdjęcie mojego dzieła, które podarowałam jej z okazji ślubu. Patrzyłam tak na niego, rozumiejąc, że to tego mi brakowało. Kiedyś rysowanie było nieodłamną częścią mnie. Z czasem  ta pasja wygasła. I chyba powinnam do niej wrócić, bo dawała mi szczęście.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz