Translate

poniedziałek, 10 grudnia 2018

~.43.~

- Tęskniłem za domem - odparł Zayn, gdy drzwi samolotu otworzyły się.
Wyszedł jako pierwszy, ja tuż za nim. Poczułam egzotyczne, niebywale ciepłe powietrze Mumbaju i napawałam się widokiem Indii. Sama również cieszyłam się na powrót. Wiedziałam, jednak, że czeka nas dużo pracy przez ponad miesięczny wyjazd. Niemal natychmiast zapakowaliśmy się do czarnego vana, który miał zawieźć nas do pałacu. Od razu napisałam wiadomość do mamy, że dolecieliśmy. Trochę bałam się powrotu do rzeczywistości. Znowu masa lekcji hindi, etykiety czy polityki Indii. Kolejne spotkania, brak czasu. Podczas naszej podróży czuliśmy masę swobody, a teraz miało się to zmienić. 
Droga nie zajęła długo za względu na orszak policyjny. A gdy tylko zobaczyliśmy mury pałacu, uśmiechy pojawiły się na naszych twarzach.
Samochód wjechał na podjazd, a ja zauważyłam całą rodzinę Zayna czekającą na nas. Była nawet babcia. Wzięłam głęboki oddech, gdy ochroniarz otworzył drzwi. Wysiadłam, a Safaa i Waliyha od razu się na mnie rzuciły. Przytulały, całowały w policzek. 
Zayn przywitał się z rodzicami i babcią, a służba wnosiła nasze walizki. 
- Musisz nam opowiedzieć, jak było - pisnęła Safaa uwieszona przy moim boku.
Wal skarciła ją wzrokiem, a ona puściła mnie, abym mogła podejść do babci Zayna. Bałam się reakcji pozostałej trójki, w końcu nie widziałam ich od poronienia. Nie wiedziałam, czy okażą wsparcie, czy wręcz odwrotnie.
- Kochanie, chodź tu do mnie - usłyszałam z ust staruszki, która wystawiła ręce.
Wtuliłam się w nią, ku mojemu zaskoczeniu. Gładziła mnie kościstą dłonią po plecach, a ja nie miałam pojęcia, jak się zachować. Po prostu stałam w objęciach, aż w końcu odsunęłam się i posłałam jej uśmiech.
Wtedy przyszedł czas na króla i królową. Przełknęłam gulę w gardle, podchodząc do nich. Dopiero wtedy miałam szansę przyjrzeć się Yaserowi. Blada, pociągła, zmęczona twarz. Smutne oczy patrzące na mnie z nutą ledwo wykrywalnej radości i chude ręce wystawione w celu przytulenia.
Yaser był chory. 
Starałam się nie dać po sobie poznać, że zauważyłam jego zmianę, więc uśmiechnęłam się i podałam dłoń mężczyźnie, który uścisnął ją oraz poklepał mnie delikatnie po ramieniu. Matka Zayna wykonała ten sam gest, patrząc na mnie bez żadnego wyrazu.
- Jesteśmy zmęczeni podróżą, spotkamy się na kolacji o 20 i opowiemy wam wszystko - odezwał się Zayn, który złapał mnie za nadgarstek.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie, po czym razem udaliśmy się na górę. Służba wnosiła nasze walizki, za co byłam ogromnie wdzięczna, bo przez jet lag nie miałam kompletnie sił. Marzyłam tylko o prysznicu oraz łóżku. Dotarliśmy do sypialni, gdzie od razu opadłam na czystą pościel.
- Potrzebuję snu i prysznica - wymamrotałam, wpatrując się w sufit.
- Rosie, przyszedł prezent dla ciebie - odparł Zayn, pokazując mi pudełko stojące na biurku.
 Były tak cudowne, że od razu się w nich zakochałamZaciekawiona podniosłam się, aby zobaczyć, co skrywa paczka. Na wieczku zauważyłam napis Giuseppe Zanotti, a to wprawiło mnie w jeszcze większe zakłopotanie. W środku znalazłam przepiękną parę czerwonych butów ze złotym zdobieniem. Były tak cudowne, że od razu się w nich zakochałam. Obok leżała też odręcznie napisana karteczka.
