Translate

sobota, 15 sierpnia 2015

~.14.~

- Nie wierzę, że w końcu mam cię przy sobie - wyszeptał Malik, gdy bujaliśmy się na parkiecie.
Tańczyliśmy już 3 piosenkę razem, ty razem wolną. Wszyscy już wiedzieli, że jesteśmy razem. I nie obchodziło mnie to, ważne, że my byliśmy szczęśliwi.
- Zayn, co teraz będzie? - odparłam, kładąc głowę na jego ramieniu.
- W sensie? - zapytał, przełykając ślinę.
- No z nami, jak sobie to wyobrażasz? - wyjaśniłam lekko zdenerwowana.
- Chciałbym, żebyś do mnie wróciła, do Indii - oznajmił, a ja poczułam gulę w gardle.
- Wiesz, że to ciężkie. Mam tu cały świat, miałam zacząć staż w galerii sztuki - mówiłam, przygryzając wargę.
- Rose, wiesz przecież, że nie musisz pracować będąc ze mną - przypomniał, a ja odsunęłam się lekko, by móc patrzeć na niego.
- Ale to już nie chodzi o to, ja po prostu chcę się czymś zajmować, a nie siedzieć i pachnieć. Tyle lat nauki na marne? Nie, chcę się rozwijać w malowaniu - odrzekłam, lustrując jego reakcję.
Był lekko zawiedziony, ale taka po prostu jest prawda. Nie mam zamiaru nic w życiu nie osiągnąć.
- W Indiach też możesz spełniać te pasje, marzenia - przekonywał zaciekle.
- A rodzina i przyjaciele?
- 5 lat temu wyjechałaś bez nich - przypomniał, a ja miałam ochotę go uderzyć.
- Tak, ale wtedy myślałam tylko o tym, by być z tobą. Teraz muszę myśleć o mojej przyszłości - odpowiedziałam zdenerwowana.
Całe szczęście, piosenka się skończyła, a ja bez słowa odeszłam do niego i zajęłam miejsce przy stoliku. Niall był już pijany, prawie spał na May'i, która była tylko trochę bardziej trzeźwa od niego.
- Może przeniesiemy ich już do pokoju? - zaproponował Harry, widząc jak jego przyjaciel opada na swoją narzeczoną.
- Dobrze, tylko musimy wszystko uzgodnić w recepcji, bo mamy wynajęte 6 pokoi - poinformowała Annie.
- Ja pójdę z nimi, ty zostań - uprzedził ją Louis, który razem z Zaynem i Harrym pomagali Niallowi i May'i iść.
Zostałam z Maggie i Annie, które zajadały się krewetkami. Ja natomiast wzięłam łyk szampana.
- Wy też zostajecie w pokojach? - zapytała Annie, patrząc na nas.
- My tak, jeśli można. John zostaje do rana, więc chcemy pobyć ze sobą jeszcze trochę sami - uśmiechnęła się zadziornie Maggie.
- Jasne, chcecie zmajstrować rodzeństwo dla Johnathana - zaśmiała się Annie, pijąc wino.
- Nie, jeszcze nie teraz - wymamrotała przyjaciółka, a jej twarz posmutniała.
- Harry nie chce? - zapytałam, krojąc ciasto.
- Oboje nie chcemy, nie mamy pieniędzy i czasu. Harrego dopiero awansowali na pracownika w biurowcu, ja na razie nie pracuję. Mieszkamy w malutkim mieszkanku, a nie dam Johna do żłobka. Drugie dziecko ściągnęłoby nas na dół - mówiła dziwnym tonem, jedząc.
- Margaret, nawet nie wiesz, jak ja chciałabym mieć dziecko. Teraz jesteśmy już po ślubie z Louisem, dostaniemy dom. Został tylko szkrab - powiedziała rozmarzona Annie.
- A Rose? - usłyszałam nagle z ust przyjaciółki.
- Co ja?
- Jakie masz plany? - dopytała Annie.
- Nie wiem, nie mam bladego pojęcia, co robić. Chcę być z Zaynem, ale to wiążę się z wyjazdem do Indii - wyszeptałam zasmucona, grzebiąc widelcem w talerzu.
- Jak zamierzasz to rozegrać? Wyjedziesz? - odrzekła niepewnie Margaret.
- Nie mam pojęcia, muszę zacząć o tym myśleć, ale się boję - wyszeptałam, biorąc duży łyk wina.
Chłopcy wrócili, Harry zakomunikował Maggie, że mają pokój i jeśli ona chce to mogą już iść.
- Jeszcze chwilę posiedzimy - odpowiedziała, wtulając się w swojego faceta.
- Annie musimy iść żegnać gości, bo trochę już wychodzi - oznajmił Louis, pomagając żonie wstać.
- Niall już spał, gdy wychodziliśmy - mruknął Zayn, nalewając sobie trunku do kieliszka.
- Maggie, zatańczysz? - spytał Harry, wyciągając dłoń do dziewczyny.
- Jasne - uśmiechnęła się do mnie, wstając.
Zostałam sama z Zaynem, który położył rękę na moim udzie. Spojrzałam na niego, jedząc kawałek ciasta.
- Rose, chcę, żebyś wiedziała, że nie oczekuję od ciebie natychmiastowej decyzji. Zrobisz, jak będziesz chciała - odparł ze spokojem, patrząc mi w oczy.
- Boję się, Zayn. Po prostu boję się wrócisz do tego świata - szepnęłam, przygryzając wargę.
Patrzyłam na moje kolana, które nagle stały się niesamowicie interesujące.
- Chodźmy już na górę, skarbie. Nie myśl dziś o tym, rozluźnimy cię - mówił, wstając i podając mi rękę.
Szliśmy razem, Zayn kurczowo złączył nasze dłonie. Po drodze minęliśmy Annie i Louisa, pożegnaliśmy się z nimi, bo dziś w nocy lecą do Hiszpanii. Weszliśmy po schodach na drugie piętro, Malik odnalazł nasz pokój. I gdy tylko zamknął drzwi, dopadł się do mnie.
Całował dziko, z pożądaniem. Jego dłonie złapały mnie w talii. Jedna sunęła w dół po moich udzie, aż w końcu złapała za nie i unosiła. Wskoczyłam na Mulata, oplatając go nogami. Ten trzymał mnie za pupę, gdy nasze języki toczyły wojnę. Opadliśmy na łóżko, a ja zaczęłam ściągać marynarkę chłopaka. Rzuciłam ją na krzesło, które stało przy biurku. Zayn całował moją szyję, jednocześnie rozpinając moją sukienkę. Wplotłam dłonie w jego włosy, lekko je pociągając. Zayn natomiast zsunął ramiączka, a ja pomogłam mu w tym. Chwilę później zostałam w samej bieliźnie, więc szybko odpięłam guziki jego koszuli. Przyglądając się wyrzeźbionej klacie Zayna, nie zauważyłam, jak ten zaczął masować moje piersi. Na chwil przerwał, aby zdjąć buty i skarpety, a ja w tym czasie ściągnęłam bransoletkę oraz pierścionek.
Malik wrócił do obcałowywania mnie, ja natomiast zajęłam się rozpinaniem jego spodni. Momentalnie poczułam, jak łączy nasze dłonie. Uniosłam ręce do góry, opierając je o ramę łóżka. W końcu byliśmy w samej bieliźnie, a Mulat składał pocałunki na moim biuście.
- Takie piękne - wymruczał, bawiąc się zapięciem od stanika.
Po chwili zdjął go ze mnie, a dłońmi ściskał moje piersi. Cofnął się, po czym złapał zębami za moje majtki i zsunął je, rzucając na podłogę. Jeździł językiem po mojej przyjaciółce, a ja zadrżałam. Byłam cholernie podniecona. A gdy dotknął mojego wejścia, wygięłam się w łuk. Przyjemność opanowała moje ciało, gdy poczułam go w sobie. Drażnił mój punkcik, a ja drapałam paznokciami jego plecy. Zamykałam oczy, byłam w niebie. Malik pomagał sobie palcem, delikatnie pieścił nim moje wargi sromowe.
- Dojdź dla mnie, kochanie - wymruczał, gdy krzyknęłam jego imię szczytując.
Momentalnie czułam się idealnie, Zayn wyjął palec, po czym go oblizał. Położył się obok mnie, objął ręką moją talię. A głowę oparł o moje piersi.
- Nawet nie wiesz, jak perfekcyjna w tym jesteś - wybełkotał, składając pocałunek na moim brzuchu.
- Zayn, sprawiasz, że oszaleję - wyspałam, podnosząc się.
Wzięłam głęboki oddech, aby następnie usiąść okrakiem na brzuchu Mulata. On ściskał moje pośladki, ja całowałam jego szyję. W pewnym momencie zassałam skórę, tworząc tak zwaną "malinkę". Zayn syknął cicho, złapał mnie za biodra i przesunął niżej. Jego nabrzmiała męskość znalazła się we mnie, jęknęłam przeciągle. Poruszałam się na nim coraz szybciej, pomagał mi w tym. Namiętność unosiła się w powietrzu, było cholernie seksownie. Zaczęłam okręcać się, aż poczułam dziwny ból w podbrzuszu. Skrzywiłam się, wbijając paznokcie w ramiona mężczyzny.
Doszłam krzycząc głośno, on chwilę po mnie wlewając swoje nasienie, które rozlało się w moim ciele. Byłam zmęczona, ale spełniona. Opadłam na Zayna, wtulając się w jego ciepły tors. Nie byłam w stanie się wtedy umyć, prawie zasypiałam.
- Kochanie, pewnie już śpisz, ale ja nie mogę przestać o tym myśleć. Jestem taki szczęśliwy, że mam cię obok. Przez te lata codziennie o tobie myślałem, nie mogłem się pogodzić, z twoim wyjazdem. Teraz znów jesteśmy razem, a ja jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi - szeptał mi do ucha.
Miałam ochotę powiedzieć mu, jak bardzo go kocham, ale myślał, że śpię, a ja i tak ledwo, co kontaktowałam. A szkoda, bo jest dla mnie wszystkim i powinien to wiedzieć.

Otworzyłam oczy, gdy poczułam, że miejsce obok mnie jest puste. Był ranek, a Zayn zniknął. Przeciągnęłam się, po czym rozejrzałam. Jego ubrań też nie było, a ja leżałam naga. Czy on kochał się ze mną i uciekł? Nie, to niemożliwe. Okryłam się kołdrą, podeszłam do stolika, gdzie leżała moja torebka. Wróciłam do łóżka, wyciągnęłam telefon i sprawdziłam godzinę. Była 11am, miałam nieodebrane połączenia i sms.
Połączenia od Maggie, mamy, Rachel oraz Nialla.
Sms:

Mommy
9.08.2019 10am
>Kochanie, przyjechać po ciebie?<

Nie zdążyłam odpisać, ponieważ do pokoju przyszedł Zayn ubrany w jeansy oraz tshirt. Miał ze sobą jakieś siatki. Zdziwiona spojrzałam na niego pytająco.
- Dzień dobry, wyszedł, aby odebrać od Ratisha czyste ubrania dla ciebie - oznajmił, siadając obok mnie.
- Głowa mnie boli - wychrypiałam, wyciągając z torebki szary tshirt.
- Aspiryna też jest - zaśmiał się , podając mi pudełko z lekiem.
Wzięłam jedną tabletkę, popijając ją wodą z butelki, którą znalazłam w siatce.
- Tu masz czyste ubrania, szczotkę do zębów oraz włosów i szampon - powiedział, dając mi reklamówkę.
- Dziękuję - mruknęłam, biegnąc szybko do łazienki.
Weszłam pod prysznic, spłukując z siebie wczorajszy brud. Wyszorowałam włosy, które skleiły się od lakieru. Ciało osuszyłam ręcznikiem hotelowym, ubrałam brzoskwiniowe jeansy, szary tshirt oraz liliowe converse. Znalazłam też bransoletkę, którą nałożyłam na prawą rękę. Wyszczotkowałam zęby, rozczesałam włosy. Wyszłam z łazienki, a Zayn w tym czasie robił coś na telefonie.
- Ładnie wyglądasz - skomplementował mnie, gdy usiadłam obok.
- Dzięki - rzekłam, sięgając po torebkę. - Zayn, do kiedy zostajesz w Londynie?
- Do jutra, a co? - mówił, odrywając się od urządzenia.
- Co będziesz przez ten czas robił?
- No cóż, muszę unikać paparazzi. Nikt nie może wiedzieć, że tu byłem - oznajmił, jakby to było oczywiste.
- Dlaczego?
- Bo w Indiach jest mój sobowtór, który ma zmylić wszystkich, że wciąż jestem w pałacu - powiedział lekko się podśmiewując.
- Spędź ze mną dzisiejszy dzień - szepnęłam niepewnie, przygryzając wargę.
- A co chcesz robić? - zapytał, łapiąc mnie za rękę.
- Pojedźmy do mnie, do moich rodziców - zaproponowałam, a on zesztywniał.
- To na pewno dobry pomysł?
- Tak, jedźmy - odparłam nieco odważniej.
- Dobrze, ale najpierw na śniadanie - oświadczył, łapiąc mnie za rękę.
Opuściliśmy pokój, udając się na dół. Zayn zaprowadził nas na taras, gdzie nikogo nie było. Zajęliśmy stolik, a ja spojrzałam w karty.
- Muszę powiadomić Ratisha, że jedziemy. Zamów mi jajecznicę z bekonem i wodę proszę - powiedział, wstając i klikając coś na telefonie.
Kiedy on odszedł na chwilę, do mnie podeszła kelnerka, której podałam nasze zamówienia. I nagle w drzwiach zauważyłam Maggie i Harrego, też przyszli na śniadanie.
Postanowiłam się przywitać, więc ruszyłam w ich kierunku.
- Cześć - odparłam, podchodząc do Margaret.
- Hej, wy też dopiero przyszliście? - rzekła, przytulając mnie.
- Tak, przed chwilą zamówiłam - oznajmiłam, gdy Harry usiadł w fotelu. - Może się do nas dosiądziecie?
- Nie, wy musicie teraz być sami - mrugnęła do mnie, widząc Zayna, który właśnie podszedł.
- Hej.
Zamieniliśmy kilka słów ze Stylesami, po czym wróciliśmy do naszego stolika na tarasie. Akurat kelnerka przyniosła nasze śniadanie, a ja zajadałam się naleśnikami i piłam kawę.
- Rose, czy chciałabyś towarzyszyć mi podczas tegorocznej gali Unicefu? - spytał nagle, gdy brałam łyk gorącego napoju.
- Mówisz poważnie? - wymamrotałam z niedowierzeniem.
- Tak, odbędzie się 15 sierpnia w Nowym Yorku - oznajmił z uśmiechem.
- Zayn, to duża impreza. Ja...
- Spokojnie, przeloty, hotel i suknię załatwimy - dodał, widząc, że nie wiem, co powiedzieć.
- A jak ty to sobie wyobrażasz? Wtedy świat już będzie wiedział, że jesteśmy razem - wyszeptałam.
- To chyba dobrze, mieliśmy się nie ukrywać - odrzekł, grzebiąc widelcem w talerzu.
- Tak, ale...Nieważne, chętnie z tobą pójdę - mówiłam, lustrując go.
- Wspaniale, ja z Londynu lecę od razu do Nowego Yorku, gdzie spotykam się z kilkoma osobami. Lecisz ze mną, czy wolisz dopiero na samą galę? - ucieszył się, łapiąc mnie za rękę.
- Lećmy razem - postanowiłam, przygryzając wargę.
- Dobrze, a teraz chodźmy już stąd - wstał, ciągnąc mnie za sobą.
Pożegnaliśmy się z Maggie i Harrym, po czym ruszyliśmy do pokoju. Tam zebrałam swoje wczorajsze rzeczy, spakowałam je do torebki i posprzątałam trochę. Opuściliśmy pokój, oddaliśmy kluczyk.
- Ratish już podjeżdża - oznajmił Malik, zakładając kaptur i okulary przeciwsłoneczne.
- To konieczne? - zapytałam, gdy zmierzaliśmy do wyjścia.
- Uwierz mi, że tak - odparł, ciągnąc mnie za rękę.
Szybko wbiegliśmy do auta, by nikt nas nie zauważył. Przywitałam się z Ratishem, który odjechał z piskiem opon. Po drodze napisałam sms do mamy, że przyjadę z gościem i ma się przygotować. Annie natomiast zapytałam, jak w Hiszpanii. Chwilę później wysłała zdjęcie z Louisem na tle morza.
Pokazałam je Zayn'owi, który obiecał, iż z nim zwiedzę cały świat.
Zatrzymaliśmy się pod moim domem, wysiadłam pierwsza. Sprawdziłam, czy w okolicy nikogo nie ma. Na szczęście nie, więc Zayn mógł spokojnie wysiąść. Wyjęłam klucze z torbeki i otworzyłam drzwi. Widziałam, że mój chłopak się denerwuje, więc dla otuchy złączyłam nasze ręce.
Weszliśmy do salonu, gdzie siedzieli moi rodzice. Oglądali telewizję, akurat była niedziela, więc leciało jakieś podsumowanie tygodnia.
- Cześć - przywitałam się, zwracając ich uwagę.
- Dzień dobry - wychrypiał Malik, ściskając mocniej moją rękę.
- O mój boże - krzyknęła moja mama, podskakując na kanapie.
- Zayn Malik - odparł, całując wierz dłoni mojej rodzicielki.
- Christine, mama Rose - powiedziała speszona.
- George, ojciec - odrzekł twardo tata, ściskając rękę Malika.
- A więc w końcu możemy cię poznać, Zayn - uśmiechnęła się kobieta.
- Tak, to przyjemność poznać państwa - wyszeptał, siadając obok mnie na kanapie.
- Jezu, jaka sztywna atmosfera. Co wy chcecie go nastraszyć? - wymamrotałam, rozkładając się na wypoczynku.
Siedzieliśmy z moimi rodzicami, aż do obiadu. Zayn opowiadał, jak to jest być królem, a ja byłam zawstydzana poprzez stare zdjęcia z dzieciństwa, z którym Malik śmiał się, jak nigdy. Siedziałam w jego objęciach, co trochę nie podobało się mojemu tacie, ale w końcu odpuścił sobie piorunujące spojrzenia.
Około godziny 4pm wróciła moja siostra, która na widok Zayna skamieniała.
- Czy to jest Zayn? - spytała, podchodząc bliżej.
- Cześć, Grace - chłopak posłał jej uśmiech.
- Zayn! - krzyknęła, przytulając się do niego.
Moja siostra poznała go już, 5 lat temu, gdy po imprezie spał u nas, a rodziców nie było.
- O mój boże, po tak długim czasie w końcu tu jesteś - wymamrotała, niemal dusząc mojego chłopaka.
- Grace, puść go - upomniała ją mama. - Chodźcie do stołu.
Wszyscy zajęliśmy swoje miejsca, a pierwszym daniem był krem z brokuł z grzankami. Zajadaliśmy się nim, Gracie opowiadała o swoim spotkaniu z Jake'iem.
- Chciałbym zabrać Rose do Nowego Yorku na tydzień - zaczął niepewnie Zayn.
- To świetnie, ona kocha Amerykę - uśmiechnęła się moja mama.
- Tylko, że to byłoby po części spotkanie biznesowe, bo dostałem zaproszenie na galę Unicefu - oznajmił, a Grace zakrztusiła się.
- Na co? - wybełkotała moja matka.
- Galę Unicefu, dobra to my już pójdziemy na górę - powiedziałam, gdy zrobiło się niezręcznie.
Odniosłam nasze talerze do zlewu, po czym pociągnęłam Malika za rękę. Szybko wbiegliśmy do mojego pokoju, który zakluczyłam.
- Skarbie, co robisz? - zapytał z lekkim śmiechem.
- Nic, może oglądniemy jakiś film? - zaproponowałam, sięgając po laptopa.
Niestety, przez to wysypały się moje rysunki. A Zayn natychmiast wstał, aby je zobaczyć. Oglądał wszystkie, większość była osobista. Tylko kilka z zajęć. Były to kwiaty, postacie, części ciała, ptaki i budynki. Aż w końcu Malik znalazł rysunek, który namalowałam niedawno. Przedstawiał on kobietę i mężczyznę, nagich w swoich objęciach. Było to jakby odbicie w zbitym lustrze. I prawda była taka, że rysowałam to z myślą o mnie oraz Zaynie, ale aby nikt nie dowiedział się o tym, nie zrobiłam chłopakowi tatuaży.
Zayn oglądał dokładnie rysunek, po czym spojrzał na mnie.
- Rose, to jest piękne - szepnął, kładąc dłoń na moim policzku.
- Dziękuję - przygryzłam wargę.
Zayn wstał, aby następnie położyć się na łóżku. Przyciągnął mnie, co spowodowało, że leżałam na nim. Razem przyglądaliśmy się obrazkowi, opowiadałam mu o tym, jak go tworzyłam. O czym myślałam. Zayn powiedział mi wtedy, że to on wysłał mi kwiaty na zakończenie studiów. Było tak cudownie.
Wróciły te chwile, gdy się poznaliśmy, byliśmy normalną parą. A ja nie wiedziałam, że Zayn jest księciem.

_________________________________________________________________________________
Witajcie po 14 rozdziale :) Mam nadzieję, że wam się spodobał. Trochę krótki, ale następny chyba będzie dłuższy. Zobaczymy. Gala Unicefu? No, no ;)
Proszę was komentujcie, bo nie wiem, czy jest sens pisać to opowiadanie. Jeśli nie ma czytelników, mogę je usunąć...



5 komentarzy:

  1. Nie usuwaj!
    To opowiadanie jak i rozdział jest cudowne <3
    Gala Unicefu... Zaszalał.
    Jak fajnie, że poznał jej rodziców.
    Czekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma nawet takiej opcji opowiadanie jest świetne

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie próbuj usuwać tego opowiadania! Jest świetne!
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń