- Krzycz - błagałem, gdy jej szczuplutkie ciało unosiło się na moim.
- Zayn, oh Zayn - jęczała, wyginając plecy do tyłu.
Czułem, jak ścianki pochwy Rose jeżdżą po mojej męskości. Podejrzewam, że nasze krzyki słyszało pół apartamentowca, ale nie obchodziło mnie to. Niech wiedzą, że król rżnie swoją królową.
- Kocham, gdy mnie ujeżdżasz - sapnąłem, gdy jej usta rozdziawiły się z podniecenia.
Nie mogła złapać tchu, ale mimo to, nie zwalniała. Klepnąłem prawy pośladek Rosie, a ona krzyknęła z bólu. Podniecało mnie to, nakręcało jeszcze bardziej. Powtórzyłem czynność dwa razy, po czym wtopiłem twarz w zagłębienie między jej szyją, a ramieniem. Ucałowałem delikatnie skórę, po czym zacząłem ją ssać. Robiłem to tak długo, aż pojawił się ślad. Była moja i tylko moja, niech wszyscy to wiedzą.
Poczułem, że zbliżam się do szczytu, więc odsunąłem się i spojrzałem na nią na znak. Przyśpieszyła, doprowadzając nas do szaleństwa. Moja klatka piersiowa nie unosiła się z braku powietrza, zasysałem ją. Palce wbijałem w ciało Rose, aż w końcu poczułem spełnienie, a biała ciesz wytrysnęła i rozlała się w niej. Moja narzeczona opadła zmęczona na mnie, więc przytuliłem ją szczelnie.
Następnego ranka po śniadaniu udaliśmy się na krótką przejażdżkę po mieście oraz zakupy. Tutaj na szczęście nie byliśmy aż tak bardzo śledzeni przez paparazzi, co dało nam więcej swobody. Spędziliśmy miło dzień, jak normalni ludzie. Pozwiedzaliśmy trochę, bo oboje dawno nie byliśmy w Los Angeles. Cieszyłem się na ten wyjazd, ponieważ mogłem trochę odpocząć od całego zgiełku w królestwie.
Właściwie to wypełniam wszystkie obowiązki króla, ale nie jestem jeszcze koronowany. Stanie się to dopiero po ślubie z Rosie, ale oczywiście nie to było powodem oświadczyn. Powodem jest moja miłość do niej.
Gdy zbliżał się czas LACMA Art+Film Awards, do naszego apartamentu przyjechali styliści wraz z Karimą. Nie lubiłem się stroić, ale wiedziałem, że w dresie nie wypada iść na tak ważną galę.
Moja fryzjerka kazała mi usiąść na krześle przy toaletce, po czym zabrała się za fryzurę. Ułożyła ją na bok, co wyglądało atrakcyjnie i na pewno spodoba się mojej Rosie. Makijażystka delikatnie wypudrowała moją twarz, po czym stylista wręczył mi ubrania. Była ta biała koszula w szare paski, czarne spodnie i eleganckie buty.
Gotowy wróciłem do pokoju, a mój stylista dokonał drobnych poprawek. W tym czasie przyszła Rosalie, a wyglądała niebiańsko. Po ujrzeniu jej moje oczy niemal wystrzeliły orbit, a buzia dotknęła ziemi. Miała na sobie przepiękną sukienkę, której góra składała się z błyskotek, a dół z piórek. Razem idealnie do siebie pasowało. Buty wysokie, a w uszach zwisające kolczyki. Jej szyję ozdabiał delikatny naszyjnik. Zauważyłem, że jej malinka była zakryta. Musiałem przyznać, że wyglądała obłędnie. Jej piękno jest nie do opisania, niepowtarzalne. Byłem cholernym farciarzem, mając taką narzeczoną. A już wkrótce żonę. To było zbyt piękne. Rose stanie się moją małżonką, czyli spełni się największe marzenie.
- Matko, nawet nie umiem się wysłowić - wybełkotałem, podchodząc do niej.
Zachichotała cicho, przytulając się do mnie. Poczułem jej zapach, który tak pieścił moje nozdrza. Ten zapach, który czuje codziennie rano, budząc się obok niej oraz perfumy, których użyła.
- Wychodzimy - warknęła Karima, a ja splotłem swoją dłoń z Rose.
Ruszyliśmy windą na dół, gdzie czekało już nasze auto i ochrona. Pomogłem Rosalie wsiąść, bo sukienka ją troszkę krępowała. Z tego, co pamiętałem Luke też ma się pojawić. Denerwowało mnie to, bo widziałem, jak na nią patrzył na spotkaniu w Londynie. Wiedziałem, że możliwym jest, iż wciąż coś do niej czuje. Jednakże nie pomogłem pozwolić, aby tknął moją Rose.
Po pozowaniu na ściance przyszedł czas na samą galę, zajęliśmy nasze miejsca, a ja położyłem dłoń na kolanie mojej narzeczonej. Było tu tak wiele gwiazd, ale ona świeciła dla mnie najjaśniej.
Gdy gala zakończyła się, wstaliśmy z miejsc, aby udać się do wyjścia. Wtedy niestety, zaczepił nas Luke. Przywitał się ze mną oraz Rosalie, całując ją w policzek. Miałem ochotę połamać mu szczękę, ale powstrzymywałem się od scen zazdrości.
- Może macie ochotę jechać z nami na jakieś after party? - spytał blondyn, a ja zacisnąłem ręce w piąstki.
Czy on sobie ze mnie kurwa żarty robił?
- Chcieliśmy z Rose spędzić trochę czasu razem, może przy następnej okazji - odparłem ze sztucznym uśmiechem, oplatając moją narzeczoną w pasie.
- Jasne, w takim razie do zobaczenia - powiedział, marszcząc brwi.
Jego dziewczyna pożegnała się z Rose buziakiem w policzek, a ze mną uściskiem dłoni. Natomiast on przytulił moją ukochaną, a mnie ominął, kiwając głową. Wiedziałem, że ludzie boją się mnie z racji mojego tytułu, więc zachowują dystans, ale on po prostu nie lubił mnie, a ja jego.
Odeszli, a Rose spojrzała na mnie z wkurzonym wzrokiem, zakładając ręce pod biustem.
- No co? - zapytałem, unosząc ręce w geście kapitulacji.
- On chciał tylko miło spędzić czas, nie widzimy się po kilka miesięcy, Zayn - wymamrotała, ale ja po prostu pocałowałem ją w policzek.
Przewróciłam oczami, więc złapałem ją za rękę i pociągnąłem do wyjścia. Ochrona otoczyła nas, a Karima poinformowała, że mamy szybko się tam znaleźć, bo będą ogromne korki. Dwie kobiety podniosły delikatnie suknię Rosalie, aby nie wybrudziła się od ziemi.
- Dlaczego ją zakryłaś? - wyszeptałem, schylając się do jej ucha.
- Bo jutro cały świat by się o tym rozpisywał - odpowiedziała równie cicho.
Po drodze wpadliśmy jeszcze na Marca Jacobsa, który był moim dobrym znajomym i kilka aktorek, z którymi Rose chciała się poznać.
Do apartamentowca wróciliśmy po godzinie, aby Rose przebrała się, ponieważ sukienka nie pozwalała jej na wyjście na kolację. Wyglądała cudownie w czarnej bluzce bez rękawów, białej, obcisłej spódniczce i szpilkach koloru beżowego. Dobrała do tego złote kolczyki, kopertówkę i pierścionek z kamieniem.
Razem zjechaliśmy windą na dół, a ochrona przeprowadziła nas do auta. Paparazzi już dowiedziało się, gdzie się zatrzymaliśmy, więc na okrągło przesiadywali pod budynkiem. Pojawiały się też nastolatki zakochane w nas, co było bardzo miłe.
Zapiąłem pas, kładąc dłoń na udo mojej ukochanej. Posłała mi delikatny uśmiech, po czym utkwiła wzrok w szybie. Rozmyślała nad czymś, bardzo mnie ciekawiło, co zaprzątało jej głowę.
- Zayn, przejrzyj te akta dotyczące Francji - odezwała się Karima, która siedziała z przodu.
Podała mi teczkę dokumentów, więc otworzyłem stoliczek umieszczony obok siedzenia i zacząłem czytać to, co było tam napisane. Tego w swoim zawodzie nie lubiłem najbardziej, tych umów, ustaw mających po kilkanaście kartek.
- Musicie wrócić przed 23, ponieważ masz wideo konferencję z Koreą. A z samego rana trzeba podpisać zgodę na budowę nowej autostrady między Nagpur a Indore - dodała po chwili, a ja westchnąłem cicho. - O 18 przyjeżdżają stylistki na gale. Powiedzcie mi jeszcze, na kiedy ustalić przymiarki ubrań na urodziny króla?
- Dwa dni po przyjedzie w godzinach rannych - mruknąłem, zgryzając końcówkę długopisu.
- Rose? - spojrzała na moją narzeczoną, która wpatrzona była w szybę.
- Mi pasuje - szepnęła obojętnie, a ja zauważyłem, że coś jest nie tak.
Była taka cicha, spokojna. Nie odzywała się, była zła lub smutna. Postanowiłem poruszyć ten temat na kolacji, gdy będziemy sami.
Gdy tylko przyjechaliśmy na miejsce, ochroniarz otworzył mi drzwi. Wysiadłem, zostając oślepiony blaskiem fleszy. Ktoś wydał informację, gdzie będziemy jeść. Świetnie.
Natychmiast odwróciłem się, aby pomóc mojej narzeczonej. Położyłem rękę na jej plecach, idąc do środka. Giorgio Baldi to moja, ulubiona, włoska restauracja w Los Angeles. Będąc tu, zawsze ją odwiedzam, bo jedzenie jest wyborne.
Przywitał nas właściciel, prowadząc do odosobnionego stolika. Poprosiłem go o to, ponieważ nie chciałem dziwnych spojrzeń, czy zdjęć z ukrycia. Dostaliśmy karty, w które wtopiliśmy swoje nosy. A gdy przyszedł kelner, zamówiliśmy dania.
- Poproszę sałatkę Forte Forte, Ravioli, grzanki z mozzarellą i talerz z owocami morza na pół dla nas - odparła Rose, a ja zrobiłem wielkie oczy.
- A dla mnie kotlet mediolański oraz wasze, najlepsze wino - powiedziałem z uśmiechem.
Rose wyjęła swój telefon, aby napisać do kogoś. Unikała rozmowy, a nawet kontaktu wzrokowego. Co jej się do cholery działo?
- Kochanie - zwróciłem jej uwagę, odchrząkając. - Coś się stało?
- Nie, dlaczego? - burknęła obojętnie, wracając do telefonu.
- Kurwa, Rose - warknąłem, a ona spojrzała na mnie zdziwiona. - Przecież widzę. Zostaw ten cholerny telefon i rozmawiaj ze mną.
- Dobrze - sarknęłam, rzucając urządzenie na stół.
Oj, teraz to na pewno była zła.
- Powiesz mi, o co ci chodzi?
- Nie ma to związku z tobą - szepnęła, a jej wzrok spadł na kolana.
I w tym momencie kelner przyniósł nasze dania, więc temat się urwał. Ciekawiło mnie, co takiego się stało, ale nie chciałem psuć kolacji i wracać do tego. O dziwo, Rose zjadła wszystko, co zamówiła. Zdziwiło mnie to, bo ja byłem syty po swojej porcji.
- Kochanie, mamy jakieś wyjazdy w planach? - zapytałem, wycierając usta chusteczką.
- 23 lecimy do Londynu, wracamy 28. W lutym urodziny ma Maggie i moja mama, więc chciałam odwiedzić je.
- Harry też ma w lutym, ale na początku.
- Margaret wspominała, że chcą zrobić urodziny razem w jej terminie, bo to sobota - oznajmiła, krzyżując ręce na piersi.
*Rose*
Po powrocie do apartamentu dostałam wiadomość od Luke'a. Napisał, że za mną tęsknił i wyglądałam olśniewająco. Nie wiedząc, dlaczego poczułam coś dziwnego ponownie się z nim widząc. W mojej głowie pojawiła się nawet myśl, czy dobrze zrobiłam, zostawiając go. Tęskniłam za nim, za tym, co mieliśmy. Nasze wspomnienia, przygody. Wszystko to wracało do mnie, powodując wyrzuty sumienia w stosunku do Zayna, przecież on był moim narzeczonym do cholery. A ja myślałam o innym.
Z tego powodu ciężko było mi się zachowywać normalnie na kolacji. Wiedziałam, że Zayn kocha mnie całym sercem i ja odwzajemniałam to, ale myśli o Luke'u wciąż tkwiły w mojej głowie. Musiałam się od niego odseparować.
Gdy wróciliśmy z kolacji, wzięłam bardzo długą kąpiel, po czym udałam się spać. Tej nocy nie przytulałam się do Malika, a leżałam do niego tyłem.
Rano wstaliśmy w tym samym czasie, czuliśmy chłód panujący między nami. Nasze rozmowy były krótkie i nic nieznaczące. Śniadanie jedliśmy w ciszy, potem Zayn wyszedł na jakieś spotkanie, a ja zostałam sama.
Otworzyłam komputer, aby zadzwonić do Annie na Skype. W Londynie był wieczór, więc na pewno miała czas.
- Cześć, kochana. Jak Ameryka?
- Zaczęło się dobrze, ale...
- Ale?
- Annie, ja nie wiem, co się ze mną dzieje.
- O czym ty mówisz, Rose?
Rozejrzałam się, czy na pewno jestem sama, po czym wzięłam głęboki oddech.
- Czuję coś...dziwnego w obecności Luke'a. Jakbym znów go kochała.
- Bo kochać go będziesz zawsze, Rose. Jeśli kogoś pokochałaś, to już nigdy nie przestaniesz.
- Annie, ale ja mam myśli, czy dobrze zrobiłam, wybierając Zayna.
- O cholera, to niedobrze.
- Wiem.
- Chyba nie zamierzasz...
- Nie! Nie ma takiej opcji. Ja wiem, że to pewnie tylko chwilowe. Popełniłabym największy błąd życia, zostawiając Zayna. Owszem kocham Luke'a, ale to z Zaynem chcę spędzić resztę swojego życia, bo jest moją największą miłością.
- Myślę, że powinnaś się teraz odseparować od Luke'a i skupić na Zaynie. To za niego masz wyjść za mąż. To on jest najważniejszy.
- Zobaczę Luke'a dziś wieczorem.
- Staraj się go unikać, albo porozmawiajcie szczerze. Zapytaj, czy myślał kiedyś o powrocie do ciebie.
- Myślisz, że to dobry pomysł?
- Nie wiem, Rose. Po prostu spróbuj.
- Ehhh.
- Dobrze, a teraz opowiadaj o wywiadzie.
- Matko, to było coś niesamowitego. Pamiętam, jak oglądałyśmy razem Ellen, jedząc tonę słodyczy. A teraz to ja siedziałam na tych słynnych kanapach.
- Kiedy puszczą wywiad w telewizji?
- 20 grudnia.
- Będziemy oglądać.
I w tym momencie poklepała się po widocznych już brzuszku ciążowym.
- Jak maluszek?
- Ciężki.
Zaśmiałyśmy się obie.
- To bliźniaki.
- O matko! Louis się pewnie cieszy.
- On był w takim szoku, jak lekarz nam powiedział. Wiadomo, dwa razy więcej roboty, ale i tak się cieszy.
- A znasz ich płeć?
- Chłopiec i dziewczynka.
- Jejku, to wspaniale.
- Louis właśnie maluje dla nich pokoik.
Mówiąc to, wstała z miejsca, aby udać się do pomieszczenia, w którym umazany farbą Lou, malował ściany. Nie było jeszcze mebli.
- Cześć, Rosie.
- Hejka.
- Oglądałem wasze zdjęcia z gali. Wyglądaliście super.
- Dzięki, tatuśku.
- Ej! Nie śmiej się, na ciebie też przyjdzie pora.
- Zobaczymy, zobaczymy.
Byli tacy szczęśliwi. Widziałam to po ich zachowaniu, spojrzeniu. Pamiętam, gdy miałyśmy 14 lat i Annie opowiadała mi, jak Louis pocałował ją po raz pierwszy. A teraz byli po ślubie, mieli przepiękny, duży dom i dzieci w drodze. A pomyśleć, że poznali się na tym samym osiedlu.
Po rozmowie z Annie postanowiłam porysować, ale ze względu na kolejną galę, nie skończyłam dzieła. Zayn wrócił dopiero na przygotowania. Wzięłam szybki prysznic, nałożyłam bieliznę i aksamitny szlafrok, siadając na krześle. Tanishaa najpierw pomalowała moje paznokcie na odcień złota i czerni, aby następnie zabrać się za mocny i wyzywający makijaż. W tym czasie Doriinae rozczesała moje włosy, wyprostowała je oraz ułożyła na żel do tyłu. Sprawiało to efekt, jakby były mokre, ale wyglądały wspaniale.
Zaraz potem ubrałam się w czarną, ołówkową spódniczkę ze złotym paskiem i koszulkę na ramiączkach tego samego koloru. Dobrałam do tego wiszące kolczyki, kilka bransoletek oraz botki. A do złoto - czarnej kopertówki włożyłam telefon, podpaski i szminkę.
Gdy byłam gotowa, spryskałam ciało perfumami i ruszyłam do wyjścia, gdzie spotkałam Zayna. Miał na sobie czarne, garniturowe spodnie, koszulę oraz marynarkę z elementami koloru złotego na rękawach. Jego włosy były zaczesane na bok tak, jak wczoraj. Musiałam przyznać, że wyglądał cholernie seksownie. I gdyby nie ta gala oraz moje wyrzuty, rzuciłabym się na niego.
Widziałam, że jemu również spodobał się mój wygląd. Patrzył na mnie z pragnieniem, oblizał nawet usta. Oh tak, kochanie.
- Rose, Zayn w lewo!
- Rose, a może buziak?
- Zayn, Zayn.
- Rose.
Stojąc na ściance zdjęciowej, oczywiście musieliśmy wyglądać perfekcyjnie. Malik obejmował mnie w talii cały czas, do zdjęcia nawet ucałował mój policzek, co było urocze. Paparazzi krzyczeli, pstrykając milion fotografii.
Kobieta instruująca nas, machnęła ręką, więc opuściliśmy ściankę. Do Zayna podszedł jakiś jego znajomy, a ja zauważyłam Kim Kardashian w oddali i po prostu nie mogłam do niej nie podejść. Nie do końca wiedziałam, co powiedzieć.
- Hej - odparłam, okropnie się denerwując.
- O mój Boże, cześć - powiedziała w pełni radosna, witając mnie buziakami w oba policzki. - To naprawdę miło cię poznać, Rose.
O cholera jasna, ona mnie znała.
- Mi również miło cię poznać - rzekłam z uśmiechem, a mój strach uleciał.
- Gratuluję z okazji zaręczyn, oboje jesteście tacy słodcy.
- Dziękuję, a ja ubóstwiam Kimye.
- Haha, to miłe - zaśmiała się, poprawiając włosy.
- Wybierasz się na after party u Jennifer Lopez? - spytałam z nadzieją.
- Oczywiście, a wy?
- Tak, nie możemy tego przepuścić - zachichotałam, czując coraz większą swobodę.
W tym momencie Zayn podszedł do nas, kładąc dłoń na mojej talii. Przywitał się z Kim, którą znał, jak się okazało, po czym razem udaliśmy się na galę. Kanye niestety, nie było, ale samo poznanie Kardashianki było wspaniałe.
Oczywiście dużo snapowałam, a szczególnie podczas przemówień gwiazd. Zayna również. To wspaniałe, że tyle sławnych osób zdecydowało się wpłacić duże pieniądze na walkę z Aids.
Zaraz po gali udałam się do toalety dla vipów, aby przebrać się w błyszczący gorset i skórzane spodnie. Zmieniłam też biżuterię, aby czuć się wygodniej na after party.
Podczas drogi nie rozmawiałam nawet z Zaynem, wciąż panowała między nami dziwna atmosfera. Po wejściu na imprezę, Kim zabrała mnie do i Malika do swojego miejsca. Był tam też Kanye i Kris, a ja myślałam, że oszaleję. Co tu się działo?
Złapaliśmy świetny kontakt, a po kilku drinkach bawiliśmy się wspaniale.
- Zobaczcie, kto tu jest - zaświergotała Kim do telefonu.
Nagrywała snapa, ukazując nas dwie, więc uśmiechnęłam się, całując ją w policzek. Zaraz potem zrobiłam to samo, a na koniec wykonaliśmy wspólne zdjęcie. Na chwilę zapomniałam o problemach, ale wróciły szybciej, niż myślałam.
Postanowiłam przewietrzyć się trochę, więc wyszłam na dwór i znalazłam ławkę w odosobnionym miejscu. Jednak chwilę po niej znalazł się tutaj też Luke, a ja przeklinałam w duchu. Czy to był ten czas na rozmowę?
- Wyglądasz wspaniale - odparł, siadając obok mnie.
- Dziękuję - posłałam mu słaby uśmiech. - Gdzie Kate?
- Atakuje J. Lo - zaśmiał się, ukazując dołeczki. - Tak bardzo za tobą tęskniłem, Rose.
I nagle jego ręka znalazła się na moim udzie, więc wzięłam głęboki oddech. O nie.
- Wiesz, jak wtedy w restauracji Kate zauważyła twój pierścionek - zaczął poważnym tonem, patrząc mi w oczy. - Zrobiło mi się cholernie smutno, zazdrościłem Zaynowi. Bo...kochałem cię tak bardzo, a teraz jesteś jego.
Robiło się kurewsko niebezpiecznie, gdy przybliżał się do mnie, a najgorsze było to, że wcale mnie to nie zniechęcało.
- Znaczysz dla mnie tak wiele - wyszeptał, aż w końcu objął moją twarz dłonią.
Złączył nasze usta w pocałunku, który odwzajemniła. Był delikatny, muskał moje wargi w lekkością, a to przypomniało mi, jak robił to kilka miesięcy temu. Jego dotyk, jego usta. Byłam w cholernej dupie.
________________________
No i co tu się porobiło, no?
Biedny Zayn...
Jak myślicie, Rose wróci do Luke'a?
Piszcie w komentarzach!
Co ta Rose odwala
OdpowiedzUsuńRose opanuj się
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ;*
OdpowiedzUsuńPatrzą, a tu buuum, Zayn podchodzi
OdpowiedzUsuń