" Najdroższa Wasza Wysokość!
Składam najszczersze wyrazy współczucia z okazji straty, przesyłam wsparcie oraz miłość. Parę tych butów zaprojektowałem tylko i wyłącznie dla Ciebie, abyś odzyskała własne światło i szczęście. - Giuseppe Zanotti "
Buzia opadła mi ze zdziwienia. Szanowałam Zanottiego, jako projektanta i zawsze byłam pod wrażeniem jego pracy. Teraz dostałam prezent w postaci butów zaprojektowanych tylko dla mnie. Oglądałam prezent, gdy Malik rozpakowywał swój plecak.
- Kochanie, idę pod prysznic - usłyszałam, gdy wchodził do łazienki. 
Chwyciłam pudełko, aby udać się na dół do garderoby, gdzie dwie kobiety rozpakowywały moje walizki. Przywitałam się, dziękując za pomoc. Otworzyłam gablotkę, aby wstawić nową parę szpilek. Przy okazji wybrałam czyste ubrania na kolację. Zwykła, zwiewna, biała sukienka oraz sandałki dla wygody. Wróciłam na górę, aby udać się do łazienki. Zayn akurat wychodził spod prysznica. Uśmiechnęłam się na widok mojego narzeczonego w ręczniku owiniętym na biodrach. Zaczesał włosy do tyłu i podszedł, aby objąć mnie od tyłu, gdy stałam przy umywalkach.
- Kocham cię, Rose - powiedział, opierając podbródek na moim ramieniu.
- Ja ciebie też, Zayn - szepnęłam, łącząc nasze dłonie.
- Karima dała mi całą listę zadań na najbliższe dwa tygodnie i wychodzi na to, że spędzimy ze sobą bardzo mało czasu - oznajmił ze smutkiem w głosie.
- Wiedziałam, że tak będzie i to rozumiem. Jesteś królem, Zayn. Zarządzasz cały krajem, nie będę ci robić awantur - odrzekłam stanowczo, a on zacieśnił uścisk.
- Jesteś aniołem - mruknął, całując mnie w policzek. 
Następnie patrzyłam, jak zakłada bokserki i wychodzi do swojej garderoby. Ja natomiast rozebrałam się, aby wejść do wanny. Uwielbiałam to, że wyglądała, jak ogromne jacuzzi i właściwie to nawet miała taką funkcję. Ułożyłam się wygodnie, puszczając muzykę z telefonu. Rozkoszowałam się chwilą, którą zakłócały przychodzące wiadomości. Sięgnęłam po urządzenie, odczytując każdą z nich. Maya wysłała mi zdjęcie z Niallem na plaży na Zanzibarze. Mikhaila Doyle napisała do mnie, co było miłym zaskoczeniem, bo nie rozmawiałyśmy z dwa tygodnie. Opowiadała mi o przeprowadzce do swojej dziewczyny w Nowym Jorku. Cieszyłam się, że znalazła szczęście.
Wyszłam z wanny, wycierając się ręcznikiem. Nakremowałam ciało, ubierając się. Mokre włosy rozczesałam, a gdy wyschły spięłam w wysoką kitkę. Nałożyłam delikatną biżuterię, użyłam perfum i opuściłam pomieszczenie. Malik siedział przy swoim biurku ubrany w hinduski strój, przeglądał jakieś dokumenty. 
- Mam jutro trzy spotkania i milion papierów do przejrzenia, chyba skoczę z mostu - wymamrotał, wypuszczając powietrze ze świstem.
- Dasz radę, wierzę w ciebie - odparłam, masując jego barki.
Zaraz potem udaliśmy się razem na kolację z rodziną Zayna na taras. Było tak przyjemnie ciepło. Trzymając się za rękę dotarliśmy do stolika, zajmując miejsca. Babcia Zayna również nam towarzyszyła. Zaczęliśmy jeść, opowiadając o całym wyjeździe. Miło było wspominać Kubę, czy Barcelonę. Spędziliśmy tam wyjątkowe chwile. 
Leżałam w łóżku 2 godziny, nieudolnie próbując zasnąć. Jetlag dawał mi w kość, myślałam, że oszaleję. Zayn smacznie chrapał, lecz ja nie mogłam zmrużyć oka nawet na chwilę. Wierciłam się, zmieniałam pozycje. Około 1 w nocy postanowiłam przejść się po pałacu, bo nie mogłam już wytrzymać. 
Nałożyłam futrzane klapki oraz aksamitny, biały szlafrok i po cichutku opuściłam sypialnię. Nie miałam bliżej określonego celu, musiałam po prostu zaczerpnąć powietrza, odsapnąć. W pałacu było tak cicho, błogo. Jakby w nocy cały ten gmach najzwyczajniej znikał. Słychać było tylko świerszcze.Przechadzałam się korytarzami tego ogromnego budynku, aż postanowiłam zajrzeć na taras wypoczynkowy. Miałam zamiar usiąść na brzegu jacuzzi lub popatrzeć na panoramę miasta, skąd było widać ją najlepiej. Może zapierający dech w piersi widok sprawi, że lepiej zasnę.
Wchodząc na taras, od razu tego pożałowałam. W rogu, na kanapie siedziała Trishia z kieliszkiem wina. Rękę opierała o zagłówek, a na dłoni ułożyła podbródek. Wyglądała kompletnie inaczej, niż za dnia. Jej włosy nie były idealnie ułożone, a rozpuszczone i rozchwiane. Zamiast eleganckiej sukni miała na sobie długie spodnie z aksamitnego materiału oraz szlafrok związany w pasie. Ani grama makijażu na jej twarzy. 
Popijała wino, wpatrując się w miasto. 
Na moje nieszczęście zauważyła mnie od razu, a jej wzrok skierował się w moją stronę. Przełknęłam ślinę, już nie było odwrotu. Bałam się, że zacznie na mnie krzyczeć, wytykać błędy.
- Też nie możesz spać, prawda? - spytała, biorąc łyk trunku. - Męczę tę lampkę sama od godziny i próbuję zmusić się do snu.
Nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć. Przełknęłam gulę w gardle, wpatrując się w nią
- Oh, chodź, usiądź koło mnie. Nie ugryzę cię przecież - powiedziała, klepiąc miejsce obok siebie
Z obawą ruszyłam w stronę sofy i usiadłam tak wolno, jakby miała się rozlecieć pod moim ciężarem. 
- Wiesz, przypominasz mi mnie za czasów młodości - powiedziała, upijając kolejnego łyka, po czym wskazała na butelkę. - Chcesz?
- Nie, dziękuję - wyszeptałam ledwo słyszalnie. 
- Przypominasz mi mnie, bo oddałaś wszystko dla miłości - powróciła do tematu, a ja nie mogłam uwierzyć, że rozmawiam z mamą Zayna na takie tematy. - Gdy miałam 21 lat, poznałam Yasera. Cóż, mój tata był arystokratą, więc spotkaliśmy się na jednym z tych spotkań. Zawrócił mi głowie.
Kończąc ostatnie zdania, spojrzała na mnie tym rozmarzonym spojrzeniem. Wiedziała, że w głowie wracała do tych momentów.
- Jednak moja rodzina była odmiennej religii, więc nie mogłam nawet pomarzyć o randkowaniu z nim - mówiła dalej, wpatrując się w kieliszek. - Spotykaliśmy się po kryjomu, pisaliśmy do siebie listy, aż w końcu poprosił mnie, abym za niego wyszła.
- I musiała pani o tym powiedzieć rodzicom...
- Dokładnie, to było najcięższe zadanie w moim życiu. Nie mówiąc już o przejściu na islam, wyprowadzce do kompletnie obcego mi kraju. Przeszłam wiele, bo tata Zayna tak bardzo oczarował moje serce. Niestety, my nie byliśmy ze sobą tak szczęśliwi, jak ty i Zayn.
Spojrzałam na nią z niezrozumiałą miną, byłam pewna, że ich miłość należała do tych silnych i prawdziwych.
- Po miesiącu w pałacu to była udręka. Czułam się, jak niewolnica. Czasy były inne, nie miałam prawa głosu, bytu, nic. Yaser nie przedstawiał mnie ważnym ludziom, podczas bankietów nie mogłam wychodzić z pokoju. Zmarnowałam tak 7 lat. 
- 7 lat?
- Dokładnie tak. Cały ten czas byłam nieszczęśliwa - wyjaśniła, biorąc łyk napoju. - Tego ci zazdrościłam. 
- Szczęścia?
- Tak. Ta kumulacja nienawiści była spowodowana zazdrością. Ty i Zayn dużo przeszliście, ale bije od was prawdziwa miłość. Jesteście razem szczęśliwi, silni. Z początku myślałam, że przez brak królewskiej krwi nie będziesz pasowała do mojego syna, bo będziesz ściągać go w dół. Jednak, ty ciągniesz go w górę. Jest lepszym człowiekiem dzięki tobie - mówiła, patrząc mi prosto w oczy. 
Moje serce niemal wyleciało z piersi. Poczułam narastającą ochotę płaczu, nigdy nie usłyszałam takich słów z jej ust.
- Chcę cię przeprosić, Rosalie - zaczęła, łapiąc mnie za rękę. - Byłam okropna w stosunku do ciebie, bo żyjesz życiem, którym ja miałam żyć. Całe szczęście zrozumiałam, że nie ty jesteś temu winna. 
Posłałam jej szczery uśmiech, kładąc drugą dłoń na nasze splecione. 
- Jestem szczęśliwa, że jesteś z moim synem.
- On jest dla mnie wszystkim.
- Ty dla niego też. 
Spędziłyśmy razem kolejną godzinę, Trishia opowiadała mi historie ze swojej młodości, narodziny dzieci, czy przygody Zayna. Śmiałyśmy się, plotkowałyśmy. Pierwszy raz poczułam w niej bliską osobę, szczególnie gdy jako jedyna odważyła się porozmawiać o poronieniu. Okazała niesamowite wsparcie. Nie mogłam uwierzyć, jak dobrze się ułożyło. Wreszcie mój problem z mamą Zayna zniknął. 
Przez następne trzy dni Zayn nie opuszczał sali konferencyjnej. Ciągle przesiadywał też w swoim biurze, miał bardzo dużo na głowie, a ja wiedziałam, że nie mogę mu przeszkadzać. Swoje dni spędzałam na lekcjach hindi, etykiety oraz rysowaniu. Chodziłam też na plażę z Saafą i Wal, dziś jednak postanowiłyśmy udać się do miasta. 
 
Zaczęłam szykować się po obiedzie, wyprostowałam włosy i wykonałam makijaż. Następnie ubrałam się w obcisłą sukienkę z dekoltem. Dobrałam chokera oraz szpilki. Chwyciłam torebkę i udałam się na dół, gdzie czekały już dziewczyny. Było gorąco, wręcz parno. Postanowiłyśmy udać się do centrum, a wieczorem czekała nas impreza na statku. 
- Rosalie, rozmawialiście z Zaynem o ślubie? - spytała Waliyha, gdy samochód wyjechał z pałacu.
- Wstępnie, ale żadnych szczegółów nie ustalaliśmy - powiedziałam, lajkując zdjęcia na instagramie. 
- Tak się cieszę, że cię ma - dodała, a ja posłałam jej wzruszony uśmiech.
- A jak tam Andreas? - spytałam, chowając Iphone'a.
- Przylatuje w czerwcu na stałe. Zamierza zostać lekarzem w klinice - oznajmiła z radością w oczach.
- To wspaniale! - pisnęłam, przytulając ją.
Samochód zatrzymał się, a ochroniarze otworzyli nam drzwi. Wysiadłyśmy po kolei, po czym ruszyłyśmy przed siebie. Mimo okularów na nosach ludzie oglądali się za nami i rozpoznawali nas. Starałyśmy się to ignorować.
