Trwaliśmy w pocałunku dosyć długą chwilę, która dała mi wiele do zrozumienia. To nie były usta, których pragnęłam.
To nie były usta, które kochałam całą sobą. To nie był człowiek, z którym chciałam się zestarzeć.
Ten pocałunek mi to uświadomił, więc przerwałam go pierwsza. Oderwałam się od Luke'a, oddychając ciężko.
- Luke...
- Wiem.
- Kocham Zayna, nie zrobię mu tego - wybełkotałam, nie do końca wiedząc, co powinnam powiedzieć w takiej sytuacji.
- A ja Kate, a ten pocałunek mi to uświadomił - odrzekł, patrząc mi w oczy.
- Przyjaciele? - spytałam, zdobywając się na lekki uśmiech.
- Przyjaciele - przytaknął, po czym przybił mi piątkę.
- Chodźmy do środka - odparłam, wstając.
Razem wróciliśmy na imprezę, on do swojego towarzystwa, a ja do swojego. Mój humor się poprawił, bo w końcu jestem ponad Luke'iem i mogę ponownie skupić się na moim narzeczonym. Czułam ulgę, to było dobre.
Podeszłam do stolika, siadając między Kim, a Zaynem.
- Gdzie byłaś? - spytała brunetka, sącząc swojego drinka.
- Na dworze, przewietrzyć się - oznajmiłam, patrząc na nią.
Zaraz potem przeniosłam wzrok na Zayna, łapiąc go za rękę, układając ją na swoim kolanie. Posłałam mu szczery uśmiech, co wywołało u niego lekkie zdezorientowanie. Jednak byłam cholernie szczęśliwa, że wszystko się wyjaśniło. Gorszym było to, że musiałam mu powiedzieć o pocałunku.
- Ja pierdole - burknęłam, kładąc głowę na sedesie.
Wymiotowałam od powrotu z imprezy, byłam wykończona, ale nudności nie ustępowały. Zayn był przy mnie cały czas, trzymał mi włosy i starał się pocieszać, lecz ja nie miałam już siły. Zakładałam, że alkohol spowodował te dolegliwości, co było trochę dziwne, bo łącznie wypiłam tylko 4 drinki.
Oddychałam chwilę głęboko, a wymioty chyba się skończyły, więc podeszłam do umywalki i wypłukałam buzię płynem. Zayn opadł na ziemię, opierając się o ścianę. Ja zrobiłam to samo, ale o wannę. Poprawiłam wiązanie szlafroka, oddychając ciężko.
To wtedy zdałam sobie sprawę, że powinnam porozmawiać z Zaynem. Nie byliśmy pijani, więc nie widziałam przeciwwskazań. W końcu to on stał nade mną, gdy wyrzucałam z siebie chyba wszystkie wnętrzności.
- Zayn - zaczęłam, patrząc na niego.
- Tak? - spytał, a nasze spojrzenia się spotkały.
- Chyba pora porozmawiać - szepnęłam, przegryzając dolną wargę. - Ostatnio byłam trochę dziwna...
Nie mówił nic, patrzył na mnie intensywnie. Nie było odwrotu.
- To przez to, że po spotkaniu z Luke'iem czułam się trochę niepewna. Jakby coś we mnie wciąż chciało go z powrotem. Nie wiedziałam, co robić. Dziwnie mi było spędzać z tobą czas, bo czułam się, jakbym cię zdradzała przez te myśli. A nie chciałam tego. Dziś na after party, gdy wyszłam na dwór, Luke przyszedł do mnie. Rozmawialiśmy chwilę, a potem...A potem pocałowaliśmy się.
Widziałam, jak jego mięśnie się zaciskają, a oczy ukazują wściekłość. Za to z moich wypłynęły słone łzy.
- I wiem, że jesteś wkurwiony i możesz mi tego nie wybaczyć, ale ten pocałunek rozwiał wszelkie wątpliwości. Zrozumiałam, że to nie z Luke'iem chcę spędzić życie, a z tobą. Oczywiście wiedziałam to wcześniej, ale pojawił się ten moment zawahania. A dziś on upłynął, bo wiem, że kocham tylko i wyłącznie ciebie. Zayn, naprawdę nigdy nie darzyłam nikogo tak silnym uczuciem. Jesteś osobą, dla której zrobiłabym wszystko.
Wyrzuciłam z siebie wszystko, łzy spływały po moich policzkach strumieniami, ale najgorsze było przede mną. Jego reakcja. Co jeśli mi nie wybaczy? Co jeśli mnie zostawi? Ja nie podniosę się z tego.
Czekałam chwilę, jednak on nic nie mówił. Wpatrywał się w ziemię, a jego ręce wciąż się zaciskały. To czekanie mnie wykańczało, chciałam znać jego zdanie, jak najszybciej.
- Zayn - załkałam, ocierając łzy. - Powiedz coś.
Spojrzał na mnie, a ja wybuchłam jeszcze większym płaczem. Ja po prostu nie mogłam go stracić, nie mogłam. To by mnie zabiło.
- Co mogę powiedzieć? Jestem niesamowicie wkurwiony - zaczął, a ja trzęsłam się w środku. - Czuję się potwornie ze świadomością, że będąc ze mną, myślałaś o innym mężczyźnie. I do tego go pocałowałaś. Jednak sama powiedziałaś, że to dało ci wiele do zrozumienia. Owszem, ciężko będzie mi o tym zapomnieć, ale nie zamierzam zakończyć tego, co mamy przez ten pocałunek. Jesteśmy dla siebie wszystkim.
- O Boże, Zayn - wychlipałam z ulgą, zdobywając się na ledwo widoczny uśmiech.
Malik wstał, podchodząc do mnie. Usiadł obok, obejmując mnie szczelnie. Tego mi było trzeba, zdecydowanie. Jego ciepło emanowało, czułam bicie serca Malika. To był jakiś sen, Zayn to anioł. Wybaczył mi zdradę.
Niczego bardziej nie potrzebowałam, niż jego w swoim życiu.
- Już nie płacz, skarbie - wyszeptał, całując mnie w wierzch głowy.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też, Rosie.
Po feralnej nocy wykąpaliśmy się i poszliśmy spać. Tym razem byłam w jego ramionach, co było tak kojące i potrzebne. Rano pojechaliśmy prosto na lotnisko, aby wrócić do Indii. Nikomu, oprócz Annie nie powiedziałam o całej sprawie. Oboje zdecydowaliśmy, aby starać się zapomnieć.
W Indiach czas mijał szybko, odbyły się urodziny kuzynki Zayna i kilka ważnych spotkań. Aż w końcu 21 grudnia wylecieliśmy do Londynu na święta. Rodzice powitali nas ciepło, od razu po przylocie zjedliśmy razem kolację.
Następnego dnia obudziłam się przez poranne mdłości. Szybko zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Uklękłam, łapiąc włosy. Zwróciłam wszystko, co tylko mogłam. Czułam się paskudnie, więc umyłam zęby i twarz, wracając do Zayna. Położyłam głowę na jego nagim torsie, a on objął mnie, kciukiem głaszcząc moje ramię.
- Już lepiej? - spytał, a ja przytaknęłam. - Martwię się o ciebie.
- To nic takiego, Zayn - szepnęłam, zamykając oczy.
- Twój tata zaprosił mnie wczoraj do swojej pracy, kiedyś mówiłem mu, że chętnie zobaczę, jak pracuje i dziś z nim idę - oznajmił, a ja spojrzałam na zegarek.
Była godzina 6:19, co oznaczało, że mój tata będzie wstawał za 11 minut, czyli Zayn będzie dla mnie też tylko na tę chwilę. Wtuliłam się w niego jeszcze mocniej, czułam jego ciepło.
- Ja idę z mamą na zakupy. W końcu nie wydałam jeszcze wszystkich pieniędzy z wywiadu - wyszeptałam, przełykając głośno ślinę. - A o 21 impreza Louisa.
- Pamiętam, kochanie.
Leżeliśmy bez słowa do momentu, aż Malik musiał wstać, aby przygotować się do pracy mojego taty. Ja postanowiłam zdrzemnąć się jeszcze, bo to zdecydowanie nie była moja pora.
Zbudziłam się ponownie około 12, przeglądnęłam wszystkie media społecznościowe, po czym wygramoliłam się z łóżka. Zeszłam na dół, gdzie zastałam mamę robiącą naleśniki oraz dziadka przy stole.
- Dzień dobry - przywitałam się, siadając obok staruszka.
- Zjemy i jedziemy na zakupy - poinformowała moja rodzicielka, nakładając jajka na nasze talerze.
- A wszystko na jutro gotowe? - zapytałam, chwytając za widelec.
- Tak, razem z Gracie siedziałyśmy dosyć długo, więc wszystko zrobiłyśmy - oznajmiła, siadając obok mnie.
- Właśnie, gdzie ona jest? - spytałam, pakując do buzi jedzenie.
- Pojechała do Jake'a - powiedziała, a ja poruszyłam zabawnie brwiami.
- Oni to już coś całkiem poważnego, huh?
- Tak mi się wydaję. Tyle miesięcy razem, ale lubię tego Jake'a. Jak przyszedł po raz pierwszy to przyniósł nam czekoladki, to miły chłopak i dba o Gracie - mówiła mama z uśmiechem na twarzy.
- Jest dla niej, jak Zayn dla ciebie - wtrącił dziadek, a mi zrobiło się ciepło na sercu.
Pomogłam mamie posprzątać po śniadaniu, dziadek drzemał na kanapie, a do domu przyszły moje stylistki. Doriinae zrobiła mi cudne, grube loki opadające na plecy, a Tanishaa pomalowała paznokcie i wykonała piękny makijaż. Stworzyły też coś dla mamy, po czym opuściły nasz dom. Podeszłam do szafy, z której wyjęłam zestaw na dziś. Biała koszula, czarne spodnie i kurtka koloru beżowego, do tego rękawiczki w cętki, mała torebka, pierścionek z czarnym oczkiem oraz Louboutiny.
- Weźmy moje audi - powiedziała rodzicielka, zakładając swój szal.
- Dobrze - mruknęłam, idąc do garażu. - Mogę prowadzić?
Kobieta spojrzała na mnie pytająco.
- No proszę, przez te całą ochronę jeździmy ciągle ich samochodem i...
- No okej - mruknęła mama, dając mi kluczyki.
Pisnęłam z radości, biegnąc na miejsce kierowcy. Zapięłam pas, odpalając silnik, a moja rodzicielka otworzyła bramę pilotem. Wyjechałam, a ochrona natychmiast zapakowała się do vana. Jeden z nich podszedł do Audi, pytając gdzie się wybieramy. Odparłam, że do galerii.
- Westfield? One New Change?
- Westfield najpierw - oznajmiłam, ruszając w wyznaczonym kierunku.
Włączyłam radio, kładąc telefon do schowka przed podłokietnikiem.
- Myśleliście już o ślubie? - spytała po chwili.
- Nie, jeszcze nie. Może po nowym roku, na razie mamy za dużo do roboty - oznajmiłam, zmieniając biegi.
- Nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę, że go znalazłaś, córcia. Owszem, tęsknimy za tobą, ale twoje szczęście nam to wynagradza - oznajmiła, a ja uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Oh, to kochane, mamo.
Stanęłam, ponieważ zrobił się ogromny korek, więc sięgnęłam po telefon. Weszłam na snapchata, nagrywając to siebie to mamę.
- Jedziemy na zakupy, mama jest gotowa. Uśmiechnij się, mamo - mówiłam, kręcąc filmik.
Dodałam go, po czym zaczęłam drugi.
- Korki w Londynie - wymamrotałam, pokazując na sznur samochodów.
Następnie odwróciłam na siebie, robiąc znudzoną minę. Zablokowałam urządzenie, ruszając, gdyż korek się rozluźnił.
Wjechałam na parking, a tuż za mną ochrona. Zajęłam wolne miejsce, po czym opuściłyśmy samochód, udając się do wejścia. Chciałam kupić sobie trochę nowych ubrań oraz kilka prezentów świątecznych, bo w Indiach miałam jedynie 2 godziny na ich poszukiwanie.
- Co u ciebie i taty? - spytałam, gdy wchodziłyśmy do Calvina Kleina.
- A powiem ci, że bardzo dobrze. Rzadko się kłócimy, spędzamy ze sobą więcej czasu. A w styczniu lecimy do Tajlandii - mówiła, oglądając jeansy.
- Tajlandia? No nieźle - odparłam, robiąc wielkie oczy.
- Nie tylko ty taka światowa - zaśmiała się, a gdy ja wybierałam stanik dla Grace.
Dla niej miałam tylko chustę z Indii i herbatę, więc musiałam wybrać coś jeszcze. Zdecydowałam się na biustonosz i majtki z Calvina Kleina, które na pewno jej się spodobają.
Następnym sklepem, do jakiego się udałyśmy był Chanel. Tam wybrałam dla May'i cienie do powiek i lakier oraz szminkę dla Annie.
- Masz prezent dla taty? - spytałam, stojąc w kolejce do kasy.
- Tak, nową torbę na dokumenty do pracy i perfumy - oznajmiła kobieta, chowając swój telefon do torebki. - A ty dla Zayna?
- Namalowałam coś dla niego - wyszeptałam, przygryzając wargę.
- Naprawdę? Co? - oczy mamy zabłyszczały z podekscytowania.
- To taki dosyć duży kolaż. Znalazłam kilka zdjęć, które odwzorcowałam. Ukazują one naszą znajomość. Na pewno jest jedno z Paryża, jedno z imprezy urodzinowej Annie, jedno z mojego pobytu w Indiach 5 lat temu. Z Gali Unicefu też na pewno namalowałam, zaręczyny - mówiłam, przypominając go sobie w głowie.
- O matko, musiałaś się nieźle napracować. To cudownie, spodoba mu się na bank - powiedziała, gładząc mnie po przedramieniu.
- Mam nadzieję.
W kilku następnych sklepach skupiłam się na sobie, na nowych ubraniach, czy butach. Dopiero w Victoria's Secret, oprócz bielizny dla siebie, kupiłam ją też Maggie. Przy okazji robiąc też prezent Harremu. Niestety, wtedy też zauważyłam, że śledzi nas paparazzi. Dyskretny, ale denerwujący. Ignorując go, udałyśmy się do Armaniego, gdzie kupiłam jeansy dla Nialla oraz koszulę dla Zayna.
- Mamo, chodźmy jeszcze do New Looka, bo miałam dokupić Annie sukienkę - mruknęłam, więc skierowałyśmy się do owego sklepu.
Weszłam do środka, od razu odnajdując rzecz, którą chciałam kupić. Wyszukałam ją na stronie i wiedziałam, że jest totalnie w stylu mojej przyjaciółki, więc muszę jej podarować to cudo. Biegnąc do kas, poczułam znane mi już wiercenie w żołądku. Zaklęłam w duchu, wiedząc, że prowadzi to do kolejnego napadu mdłości.
- Mamo, kupisz proszę te rzeczy? - zapytałam, wyciągając kartę z portfela. - Muszę iść do toalety.
- Pewnie, kochanie. Poczekam na ciebie przed sklepem - odparła, przyjmując plastikowy przedmiot.
Szybkim tempem udałam się w kierunku toalet, niestety, jeden ochroniarz poszedł ze mną. Zdążyłam ich już trochę poznać, bo ci dwaj zawsze poruszali się za mną i Zaynem.
Marc, który towarzyszył mi w drodze do ubikacji, był Francuzem, ale płynnie mówił w języku angielskim, jak i hindi. Ma żonę i dwójkę dzieci, a na oko 40 lat i wydaje się bardzo sympatyczny. Przyjechał do Indii 10 lat temu z polecenia, bo wcześniej pracował dla francuskiego gubernatora.
Natomiast Philippe, który został z mamą pochodzi z Argentyny, ma żonę i 30 lat. Mało mówi, ale wydaje się miły.
Będąc już przed drzwiami, poczułam, że zaraz nie wytrzymam i wbiegłam do środka. Na całe szczęście nie było nikogo, więc nie czekałam. Upadłam na kolana, jedną ręką zbierając włosy i trzymając je, zwróciłam całe dzisiejsze śniadanie. Nienawidziłam tego uczucia po wymiotowaniu. Wycieńczenie i pustka.
Spuściłam wodę, wychodząc z kabiny. Podeszłam do umywalki, by opłukać buzię. Poprawiłam usta szminką, wrzucając do buzi gumę. Wzięłam głęboki oddech, wychodząc z pomieszczenia. Przed wejściem czekał Marc.
- Panienko, wszystko dobrze? - spytał zaniepokojony.
- Tak, tak - skłamałam, zdobywając się na fałszywy uśmiech.
Oj, nie było dobrze. Czułam się fatalnie.
- Nie chcę pani martwić, ale takie mdłości towarzyszą pani długi czas - zaczął, gdy szliśmy z powrotem do sklepu. - Oczywiście, nie powinienem tego mówić, bo mogę zostać zwolniony, ale nie mogę patrzeć, jak się pani tak męczy.
- Oh, Marc. Nie jestem taka, jak rodzice Zayna. Nie zwolnię cię, bo się martwisz i dajesz dobre rady - pocieszyłam go, pocierając o przedramię mężczyzny.
- Chodzi po prostu o to, że moja żona również miała takie mdłości, a 9 miesięcy później siedziałem na porodówce - powiedział, a ja aż stanęłam.
Zesztywniałam, robiąc wielkie oczy. Czy mogłam być w ciąży?
Nie, to niemożliwe.
- Nie, Marc. To akurat nie podchodzi pod uwagę - odrzekłam, ruszając ponownie. - I proszę, nie mów nikomu.
Po zakupach z mamą, wróciłyśmy do domu. Czułam się fatalnie, ale nie chciałam martwić mamy, więc udawałam, że nic się nie dzieje. Podczas obiadu w Carluccio's starałam się nie pokazywać, że zapach jedzenia przyprawia mnie o mdłości.
Całe szczęście, tata zabrał jeszcze Zayna do jakiegoś pubu, więc mogłam spakować wszystkie prezenty i schować je tak, aby ich nie znalazł. Wzięłam długą kąpiel, po czym zaczęłam przygotowania do urodzin Louisa. Zayn siedział w łazience, a Doriinae robiła mu koka tak zwanego "samuraja" na czubku głowy.
- Cześć, kochanie - szepnęłam, schylając się, by dać mu buziaka.
- Jak zakupy z mamą? - spytał, zablokowując swojego Iphone'a.
- Dobrze, pogadałyśmy trochę. A twój dzień z moim tatą? Bardzo cię męczył? - powiedziałam, siadając na krześle obok niego.
- Nie, właściwie to super spędziłem z nim ten dzień - oznajmił, a ja zrobiłam wielkie.
Tanishaa zaczęła mój makijaż, gdy Doriinae skończyła fryzurę Zayna i zajęła się moją. Postanowiła na zakręcenie końcówek lokówką. Ubrałam się w czarną sukienkę, botki tego samego koloru i dobrałam do tego małą torebkę, złoty naszyjnik oraz bransoletkę.
Już wtedy czułam się trochę słaba i senna, pobolewał mnie brzuch, ale wzięłam tabletkę i postanowiłam nie przejmować się złym stanem zdrowia. Wiedziałam, że to przejdzie, a tylko narobię strachu Zaynowi i rodzicom.
Pożegnaliśmy się z moją rodziną, wsiadając do vana, aby następnie udać się do domu Lou i Annie. Ochroniarz zapakował prezenty dla przyjaciół do bagażnika, po czym ruszyliśmy.
- Rose, wszystko dobrze? - spytał Malik, łącząc nasze dłonie. - Jesteś taka blada.
- Tak, kochanie - szepnęłam, posyłając mu słaby uśmiech.
Prawdą było, że nie czułam się najlepiej. Pobolewał mnie brzuch i głowa, byłam senna. Jednak urodziny przyjaciela były o wiele ważniejsze, nie mogłam ich odpuścić.
Droga zajęła nam 30 minut, oczywiście przyjechaliśmy ostatni, ale to już chyba u nas normalne. Wysiadłam z pojazdu, biorąc kilka prezentów, po czym razem z Zaynem poszliśmy do drzwi. Otworzyła nam Annie. Wyglądała przepięknie, ciąża zdecydowanie jej służyła. Ubrana była w granatową sukienkę, która okalała jej brzuszek.
- Rosie, Zayn - pisnęła, przytulając nas. - Tęskniłam za wami.
- My za tobą też, kochana - odparł Zayn, gdy dziewczyna ściskała nas.
- Chodźcie do środka, wszyscy już są - powiedziała, a my przekroczyliśmy próg ich pięknego domu.
Zdjęłam kurtkę, aby następnie udać się do salonu połączonego z kuchnią, gdzie wszyscy siedzieli już przy stole. Pierwsze podbiegły do mnie dziewczyny, a do Zayna chłopaki. Witali się chwilę, wymieniliśmy prezentami, złożyliśmy życzenia Lou, aby następnie usiąść do stołu.
- To jest Garett, Paul i Teressa, pracują ze mną, a to Rose i Zayn - przedstawił nas Louis trójce nieznanych mi ludzi.
- Oh, wiemy. To zaszczyt - odparła Teressa, podając nam dłonie.
Po 30 minutach kolacji poznaliśmy się lepiej z trójką prawników, którzy byli całkiem mili. Oczywiście, że traktowali nas z dystansem, w końcu jak większość ludzi bali się nas. Zayn był królem, mającym wiele przywilejów i wystarczyłby jeden ich błąd, a mógłby zmienić ich życie diametralnie. Tak myśleli wszyscy, którzy nas nie znali. Jednakże, nie wiedzieli, że Zayn nie należy do tych wrednych i zadufanych.
Po posiłku rozmawialiśmy chwilę o naszym życiu, Maya i Niall opowiadali o przygotowaniach do ślubu, który odbędzie się 25 stycznia w Londynie. Maggie zapowiadała powrót do pracy od nowego roku. Wróci do biura turystycznego. Bawiłam się chwilę z małym Johnem, który później smacznie zasnął. Tak bardzo tęskniłam za przyjaciółmi.
- Może pokażemy wam pokoik dla maluszków? - zaproponowała Annie, a wszyscy się zgodzili.
Udaliśmy się na piętro, gdzie znajdowała się sypialnia dla dzieci. Była przeurocza. Dwa łóżeczka obok siebie, bujany fotel, przewijak przy oknie.
- Jak tu pięknie - zaświergotała Margaret.
- Dlaczego r? - spytał Niall, patrząc na literki przyczepione do ściany.
- Ponieważ wybraliśmy już imiona - zaczęła Annie, a Lou objął ją od tyłu, kładąc ręce na brzuch. - Ron i Raquel.
- To wspaniale - powiedziałam, rozglądając się po pomieszczeniu.
Nagle poczułam niewyobrażalny ból w dolnych partiach brzucha. To było tak nagłe, momentalne. Paliło, jakby coś się w nim rozerwało. Mój oddech przyśpieszył, a ja upadłam na kolana. Krzyknęłam, łapiąc się za brzuch. To tak okropnie bolało, łzy zaczęły spływać po moich policzkach, a przed oczami powoli robiło cię ciemno. Ostatnie, co pamiętałam to przerażony Zayn łapiący mnie, gdy leciałam do tyłu.
__________________________________
Co tu się narobiło?
No co?
Matko, biedna Rose. Muszę was ostrzec, że zaczyna się DramaTime!
KOCHANI PROSZĘ WAS KOMENTUJCIE, BO TO DAJE SZANSĘ NA SZYBSZY ROZDZIAŁ (KTÓRY MAM JUŻ NAPISANY), WIĘC TO OD WAS TERAZ ZALEŻY, KIEDY SIĘ POJAWI. DAJE MI TO OGROMNĄ MOTYWACJĘ TO PISANIA.
Aaaaa cudowny rozdział, jak zawsze <3
OdpowiedzUsuńBiedna Rose ;((
OdpowiedzUsuńCiekawe ci się stało Rose
OdpowiedzUsuńAkurat w takim momencie przerywać ...
OdpowiedzUsuń