Translate

środa, 5 sierpnia 2015

~.13.~

Obudziłam się z ogromnym bólem głowy i suszą w buzi. Jęknęłam przeciągle, przeciągając się. Na szafce zobaczyłam tabletki oraz herbatę. Połknęłam je, biorąc wielkiego łyka napoju. Wzięłam telefon do ręki i natychmiast wstałam z łóżka. Za godzinę mam umówionego fryzjera, a za 5 jest ślub Annie.
Wyjęłam z szafy bieliznę, czarne leginsy i dużą, czarną bluzkę z nadrukiem, zjeżdżającą na prawe ramię. Poszłam do łazienki, gdzie wyszorowałam zęby, zmyłam resztki makijażu i wzięłam odświeżający prysznic. Ubrałam się, psiknęłam perfumami. Pomalowałam rzęsy oraz nałożyłam korektor, zbiegłam na dół, gdzie zobaczyłam swoich rodziców.
- Cześć, kochanie - powiedziała mama, kładąc na stół talerz z jajecznicą. - Jedz.
- Hej, mam mało czasu, więc proszę zrób mi kawę, mamuś - rzekłam, siadając przy stole.
Szybko spałaszowałam śniadanie, wypiłam ciepły napój.
- Mogę pożyczyć auto? - zapytałam, ubierając swoje czarne vansy.
- Weź moje - odparł tata, siedzący w swoim gabinecie.
- Dziękuję - krzyknęłam, biorąc kluczyki.
Wsiadłam do Audi i ruszyłam w kierunku gabinetu swojej fryzjerki. Po 15 minutowej drodze, dotarłam na miejsce. Zostawiłam samochód na parkingu, po czym weszłam do środka.
Celine już na mnie czekała, więc od razu poszłyśmy umyć moje włosy.

Po dwóch godzinach moja fryzura i paznokcie, które robiła mi kosmetyczka pracująca w jednym salonie były skończona. Spięte, jak do warkocza ułożone w kok. Kilka kosmyków Celine puściła, aby wyglądało naturalnie. Zrobiła tak, jak chciałam. Byłam zadowolona.
Zapłaciłam jej i poszłam na parking.

Od razu pojechałam do domu, szybko wbiegłam na górę. Otworzyłam paletę do makijażu, miałam tylko godzinę, aby się przyszykować. Twarz pomalowałam podkładem, oczy złotym i brązowym cieniem. Zrobiłam kreski, a rzęsy potraktowałam tuszem. Ciało posmarowałam balsamem z drobinkami złotka. Do torebki wrzuciłam telefon, błyszczyk, gumy, dokumenty i inne potrzebne rzeczy. Następnie założyłam swoją piękną miętową sukienkę na jedno ramię. Ubrałam buty od Zayna, bransoletkę, pierścionek i kolczyki.
Spryskałam ciało perfumami, wzięłam prezent dla Annie i Louisa oraz coś niebieskiego. Zbiegłam na dół, mój tata w dresie szykował akurat obiad.
- Pięknie wyglądasz - powiedział, patrząc na mnie.
- Dziękuję, zaraz jadę - odparłam, pakując do buzi truskawkę.
- Zawieźć się? - zapytał, odkładając łyżkę.
- Jakbyś mógł - uśmiechnęłam się.
- Jasne, tylko czekaj - odrzekł, kierując się do góry.
Słyszałam, jak rozmawia z mamą. Po chwili oboje wrócili na dół, tata już ubrany w jeansy i tshirt.
- Tata cię zawiezie, a ja skończę obiad. Złóż życzenia młodej parze od nas i baw się dobrze - mówiła mama, ściskając mnie.
- Dobrze, pa mamo - rzuciłam, wychodząc.
Zajęliśmy z tatą miejsca w jego Audi, po czym ruszyliśmy w stronę domu Annie. Podczas drogi rozmawialiśmy o weselu, aż temat spadł na pracę ojca.
- Moja firma nawiązała kontakty z Polską, wybudujemy tam nowy zakład. A w Indiach zatrudniliśmy wielu pracowników, wcześniej było to najsłabsze ogniwo. Teraz wzrasta - opowiadał przejęty.
Po około 10 minutach dojechaliśmy na miejsce, pożegnałam się z tatą i ruszyłam do wejścia. Zapukała, a drzwi otworzyła mi Maya w pięknej kwiecistej sukience oraz beżowych szpilkach. Włosy miała spięte w wysoką kitkę, a na jej palcu zauważyłam pierścionek.
- Rose, cześć. Wchodź, na razie malują Annie - powiedziała, odsuwając się, by zrobić mi miejsce.
Przywitałam ją buziakiem, po czym obie udałyśmy się do salonu, gdzie były już druhny, rodzice i siostra Annie.
- Cześć - rzekłam, witając się ze wszystkimi.
Zobaczyłam Maggie ubraną w czarno - białą suknię i niebieskie buty. Annie siedziała na krześle, a kosmetyczka robiła jej makijaż.
Fryzura przyjaciółki była już gotowa, tak samo jak paznokcie. Byłam z niej taka dumna. Jako pierwsza z nas 4 bierze ślub. Dziś był jej dzień. Za dwie godziny będzie już mężatką. Pamiętam, gdy jako 10 latki mówiłyśmy, jaki będzie nasz wymarzony ślub. Oglądałyśmy razem magazyny mojej mamy i wybierałyśmy kiecki, buty. Teraz Annie stanie w białej sukience na kobiercu i powie "tak" do jej wyśnionego mężczyzny.
Annie wstała z krzesła z gotowym makijażem, przytuliła mnie i udała się do łazienki.
- Nie wierzę, że moja mała córeczka wychodzi za mąż - wyszeptał ojciec mojej przyjaciółki.
- To ten dzień panie Richard, mała Annie już nie jest mała - zaśmiała się Maya.
- Czyja teraz kolej, dziewczyny? - zapytała roześmiana mama Annie.
- Tak właściwie to moja - wyszeptała speszona Mitchel, pokazując pierścionek.
- O matko! - rzuciłyśmy się na nią.
- Kiedy? - rzekła Maggie, oglądając pierścień.
- 5 sierpnia, byliśmy na kolacji i Niall oświadczył mi się, a ja się zgodziłam - poinformowała z dumą.
- Gratuluję - przytuliłam ją.
W końcu się przyznała, była taka szczęśliwa. Ciekawe, kiedy ona weźmie ślub.
Chwilę później przyszła Annie w pięknej sukni ślubnej, Byłam w szoku, wyglądała tak pięknie.
- I jak? - wymamrotała, okręcając się.
- Jesteś śliczna - powiedziała siostra mojej przyjaciółki.
- Masz białą podwiązkę? - spytała Maggie, a dziewczyna przytaknęła.
- Coś starego - podeszła do niej mama, po czym włożyła na jej palec pierścionek babci.
- Coś niebieskiego - odparłam, wpinając w jej włosy malutką spinkę z diamencikiem tego koloru.
- Coś pożyczonego - siostra przyjaciółki założyła bransoletkę.
- I coś nowego - szepnął ojciec, zakładając na szyję córki piękny naszyjnik.
- Dziękuję.
Gdy wszyscy byli gotowi, udaliśmy się do wyjścia. Czekały nas dwa samochody, w pierwszym jechałam ja, Annie, Maya i Maggie. W drugim rodzice, siostra oraz babcia panny młodej.
- Nie wierzę, że to już dziś. Tak cholernie się stresuję - bełkotała przyjaciółka cała się trzęsąc.
- Kochana, to twój dzień. Wychodzisz za Louisa, miłość twojego życia - próbowałam ją uspokoić.
- To najlepszy dzień mojego życia - powiedziała, a na jej twarzy ukazał się uśmiech.
Zatrzymaliśmy się przed kościołem, gdzie schodzili się ostatni goście. Zauważyłam wśród nich Brooke. Drzwi były otwarte, zobaczyłam środek kościoła, gdzie czekał już Louis. Niestety, dwaj mężczyźni zamknęli wrota. A nam otworzono drzwi, pierwsza wyszła Annie. Ja zaraz za nią, sprawdziłam czy na pewno wszystko jest na swoim miejscu. Odebrałam malutki bukiecik róż, a duży podałam przyjaciółce. Jej tata poprawił welon, po złapał córkę za rękę.
- Kochanie, za nim tam wejdziemy chcę, abyś wiedziała, że jestem z ciebie dumny. Wychodzisz za cudownego faceta i cieszę się, że to jemu mogę oddać twoją rękę. Bardzo cię kocham - wyszeptał, ocierając łzę, a Annie przytuliła go.
Chwilę później zrobiłam to samo, mówiąc po prostu, że jestem z niej dumna. Chwilę później ustawiłyśmy się, byłam ostatnią druhną. Pierwszą została Allie. Usłyszałam dzwony kościelne, a my weszłyśmy do kościoła. Przy wejściu, w ostatnich rzędach zobaczyłam Brooke oraz kilka innych znanych osób. Gdy byłam w połowie zobaczyłam Zayna...Zamarłam, a mój świat zwariował. Wyglądał tak cudownie. Miał na sobie czarne spodnie, białą koszulę i jak zwykle 3 pierwsze guziki były odpięte odsłaniając jego ozdobiony tatuażami tors. Miał też czarną marynarkę, a przy kieszonce na piersi zaczepiono złotą zawieszkę. Czy to miało być  "dopasowanie się do mnie"?
Włosy miał zaczesane do tyłu, wyglądał cholernie seksownie. Moje serce biło, jak szalone. Zrobiło mi się gorąco, ale nie mogłam po sobie tego pokazać. Jednak on musiał mnie dobić i przygryzł wargę zauważając mnie.
Musiałam się pilnować, nie mogłam dać po sobie poznać, że coś między nami zaszło. To dzień Annie oraz Louisa, nie chcę zwracać na siebie uwagi wszystkich.
Skręciłam w lewo i stanęłam za Maggie. Tata Annie poprawił welon, po czym oddał córkę w ręce Tomlinsona. Ceremonia zaczęła się, a ja o mało się nie popłakałam. Moja mała Annie wychodziła za mąż!

Po 1,5h Tomlinsonowie powiedzieli sobie sakramentalne "tak", założyli obrączki i stali się prawdziwym małżeństwem. Ich ślub zakończył się, do muzyki wyszli z kościoła. Następnie czas nadszedł na drużby i druhny. Mieliśmy złączyć się na środku, po czym opuścić razem. Denerwowałam się, jak cholera. Aż w końcu spotkaliśmy się z Zaynem, złapałam go pod rękę mając kamienną twarz. W środku gotowało się we mnie.
- Wyglądasz tak pięknie, że mam ochotę zerżnąć cię nawet tutaj - wychrypiał do mojego ucha, przez co natychmiast zrobiłam wielkie oczy.
- Zayn, jesteśmy w kościele - szepnęłam słabo, rozpływałam się przez niego.
Wyszliśmy na dwór, gdzie bez słowa odeszłam od niego i wsiadłam do auta z Maggie, Mayą oraz siostrą Annie.
- Rose? Wszystko dobrze? - usłyszałam głos zatroskanej Maggie.
- Tak - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Czy on...on coś do ciebie mówił? - spytała nieśmiało Maya.
- Nie - skłamałam przełykając ślinę.
- Macie kosze na prezenty? - zmieniła temat Allie.
- Tak, są w bagażniku - oznajmiłam beznamiętnie, patrząc w okno.
- Pierwsza z naszej grupki wyszła za mąż! - pisnęła Maya, klaszcząc dłońmi.
- A ty następna - dodała wesoła Maggie.
Zatrzymaliśmy się przed salą weselną, na szczęście zdążyliśmy przed gośćmi. Szybko wzięłyśmy kosze na prezenty i stanęłyśmy przed wejściem. Młoda para odbierała gratulacje, zauważyłam, że Niall pokazywał wszystkim ich stoliki. Ja stałam z Maggie po stronie Annie, byłam rozkojarzona, nieobecna. Chowałam tylko upominki, nie odzywałam się.
Moje myśli krążyły jedynie wśród Zayna.
- Rose, ocknij się - szturchnęła mnie przyjaciółka.
- Przepraszam - wymamrotałam, łykając głośno ślinę.
- Co się dzieje? - spytała cicho, odbierając kolejny prezent.
- Nic, źle się czuję - burknęłam, mój oddech był ciężki.
- To przez Zayna? Kochanie, spokojnie. Poradzimy sobie, wiem że to trudne widzieć go po tylu latach - pocieszała mnie, ale żeby tylko wiedziała...
Gdy wszyscy weszli, spakowałyśmy kosze do samochodów, a same udałyśmy się do środka. Sala była piękna, stoliki okrągłe. Krzesła ozdobione białą płachtą i brązową kokardą. Zastawa srebrna, pyszne potrawy. I wielki parkiet z malutką sceną, na której rozstawiał się zespół. Ja odnalazłam swoje miejsce przy stole młodej pary, siedział tam też Zayn. Przeklęłam pod nosem, po czym zajęłam miejsce obok niego. Na moje nieszczęście było to jedyne wolne.
- Zaraz zacznie grać zespół, wszyscy zjedzą i zaczną się tańce to przyjedzie DJ - oznajmiła Annie, która i tak była wpatrzona w Louisa.
Nagle do moich uszu dobiegła spokojna, wolna muzyka. Zespół przedstawiał się, ale ja nie słuchałam. Patrzyłam na Nialla, który próbował mi przekazać, że nic nie może zrobić, lecz wierzy we mnie.
Jak mogłam siedzieć tuż obok Zayna i udawać, że mnie to nie rusza? Niestety, musiałam grać. Powiem przyjaciółkom, ale nie dzisiaj.

Zabrałam się za jedzenie zupy, krem brokułowy z grzankami był wyborny. Moi towarzysze zaczęli rozmowy, ja byłam skupiona na sobie.
- Zayn, jak to się stało, że przyleciałeś? - usłyszałam pytanie Maggie.
- Zapłaciłem kupę kasy, żeby wszystko odbyło się po cichu - zaśmiał się, grzebiąc w talerzu.
- Opowiadaj, jak tam w Indiach - nalegał Harry, a ja miałam ochotę go uderzyć.
- Dobrze, ale mam dużo obowiązków - odpowiedział z lekkością.
- Podobno były jakieś potężne burze - wtrąciła Maya.
- Tak, było naprawdę mokro - wymamrotał, chichocząc pod nosem.
Położył rękę na moim udzie, a ja już wiedziałam, o co mu chodziło. Zacisnęłam zęby, zsuwając jego dłoń pod stołem. Byłam zła, mówiłam mu, iż nie chcę, aby ktoś się dziś dowiedział.
Nałożyłam sobie drugie danie, zaczęłam je konsumować. Uwielbiam kurczaka.
- A gdzie w podróż poślubną? - zapytał Niall, a ja spojrzałam na Annie.
- To niespodzianka - odpowiedział Louis, a przyjaciółka posłała nam uśmiech.
- Rose, a ty jakie masz plany na resztę wakacji? - powiedziała pani Tomlinson.
- Nie mam ich - mruknęłam, pakując w siebie kolejny kawałek kurczaka.
Z nerwów zajadałam się, jakbym nic nie jadła z rok. Nie chciałam się odzywać, więc pakowałam jedzenie do buzi.
- Co ty tyle jesz? Może w ciąży jesteś? - dopytywała Maya, a ja przeklinałam ją w duchu.
Zauważyłam, że Malik się spiął. Nagle stał się niesamowicie poważny, ścisnął mocniej widelec.
- Nie jestem - warknęłam, połykając.
- Spokojnie - broniła się Maya, a ja zrozumiałam, że zachowuję się, jak idiotka.
Chciałam się rozluźnić, ale nie umiałam. Tak bardzo pragnęłam dotyku bruneta, pragnęłam jego ciepłych warg.
Po godzinie zauważyłam, że większość gości już zjadła, a zespół zbierał swoje instrumenty. Byłam tak zdenerwowana, bolał mnie brzuch i chciało mi się wymiotować.
Annie odeszła od stołu, po czym stanęła na środku parkietu z mikrofonem. Ogłosiła, że zaczną się pierwsze tańce, ale wciąż jest szwedzki bufet. Pary zaczęły tańczyć, ja zostałam przy stole. Piłam wodę. Na początku było trochę nudno, ale potem Maya z Niallem wybrali się na parkiet. Aż nagle muzyka ucichła, a chwilę później zmieniono ją na Ed'a Sheerana "Thinking Out Loud", obył się pierwszy taniec młodej pary. Stałam oparta o ścianę, wszyscy zebrali się i oglądali Annie z Louisem.
Poczułam czyjeś dłonie na mojej talii. Przez perfumy wyczułam, że to Zayn.
- Prosiłam się - wymamrotałam, wyrywając się.
- Nie mogę się oprzeć, skarbie - szepnął mi do ucha.
- Zayn, ja też, ale dziś jest ich wieczór. Nie psujmy im tego - rzekłam, odwracając się do niego.
- Dlaczego tak bardzo chcesz udawać? Przecież nic się nie zmieni, jeśli się dowiedzą - nalegał Malik.
- Bo będą pytać, zajmą się mną, a nie Annie - tłumaczyłam zdenerwowana.
- Rose, mogę udawać przez chwilę, ale i tak wciąż nie wiem, czy jesteś do końca moja - szepnął, zakładając niesforny kosmyk włosów za moje ucho. Patrzył na mnie tak niewinnie.
- Jestem tylko twoja - poinformowałam niemal niesłyszalnie, unosząc lekko kąciki ust.
I nagle poczułam dziwne zawroty głowy, szybko pobiegłam do toalety. Ochlapałam trochę twarz zimną wodą, schłodziłam ręce i dekolt. Coś dziwnego się ze mną dzieje.
Oparłam się o blat, po czym wyjęłam telefon. Napisałam mamie, że wszystko dobrze i wysłałam zdjęcie Annie oraz Louisa, gdy tańczyli pierwszy taniec. Zaczęłam głęboko oddychać, aż w końcu poczułam się lepiej. Wyszłam z łazienki, przed wejściem stał zmartwiony Zayn.
- Wszystko dobrze? - zapytał, łapiąc mnie za rękę.
- Tak, już lepiej - wymamrotałam, idąc dalej, ale zatrzymał mnie.
- Rose, czy ty możesz być w ciąży? - rzekł niepewnie, patrząc mi w oczy.
- Co was wszystkich z tym dzieckiem? - oburzyłam się, odchodząc od niego. - Nie jestem w ciąży.
Udałam się do części z bufetem, gdzie wypiłam szklankę wody i usiadłam na krześle. Dosiadła się do mnie Maya, a zaraz po niej Niall.
- Jestem zmęczona - wybełkotała, biorąc łyk szampana.
Reszta została na parkiecie, leciały szybkie piosenki. Nagle podeszła do mnie Allie.
- Rose, zatańczysz ze mną? - poprosiła, a ja zgodziłam się.
Stanęłyśmy na parkiecie, akurat leciała piosenka Rihanny. Zaczęłyśmy ruszać się do rytmu, poskakałam trochę. Zauważyłam, że Zayn kręci się obok DJ'a. Postanowiłam nie zwracać na niego uwagi, bawiłam się dobrze. Przy następnej piosence tańczyłam z Maggie.

Minęła godzina, a ja siedziałam przy stole. Wypiłam jeden kieliszek szampana. Moi przyjaciele bawili się na parkiecie, więc postanowiłam się przejść. Udałam się w stronę wyjścia, ale zostałam zatrzymana. Zayn złapał mnie za nadgarstek.
- Chcę iść się przewietrzyć - mruknęłam, odwracając się do niego.
- A ja chcę zobaczyć, czy wciąż pamiętasz te ruchy - uśmiechnął się zawadiacko, ciągnąc mnie na parkiet.
Właśnie zaczynała się piosenka, która doskonale pamiętałam. To ta sama, do której tańczyliśmy na 20 urodzinach Annie. To o nią poprosił DJ'a?
Ciągnął mnie, ale ja próbowałam się zatrzymać.
- Zayn, nie - błagałam, próbując go unieruchomić, ale na próżno.
Muzyka rozkręciła się, a Zayn poruszał się w okół mnie. Odpuściłam i oddałam się mu. Mając gdzieś wzrok wszystkich.

Bez 1:43-1:46 i trwa do 2:40

Patrzyliśmy na siebie, ciężko oddychając. Zayn opuścił moją nogę, a ja lustrowałam jego oczy. To właśnie mężczyzna mojego życia, mężczyzna, którego kocham. Czułam jego dotyk na swoim ciele, a podniecenie budowało się w naszych ciałach. Moje oczy skierowane były tylko na niego, a jego na mnie. Byliśmy jednością, która całe życie próbuje zrozumieć, że musi nią być. To przecież oczywiste, że Zayn jest moją przyszłością.
Ocknęłam się, widząc wzrok wszystkich skupiony tylko na nas. Cholera jasna, całkowicie zapomniałam.
Szybko oderwałam się od Zayna i uciekłam do toalety. Zrobiłam dokładnie to, czego miałam nie robić. Przeklinałam siebie, opierając dłonie o blat. Spuściłam głowę i nie wiedziałam, co robić. Aż do łazienki wpadły moje przyjaciółki, a ja czułam, że czas na poważną rozmowę.
- Rose, co to było? - zapytała Annie, spojrzałam na nią.
- Ja...
- Rose, czy wydarzyło się coś w Indiach, o czym nam nie powiedziałaś? - dopytywała Maggie, patrząc na mnie.
- Rose, możesz nam powiedzieć - szepnęła Maya, łapiąc mnie za rękę.
- Spałam z nim, okey? - burknęłam, podchodząc nerwowo do lustra.
Zapanowała chwilowa cisza, a myślałam, że spalę się ze wstydu.
- Dlaczego nam nie powiedziałaś? - odrzekła Annie, kładąc dłoń na moim ramieniu.
- Bo nikt miał się o tym nie dowiedzieć, zdradziłam Luke'a, z którym zerwałam wczoraj - oznajmiłam trochę śmielej.
- Kochana...
- Rozstaliśmy się w zgodzie, on zdradził mnie z Molly i wyjeżdża w trasę - dodałam, przerywając Maggie.
- Wciąż nie rozumiem, czemu dziś udawałaś to wszystko - wtrąciła Annie.
- To jest twój dzień, nie chciałam zbędnych pytań i uwagi tylko na nas - wyjaśniłam zgodnie z prawdą.
- Rosie, widzę, że go kochasz. Nie musisz się powstrzymywać, teraz już wiemy. Idź do niego i baw się bez oporów - uśmiechnęła się Annie, przytulając mnie.
- Naprawdę, każdy wie, że się kochacie i nie będą pytać - powiedziała Maya.
- To my kombinujemy, jak tu zrobić, żebyś się nie dowiedziała, że Louis był 2 tygodnie u Zayna, a ty z nim sypiałaś? - odparła Annie z udawaną pretensją.
- Że co? - zdziwiłam się.
- Louis był u Zayna kilka razy na 2 tygodnie w wakacje, oni cały czas mieli kontakt - poinformowała.
- W każdym razie, teraz nie musisz się niczym przejmować i ciesz się miłością - zmieniła temat Maggie.
- Dziękuję - wyszeptałam rozchmurzona, po czym udałyśmy się na salę.
Zauważyłam Zayna rozmawiającego w kącie z Louisem. Pewnie już mu powiedział, o tym co zaszło. Postanowiłam podejść do niego, Tomlinson się odsunął, a ja złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Znów poczułam te wspaniałe "motylki" w brzuchu. Dłonie zaskoczonego Zayna wylądowały po chwili na mojej talii. Zaczął wojnę naszych języków, ścisnął moje biodra. Odsunęłam się od niego, kładąc ręce na buzi chłopaka.
- Teraz zero ukrywania, jesteśmy my i tylko my - wyszeptałam, patrząc w jego piękne oczy.
- Rose, kocham cię - powiedział, a ja próbowałam zahamować łzy.
- Ja ciebie też - ponownie złączyłam nasze usta w delikatnym, tym razem, pocałunku.
Po sali rozeszły się dźwięki spokojnej muzyki, a Zayn poprosił mnie do tańca. Stanęliśmy na parkiecie, on ułożył dłonie na mojej talii. Ja objęłam go za szyję.
- Co teraz z nami? - zapytał, przystępując z jednej nogi na drugą.
- Nie mam pojęcia - zaśmiałam się lekko.
- Przeprowadzisz się do mnie? - rzekł poważnie, a ja miałam wątpliwości.
O tym nie myślałam jeszcze. Mam tu tyle rzeczy, nie mogę tego zostawić.
- Nie wiem...
- Rose, wszystko się zmieniło, odkąd jestem królem. Możesz normalnie żyć, jedynie musisz nauczyć się Hindi - mówił z nadzieją w oczach.
- Zayn, tu jest całe moje życie - wymamrotałam, patrząc na swoje buty.
- A więc ja nim nie jestem? - złapał mnie za słowo, a ja przeklinałam się w duszy.
- Jesteś, ale chodzi mi o rodzinę, pracę, przyjaciół - tłumaczyłam lekko zrezygnowana.
- Jaką pracę?
- Zaczynam od września staż w galerii sztuki - poinformowałam, przygryzając wargę.
- Co mówiłem o wardze? - warknął mi do ucha, ściskając mój pośladek.
- Zachowaj to na potem - mruknęłam, zabierając jego ręce z mojego tyłka.
- Sugerujesz coś? - zapytał seksownym tonem, przysuwając mnie bliżej siebie.
- Możliwe - spojrzałam na niego czarującym wzrokiem.
- Nie wytrzymam - wymruczał, po czym pociągnął mnie za rękę.
- Zayn, nie - próbowałam go zatrzymać. - To jest wesele.
- Wiem, szybko wrócimy - powiedział, wchodząc do męskiej toalety.
Zablokował drzwi, po czym zamknął klapę i usiadł na niej. Rozpiął spodnie, zaczęliśmy się całować. Pociągnął mnie, a ja wylądowałam na jego kolanach. Malik składał namiętne pocałunki na mojej szyi, obojczykach oraz kościach policzkowych. Po chwili poczułam, jak podciąga moją sukienkę. Ścisnął mocno moje pośladki, ja zaczęłam zsuwać z siebie majtki. Ocierałam się o jego nogi, byłam cholernie podniecona. Aż w końcu poczułam, że Zayn dotyka swoim penisem mojego wejścia. Zacisnęłam dłonie na ramiona chłopaka, który wszedł we mnie mocno. Jęknęłam z przyjemności. Poruszał się wolno, delikatnie. Ręce trzymał na moim tyłku, ja na jego ramionach zaciskałam palce. Usta Zayna jeździły po obojczyku, a swoje ruchy przyśpieszał. Czułam fale gorąca w podbrzuszu, byłam w niebie. Odchylałam głowę do tyłu, dochodząc z krzykiem. Zayn szczytował chwilę po mnie. Byłam zgrzana, rozpalona. Dyszałam, wtulając się w Malika.
- Teraz liczmy się tylko ty i ja - wyszeptałam, kładąc dłonie na jego policzkach.
- Bez ukrywania oraz sekretów? - dopytał, patrząc w moje oczy.
- Bez - mruknęłam, złączając nasze usta w magicznym pocałunku.
I chociaż siedzieliśmy na zamkniętym sedesie w toalecie na ślubie mojej przyjaciółki, byliśmy rozpaleni tuż po seksie to ten moment był wspaniały. Bo byliśmy tu tylko ja i on, tylko dla siebie. W końcu wolni, oddani sobie.
______________________________________________________________________
Przepraszam ;c Nawaliłam i wiem o tym. Miałam dodać ten rozdział przed wyjazdem na obóz, ale nie zdążyłam. Na szczęście jest teraz, więc mam nadzieję, że choć trochę mi wybaczacie. O to i 13, która chyba nie jest pechowa ;)
Mamy powrót słynnego tańca! Kto go wciąż pamiętał?
Proszę komentujcie, bo to mega motywacja ♥
Zapraszam na moje ff "What If I'm Gone?"



4 komentarze:

  1. Genialny <3
    Zayn i Rose się ujawnili :)
    Uwielbiam ten ich taniec <3
    Ciekawe czy Rose się przeprowadzi do Indii.
    Czekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały! Czekam na next! <3 x

    OdpowiedzUsuń
  3. Megga <3
    Czekam na następny z niecierpliwością. <3 *_*

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha Rose jest w ciąży nie ma innej opcji :D
    Z jednej strony chcę żeby się przeprowadziła a z drugiej mi jej tak bardzo żal ... :(

    OdpowiedzUsuń