Zaszłyśmy do kawiarenki po lody, bo potrzebowałyśmy schłodzenia. Kupiłam czekoladowe i sorbet z mango, byłam z siebie dumna, ponieważ zamówiłam w hindi bez zająknięcia. Szłyśmy uliczkami pełnymi ludzi, sklepów, bazarków. Co jakiś czas podbiegali ludzie z prośbą o zdjęcie, na które się godziłyśmy. Jednak po jakimś czasie tłumy robiły się coraz większe, ludzie nie pozwalali nam przejść, wpychali telefony przed twarz. Całe szczęście ochrona szybko zareagowała i przeprowadziła nas do auta. 
- Nienawidzę tego - burknęła Saafa, zapinając pas.
- Jedźmy na Gateway - odparła rozdrażniona Wal, przewracając oczami.
Podczas drogi pisałam chwilę z Denise, ale również rozmawiałam z dziewczynami. Cieszyłam się na dzień z nimi.Dojechaliśmy do słynnego Gateway, miejsca odwiedzanego przez turystów najczęściej. Chciałyśmy chwilę zobaczyć, jak tam wygląda, bo dawno nie bywałyśmy w tych rejonach. 
Impreza na statku przebiegała wspaniale. Wyluzowałam się trochę, ale nie piłam dużo. Poszłam na nią z Waliyhą, bo Saafa była jeszcze za młoda. Poznałam wielu wykształconych, wpływowych ludzi. A przede wszystkim Miriam Fahlouni, malarkę i założycielkę najlepszej galerii sztuki w Indiach. Umówiłam się z nią na spotkanie, bo zarówno dla mnie, jak i dla niej był to zaszczyt. Poczułam się zawstydzona, gdy jedna z moich idolek czuła respekt i szczęście podczas naszej rozmowy. Wciąż przyzwyczajałam się do tego, że zostałam księżniczką Indii.
Następnego dnia obudziłam się sama w łóżku, czułam mały zawód, ale rozumiałam, że Zayn miał masę roboty. Poprosiłam o śniadanie do łóżka, bo nie miałam ochoty wstawać. Jadłam przepyszny omlet rozmawiając na FaceTime przez komputer z Annie. 
Kobieta bardzo stresowała się nadchodzącym porodem, wszystko było już w zasadzie gotowe, ale świadomość, że od tego dnia całe ich życie się zmieni wciąż ją przerażała.
- Mam ogromne wsparcie w Louisie, naprawdę. Ma dużo spraw w sądzie, ale przeznacza też czas na mnie i doceniam to. 
- Cieszę się, a jak Harry i Maggie?
- Maggie wpadła do mnie wczoraj, przywiozła kilka książek, które czytała na temat porodu. U nich wszystko po staremu, John daje im masę wrażeń.
- Tęsknię za wami.
- My za wami też, Rosie. Kiedy nas odwiedzicie?
- Oh, przez najbliższy czas nie ma szans. Zayn nagiął dużo zasad przez miesięczny wyjazd, a pracy ma jeszcze więcej.
- A co z urodzinami? Twoimi, Harry'ego?
- Nie damy rady.
- Kurde, szkoda. 
Po rozmowie postanowiłam ubrać się w luźną koszulkę na ramiączkach i materiałowe spodenki, wyszłam z sypialni, aby udać się do ogrodu. Miałam ze sobą mój rysownik oraz przybory. Zaczęłam pracę nad dziełem, wkładając słuchawki do uszu. Skupiłam się na każdym szczególe, poprosiłam obsługę, aby przynieśli mi picie oraz jakieś przekąski, więc mogłam spędzić tak cały dzień. 
- Cześć, Rose - usłyszałam głos Trish, która zmierzała w moim kierunku.
- Dzień dobry* - odparłam z uśmiechem, ściągając słuchawki.
- Niezły akcent - przyznała, siadając obok mnie.
- Dziękuję.
- Zayn wciąż na spotkaniach? 
- Niestety - westchnęłam, wzruszają ramionami.
- Posłuchaj, Rose. Jest coś, o czym muszę z tobą porozmawiać - odparła poważnym tonem, a ja zesztywniałam.
- Co się stało? - spytałam, robiąc wielkie oczy.
- Musisz mi obiecać, że nie powiesz nic Zayn'owi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz